Hej wszystkim..
Nie ma tutaj nic już od ponad dwóch tygodni.. Jest kilka powodów, ale co będę się tu rozpisywać w tym temacie. Bez sensu xD
Chcę tylko powiedzieć, że miewam się dobrze. Wybaczcie też, że nie komentuję Waszych blogów. Czytam je. Na serio je czytam. Jestem na bieżąco z rozdziałami, ale nie mam 'weny' na komentowanie.. Przepraszam :(
Pół nowego rozdziału siedzi na dysku i parę linijek w zeszycie, ale kiedy się skończy to tego nawet najstarsi Indianie nie wiedzą (czy jakoś tak to szło)..
W każdym razie: jak zauważyliście.. zmieniłam swoją nazwę na bardziej taką hmm 'moją'. 'Animka - chan' to przeszłość ^^ Miałam dodać imię po japońsku, ale brzmiało to idiotycznie.. Katadziina - wtf? o.O ;P
I mam prośbę.. jeśli ktoś by ją wypełnił to super, jeśli nie to też nic się nie stanie.. a mianowicie:
chciałabym zmienić szablon.. ale to wiecie.. taki zajebisty, że aż sama sobie będę go zazdrościć ^^
Ja tam się nie bawię w te wszystkie rzeczy. Nie rajcuje mnie to, a chciałbym coś zmienić, a wygląd bloga to podstawa. Dlatego, jeśli ktoś może.. ma chęci, czas i pomysł, bardzo proszę o pomoc :D pomysły przesyłajcie mi na e-mail: kkarpala@wp.pl w temacie proszę napisać: 'Pomysł na szablon' xD
A na koniec..
Nieuchronnie zbliżam się do końca opowiadania. Być może skończy się jeszcze w tym roku.
Co dalej..? Hmmm.. no powiem szczerze (o ile jeszcze ktoś tu przychodzi i czyta) będzie przerwa. Zapewne długa. Może zrobię kolejne opowiadanie, ale muszę dopracować szczegóły. Dlatego też, czekajcie cierpliwie. Wszystkiego dowiecie się na bieżąco.
Trzymajcie się ciepło! Tak.. teraz to najlepsze pożegnanie. Nie wiem jak u Was, ale u mnie zimno i biało :D
Buziaki ;*
środa, 27 listopada 2013
piątek, 8 listopada 2013
71. Nieprzygotowanie i trema.
Poranek przyniósł dziewczynom nie tylko ogromny ból głowy,
ale też głód i pragnienie.
- Mam nadzieję, że już na weselu nie będzie takiego
szaleństwa. – Skwitowała Bisca.
- Na weselu to będzie chyba jeszcze większa masakra. –
Rzuciła blondwłosa. – Prawda Erza? – Zwróciła się do przyjaciółki. Ta jednak
jako jedyna z towarzystwa jeszcze spała. – No tak.. zapomniałam, że Tytania ma
słabą głowę.
- Przyzwyczai się. Jak już będzie mężatką to dopiero zacznie
pić. – Rzekła Alberona z uśmiechem.
- Co Ty możesz o tym wiedzieć? Hmm? – Heartfillia spojrzała
na nią z przymrużonymi oczami. – Czy my o czymś nie wiemy? – To pytanie
wybudziło dziewczyny całkowicie. Wyczekująco spojrzały na brunetkę.
- Niby czego nie wiecie? – Spytała ze spokojem. – Oh, no tak
się mi powiedziało, dobra?
- A jest ktoś wyjątkowy w Twoim życiu? – Wyszeptała
blondwłosa, gdy reszta dziewczyn starała się jakoś ogarnąć. Alberona
zachłysnęła się alkoholem, który spożywała.
- Że co?! – Krzyknęła oniemiała, a Heartfillia zaśmiała się
cicho.
- Oj no nie ma się czego wstydzić.
- Chyba za dużo wypiłaś Lucy, bo gadasz bzdury. – Rzekła już
spokojniej. Magini Gwiezdnej Energii już nic nie powiedziała. Odpowiedź
brunetki sprzed chwili i jej zachowanie rozwiało wątpliwości jakie miała.
- To kto budzi Erzę? – Zmieniła temat. Dziewczyny spojrzały
po sobie, ale wiadomo.. nikt nie chciał dostąpić tego ‘zaszczytu’. – O której
tak w ogóle ma być ślub?
- O piętnastej. – Odpowiedziała jej Strauss. Blondwłosa
spojrzała na zegar i westchnęła.
- Wiecie, że mamy tylko sześć godzin, by doprowadzić nas, a
w szczególności pannę młodą do porządku? – Uraczyła dziewczyny srogim
spojrzeniem. – Dobra. Ja ją obudzę. – Rzuciła. Na twarzach dziewczyn pojawiła
się wyraźna ulga. – Ja zajmę się Erzą, a Wy wracajcie do siebie i sprawdźcie, czy
wszystko jest zapięte na ostatni guzik. – Rozporządziła, a dziewczyny
posłusznie wyszły z mieszkania. Teraz blondwłosa zastanawiała się nad pobudką
przyjaciółki. Ostatecznie wybiegła z domu, wracając po paru minutach z
ulubionym smakołykiem szkarłatnowłosej. Tak jak się spodziewała, podstawienie
pod nos przyjaciółki kawałka ciasta był strzałem w dziesiątkę. Oby potem nie miała pretensji, że nie mieści
się w suknię ślubną’. – Przeszło przez myśl blondwłosej. – Erza, wiesz, że
za niedługo masz ślub?
- Spokojnie, zdążymy. – Rzekła opanowana.
- Przynajmniej suknię masz kupioną. – Mruknęła. Tytania
jednak to słyszała. Spojrzała na Heartfillię i przyglądnęła jej się. – Tylko mi
nie mów, że.. – Dziewczyna nawet nie chciała kończyć. – Erza! – Krzyknęła
nagle, co było zaskoczeniem nie tylko dla Scarlet, ale i samej blondwłosej. –
Dlaczego nie masz sukni? – Spytała już w miarę spokojnie.
- Wyleciało mi z głowy.
- Jak mógł Ci wypaść z głowy zakup sukni ślubnej?!
- No bo to tak wszystko się nagle pozmieniało..
- Eh, nie ma czasu. – Westchnęła brązowooka. Podeszła do
przyjaciółki i nim ta skończyła swój przysmak, wyrwała jej talerz z ręki i
skarciła ją wzrokiem. – Idziemy na zakupy i to zaraz. – Rzekła tonem poważnym i
zdecydowanym. – Bez dyskusji. – Dodała, gdy zauważyła, że przyjaciółka chce coś
powiedzieć.
Godzinę później.
- Niewiarygodne! No po prostu niewiarygodne! Jak można nie
kupić wcześniej sukni ślubnej? – Heartfillia powtarzała to zdanie co chwilę,
odkąd wyszły z mieszkania. Tytania przymierzała w tej chwili dziesiątą z kolei
suknię, a blondwłosa niecierpliwie tupała nogą.
Po dwóch godzinach, Scarlet w końcu zdecydowała się na
klasyczną, prostą, śnieżnobiałą suknię z wyciętymi plecami.
- No to skoro zakupy mamy za sobą, wracamy do mnie. –
Skwitowała magini Gwiezdnej Energii. – U mnie się wykąpiesz, a potem Cancer
zajmie się resztą.
- Dziękuję Ci, Lucy. – Rzuciła Tytania z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. Najważniejsze, że już jest wszystko
załatwione, prawda?
- Tak. Teraz już jest na pewno wszystko.
- Super. O obrączkach nie zapomnieliście?
- Nie. Są, na pewno.
- Co za ulga.
Kwadrans później, dotarły do domu. Heartfillia wygoniła
szkarłatnowłosą do łazienki, a sama zaczęła szukać kreacji na uroczystość. Z
szafy wyciągnęła beżową sukienkę na ramiączkach, obcisłą w biuście, a
rozkloszowaną do połowy ud. W pasie znajdowała się zaś czarna, gruba wstążka.
Na nogi założyła czarne buty.
- Świetnie wyglądasz. – Usłyszała głos Tytanii.
- Dziękuję. Jeszcze fryzura, makijaż i dodatki i będę
gotowa. – Heartfillia sięgnęła po jeden ze złotych kluczy. – Otwórz się bramo
Kraba: Cancer! – Tuż przed nią pojawił się wzywany Gwiezdny Dych z nożyczkami w
rękach.
- W czym mogę pomóc – ebi?
- Potrzebne dwie fryzury. Dla panny młodej. – Wskazała ręką
na przyjaciółkę odzianą w różowy szlafrok. – I dla mnie.
- Już się robi – ebi. – Pierwsza na krześle usiadła Tytania.
Rak upiął jej długie, szkarłatne włosy w niskiego koka, grzywkę zaczesał na bok
i wpiął śnieżnobiałą różę nad lewe ucho.
- Wyglądasz rewelacyjnie! – Rzekła blondwłosa. – To teraz
moja kolej. – Dodała i usiadła na miejscu przyjaciółki. Tamta, korzystając z
wolnej chwili, udała się do kuchni, zaparzyć sobie herbaty. – Gotowa! –
Krzyknęła po kilkunastu minutach. Jej włosy spięte były w wysokiego koka, a na
policzki opadały lekko zakręcone kosmyki.
- Ty również wyglądasz świetnie. Natsu chyba zwariuje na
Twój widok. – Rzuciła Scarlet z uśmiechem.
- Szczerze wątpię. Bardziej zajmie się wchłanianiem tego, co
będzie na stole, niż tym co dzisiaj ma na sobie i jak wyglądam. – Zaśmiała się.
– Dobra, teraz pomogę Ci założyć sukienkę i idziemy do katedry. – Mówiąc to,
jej Gwiezdny Duch wrócił do swojego świata, a Heartfillia wraz z panną młodą
zaczęły się siłować z zapięciem sukni.
Pół godziny do ślubu.
- Erza! Wyłaź już! Spóźnisz się na własny ślub! – Krzyczała
blondwłosa przez drzwi do łazienki, w których zamknęła się szkarłatnowłosa.
- Nogi mi się trzęsą. Nie dam rady! – Odkrzyknęła jej.
- Erza, no! Lepiej mnie nie denerwuj. Wczoraj mówiłaś mi, że
nie chcesz czekać, a teraz chowasz się w łazience i trzęsiesz się jak galareta!
- Yo Lucy! – Usłyszała nagle. Ku jej zdziwieniu (albo i
nie), w oknie stał nie kto inny jak Salamander, odziany w elegancki garnitur. –
Co tu jeszcze robisz? Wszyscy już są w katedrze.
- No wiesz.. na pewno też bym tam już dawno była, ale KTOŚ
zamknął się w łazience i nie chce wyjść.
- Kto tam jest?
- Nieustraszona Tytania – panna młoda. – Rzekła dziewczyna.
– No Erza, do kurwy nędzy wyłaź stamtąd! – Zdenerwowała się znowu dziewczyna i
zaczęła nerwowo stukać w drzwi.
- Ej Lucy, spokojnie. Nie denerwuj się. Ślicznie wyglądasz,
więc nie psuj tego swoją złością. – Dragneel wskoczył do środka i stanął obok
dziewczyny, która delikatnie się zarumieniła na komplement chłopaka. – To co
Erza, wychodzisz? Wszyscy czekają na Ciebie, a Jellal chyba najbardziej.
- Ja naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje, ale nie mogę
się ruszyć.
- To ja Cię zaniosę do katedry, bo wszyscy się
niecierpliwią. – W mieszkaniu nastąpiła cisza. Ani zamknięta w łazience
Tytania, ani różowowłosy z Heartfillią, nie odezwali się. Gdy po kilku minutach
blondwłosa próbowała coś powiedzieć, usłyszała dźwięk przekręcanego klucza w
zamku.
- Dobra, możemy iść. – Rzekła Scarlet, siląc się na uśmiech.
- Skąd ta nagła zmiana? – Zainteresował się różowowłosy.
- Cicho, nie ważne. Idziemy do katedry. – Rzuciła szybko
brązowooka i pociągnęła przyjaciół za rękę w stronę wyjścia.
Katedra.
- No gdzie oni są? – Denerwował się Fernandes. – Erza
powinna już tutaj dawno temu być.
- Spokojnie. To normalne, że panna młoda się spóźnia. –
Starał się go pocieszyć Fullbaster.
- Tak myślisz?
- Kobieta w tym dniu chce pięknie wyglądać.
- Erza na pewno będzie wyglądała ślicznie. – Rozmarzył się
niebieskowłosy. – Ale wiesz co? – Zwrócił się do maga lodu. – Ty też byś super
wyglądał, gdybyś miał na sobie garnitur.
- No przecież.. – Spojrzał na swoje ciało, które jak się
okazało, było zupełnie nagie. – Jak to się stało?! – Podczas, gdy Fullbaster
rozpoczął poszukiwania garderoby, drzwi katedry otworzyły się. Oczy
zgromadzonych spojrzały właśnie w tamtą stronę. W progu stał Dragneel wraz z
blondwłosą.
- Przepraszamy za spóźnienie. Były problemy hmmm techniczne?
– Wyszeptała dosyć głośno Heartfillia z delikatnym uśmiechem. – Sytuacja
opanowana. Panna młoda już czeka. – Dodała i pociągnęła różowowłosego za rękę w
stronę wolnych miejsc. Za nimi pojawiła się Scarlet. Wszystkim zebranym zaparło
dech w piersiach na jej widok. Sam niebieskowłosy nie mógł oderwać od niej
oczu. Wyglądała przepięknie. Niczym prawdziwa Królowa Wróżek.
- Echem.. mogę? – Mistrz gildii podszedł do
szkarłatnowłosej, wyciągając w jej kierunku ramię.
- Będzie mi bardzo miło. Dziękuję. – Uśmiechnęła się do
niego promiennie. W katedrze rozbrzmiała muzyka płynąca ze strun skrzypiec.
Zgromadzeni wstali, a Tytania wraz z Mistrzem ruszyli przed ołtarz, gdzie
czekali na nich niski, pulchny kapłan wraz z Fernandesem. Dreyar oddał rękę
swojego ukochanego dziecka niebieskowłosemu, który to nie posiadał się ze
szczęścia.
Po sakramentalnym ‘tak’, młoda para z gośćmi, udali się do
gildii na wspólne świętowanie. Jedzeniu, piciu, tańczeniu i śpiewaniu nie było
końca. Każdy z nich się bawił. Nikt nie był smutny, ani samotny.
Minęło kilka dni. Po weselu w gildii, które trwało dwa dni,
rozpoczęto porządki. Młode małżeństwo udało się na wypoczynek do Rosemary.
- Eh.. to była cudowna uroczystość i wesele. – Skwitowała
białowłosa barmanka, polerując szkło.
- To prawda, ale widać że dla niektórych impreza jeszcze
trwa. – Rzuciła Heartfillia wskazując na Alberonę, która to siedziała na stole
z beczką między nogami.
- Erza z Jellalem zamówili na wesele mnóstwo alkoholu. To,
co nie zeszło, Cana właśnie wypija. – Dołączył się do rozmowy młody Dreyar.
- Wszystko jasne.. – Rzekła blondwłosa, zamiatając podłogę.
- A mnie ciekawi jeszcze jedna sprawa.. – Zaczęła Strauss. –
Kiedy kolejny ślub i wesele? – Spojrzała na Heartfillię.
- Dlaczego patrzysz akurat na mnie? – Zdziwiła się
dziewczyna.
- No wiesz, bo Ty i Natsu..
- To nie znaczy, że musimy się od razu pobierać, prawda? –
Białowłosa zamilkła i wróciła do swoich obowiązków, tak samo jak i blondwłosa.
Do gildii weszła część magów. Gdy tylko przekroczyli próg, drzwi zatrzasnęły
się. – Oj, mam złe przeczucia. – Mruknęła Heartfillia. Nie myliła się. Miotła,
którą to właśnie trzymała w ręku, zmieniła się.. w węża. – Aaaa! – Krzyknęła.
Salamander w mgnieniu oka znalazł się przy niej. Niestety blondwłosa na jego
widok przestraszyła się jeszcze bardziej, gdyż na szyi różowowłosego zamiast
jego łuskowatego szalika, znajdował się obślizgły wąż. Dragneel zrzucił go z
siebie na podłogę, a ten popełzał w nieznanym im kierunku. Magowie rozejrzeli
się po gildii. Nogi z krzeseł, ław i stolików zamieniały się w gady, tworząc po
chwili ‘błyszczący’ dywan we wnętrzu budynku.
‘W małżeństwie ważne jest nie tylko dobrać się zaletami,
Ale i wadami.’
xD
Yeaa! Zaleta pracowania popołudniami? Bycie samemu na
sklepie i możność napisania rozdziału w zeszycie, a jak! :D
Nudy jak cholera! ;/ - to akurat minus.
Myślałam, że dodam rozdział dopiero przez weekend, ale.. już
utopiłam swoje ‘smutki w butelce wódki’ i mnie wzięło by wkleić rozdział dziś
xD
Hmm i odpowiadając na pytania niektórych, o czym piszę
książkę.. mianowicie:
Jest to opowieść o dziewczynie imieniem Angel i jej
przyjaciołach, która po dwóch latach nieobecności, wraca do domu i przyjaciół.
Przez te lata nieobecności praktykowała swoją siłę. Starała się przyzwyczaić do
bycia czarodziejką, którą to się okazało, że jest. Gdy wraca, Bractwo mianuje
ją Mistrzem. Na początku się nie zgadza, jednak później z pewnych przyczyn,
zgadza się. Okazuje się, że czarnoksiężnicy wypowiedzieli wojnę Bractwu. Angel
wraz z przyjaciółmi starają się ją wygrać.. co się stanie dalej.. nie powiem,
bo to nie ładnie tak dużo gadać xD gdy skończę, postaram się ją wydać, albo
chociaż opublikować gdzieś w sieci, by inni mieli z tego frajdę ^^
;*
poniedziałek, 4 listopada 2013
70. Niecierpliwość i wieczorek.
Kolejnego dnia wrócili do gildii.
- Jak Wam poszło? – Zagadał Mistrz, gdy tylko zauważył
swoich podopiecznych. Ci popatrzyli po sobie znacząco. – Coś się stało?
- Niespecjalnie. – Odezwał się po chwili Salamander z
szerokim uśmiechem. – Wykonaliśmy misję. – Dodał.
- Cieszę się. – Rzekł staruszek. – Relacje chyba też się
między Wami polepszyły? – Pytając o to, zerknął na różowowłosego, a potem na
Heartfillię.
- No jasne! – Krzyknął uradowany, zwracając tym samym na
siebie uwagę zebranych. Podszedł do dziewczyny i objął ja w pasie, na co
dziewczyna nieco się zdziwiła, tak samo jak i większość gildii. – Jesteśmy
razem. – Dodał. Ta informacja wywołała wstrząs nie tylko wśród magów, ale i
również samej Heartfilli. Jej źrenice powiększyły się dwukrotnie.
- Jesteśmy? – Spytała szeptem oniemiała. Dragneel w
odpowiedzi posłał jej swój firmowy uśmiech i przytaknął. Blondwłosa potrząsnęła
energicznie głową, po czym delikatnie odsunęła się od chłopaka. – Kochanie,
musimy pogadać. – Rzuciła, odzyskując zdrowy ‘rozsądek’ i kładąc nacisk na
słowo ‘kochanie’. Pociągnęła chłopaka za rękę i wyprowadziła z budynku nim ten
jej odpowiedział.
- Co się stało? – Zapytał na zewnątrz.
- Eh.. Natsu.. – Westchnęła na początek. – Od kiedy tak
właściwie jesteśmy parą?
- No a nie jesteśmy? Ja kocham Ciebie, Ty mnie.. myślałem,
że to oczywiste. – Powiedział to z taką pewnością, jakby naprawdę tak było.
- Ja.. Emm.. – Nie wiedziała co ma odpowiedzieć.
- No co? Nie kochasz mnie już? – Spytał z powagą.
- Nie! To nie tak, ja ~
- No to wszystko w porządku! – Rzucił szybko, nie pozwalając
jej dokończyć wypowiedzi i wszedł z powrotem do gildii, uśmiechając się
szeroko. Heartfillia została zaś na zewnątrz, a po chwili dołączyła do niej
Tytania.
- Cieszę się. – Rzekła przyjaciółka z uśmiechem. Po chwili i
blondwłosa odwzajemniła gest i wróciła do gildii. Jej zdziwienie osiągnęło
zenitu, w momencie gdy spojrzała na chłopaka, który to wraz ze swoim latającym
przyjacielem tańczyli na stole.
- Musiałam być nieźle pijana, kiedy się w nim zakochałam. –
Mruknęła. Scarlet słyszała to i uśmiechnęła się pod nosem. Sama jednak po
chwili dołączyła do zabawy wśród przyjaciół, która trwała w najlepsze.
I tak mijał dzień za dniem. Heartfillia zdążyła przyzwyczaić
się do bycia w związku z różowowłosym magiem. Nie mogła jednak przyzwyczaić się
do tego, iż przebywał w jej mieszkaniu większość wolnego czasu. A zwłaszcza w
kuchni, przed lodówką.
- Zaczynam być zazdrosna o tę lodówkę. – Rzuciła rozbawiona
któregoś dnia, gdy to znów nakryła Dragneela na zachłannym pochłanianiu
zawartości jej lodówki. – Wiesz, jeśli Ci przeszkadzam w ‘romansowaniu’ to może
wyjdę? – Zaśmiała się nerwowo, w nadziei, że chłopak zaraz zaprzestanie
czynności. Nic bardziej mylnego. Odwrócił głowę w jej kierunku z wypchanymi
niczym chomik policzkami.
- Do sklepu? – Spytał z iskierkami w oczach.
- Tak, do sklepu. – Odpowiedziała poważnie. – Idę sobie
kupić nowego chłopaka. - Dodała sarkastycznie, odwróciła się na pięcie i z
głośnym hukiem zatrzasnęła za sobą drzwi. Gdy tylko jednak wyszła z mieszkania,
poczuła ciepłe ręce obejmujące ją.
- Tak to się nie będziemy bawić. – Rzucił poważnie.
Heartfillia milczała. – Nie żartuj sobie ze mnie w ten sposób. – Blondwłosa
odwróciła się do chłopaka.
- Masz rację, przepraszam. – Odezwała się po chwili. – Idę
do sklepu, bo pewnie lodówka jest już pusta.
- Tak, jest pusta. Nie wiem, czy wiesz, ale wiele produktów
w niej było mocno przeterminowanych. Nie możesz jeść takich rzeczy, musisz się
zdrowo odżywiać. (A co ona w ciąży, czy co? W sumie.. hmm kto tam wie.. xD) –
Te słowa zaskoczyły dziewczynę.
- Ty głupku! – Krzyknęła. – Po co jadłeś wszystkie te
rzeczy, trzeba było je wyrzucić.
- Nie chciałem wyrzucać czegoś, co kupiłaś za zarobione
klejnoty.
- Wiesz, że możesz się od tego pochorować?
- Lepiej ja, niż Ty. Już teraz wyglądasz marnie, co by było,
gdybyś zjadła jakiś stary produkt?
- No.. Em.. – Teraz było jej głupio. On się martwił o jej
zdrowie, a ona się obraziła. Podeszła do chłopaka i ucałowała jego policzek. –
Dziękuję. – Rzekła po chwili i z powrotem wrócili do mieszkania.
Heartfillia każdego dnia niecierpliwie wyczekiwała ostatniej
próby. Obawiała się Opiekuna, który tym razem na pewno nie będzie byle jakim.
Mogła jedynie sobie wyobrazić, na czym będzie polegała ostatnia próba. Na samą
myśl o wężach i różnego tego typu oślizgłych gadach, dostawała gęsiej skórki.
- Hej Lucy! – Wyrwał ją z zamyśleń różowowłosy mag, który to
w swoim zwyczaju wszedł przez okno.
- No hej. – Odpowiedziała mu mało entuzjastycznie.
- Coś się stało? – Zauważył jej strapioną minę i usiadł
obok.
- Nie, ale na pewno coś się stanie. – Rzuciła.
- Masz na myśli ostatnią próbę?
- Dokładnie.
- Dasz radę. Spójrz tylko, ile już przeszłaś. Pustynia,
Atlantyda, kozy, pająki.. No chyba nic gorszego być nie może.
- Nigdy nie mów nigdy, Natsu. – Westchnęła dziewczyna. –
Najgorsze jest to czekanie. Chciałabym mieć to już za sobą.
- Tak bardzo chcesz się ze mną zmierzyć? – Uśmiechnął się
chytrze chłopak.
- Zmierzyć? – Zdziwiła się blondwłosa.
- No bo wiesz.. Jak już zostaniesz tą Strażniczką, Twoje duchy
i Ty będziecie bardzo silni.
- O ile zostanę Strażniczką. Poza tym nie mam zamiaru z Tobą
walczyć.
- Ej, ale dlaczego? – Posmutniał.
- Bo jesteśmy z jednej gildii.
- Boisz się, że przegrasz?
- To nie o to chodzi.
- Boisz się. – Wyszczerzył się chłopak.
- Natsu! Nie prowokuj mnie. Myśl sobie co chcesz, ale nie
zamierzam wyciągać przeciw Tobie moich kluczy.
- To może się o coś założymy?
- Eh, co Cię dzisiaj opętało? Jesteś strasznie marudny.
- Po prostu będę ciekaw Twoich umiejętności w walce. Ze mną.
To wszystko.
- Przemyślę to.. – Rzekła w końcu po chwili zastanowienia.
Nagle w mieszkaniu blondwłosej rozległo się pukanie do drzwi. Ku jej
zaskoczeniu za progiem znajdowała się większość damskiego grona gildii. – Coś
się stało? – Zapytała i wpuściła dziewczyny do środka.
- Impreza! – Krzyknęła Alberona.
- Urządzamy dzisiaj wieczór panieński Erzy. – Wytłumaczyła
starsza Strauss.
- Dzisiaj? – Powtórzyła Heartfillia.
- Jutro biorę ślub. – Rzuciła Tytania.
- Jutro? Myślałam, że ślub odbędzie się dopiero za miesiąc.
- Po co czekać? Razem z Jellalem postanowiliśmy się jak
najszybciej pobrać, bo chcemy udać się do mojego rodzinnego miasta na
wypoczynek i trochę tam posiedzieć. Wiesz.. taki.. miesiąc miodowy. –
Rozmarzyła się Scarlet.
- Oh.. rozumiem. – Uśmiechnęła się delikatnie blondwłosa. –
Ale nie byłam przygotowana na imprezę w MOIM mieszkaniu.
- To nic. My mamy wszystko Lucuś! – Rzuciła uradowana
McGarden. Wszystkie wepchały się do salonu, gdzie siedział Dragneel.
- Cześć Natsu! – Krzyknęły wszystkie dziewczyny na raz.
- Przeszkadzamy Wam? – Szepnęła Scarlet w stronę Heartfilli.
- Nie. – Odpowiedziała krótko.
- To dobrze. – Uśmiechnęła się. – Natsu, wypad! – I nim ten
się spostrzegł, Tytania wykopała go przez okno na zewnątrz.
- E-erza.. ale nie musiałaś traktować go tak brutalnie.
Wystarczyłoby poprosić, by wyszedł. – Rzekła blondwłosa, wychylając się za
okno, sprawdzić, czy aby różowowłosemu nic nie jest. Ta jednak go nie widziała.
- Skoro pozbyliśmy się intruza to możemy zacząć balować. –
Rzuciła brunetka, siadając wygodnie na drewnianej posadzce.
- Ty to chyba codziennie balujesz. – Mruknęła pod nosem
magini Gwiezdnej Energii. Gdy już zdała sobie sprawę, iż przyjaciółki na dobre
rozgościły się w jej salonie, sama dosiadła się do nich.
- Głupia Erza! – Wrzasnął Dragneel, gdy tylko wydostał się
na powierzchnię. Siła z jaką wyrzuciła chłopaka za okno, była tak wielka, że
wylądował w oceanie oddalonym od mieszkania blondwłosej o kilka kilometrów. –
Jeszcze Cię pokonam! – Dodał po chwili.
- Ojj nie wiem, czy byłaby zadowolona, gdyby to słyszała. –
Usłyszał nagle. – Cześć Natsu.
- Jellal? Co Ty tutaj robisz?
- Napawam się ostatnimi dniami bycia kawalerem.
- Nie świętujesz jak dziewczyny?
- Jak widać. – Westchnął niebieskowłosy, po czym uśmiechnął
się szeroko. – No ale skoro spotkałem Ciebie, to możemy iść zabalować.
- Co? E? Poważnie? – Zdziwił się różowowłosy.
- No jasne, a teraz chodź. – Pociągnął chłopaka za ramię tuż
do jego mieszkania, zgarniając po drodze kilku innych magów płci męskiej. Tak
samo jak i w mieszkaniu Heartfilli, tak i u nich dało się słyszeć wesołą
atmosferę, co zapewne spowodowane było zawartością procentów we krwi. To był
ich wieczór. Wieczór pełen plotek, przemyśleń o życiu, planach na przyszłość.
Blondwłosa świetnie bawiła się w towarzystwie dziewczyn.
Przez próby zapomniała, jak to dobrze jest mieć je przy sobie. Przebywać z nimi
i wygłupiać się. Nikt jednak nie zdawał sobie sprawy z niespodzianek, jakie za
niedługo ich czekają..
‘Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia,
Które ma dla innych, ale i za te,
Które w innych budzi.’
No! I jest :D
Cieszę się, że napisałam ten jakże przynudnawy rozdział.
Trochę uczuć się w końcu tu wylało, co zapewne niektórych
bardzo cieszy :D
Wszystko elegancko i na legalu teraz, a jak ^^
Zapewne intryguje teraz Was ta końcówka.. i dobrze ;) ale wszystkiego się dowiecie dopiero za rozdział, dwa, lub trzy :D zależy jak się rozpiszę ^^
A teraz idę do dalszego pisania.. tym razem książki xD
Do usłyszenia!
Całusów sto dwa ! :*
piątek, 25 października 2013
69. Wsparcie i dwanaście.
Tak bardzo chciała żeby to był tylko koszmar. W myślach nie
dopuszczała do siebie innej możliwości. Zalana jednak łzami, depresyjnie
odgrzebywała ciało różowowłosego maga.
- Natsu, przepraszam, przepraszam, przepraszam.. –
Powtarzała niczym katarynka. Reszta drużyny przyglądała się tej scenie równie
ze smutkiem i żalem. Oni też nie chcieli dopuścić do siebie tej wiadomości, że
ten napaleniec mógłby zginąć po czymś takim. Po dramatycznej ‘akcji’,
blondwłosa wyciągnęła jego ciało, które to nie zdawało się choćby w jakikolwiek
sposób reagować na poczynania dziewczyny. Szarpała go, oklepywała w policzek,
ten niestety ani drgnął. Temperatura jego ciała również wydawała się być
niższa. – Natsu.. nie wygłupiaj się.. Otwórz oczy. – Przytuliła go mocniej do
ciała, kołysząc nim równocześnie jak małym dzieckiem. Z jej oczu spływały łzy,
które to skapywały później na Salamandra. Jej warga drżała. Im dłużej nim tak
kołysała, tym bardziej zdawała sobie sprawę jak bardzo go kochała i w jak
bardzo głupi sposób go traciła. – Proszę.. nie zostawiaj mnie. Kocham Cię,
słyszysz? Kocham, kocham.. ko-cham.. – Łkała coraz bardziej, dławiła się
słonymi kroplami, ale to nic nie pomagało.
- Ja Ciebie też. – Usłyszała. Znała ten głos. Spojrzała na
ciało, które nadal mocno tuliła. Jednakże to nie ono wypowiedziało te słowa.
Odwróciła się. Ku jej zdziwieniu, tak samo jak i reszty magów, stał tam
Dragneel. Żywy, bez żadnej rany, beż żadnego siniaka. Heartfillia ostrożnie
wstała z trawy i podeszła do chłopaka, wyciągając rękę w jego stronę.
- N-natsu? – Wyszeptała. – To Ty? Naprawdę Ty?
- Ja. – Odpowiedział poważnie.
- A-ale jak? – Odwróciła się znów w stronę leżącego na ziemi
różowowłosego. Nagle to ciało zaczęło znikać, ulatniać się wraz z powietrzem.
- To kopia. Reaguje na bodźce zewnętrzne. Te same uczucia,
wspomnienia, ta sama siła.. – Wtrącił się Opiekun. Widząc niezrozumienie na
twarzy magów, westchnął przeciągle. – Chciałem tym samym Ci pokazać, że siła,
którą zostałaś obdarzona nie jest tym, czym powinnaś się kierować, gdy już zostaniesz
Strażniczką Gwiazd. Nie powinnaś sama dźwigać tego brzemienia, a wspierać się
swoich przyjaciołach. – Wytłumaczył. Blondwłosa upadła na kolana przed
Opiekunem.
- J-ja.. – Zasłoniła twarz dłońmi.
- Mimo wszystko, przeszłaś próbę. – Rzucił krótko, po czym
zniknął, zostawiając za sobą tylko złoty klucz do Bramy Byka. Heartfillia
jeszcze przez chwilę wpatrywała się w złoty klucz, po czym wstała i nie
urzekając nikogo spojrzeniem, rzuciła:
- Czy.. możemy kontynuować misję? – Żaden z magów nie
odezwał się ani słowem. Kiwnęli tylko twierdząco głowami, po czym zabrali się
do pracy.
Nastał wieczór. Dom, tak samo jak i gospodarstwo zostało
odbudowane w mgnieniu oka. Każdy z magów sprężał się jak tylko może. Większość
pracy była już wykonana przez blondwłosą, która to przed mniemaną tragedią,
otrzymała nadludzkie siły.
- Wspaniale się spisaliście Kochani! – Pochwaliła ich
staruszka. – Proszę.. zapraszam Was teraz na poczęstunek. Zasłużyliście za tak
dobrze wykonaną pracę. – Dodała z uśmiechem. Magowie uśmiechnęli się do siebie
i bez żadnych sprzeciwów, udali się za Kokoro. No może jednak nie wszyscy.
Heartfillia korzystając z okazji, że przyjaciele udali się na posiłek,
wymsknęła się i cichaczem udała się w stronę lasu, który to był nieopodal.
Światło księżyca przedzierało się między gałęzie drzew, będąc tym samym jedynym
oświetleniem w tę ciemną, głuchą noc. Blondwłosa będąc już, według niej, w
odpowiedniej odległości od przyjaciół, przysiadła na pniu i zakryła twarz w
dłoniach.
- Jestem beznadziejna.. ja.. nie nadaję się na Strażniczkę
Gwiazd.. – Wyłkała. – Przez moją pewność siebie, o mało co nie zabiłam osoby,
którą kocham.. dlaczego? – Dziewczyna zsunęła się po pniu, siadając tym samym
na wilgotniej ściółce.
- Ale nie zabiłaś. – Szybko podniosła głowę w stronę dobrze
znanemu jej głosu.
- Co tu robisz? – Spytała zaskoczona.
- Zauważyłem, że Cię nie ma.. więc przyszedłem Cię poszukać.
Tym oto sposobem, znalazłem się tutaj. – Wyjaśnił, po czym usiadł na pniu. –
Lucy.. – Zaczął.
- Przepraszam Natsu. Tak bardzo Cię przepraszam. –
Heartfillia kucnęła przed chłopakiem, zaciskając pięści na kolanach. Z jej oczu
na nowo zaczęły skapywać łzy, co nie uszło uwadze chłopaka. Nie odzywał się.
Milczał przez dłuższy czas, aż w końcu przytulił do siebie mocno blondynkę.
- Głupia.. – Wyszeptał jej do ucha. – Dlaczego chcesz
przejść przez to wszystko sama? Po to masz wszystkich, po to masz mnie, by na
nas polegać. Nie rób nigdy więcej czegoś takiego, rozumiesz? – Chwycił w dłonie
jej zapłakaną twarz i spojrzał na nią z czułością. Była piękna. Pomimo blasku
tylko księżycowego światła dostrzegał jej piękno. Może i była teraz zapłakana,
jej oczy były lekko zaczerwienione, na policzkach widniały lekkie rumieńce od
płaczu, jej usta drżały, ale taką ją kochał. Taką ją pragnął, by była przy nim
i polegała na nim. – Jesteśmy tu dla Ciebie. Ja jestem tutaj dla Ciebie. – Po
tych słowach ucałował delikatnie jej drżące wargi. Ona poczuła ciepło
rozlewające się po jej ciele. Jej krew zaczęła dużo szybciej krążyć.
Odwzajemniła gest, tym samym pogłębiając tę namiętność. To była ich chwila. Nie
musieli już więcej nic mówić, czyny doskonale oddawały ich uczucia do siebie. –
Nie wiem czy sobie to uświadomiłaś.. – Odezwał się po dłuższej chwili, patrząc
jej w oczy. – Ale zebrałaś już dwanaście kluczy. – Uśmiechnął się do niej
delikatnie, ona zaś patrzyła na niego, jakby powiedział jej teraz jakąś
absurdalną rzecz.
- Masz rację! – Krzyknęła nagle i oderwała się od chłopaka.
Ten tracąc równowagę, upadł na ziemię. – Przeszłam wszystkie próby.. –
Powtórzyła ciszej i spojrzała na pęk złotych kluczy. Uśmiechnęła się
delikatnie. – To koniec..
- Nie zupełnie. – Usłyszeli. Tuż przed magami pojawiła się
staruszka, u której wykonywali misję. – Zebrałaś wszystkie dwanaście kluczy,
ale to nie wszystko. Czeka Cię jeszcze jedna próba Lucy. – Blondwłosa spojrzała
na nią z niezrozumieniem. – Został jeden klucz, Wężownik. Gdy już jego
zdobędziesz, zostaniesz Strażniczką Gwiazd.
- Skąd Pani wie o próbach? Jest Pani magiem?
- Byłam magiem. Magiem Gwiezdnej Energii. – Uśmiechnęła się
na samo wspomnienie.
- Dlaczego już Pani nim nie jest?
- To przeszłość kochanie.. Kilkadziesiąt lat temu byłam
młodą blondynką, tak jak Ty. Mnie również powierzono zadanie, by zdobyć
wszystkie klucze. Jednakże to nie ja byłam dziewczyną z przepowiedni. Zawiodłam
i straciłam moje moce.
- To.. niemożliwe.. – Rzekła tylko dziewczyna. – Tak mi
przykro.
- Mnie tak samo.. ale może dobrze się stało? Wszystko
wskazuje na to, że przepowiednia się ziści. – Uśmiechnęła się do magini
przyjaźnie i szczerze.
- Chciałabym.. ale czy podołam ostatniemu zadaniu?
- Przeszłaś już tak długą i wyczerpującą drogę, że nie sądzę
by teraz poszło coś nie tak. Poza tym sama powinnaś być bardziej optymistycznie
nastawiona, prawda? Chcesz ich chronić, musisz to zrobić.
- Ma Pani rację. Zrobię to. – Rzekła hardo Heartfillia a
Salamander tylko z uśmiechem spojrzał w jej kierunku.
- Teraz dobrze zrobisz, jeśli odpoczniesz. Nie wiadomo jakie
zadanie na Ciebie czeka, więc lepiej byś była wypoczęta.
- Szczerze się przyznam, że im bliżej jestem tytułu
Strażniczki, tym bardziej się martwię. – Zaśmiała się nerwowo blondwłosa.
- Doskonale rozumiem.. ale wiesz co? Gdy już przepowiednia
się spełni, przyjdź do mnie. Nauczę Cię czegoś. – Rzekła tajemniczo kobieta.
- Naprawdę?
- Oczywiście. Nauczę Cię tego i owego.. tego, czego sama się
nauczyłam będąc magiem Gwiezdnej Energii.
- Dziękuję Pani z całego serca. – Heartfillia wtuliła się w
kobietę z szerokim uśmiechem.
- Mów mi Kokoro. – Kobieta przeczesała złote włosy dziewczyny,
po czym udali się do nowo wybudowanego domku, gdzie czekali na nich Gray, Erza
oraz Happy.
Po kolacji, odświeżeniu się, położyli się spać. Mimo
odczuwalnego zmęczenia, Heartfillia nie potrafiła zmrużyć oka. W jej głowie
pojawiały się tysiące myśli na temat domniemanej przepowiedni. Czy na serio to ja jestem tą dziewczyną? Rozmyślała.
Przypomniała sobie również koszmar z dnia, gdy zaczęła swoją podróż w
poszukiwaniu kluczy. Co jeśli to również
jest częścią przepowiedni? Wzdrygnęła się na samą myśl i cichutko
westchnęła. Przekręciła się na drugi bok. Jej oczom ukazała się postura
śpiącego Salamandra. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, po czym bez żadnego
szemrania, wyszła na dwór. Ciepła, gwieździsta noc. Blondwłosa usiadła przed
domem i spojrzała na niebo obsypane złocistymi gwiazdami.
- Czy to na pewno ja mam zostać Strażniczką Gwiazd? –
Szepnęła do siebie.
- Przeziębisz się. – Usłyszała nagle, ale nie wzdrygnęła
się. Dobrze znała ten głos.
- Nic mi nie będzie Erzo.
- Czym się martwisz? – Szkarłatnowłosa dosiadła się do
przyjaciółki.
- Wszystkim po trochu.. przepowiednią chyba najbardziej.
- Będziesz świetną Strażniczką Gwiazd.
- Boję się tego, co może stać się później..
- Później? – Zainteresowała się Tytania. Blondwłosa
przygryzła dolną wargę. Nie była pewna, czy dobrze robi mówiąc o koszmarze,
który to nie tak dawno miała.
- Miałam koszmar.. albo może to była przyszłość? – Zaczęła
po chwili. – Widziałam Magnolię w ogniu.. mieszkańców, Was wszystkich.. – Głos
się jej załamał. – Nie przeżyliście. – Scarlet z uwagą i skupieniem słuchała
przyjaciółki. Czuła, że to jeszcze nie wszystko. – Na koniec i ja zostałam
zabita. Przez Acnologię. – Oczy Tytanii powiększyły się dwukrotnie słysząc
ostatnie zdanie.
- Przecież zabiliśmy Acnologię.. Ty zabiłaś.
- To prawda.. tym razem jednak to nie był smok, a człowiek.
Z wielką blizną na lewej piersi. Ja.. czuję, że skądś go znam, ale nie mogę
sobie przypomnieć.
- Człowiek? Acnologia w postaci człowieka? – Zastanowiła się
szkarłatnowłosa. – Nie wydaje mi się, by to była prawda Lucy. To jest
niemożliwe.
- Masz rację. Panikuję. To tylko koszmar. – Zaśmiała się.
Choć tak naprawdę nie wiedziała, czy chciała tym śmiechem przekonać siebie czy
przyjaciółkę..
‘Uczucie miłości, pomocy, wsparcia, współczucia i zrozumienia –
W dzisiejszym czasach odnaleźć je wszystkie w jednej osobie?
- Bezcenne.’
Echem, echem.. tak oto po długiej nieobecności (znów),
rozdział gotowy.
Taki sobie myślę, ale dobre i to.. :D
Jak już patrzę na samą liczbę tego rozdziału to jakoś tak
mam zaciesz.. ^^ szczerze przyznam, że miałam nawet ochotę wkleić jakiś wątek
idealnie pasujący pod ten numer, ale później jednak zrezygnowałam z tego
pomysłu.. może i dobrze.. na takie rzeczy przyjdzie jeszcze czas xD
Dobra.. komu rozdział, komu? A wiem! Macia,
dziękuję. To był Twój pomysł ^^ mega! Tak samo jak z Baranem, ale zapomniałam
dodać, że to od Ciebie, wybacz bardzo! :* <3
A! Zapomniałabym też.. już miałam napisać to pod ostatnią notką i mi umknęło.. witam Roszpuncię chlebem i solą! ;* moja droga, nawet nie wiesz jaki miałam zaciesz widząc pod każdą notką komentarz xD ogromną radość mi sprawiłaś tym gestem ;* dziękuję! mam nadzieję, że pozostaniesz tu ze mną na dość długo i Ci się nie znudzi czytanie tego opowiadania ;) :*
A! Zapomniałabym też.. już miałam napisać to pod ostatnią notką i mi umknęło.. witam Roszpuncię chlebem i solą! ;* moja droga, nawet nie wiesz jaki miałam zaciesz widząc pod każdą notką komentarz xD ogromną radość mi sprawiłaś tym gestem ;* dziękuję! mam nadzieję, że pozostaniesz tu ze mną na dość długo i Ci się nie znudzi czytanie tego opowiadania ;) :*
A teraz dłuższe ogłoszenie
parafialne:
Wiecie nad czym ostatnio myślałam?
Zakończyć to opowiadanie do końca tego roku. Pewnie zastanawiacie się dlaczego?
Otóż wyjaśniam: to nie z powodu, że nie mam pomysłów na kolejne opowiadanie..
bo powiem więcej, mam! Aż nawet chyba dwa ^^ ale to inny temat..
Sprawa jest taka, że prawdopodobnie
wyjeżdżam do Holandii do pracy. Ogólnie decyzja nie jest w 100% podjęta, ale
zostanie do końca tego roku.. ;) to jest właśnie powód zakończenia. Nie wiem
jak tam by było z czasem, co więcej z Internetem , dlatego też nie chciałabym
robić zbędnych nadziei niektórym ;*
W każdym razie.. co do bloga,
opowiadania.. wszystkiego dowiadywać będziecie się na bieżąco, a ostatecznie w
grudniu :)
I to chyba tyle z ogłoszeń.. Amen
:D idźcie z Bogiem ;*
Do usłyszenia Pyszczki moje! ;*
<3
piątek, 11 października 2013
68. Siła i tragedia.
Heartfillia nerwowo kręciła się po gildii i starała się
pomóc przyjaciołom. Dla niej zaczęły się trudności. Mimo, że znała ich
zwyczaje, zachowanie to bała się, że jednak spudłuje i któryś z przyjaciół
zostanie uwięziony w ciele kozy na zawsze. Szybko jednak odegnała te złe myśli
i skoncentrowała się na kolejnej kozie.
- Lucy dobrze się chyba bawi w tę zgadywankę. – Zagadnęła
brunetka siedząca przy barze i popijająca trunek z beczki.
- To nie tak, że ona dobrze się przy tym bawi.. –
Odpowiedział jej młody Dreyar. – Dobrze wie, że jeśli popełni błąd, straci
przyjaciela. Przyjrzyj się jej uważnie Cana. – Jak powiedział, tak zrobiła.
Spojrzała na przyjaciółkę, która to nadal przyglądała się jednej z kóz z
wyraźnym skupieniem. – Ona jest zdeterminowana. W środku na pewno czuje strach,
a nam chce pokazać, że jest silna. – Brunetka przyjrzała się dokładnie wyrazowi
twarzy przyjaciela, który to nie spuszczał z oczy blondwłosej. Spojrzała i na
nią, po czym westchnęła i upiła łyk z beczki.
- Czy Ty masz zamiar ją zjeść? – Zaśmiała się.
- O czym Ty mówisz? – Odpowiedział jej pytaniem na pytanie
beznamiętnie.
- Gapisz się na nią jak Natsu na kawałek mięsa. Zrób coś z
tym.. ślinisz się.
- Nieprawda.. – Jednak by mieć pewność swych słów, gdy tylko
Alberona odwróciła wzrok, przetarł kąciki ust dłonią.
- Macao! Wakaba! – Krzyknęła Heartfillia wskazując palcem na
kozy. Jedna z nich miała w pyszczku (?) fajkę. Magini od razu wiedziała, że to
Wakaba. Jego najlepszym przyjacielem od zawsze był Macao. Nawet w innej formie
trzymali się blisko siebie.
- No w końcu. – Wysapał Conbolt.
- To nie jest łatwe. – Rzuciła magini Gwiezdnej Energii i
podeszła do następnej kozy.
Minęły trzy godziny.
Większość kóz już na dobre zostało przemienionych w ich
ludzką postać, co niezmiernie cieszyło blondwłosą maginię.
- Zrób sobie przerwę. – Rzucił Opiekun Gwiazdy.
- Przerwa? W takim momencie? – Zdziwiła się dziewczyna.
- Wyglądasz na zmęczoną. Masz nieograniczony czas, więc czym
się martwisz?
- Mam kilka powodów.. chodzi o to, że chcę moim przyjaciołom
zaoszczędzić cierpienia w ciele kozy.. a po drugie: nie chcę by się zbytnio
przyzwyczaili do tej postaci.. – Mówiąc to, wskazała palcem na jedną z kóz,
która zaczęła ciągnąć za nogawkę spodni młodego Dreyara, po czym gdy już
wyrwała kawałek materiału, zaczęła go żuć. – Freed. – Rzekła blondwłosa. Nie
myliła się. W miejscu gdzie stała koza, pojawił się zielonowłosy mag.
- L-laxus? – Spytał oniemiały widząc przed sobą swój wzorzec
do naśladowania. Mina blondyna nie wskazywała niczego dobrego. Skarcił wzrokiem
odmienionego, po czym odwrócił się w stronę baru. Blondwłosa zaś westchnęła i
odwróciła się w stronę dwóch kóz, które to łypały na siebie wzrokiem.
Heartfillia będąc świadkiem tego zjawiska, mogłaby przysiądz, że widzi jak z
nozdrzy obydwóch wydobywa się para.
- Natsu i Gray? – Szepnęła i podeszła bliżej. Ci już w
między czasie zaczęli stukać swoimi raciczkami, przygotując się jakby do ataku.
(o kurwości.. padłam z tymi raciczkami xD) Schylili swoje łby, po czym ruszyli
na siebie i zetknęli się swoimi rogami. – Ej! Co wy wyprawiacie? –
Zainterweniowała magini i wkroczyła między nich. – No naprawdę to musicie być
wy, ale który to który? – Patrzyła to na jednego, to na drugiego i nie mogła
znaleźć żadnej różnicy. Gdyby na szyi jednej z kóz byłby łuskowaty szalik, nie
musiałaby się długo zastanawiać, który to Salamander, jednakże obydwoje nie
mieli żadnych szczególnych rzeczy. Kucnęła przed jedną z kóz i ze skupieniem
wpatrywała się jej w oczy. Po chwili jednak odwróciła się do drugiej. Ku jej
zdziwieniu, ta zaś siedziała na podłodze.. bez włosów. (no bo co mają kozy? xD)
– Gray! – Krzyknęła bez chwili zawahania. Tak.. tylko ten przyjaciel miał
tendencję do zdejmowania ubrań bez wyraźnej przyczyny. – Natsu! – Dodała z
uśmiechem w stronę drugiej kozy, po czym na ich miejscach pojawiły się ich
ludzkie postacie.
- To już prawie koniec. – Rzucił Opiekun. – Zostały jeszcze
trzy kozy. - Nie zwlekając, udała się w stronę ostatnich zmienionych
przyjaciół. Ci, którzy już powrócili do swoich normalnych ciał, siedzieli przy
barze, obserwując uważnie przyjaciółkę. Kibicowali jej z całego serca.
Po kwadransie próba zakończyła się zwycięsko. Heartfilli
udało się wykonać zadanie bezbłędnie, co ucieszyło nie tylko ją, ale i resztę
magów.
- Gratuluję Lucy. Dobra robota. Zdecydowanie zasługujesz na
ten złoty klucz. – Mężczyzna podarował dziewczynie kolejną ‘nagrodę’, na co ta, ucieszyła się szczerze.
- Dziękuję. – Rzekła, po czym zniknął.
- Świetna robota Lucy! – Krzyknęło naraz parę magów.
- Emm.. – Zmieszała się na te słowa. – Cieszę się, że nic
Wam nie jest. – Rzekła szczerze i poważnie.
- Impreza? – Rzucił ktoś z tłumu.
- Ja spasuję. – Odezwała się szybko. – Myślę, że lepiej
będzie jeśli pójdę do domu..
- Dlaczego? Źle się czujesz? – Zainterweniowała Carla.
- Ogólnie jest lepiej, ale po tej próbie wolałabym odpocząć.
Przepraszam Was.. – Uśmiechnęła się delikatnie i nie czekając na reakcję
innych, wyszła z gildii, rzucając jeszcze krótkie spojrzenie w stronę
Dragneela, który to siedział przy barze, odwrócony do niej plecami. Nadal był
zły. Wiedziała to, ale nie miała zamiar go przepraszać. Przynajmniej nie teraz.
- Płomyczku, długo będziesz chodził taki obrażony na nią? –
Dosiadł się do niego nie kto inny jak mag lodu.
- Odczep się.. – Burknął pod nosem. – Jak mnie nazwałeś? –
Poderwał się na chwilę z krzesła, po czym za chwilę z powrotem na nim usiadł. –
Z resztą nie ważne. – Dodał szeptem, dopił napój i wraz ze swoim Exceedem
wyszedł z gildii.
- Nie ogarniam go. – Westchnął Fullbaster.
Kilka dni później.
W gildii atmosfera była napięta, gdy tylko Smoczy Zabójca i
magini Gwiezdnej Energii spędzali tam czas.
- Erza, Natsu, Gray, Lucy, Happy.. do mojego gabinetu. Mam
dla Was zadanie. – Rzekł Mistrz poważnym tonem. Magowie posłusznie udali się na
piętro. – Moja znajoma prosi o pomoc silnych magów, którzy będą w stanie
odbudować jej dom. Myślę, że to zadanie jest idealne dla Waszej czwórki.
- Echem! – Chrząknął Exceed.
- Piątki! – Poprawił się szybko Mistrz. – Udajcie się na
koniec miasta, tam będzie na Was czekać.
- Mam pytanie.. – Odezwał się nagle Dragneel.
- Słucham?
- Czy mogę nie uczestniczyć w tym zadaniu? – Dreyar, tak
samo jak i reszta drużyny zdziwiła się na te słowa. – Skoro KTOŚ wychodzi z
założenia, że potrafi sobie sam poradzić, to po co mam się tam pchać?
- Natsu.. nie przeginaj. – Szepnął w jego stronę mag lodu.
Heartfillia spojrzała smutnym wzrokiem na różowowłosego. Nie odezwała się.
Przygryzła tylko dolną wargę i zacisnęła mocniej pięści.
- Wybacz, ale już powiedziałem, że tam będziesz. Nie ma odwołania.
– Rzucił staruszek poważnie. – To wszystko, możecie już wyruszać. – Dodał, a
magowie wyszli.
Godzinę później dotarli na obrzeże Magnolii, gdzie tak jak
mówił Mistrz, czekała na nich starsza kobieta.
- Oh! Tak się cieszę, że już jesteście! – Ucieszyła się na
ich widok. – Jestem Kokoro. Przyjaźnię się z Makarovem od lat.. powiedział, że
ma silnych magów, którzy pomogą mi odbudować dom i gospodarstwo.
- Gospodarstwo? – Powtórzyła Scarlet.
- Tak.. hoduję byki. Może to dziwnie zabrzmi, ale rzekłabym,
że to moja pasja.. byki. – Zaśmiała się staruszka.
- Rozumiemy..
- To co? Pokaże Wam gdzie są materiały do budowy i możecie
zaczynać pracę. – Kokoro zaprowadziła magów do miejsca, gdzie znajdowały się
ułożone cegły, deski oraz inne rzeczy do odbudowy jej miasta. Uwagę Heartfillii
przykuła zaś prowizoryczna zagroda, w którą to zapędzone było bydło. Jeden z
byków wpatrywał się w nią swoimi czarnymi, jak smoła oczami. Przez ciało
blondwłosej przeszedł zimny dreszcz, po czym nagle upadła na kolana.
- Lucy! – Zainterweniował Fullbaster i podbiegł do
przyjaciółki. – Ej, co jest? Wszystko w porządku? – Zaniepokoił się.
- Taa.. – Uśmiechnęła się blado. – Po prostu jakoś tak nagle
dziwnie się poczułam. Spojrzała na swoje dłonie, które to lekko drżały.
- Nie jesteś przyzwyczajona do tak ogromnej siły, co? – Tuż
przed nią pojawił się nagle dobrze zbudowany mężczyzna. Miał na sobie ciemne
skórzane spodnie, oraz czarne sznurowane wysokie buty. Przyjrzała się mu
dokładnie. Miał czarne oczy, orzechowe włosy, związane w niechlujnego kucyka, a
w jego uszach błyszczało siedem kolczyków, trzy w prawym i cztery w lewym. –
Jestem Opiekunem Gwiazdy Byka. Czas na kolejną próbę. – Rzekł. – Stałaś się
teraz bardzo silna fizycznie. Pokaż, że potrafisz to dobrze wykorzystać. – Dodał
tajemniczo.
- Czyli podarowałeś mi tę moc, bym była bardziej przydatna
przy budowie?
- Tak.
- Rozumiem. Dam z siebie wszystko. – Heartfillia wstała
pełna entuzjazmu i sił i nie czekając na reakcję przyjaciół, zabrała się do
pracy.
- Nie przesadź.. – Szepnął Opiekun poważnym tonem.
- Spójrzcie! – Krzyknęła blondwłosa. – Spójrzcie co
potrafię! – Oczy magów zwróciły się w jej kierunku z lekką irytacją.
Heartfillia przenosiła kilkanaście belek na jednym ramieniu bez wyraźnego
zmęczenia i na dodatek z wielkim uśmiechem.
- Nie powinnaś się tak forsować. – Zauważył mag lodu.
- To nic, na serio! Pokaże Wam jeszcze więcej. – Odłożyła
belki na bok i rozglądnęła się dookoła. – O! Widzicie te cegły? Przeniosę je
wszystkie.
- Zwariowałaś?! Tego jest chyba tona jak i nie więcej.
- Dam sobie radę. – Uśmiechnęła się szeroko w stronę
przyjaciół i podeszła w stronę ułożonych cegieł. Wzięła kilka głębszych
wdechów, po czym władowała na ręce materiał budowlany.
- Lucy.. moim zdaniem i tak nie powinnaś tego robić..
- Podam je Natsu. – Zignorowała słowa przyjaciela i udała
się na miejsce, gdzie Smoczy Zabójca pełnił rolę budowlańca domu. Blondwłosa
załadowana cegłami nie zauważyła jednak wystającego kamienia, który to
doprowadził do potknięcia się magini. Cegły, które to niosła, wypadły z jej rąk
i uderzyły w budowany dom, który to po chwili zawalił się.
- Lucy! – Tytania wraz magiem lodu i Exceedem podbiegła do
przyjaciółki. – Wszystko gra?
- Tak, jasne.. – Odpowiedziała dość niepewnie i spojrzała na
chmurę dymu, która to unosiła się nad zwalonym domem. – Eh.. – Posmutniała i
podeszła do ruin. Gdy kurz opadł, jej uwagę przykuł łuskowaty szalik oraz ręka,
wydobywająca się spośród gruzów. – NATSUUUU~! – Rozpaczliwy krzyk dziewczyny
odbił się echem na obrzeżach Magnolii.
‘Nie staraj się tak za wszelką cenę być silny.
Siła odgradza nas od innych ludzi.’
Dam, dam, dam~
Yay! Wróciłam.. noo nie było mnie dość długo.. hehe..
wybaczcie mi xD
Ale żyję! To najważniejsze.. miewam się też nienajgorzej, a
więc chyba wszystko cacy ^^
Hmmm.. końcówkę chyba zawaliłam.. ale to poprawię jak się
wyśpię xD
A tymczasem.. Kasiek idzie ćwiczyć xD
Dozobaczyska Promyczki moje Kochane!
Całuję i ściskam każdego z osobna! ;*
<3
piątek, 27 września 2013
67. Zdrowie i kozy.
W gildii słychać było wrzaski i śpiewy. Każdy z magów bawił
się na całego, na swój sposób. Gray wraz z Natsu tłukli się i przezywali bez
opamiętania, a część męskiego grona dopingowała im. Cana zaś obstawiała
zakłady, który z nich wygra ową potyczkę. Jellal i Erza znaleźli mały kąt,
gdzie wpatrywali się w swoje odbicie w oczach partnera, innymi słowy – odcięli
się od reszty, zajęli się sobą. Na scenie występował Redfox, ubrany w elegancki
biały garnitur a z jego ust leciał przebój ‘Szubi dubi du’. Tylko nielicznym
przypadł do gustu ten utwór. Dreyar wraz z wnukiem rozmawiali zacięcie o
przyszłości, o tym kto zostanie następnym Mistrzem gildii Fairy Tail. Przy
barze siedziała zaś samotnie Heartfillia, która to tępo wpatrywała się w kufel
wypełniony po brzegi alkoholem. Mogła by przysiądz, że zapewne jest jedyną
niepijącą w całej gildii. Nie specjalnie jej to przeszkadzało. Spojrzała przez
ramię na dobrze bawiącą się gildię. Na ustach każdego z magów widniał szeroki
uśmiech. U niej też taki wystąpił na chwilę, po czym odwróciła się znów w
stronę baru i spojrzała na nietknięty napój.
- Idę do domu. – Rzekła, choć sama nie wiedziała po co,
skoro i tak nie było obok niej nikogo. Mimo panującego hałasu, dało się
usłyszeć niewielki huk. Muzyka ucichła, a wszystkie oczy skierowały się w
stronę w owego odgłosu.
- Lucy! – Krzyknęła większość gildii. W momencie znaleźli
się przy leżącej niedaleko baru, nieprzytomnej blondwłosej. Salamander
przecisnął się przez tłum i kucnął przy dziewczynie.
- Lucy? – Potrząsnął nią lekko i wziął na ręce. Była blada
niczym ściana i płytko oddychała.
- Zanieś ją na piętro Natsu. – Nakazał Makarov. Ten zrobił
tak jak powiedział.
- Pójdę do Pani Lucy! – Rzuciła młoda Marvell i udała się za
starszym kolegą. Różowowłosy ułożył delikatnie blondwłosą na łóżku, po czym w
ciszy wyszedł i zamknął za sobą drzwi, zostawiając ją pod opieką młodej Smoczej
Zabójczyni i jej Exceedki. Obie wpatrywały się w jej bladą twarz ze smutkiem i
niepokojem.
- Carla.. myślisz, że to przez te próby? – Zaczęła Marvell.
Wiedziała, że jej magia nie może pomóc w tej sytuacji.
- Jestem tego pewna. Lucy daje z siebie naprawdę wszystko,
ale jeśli tak dalej ma to wyglądać, to źle się dla niej to skończy. –
Odpowiedziała jej kotka z pełną powagą w głosie.
- Co z Lucy?! – Wszyscy magowie dosłownie rzucili się w
stronę różowowłosego, który to z nietęgą miną schodził po schodach.
- Nie wiem. Nie mam zamiaru oglądać ją w takim stanie. –
Burknął w ich stronę. Wróżki spojrzały po sobie ze zdziwieniem. – Nie mogę
dłużej na to patrzeć.. – Ręce Salamandra zacisnęły się. Już wiedzieli o co
chodzi. Martwił się o nią najbardziej. Bolało go to, w jakim stanie jest teraz
dziewczyna.
- Pójdę do nich. – Skwitowała Scarlet i udała się na górę.
Zapukała kilkukrotnie w drewniane drzwi, po czym weszła. – Jak stan Lucy? –
Spytała prosto z mostu, widząc siedzącą przy jej łóżku niebieskowłosą ze smutną
miną.
- Jest bardzo słaba, na dodatek ma odwodniony organizm.
Niedawno też wystąpiła gorączka. – Odpowiedziała Carla. – Magia Wendy niewiele
tu może pomóc.
- Rozumiem. – Tytania podeszła do łóżka przyjaciółki i
przyłożyła swoją dłoń do jej zimnej dłoni. – Musisz wyzdrowieć Lucy. Nie
wyobrażam sobie, byś nie była na moim ślubie. – Uśmiechnęła się czule w jej
stronę. – Wszyscy tam na dole modlą się za Ciebie. Wendy, Carla, dbajcie o nią.
– Zwróciła się do nich.
- Oczywiście. – Rzekła młoda Smocza Zabójczyni. Scarlet
opuściła pokój i powiadomiła resztę gildii o stanie zdrowia blondwłosej.
- To okropne. Te próby mogą ją doprowadzić do..~ - Urwała
Alberona, czując na sobie wzrok zdenerwowanego Dragneela.
- Lepiej nie kończ. – Warknął na nią.
- Spokojnie Kochani. – Odezwał się Mistrz. – Lucy jest
silna. Udowodniła nam to już nie raz. Z tego co wiem, jeszcze tylko zostało jej
kilka prób.
- Tak, ale nie wiadomo jak trudne też one będą i jak Lucy
sobie z tym poradzi. – Podchwyciła temat Tytania.
- Da sobie radę! – Krzyknął z tłumu młody Conbolt. –
Zobaczycie! Zdobędzie wszystkie klucze i będzie jednym z najsilniejszych magów!
– Entuzjazm młodego członka udzielił się wszystkim zgromadzonym. Wesołe krzyki
można było również usłyszeć na piętrze, gdzie znajdowały się Wendy i Carla wraz
z Lucy.
Kilka dni później.
Stan Heartfilli polepszył się. Gorączka spadła, ale ona sama
nadal czuła się słabo.
- Pani Lucy! Nie powinna się Pani jeszcze ruszać! – Skarciła
ją Marvell, która to spuściła ją tylko na chwilę z oczu.
- Wendy, ale już mi lepiej. – Zapewniała Heartfillia.
- Wcale nie. Znowu chcesz zemdleć? – Wtrąciła Exceedka i
założyła ręce na biodra. – Musisz odpocząć jeszcze przez kilka dni.
- Nie mam tyle czasu..
- Dlaczego? Próby mogą poczekać.
- Nie mogą.
- Musisz zebrać siły, by nadal w nich uczestniczyć. Jeśli
przystąpisz do kolejnej w takim stanie, będziesz mogła sobie później pomarzyć o
zostaniu Strażniczką. – Fuknęła biała kotka.
- Carla! – Skarciła ją przyjaciółka.
- Ma rację. – W progu stanął różowowłosy wraz ze swoim
towarzyszem. – Na początku myślałem, że te próby to świetna zabawa, później
stawały się coraz dziwniejsze i niebezpieczne.. i z czasem Twój stan zaczął się
pogarszać.. i Ty.. zaczęłaś się zmieniać.
- Ja? Zaczęłam się zmieniać? – Powtórzyła cicho.
- Odkąd zaczęły się próby, zapomniałaś o wszystkim innym.
- Ja chcę tylko móc Was chronić. Chcę stać się silna.. –
Dziewczyna ścisnęła mocniej kołdrę.
- I jak Ci to wychodzi?
- Natsu.. – Exceed pociągnął go za nogawkę spodni.
- Ktoś musi Ci to uświadomić. – Heartfillia milczała. Nie
takich słów się spodziewała z jego ust.
- W porządku.. – Uśmiechnęła się blado. – Od tej pory
poradzę sobie sama. – Chwiejnie wstała z łóżka i podeszła do drzwi.
- Pani Lucy.. – Interweniowała Marvell, ale Carla ją
powstrzymała.
- Może masz rację Natsu. Może się zmieniłam, mój stan
zdrowia się pogorszył, ale jestem z siebie dumna, bo wiem, że daję z siebie
wszystko, by osiągnąć coś, czego pragnę. A pragnę Was chronić, nie być ciężarem
dla Was, choć mówicie mi, że wcale tak nie jest. Jestem pewna, że gdybyś był na
moim miejscu albo ktoś inny, zrobiłbyś dokładnie to samo. – Po tych słowach,
wyszła. Magowie zebrani na piętrze wpatrywali się w przyjaciółkę.
- Lucy, nie powinnaś jeszcze wstawać. – Odezwała się starsza
Strauss.
- Już jest w porządku. Potrzebuję trochę świeżego powietrza.
– Posłała jej uśmiech daleki od tego prawdziwego. W rzeczywistości, wszyscy
magowie słyszeli dokładnie całą rozmowę między Lucy a Natsu.
Była w swoim mieszkaniu. Jak się spodziewała, Gospodyni
sprzątała tutaj podczas jej nieobecności.
- Głupi Natsu! – Ze złości rzuciła jedną z poduszek na
pobliską ścianę. – Głupi! – Rzuciła drugą. W kącikach jej brązowych oczu
pojawiały się łzy. – Głupia Lucy.. – Szepnęła i zakryła twarz w poduszce, która
jako jedyna nie została rzucona w kolejny kąt.
Ranek przysporzył jej jedynie ból głowy oraz zaczerwienione
oczy. Leniwym chodem udała się do łazienki, by wziąć odprężającą kąpiel oraz
doprowadzić się jako tako do porządku. W lodówce znalazła zaś jedynie parę
warzyw, które może nie wyglądały już zbyt okazale, ale głód (o dziwo o.O) dał
się jej we znaki i przyrządziła z nich szybkie danie. Po skończonym posiłku
postanowiła udać się do gildii. Jak nie
zobaczą, że jest ze mną lepiej to nie uwierzą. – Rzuciła w myślach. Pełna
entuzjazmu wyszła z mieszkania. Słoneczna pogoda tylko dodawała jej energii. Ludzie
uśmiechali się do niej serdecznie, a ona odwzajemniała ten gest. Była coraz
bliżej gildii i czuła się coraz to bardziej zdenerwowana. Nagle ku jej
zdziwieniu ze słonecznego nieba tuż przed gildią, pojawił się piorun.
Dziewczyna wzdrygnęła się na ten widok.
- Co do cholery? – Spojrzała to w niebo to znowu na miejsce,
gdzie przed chwilą był piorun. – Mam złe przeczucia.. – Szepnęła. Nic bardziej
mylnego. Gdy tylko przekroczyła próg siedziby magów, zamiast jej przyjaciół
zastała.. kozy. (Masakra.. niczym koszmar normalnie! :D)
- Dzień dobry Lucy. – Usłyszała. Właściciel ów głosu pojawił
się przy jej boku. Wysoki, blondwłosy mężczyzna ubrany w ciemny garnitur o
lazurowych oczach i nienagannej budowie ciała.
- Zgaduję, że Opiekun Gwiazdy Koziorożca? – Odezwała się
magini.
- Dokładnie. Twoje zadanie polega na tym, aby rozpoznać
przyjaciela w ciele kozy.
- Ale że jak?
- Masz nieograniczony czas.
- Ej! Ale niby jak mam rozpoznać, które z nich to dana
osoba?
- Jesteś w tej gildii nie od wczoraj. Znasz swoich
przyjaciół, prawda? Każdy z nich ma choćby jedną cechę, która go charakteryzuje.
Teraz rozumiesz?
- Noo.. myślę, że tak.
- Cudownie! W takim razie, powodzenia!
- Ale moment, moment! Takie pytanie.. co się stanie jeśli
pomylę kozę z moim prawdziwym przyjacielem? – W sumie sama nie wiedziała już,
czy chce znać odpowiedź na to pytanie.
- Zostają uwięzieni w ich ciele na zawsze.
- Mogłam się domyślić.. – Burknęła pod nosem. – No to do
roboty.. – Heartfillia przeciągnęła się kilkukrotnie, jakby miała zamiar brać
udział w maratonie.
- Dobrze się czujesz? Podobno w ostatnich dniach nie było z
Tobą dobrze.
- Wszystko gra. Na pewno.. – Uśmiechnęła się szeroko po czym
pewnie podeszła do jednej z kóz, która to żuła trawę i zaczęła się jej uważnie
przypatrywać. – Hmm.. – Zrobiła minę myśliciela. – Laxus? – Koza rozpłynęła się
w powietrzu, zostawiając za sobą białą chmurę dymu. Gdy już opadła, na jej
miejscu siedział owy przyjaciel z kępką trawy w ustach. Szybko ją wypluł.
- Dzięki.. – Odezwał się młody Dreyar. – Okropne uczucie być
w ciele kozy.
- Coś mi się wydawało, że chyba jednak Ci się podobało. –
Zachichotała dziewczyna, jednak karcące spojrzenie blondyna szybko przywołało
ją do porządku.
- Cudownie! Dobrze Ci poszło! – Dopingował ją Opiekun. – Oby
tak dalej!
- Jasne.. – Heartfillia wiedziała, dlaczego tak szybko
odgarnęła kto jest pod postacią tej kozy. Bliznę na oku w kształcie pioruna
miał tylko Laxus. Nie było więc mowy o pomyłce. Jej największą uwagę przykuła
zaś koza, która to poiła się z drewnianej beczki i chwiała się na swoich
cienkich niczym patyki kopytach. – Cana. – Rzekła bez zastanowienia. (Nawet
głupi by zgadł.. jak alkohol – to tylko Cana xD) Miała rację, na miejscu kozy
pojawiła się brunetka, która to ściskała swoją beczułkę.
- No *hik* nareszcie *hik*. – I wróciła do wcześniejszej
czynności. Blondwłosa zaś napotkała zdegustowaną minę Opiekuna.
- W Fairy Tail no norma. – Skwitowała dziewczyna. – Myślę
też, że dogadałby się z Opiekunką Raka.
- Nie wątpię.. Jakbym widział jej odbicie.. – Przyznał
blondyn. Magini zaśmiała się, po czym na nowo ruszyła na ratunek przyjaciołom.
‘Jak nie masz zdrowia, to miłość nie wychodzi.
Jak nie masz pieniędzy to miłość wychodzi do innego.’
Witam, witam i o zdrowie pytam~!
Nie no dobra.. jakoś tak mi się udziela xD
Cóż mogę napisać.. ehh.. voila! Nowy rozdzialik na weekend
;)
W sumie to miał się też wtedy pojawić, ale niestety przez
weekend będę niedysponowana (czyt. Kaśka będzie pić do upadłego, bo ma
urodziny) ..
Cieszcie się i radujcie!
P.s.. zauważyłam ostatnio, że spadł mi licznik odwiedzin..
komentarzy i w ogóle.. jest mi smutno z tego powodu.. no ale co tam, stali
czytelnicy są, pojawiają się też nowi co akurat mnie raduje ^^
Oby tak dalej!
Udanego weekendu!
Buziaki Promyczki moje kochane! :*
wtorek, 17 września 2013
66. Pajączki i pająki.
- Ehh.. mam złe przeczucia.. – Westchnęła blondwłosa w miarę
spokojnie. Fernandes spojrzał na nią na moment, a potem na nadal
przyglądających się im stworzeniom.
- Cóż za opanowanie. – Skwitował niebieskowłosy.
- Weź daj spokój.. Ty się możesz rozluźnić.. tak myślę.
- Czemu?
- To próba. Nie wiem jeszcze, który z Opiekunów wpadł na ten
pomysł, ale powiem jedno.. nieźle mu się poprzewracało w głowie.
- Witaj Lucy. – Usłyszeli. Odwrócili się gwałtownie, a za
nimi stała kobieta. Młoda, piękna kobieta o czerwonych długich włosach, bladej
cerze i czarnych oczach. Jej długa, aż po samą ziemię suknia utkana jakby z
pajęczych nici lśniła w blasku wschodzącego właśnie Słońca. (Czy tylko ja
pokochałam to zdanie? xD) – Witaj. Jestem Opiekunem Gwiazdy Raka. Nie zwracaj
uwagi na mój wygląd.. lubię się przebierać w zależności od okazji. – Rzuciła,
gdy tylko zauważyła zaskoczone miny magów. Wybacz, że tym razem ktoś
wykorzystuje Twoją gildię, jednakże podsłuchałam Waszą rozmowę z wcześniej i..
Twoim zadaniem będzie pokonanie tych pajączków nim zaczną się schodzić Twoi
przyjaciele.
- Po-pokonać pa-pająki? – Zająknęła się dziewczyna.
- Oh tak. – Uśmiechnęła się uwodzicielsko kobieta. – Ah, a
tutaj masz swoją broń. – Wcisnęła jej w ręce parę złotych.. nożyczek. Blondynkę
zamurowało.
- To żart, prawda? – Chciała się uśmiechnąć, jednak zamiast
tego wyszedł jakiś dziwny grymas. Mina Opiekunki zmieniła się na poważną.
- Ale dlaczego nożyczki? – Wtrącił się niebieskowłosy
zaintrygowany.
- Cancer używa nożyczek, prawda Lucy? – Rzekła
czerwonowłosa. Heartfillia wpatrywała się to w ‘broń’ to w Opiekunkę i
Fernandesa, jakby czekała na to, że za chwilę któreś z nich powie, że to kawał
i dostanie jakieś prawdziwe narzędzie. Im dłużej czekała na reakcję któregoś z
nich, tym bardziej zaczęła sobie uświadamiać prawdę.
- Cholera.. – Przeklęła pod nosem.
- Czas ucieka.. – Rzuciła Opiekunka, a blondwłosa wyrwała
się z dręczących ją myśli. Dam sobie
radę! Przechodziłam przez gorsze próby! – Dodała sobie otuchy.
- Jellal, mam prośbę.. wyjdź z gildii i pilnuj by nikt nie
wszedł, póki nie skończę. – Skierowała swe słowa w stronę chłopaka. – Może,
prawda? – Zwróciła się w stronę kobiety, która przytaknęła głową na znak, iż
nie ma nic przeciwko. Gdy Fernandes wyszedł z gildii, ta zamknęła drzwi i ruszyła
w kierunku stada mniejszych potworów.
- Do dzieła. – Powiedziała na głos i szybkim ruchem skoczyła
w stronę zbliżających się do niej pajączków. Była szybsza. Zwinnym ruchem
odcięła kilku ich odnóża, a następnie wbiła nożyczki w ich odwłoki. Sama
zastanawiała się, skąd się wzięła w niej taka ‘potrzeba’. Czuła się jakby była
kontrolowana przez kogoś. Nie chciała ich pozbawiać życia, a jakoś
unieszkodliwić w mniej drastyczny sposób. W końcu to istoty żywe. Każdy
zasługiwał na życie.
Jej walka toczyła się dość szybko. Jednakże czarnych,
odnóżastych potworów nie było końca. Pojawiały się te mniejsze i większe. Musiała
to przyznać. To było dużo trudniejsze niż sądziła. Jej nożyczki kontra pająki.
Jak się okazało.. większość z nich jest bardzo jadowita. Jej ostrożność wzrosła
stokrotnie. Nie mogła sobie pozwolić na jakiekolwiek zaskoczenie z ich strony.
- Raz.. – Wysapała. – Chociaż raz proszę o jakieś normalne
zadanie! – Kolejne cięcie i kolejny przeciwnik wyeliminowany. Na nożyczkach,
tak samo jak i jej ubraniach była krew. Ich krew.
- Oj nie marudź. Ciesz się, że w ogóle masz jakąś broń. Na
początku miałaś ich pokonać gołymi rękoma. – Usłyszała głos Opiekunki.
Spojrzała kątem oka na nią. Siedziała za barem, częstując się bez pozwolenia
wysokoprocentowym trunkiem.
- Nie wiedziałam, że Opiekunowie piją alkohol. – Stwierdziła
blondwłosa, dźgając kolejnego pająka.
- Oh, my również mamy swoje potrzeby. – Odpowiedziała,
biorąc kolejnego łyka z butelki. – Ja muszę od czasu do czasu się napić. Razem
ze Skorpionem urządzamy sobie czasem takie wieczory..
- Nie wnikam! – Przerwała szybko magini. – Co za cholerstwo!
– Warknęła na kolejnego pająka, który to chciał dostać się do jej biustu. (Ten
to wie co dobre xD haha)
Zdyszana rozglądała się dookoła w poszukiwaniu kolejnych
potworków, ale żadnego nie mogła dostrzec.
- Koniec? – Spytała z nadzieją.
- Nie sądzę.. – Wymamrotała wstawiona Opiekunka. Jej wzrok
podążył na sufit. Blondwłosa zrobiła to samo.
- O kurwości.. – Szepnęła Heartfillia widząc
dziesięciokrotnie większego pająka. (No nie mogłam się oprzeć, bo pewnie sama
bym tak powiedziała xD)
- Ty też to widzisz? Uff całe szczęście.. myślałam, że ten
alkohol tak mi uderzył do głowy. – Zaśmiała się Opiekunka. Magini posłała jej
groźne spojrzenie.
- Nie sądzisz, że to już przesada? – Szybko znów spojrzała w
kierunku ogromnej wielkości pająka.
- Te, które wcześniej zabiłaś to były jej dzieci.
- Jej? Czyli chcesz mi powiedzieć, że.. że.. to jest.. ich
MATKA?!
- No raczej.
- Wielkie dzięki.. – Warga blondwłosej drgnęła. Ze strachu.
Obawiała się tamtych małych pająków, a teraz ma do czynienia z wielkoludem.
Przełknęła głośno ślinkę.
- Dasz radę młoda. – Dopingowała ją Opiekunka. – Masz zostać
przecież Strażniczką Gwiazd! Moja próba to nic w porównaniu do tego co Cię
jeszcze czeka!
- Tak.. pewnie tak.. – Przyznała jej cicho rację. Te słowa
dodały jej odwagi, ale nie tylko to. Uświadomiła sobie też to, że jej
przyjaciele na nią liczą. Ma mało czasu. Musi wykonać tę próbę zanim któreś z
nich się pojawi. Nawiązała kontakt wzrokowy ze swoim przeciwnikiem i jakby na
znak, oboje ruszyli do ataku.
- Jellal? Co robisz na zewnątrz? – Spytał właśnie przybyły
Fullbaster.
- No właśnie? – Ciągnęła Alberona.
- No bo widzicie.. jest pewna sprawa.. – Fernandes nie
przemyślał tego, co mógłby im odpowiedzieć, gdyby któryś z magów przybył
wcześniej.
- No? – Ponaglał go mag lodu.
- Ejj.. muszę się napić. – Marudziła brunetka. Usłyszeli
głośny huk i poczuli niewielki wstrząs.
- C-co tam się dzieje? – Fullbaster w pozycji bojowej
przyglądał się budynkowi.
- Serio.. nic strasznego. – Rzucił niebieskowłosy. – Tak
myślę. – Dodał pod nosem.
- Co tu się wyprawia? – Do magów podeszła Scarlet z poważną
miną. – Jellal, wyjaśnisz to? – Spojrzała na ukochanego takim wzrokiem, że aż
poczuł zimne krople potu na plecach.
- Bo widzisz.. To niespodzianka. – Przyszła mu pierwsza
lepsza odpowiedź do głowy.
- To skąd ten huk i wstrząs? – Dopytywała Alberona. Trzy
pary oczu przenikały go na wskroś. Wyczekiwali odpowiedzi na to pytanie, a on
nie wiedział co odpowiedzieć. Żadna sensowna odpowiedź nie przychodziła mu do
głowy.
- Siema ludzie! Coś się stało? – Do tłumu dołączył się
Dragneel a wraz z nim niebieski Exceed.
- Coś się dzieje w gildii.. – Odpowiedział mu tajemniczo mag
lodu. Różowowłosy spojrzał to na zestresowanego całą sytuacją Fernandesa a
potem na gildię.
- Lucy! – Krzyknął nagle.
- Stary, jeśli chcesz ją zobaczyć to idź w drugą stronę..
- Nie! Lucy jest w środku. – Mina Salamandra nie wskazywała
nic dobrego. Ruszył w kierunku drzwi, ale niebieskowłosy zatrzymał go.
- Nie możesz.
- Dlaczego nie? Ona potrzebuje pomocy.
- Nie potrzebuje. Zostaw ją.
- Skąd to wiesz? – Spytał podejrzliwie. Scarlet
przypatrywała się uważnie magom z lekkim niepokojem.
- Wszystko Wam wyjaśnię, ale teraz nie mogę. – Odpowiedział
ze spuszczoną głową. Stali tak w ciszy przez parę chwil, a każdy z
niecierpliwieniem spoglądał na siebie i na gildię.
- Brawo! Udało Ci się przejść próbę! – Krzyknęła
entuzjastycznie Opiekunka. Podeszła do ciężko oddychającej i bladej dziewczyny,
która to leżała na plecach na podłodze i patrzyła w sufit. Na jej twarzy
widniał lekki uśmiech.
- No.. to.. świetnie.. – Wycharczała. Z jej rąk zniknęły
nożyczki, ale w zamian za to pojawiły się dwa klucze. (Noo pewnie się teraz
zastanawiacie.. ‘Co? Dwa? Dlaczego?’ a
Wasza mina pewnie mówi jasno i wyraźnie wtf? o.O) Heartfillia czując w dłoniach
znajome przedmioty, podniosła się do siadu i spojrzała na nie. – Niemożliwe.. –
Szepnęła widząc znak Panny na jednym z kluczy.
- Ehh możliwe, możliwe.. – Usłyszała znany już z wcześniej
głos. Opiekunka Gwiazdy Panny stała z krzyżowanymi na rękach piersiami i
patrzyła na nią poważnie.
- Jedna próba, dwa klucze. Czy to nie wspaniałe? –
Zachwycała się druga Opiekunka.
- A-ale nie rozumiem.. dlaczego?
- Dlatego, że mimo pokonania pająków, pozbyłaś się również
pajęczyn z gildii. Nie musiałaś tego robić. – Wytłumaczyła jej. Na twarzy
Heartfillii pojawiał się coraz to większy uśmiech.
- Dziękuję! – Rzuciła radośnie. – Naprawdę się nie
spodziewałam. – Dodała.
- No dobra, dobra.. koniec już tego dobrego. Twoi
przyjaciele czekają na zewnątrz i się niecierpliwią. Powodzenia w następnych
próbach! – Po tych słowach, zniknęły. Blondwłosa chwiejnie podeszła do głównych
drzwi i otworzyła je. Oczy wszystkich tam zgromadzonych magów, skierowały się w
jej stronę.
- Lucy.. – Odezwał się pierwszy Dragneel i podszedł do
dziewczyny, która to podtrzymywała się drzwi, by nie upaść. Była wykończona.
Przyjaciele zauważyli w jej ręku dwa złote przedmioty.
- Zdobyłam klucz Raka i Panny. – Odpowiedziała im, zanim Ci
zdążyli o cokolwiek zapytać.
- Klucz Panny? Przecież nie przeszłaś jej próby. – Rzekł
Fullbaster.
- Tak.. to prawda, ale przeszłam ją teraz. Widzicie..
musiałam pokonać pająki. Gdy już je pokonałam, wysprzątałam gildię z pajęczyn i
pojawiła się właśnie Opiekunka Panny mówiąc mi, że mimo iż nie musiałam tego
robić, to to wykonałam i dostałam klucz.
- To wspaniale! – Krzyknęli radośnie magowie i podeszli do
przyjaciółki.
- Wyglądasz okropnie. – Skwitował Salamander.
- Dziękuję za jakże miły komplement z samego rana. – Rzuciła
sarkastycznie. Jednakże miał rację. W jej włosach, tak samo jak na ubraniu były
pajęczyny oraz zaschnięta krew.
- Trzeba to uczcić! – Krzyknął ktoś z tłumu.
- Impreza! – Odpowiedzieli chórem.
- Chwila! Chwila! Chwila! – Przerwała im Scarlet. – Nie tak
prędko.. jest jeszcze coś.. – Mówiąc to, podeszła do niebieskowłosego i
chwyciła go za rękę. – Pobieramy się. – Odpowiedziała z uśmiechem po niedługiej
ciszy. Wróżki popatrzyły po sobie z zaskoczeniem po czym wspólnie krzyknęli:
- GRATULACJE! – I tym sposobem rozpoczęła się podwójna
impreza w stylu Fairy Tail.
‘Najbardziej boimy się nie ciemności czy pająków, ale samych siebie..
Naszych emocji, uczuć, myśli..’
Zapewne wszyscy ucieszyli się z nowego, tak szybko napisanego
rozdziały w tym miesiącu xD
Oł yeaa! Ja też się cieszę, chociaż nadal jest ze mną coś
nie tak, ale to odstawmy na bok ^^
Większość z Was ma naprawdę dobrą intuicję co do prób xD w
sumie z drugiej strony, to kto by się tego nie spodziewał.. pff ;P
I co jeszcze.. a! zapewne zaskoczyłam Was gestem Opiekunki
Panny, co nie? Co nie? ^^ a jak!
Noo.. 66 rozdziałów za mną.. szczerze.. sama nie wierzę w
to, co widzę.. ;O nigdy, przenigdy bym nie pomyślała, że tyle napiszę ^^
Ehh pogoda daje w kość, ludzie dają w kość, nawet auto daje
w kość.. jedyne czym się pocieszam to tymi Waszymi blogami ;D
Buziaki, do następnego!!
P.S.! Dziękuję Wam! Na serio! Bardzo Wam dziękuję! Jesteście
ZAJEBIŚCI i KOCHANI! Czytając Wasze komentarze pod ostatnią notką aż się
popłakałam.. ze szczęścia.. to wspaniałe uczucie mając Was – takie moje jedyne
w swoim rodzaju promyczki rozświetlające szare dni :) jesteście wielcy! Kocham
Was z całego serduszka! <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)