niedziela, 4 sierpnia 2013

57. Łuk i jabłko.

Magnolia w ogniu. Czerwono-pomarańczowe języki tańczyły wokół jej osoby i jej ukochanej gildii. Stała tam i ze łzami w oczach wpatrywała się w szyld Fairy Tail, który to jeszcze pozostał w całości. Tuż przed nią jej przyjaciele. Martwi. Ich ciała były ułożone w kilku rzędach. U większości z nich nie dało się rozróżnić tożsamości. Ich ciała były zwęglone. U części z nich dało się zauważyć brak rąk, nóg, głów a nawet połowy tułowia. Ona stała tam sama, bez prawej ręki. W drugiej zaś sprawnej, ściskała miecz.
- Twoi przyjaciele nie żyją.. – Podniosła mętny wzrok w stronę usłyszanego głosu. – Co teraz zrobisz? – Wysoki mężczyzna, nagi do pasa z blizną na lewej piersi przyglądał się jej z uśmiechem.
- Acnolgia.. – Wyszeptała i ścisnęła mocniej rękojeść. – Zabiłam Cię raz, zrobię to znowu. Zapłacisz mi za to, że odebrałeś mi tych, których kochałam. – I nim zdążyła ruszyć do ataku, poczuła przeszywający ból w okolicach klatki piersiowej. Ręka mężczyzny przebiła ją na wylot. Z ust dziewczyny wypłynęła stróżka krwi, brudząc przy tym ciało mężczyzny. Na jego ustach widniał uśmiech zwycięzcy.
- Wygrałem. – Odparł z dumą. – Wybacz, że tak krótko pozwoliłem Ci być Strażniczką Gwiazd. – Ciało dziewczyny opadło na ziemię. Gwiazda, która świeciła najmocniej w tę masakryczną granatową noc, zgasła na dobre, pozostawiając samotny talarek gdzieś za chmurami.

Przebudziła się gwałtownie, zrzucając tym samym ze swoich kolan Happiego. Gray i Erza wzdrygnęli się przez sen. Nie czekając na całkowite rozbudzenie Exceeda, oddaliła się od przyjaciół i pognała w stronę łazienki, która była w kolejnym wagonie. Zatrzasnęła się w kabinie i zwróciła resztki jedzenia znajdujące się w żołądku. Po kilku minutach męczarni stała przed umywalką. Spojrzała w brudne lustro. Była blada, a oddech miała przyspieszony. To.. było.. straszne. Rzuciła w myślach. Niech to będzie tylko zwykły koszmar. Dodała. Przemyła twarz zimną wodą i w miarę możliwości, ogarnęła się. Po chwili wyszła z łazienki i zdała sobie sprawę, że pociąg już stoi. Na stacji czekali już jej przyjaciele ze zmartwionymi minami.
- Gdzie się podziewałaś? – Spytała pierwsza Scarlet. – Źle wyglądasz. Dobrze się czujesz?
- Przepraszam.. Źle się poczułam. Chyba udzieliła mi się choroba Natsu. – Odpowiedziała trochę zmieszana i z żartem.
- Ej! – Naburmuszył się chłopak. – To było okrutne. – Wszyscy zaśmiali się widząc minę przyjaciela.
- A tak poważniej.. Gdzie jesteśmy? – Spytała blondwłosa, gdy już powoli odzyskiwała swoje naturalne kolory.
- Nasz pierwszy przystanek: Crocus. – Odpowiedział mag lodu.
- I niby gdzie teraz mamy się udać? – Zastanawiała się dziewczyna. – Jak odnajdę tych Opiekunów?
- Coś wymyślimy. A może sami się przed nami pojawią? – Spekulowała Tytania. Było już ciemno. Dla magów bez sensu było plątać się o tej porze po mieście. Znaleźli przytulny motel i w nim się zatrzymali. Tytania rozporządziła, że zajmą wspólnie jeden pokój. Dla bezpieczeństwa i w ramach czujności nad dwoma magami, którzy non stop się kłócili.

Gdy już każdy z nich skorzystał z łazienki, usiedli na podłodze w kole i czekali jak na zbawienie.
- Ej to nie ma sensu. – Zaczęła Heartfillia, a przyjaciele spojrzeli na nią zaskoczeni. – To czekanie.. – Szybko dodała widząc ich miny. – Nie będziemy przecież siedzieć tak całą noc i czekać. Chodźmy spać. Co ma być to będzie. Ostatecznie to ja mam przechodzić próby. – Kontynuowała.
- Mylisz się Lucy. – Rzucił Dragneel. – Przejdziemy przez to razem. – Dodał, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech.
- Nie podlizuj się.. – Burknął w jego stronę Fullbaster.
- Chcesz się bić striptizerze za dychę?
- Ja się wcale nie rozbieram skośnooka zapałko.
- To gdzie masz ubranie? – Mag lodu spojrzał na ciało i tak jako powiedział różowowłosy, był nagi. Ruszył w pogoń za garderobą a reszta przyjaciół miała z niego niezły ubaw. Do czasu.. Wszystkie światła nagle zgasły a powietrze zrobiło się cięższe. Blondwłosa w ciemności wymacała czyjąś dłoń i ścisnęła ją. Poczuła mocniejszy uścisk i od razu nabrała pewności. Słyszała przyspieszone bicie swego serca oraz czyjś ciężki oddech.
- Lucy Heartfillio, zaraz się okaże czy nadajesz się na Strażniczkę Gwiazd. – Pojawił się.. Przeszło jej przez myśl. Była gotowa. W tej chwili rozpierała ją duma i pewność siebie. Postanowiła dać z siebie wszystko, pokazać na co ja stać, by chronić przyjaciół, gildię, Magnolię.. W jej głowie znów pojawił się obraz z przed kilku godzin. Nie! Potrząsnęła energicznie głową, by odpędzić czarny scenariusz.
- Jestem gotowa. – Rzekła pewnie i z uśmiechem. Pomieszczenie na nowo wypełniło się światłem. Magowie spojrzeli po sobie. Heartfillia ściskała rękę różowowłosego. To dlatego poczułam się pewniej.. Dodała w myślach i spojrzała na osobę.. tzn.. wygląd miał człowieczy, jednakże jego wygląd wykraczał poza tę normę. Jego ciało pokrywała złota poświata i unosił się w powietrzu w pozycji tureckiej. (mam nadzieję, że zrozumieliście o co mi chodzi xD)
- Jestem Opiekunem Gwiazdy Strzelca. – Przedstawił się. Miał długie, brązowe włosy, wąsy oraz ciemnoczerwone oczy. – Czekałem na Ciebie Lucy. Wszyscy czekaliśmy.. na przepowiednię co ma się ziścić. Nie zawiedź nas.. nie zawiedź swoich towarzyszy.. ani całej ludzkości.. – Rzekł Opiekun i w momencie wszyscy magowie znaleźli się na jakieś polanie.
- Gdzie jesteśmy? – Spytała Scarlet.
- Nie ważne gdzie, ważne jest to, że tutaj odbędzie się Twoja pierwsza próba. – Odpowiedział mężczyzna patrząc na blondwłosą poważnie.
- Na czym ma polegać pierwsza próba? – Odezwała się Heartfillia ciekawa. W rzeczywistości jednak czuła, że zaraz zemdleje. W momencie, gdy się przenosili, serce opadło jej do pięt.
- Nie denerwuj się. – Rzucił Opiekun, jakby potrafił wyczytać wszystkie emocje dziewczyny. – W zasadzie jest to proste zadanie. – Mówiąc to, wyprostował nogi, a w jego ręku pojawił się łuk. – Twoim zadaniem jest trafienie w jabłka, które będą znajdowały się na głowach Twoich przyjaciół. – Blondwłosa zmierzyła go zaskoczonym spojrzeniem, tak samo jak jej przyjaciele.
- A-ale ja nigdy nie strzelałam z łuku. – Odpowiedziała.
- Najwyższa pora się nauczyć.. Potraktuj to jako pierwszą lekcję. – Uśmiechnął się łobuzersko w jej stronę.
- Nie będę mierzyć bronią w moich przyjaciół! Co więcej, nie mam zamiaru strzelać do nich z łuku, by trafić w jakieś jabłko! – Zdenerwowała się.
- Czy tej próby nie może przejść za nią ktoś inny? Ktoś, kto umie posługiwać się taką bronią? – Spytał mag lodu.
- Wszystkie próby ma przejść tylko Lucy. Żadne z Was nie może jej pomagać. – Rzekł Opiekun.
- A-ale.. – Spojrzała błagalnie to na niego to na przyjaciół. Na ich twarzach powoli pojawiały się uśmiechy.
- Będzie dobrze Lucy! – Skwitował Salamander. – Może nie umiesz strzelać, ale wiemy, że się postarasz i nie zrobisz nam krzywdy. Ufamy Ci. – Heartfillia słysząc te słowa, bardzo się wzruszyła, jednakże obawiała się tej próby. Co jeśli spudłuję? Co jeśli ich zranię?
- Myśląc w ten sposób, na pewno ich zranisz. – Rzucił mężczyzna do magini podczas, gdy tamci zajmowali wyznaczone miejsca.
- Nie czytaj mi w myślach.. – Fuknęła.
- Pamiętaj, że strach jest wrogiem. Pomyśl o tym w ten sposób celując w jabłka. Wyobraź sobie, że jest to coś, co może skrzywdzić Twoich przyjaciół. Skoncentruj się i strzelaj. Strzała sama trafi.
- Czy Opiekun może dawać takie wskazówki? – Zauważyła dziewczyna, biorąc niepewnie do ręki łuk.
- Wszyscy chcą Ci pomóc.. Nie każdy Opiekun będzie taki łaskawy jak ja. Do dzieła Lucy. Pokaż na co Cię stać. – Heartfillia przyjęła pozę. Sama nie wiedziała jak to możliwe, ale przez chwilę poczuła się jakby umiała to robić od bardzo dawna. Wzięła kilka głębszych oddechów i napięła cięciwę. Przymknęła jedno oko i spojrzała w stronę stojącej Tytanii, która ze stoickim spokojem przyglądała się jej. Wszyscy we mnie wierzą.. nie zawiodę ich! Dodawała sobie otuchy w myślach. Strzała pomknęła w stronę Scarlet, a serce blondwłosej zatrzymało się na chwilę. Udało się! Strzała przebiła jabłko znajdujące się na głowie magini i wbiło się w drzewo stojące za nią. Heartfillia odetchnęła z ulgą, a sama szkarłatnowłosa opadła na kolana.
- E-erza? – Brązowooka już miała podbiec do przyjaciółki, ale zatrzymał ją Opiekun.
- Nie dekoncentruj się! – Skarcił ją. – To jeszcze nie koniec, a jej nic nie będzie.
- D-dobrze.. – Chwiejnie wróciła na swoje miejsce. Tym razem kolejnym celem był mag lodu.
- Dasz sobie radę Lucy! Strzelaj! – Zachęcał ją Fullbaster.
- Najpierw załóż ubrania.. – Zwrócił mu uwagę różowowłosy.
- Cisza! – Krzyknął mężczyzna. – W ubraniach, czy bez.. teraz nie ma na to czasu. Lucy, strzelaj. Ta znowu przyjęła pozycję i wycelowała w jabłko na głowie przyjaciela. Wypuściła strzałę i znowu sukces.
- Dobrze Ci idzie. – Zauważył Opiekun.
- Nie dekoncentruj mnie. – Tym razem to ona go skarciła z chytrym uśmieszkiem. Kolejną osobą był Salamander. On od początku w nią wierzył, wspierał i dodawał otuchy. – Przygotuj się Natsu. – Uprzedziła go i napięła cięciwę. Jednym okiem widziała jak się do niej uśmiecha, jak ukazuje swoje białe kły. Uwielbiała to. Zawahała się. Jej dłonie zaczęły drżeć. Kilka chwil stała w tej samej pozycji. Wszyscy czekali na to, aż znowu wypuści strzałę. Zwłaszcza on. Stał przed nią i wierzył w nią. Spoważniał.
- Strzelaj wreszcie! – Zdenerwował się Salamander, a dziewczyna na dźwięk tych słów, instynktownie wypuściła strzałę. Cholera! Nie zdążyłam jej wycelować! Spanikowała blondwłosa. Czuła jakby to wszystko działo się w zwolnionym tempie. Strzała leci wprost do Salamandra, a ten stoi z zamkniętymi oczami i uśmiecha się, jakby nie wiedział co się dzieje.
- Natsu! – Krzyknęła Heartfillia w chwili, gdy strzała trafiła w jabłko oraz ucięła kilka włosów chłopakowi. Upadła na kolana.
- Wiedziałem, że dasz sobie radę! – Wrzasnął do niej Salamander. A ona? Spuściła głowę, a grzywka zasłoniła jej oczy. Jej ręce drżały. Tak bardzo się bała. To była jedna z najgorszych chwil, jakie kiedykolwiek doświadczyła.
- Jeszcze jeden strzał. – Zakomunikował Opiekun, a Heartfillia podniosła na niego wzrok. – Został jeszcze Exceed. – Dodał. Spojrzała przed siebie, ale nigdzie nie widziała niebieskiego przyjaciela.
- Luuuuucy~! – Usłyszała i spojrzała w górę. Latał nad jej przyjaciółmi, ale nie widziała nigdzie jabłka.
- Dla utrudnienia on będzie latał i zamiast jabłka, ma na głowie jagodę.
- Jagodę?! – Zdziwiła się. – Jak mam trafić w latającego kota z jagodą na głowie? Co jeśli skrzywdzę Happiego?! – Opiekun nic nie odpowiedział. Jego spojrzenie się zmieniło. Patrzył teraz na nią surowo z założonymi na piersiach rękami. Blondwłosa ścisnęła mocniej łuk i przygryzła dolną wargę. Magowie podeszli do niej i zaczęli oceniać sytuację w jakiej się teraz znalazła.
- Lucy.. – Zaczęła Tytania, ale ta ją uciszyła.
- Zrobię to. – Rzekła hardo i wyciągnęła ostatnią strzałę.
- Twoja ręka.. Ty krwawisz! – Zauważył mag lodu.
- To nic. Taki ból to nic.. – Rzuciła. Stała odwrócona do nich tyłem, więc nie widzieli wyrazu jej twarzy. Tylko Opiekun doskonale wiedział ile myśli ma teraz w głowie. Jak bardzo się boi. Jej ręce drżały. Magowie wiedzieli, że jeśli teraz zainterweniują, wszystko się skończy i wysiłek Lucy pójdzie na marne. Napięła łuk i wycelowała w Exceeda. Krew sączyła się coraz bardziej, plamiąc przy tym nie tylko zieleń trawy, ale i jej ubranie. Zamknęła oczy. (Tak, tak.. dobrze czytacie ;P) Strzała pomknęła z zawrotną szybkością i nastała cisza.
- Udało Ci się. – Rzekł mężczyzna po kilku minutach i podarował jej złoty klucz do Bramy Strzelca. Jak na zawołanie, podleciał do nich szczęśliwy Exceed z plamą na głowie. Sama Heartfillia zaś opadła na trawę i uśmiechnęła się szeroko do przyjaciół.


'Najmocniej wierzy się w to, o czym wie się najmniej.'



Noo.. męczyłam, męczyłam aż w końcu wymęczyłam i oto Lucy już jest po pierwszej próbie! ^^
Póki co takie niby łatwe zadanie, ale strzelanie z łuku wcale takie nie jest..

No nic.. konkursik nadal trwa ^^ Proszę o wysyłanie pomysłów związanymi z innymi zodiakami ;) Mini Aika – Twój pomysł wpadł mi w gust.. powiem szczerze, że myślałam o tym, a Twój komentarz mnie utwierdził w przekonaniu, że to będzie świetne! ^^ hehe póki co, zastosowałam to w przypadku Strzelca.. no i może u któregoś innego ducha też to zastosuję xD No i wiesz.. skoro wykorzystał ten pomysł, to ten rozdział dedykuję właśnie Tobie, a co! ^^ Dziękuję, że tu jesteś, wspierasz, czytasz, komentujesz itd itp. ;*
No to do następnego Cuksiki moje! :*

Aaa! nioh nioh nioh.. licznik przebił 100 000 wejść! Ej! jestem taka szczęśliwa! I taka dumna i z siebie z Was najbardziej, bo jesteście tu ze mną i do dzięki Wam mam tyle odsłon.. Ahh! Szampan dla wszystkich! ;*

<3

Kooonkursik! ^^

Kochani moi!
Ogłaszam konkurs! xD
Każdy może wziąć w nim udział i zrobię wszystko, by wykorzystać Wasze pomysły..
A temat konkursu to:
WYMYŚL ZADANIA OPIEKUNÓW DLA LUCY! ^^ Popiszcie się i prześlijcie mi swoje pomysły xD
Możesz podać jeden pomysł a nawet więcej ;)
Tylko jedna sprawa: te zadania ma wykonywać TYLKO Lucy.. nikt z magów nie może jej pomagać, dlatego też weźcie to pod uwagę ^^ może używać swoich srebrnych kluczy w ramach konieczności oraz Flueve d'etoiles ^^
Hmmm chyba to wszystko.. w razie czego dopiszę jeszcze reguły, bo możliwe, że coś 'zjadłam'.. ;)
Aha! no i przesyłajcie swoje pomysły na mój numer GG: 7168828 ^^ albo jak kto woli to zostawcie pomysł pod tym postem ;)
Trzymajcie się ciepło! I życzę powodzenia w wymyślaniu ^^ ;*

poniedziałek, 29 lipca 2013

56. Przepowiednia i opiekunowie.

Minęło kilka dni od tego strasznego dnia. Póki co, siedziba gildii była małą kanciapą gdzieś na uboczu Magnolii. Może i była ciasna, jednakże życia w niej nie brakowało. Magowie śmiali się, świętowali.
- Po raz kolejny ocaliła nam życie. – Odezwał się w końcu Macao.
- Wtedy straciła całą swoją moc. – Przypomniał sobie Wakaba.
- Teraz znów są problemy. W końcu nie ma złotych kluczy.. co teraz zrobi? – Do debaty dołączył się mag lodu, a za nim inni magowie.
- Siostrzyczka Lucy jest super! – Krzyknął Romeo. – Na pewno sobie poradzi i je odnajdzie! – Mały Conbolt całym swoim sercem wierzył w dziewczynę. Po tym wszystkim, co widział, zyskał w jej oczach jeszcze bardziej.
- Tak właściwie, to gdzie Natsu? – Spytał Elfman.
- Siedzi u Lucy od kilku dni i nic nie wskazuje na to, by stamtąd wyszedł, dlatego też Erza zmusza go do jedzenia. – Odpowiedział Fullbaster.
- Mężczyzna! – Skwitował Strauss.

Spała. Ciągle spała. Cierpiała. Może specjalnie nie chciała się budzić, żeby nie patrzeć na to wszystko, co zostało z Magnolii, albo dlatego że świadomość iż nie ma już złotych kluczy była dla niej zbyt okrutna. Tuż przy jej łóżku czuwał różowowłosy, który nie spuszczał z niej wzroku. W drugim końcu pokoju siedział złotooki. Od tamtego dnia czuł się zobowiązany do pomocy blondwłosej, jednak obecność Salamandra była dla niego przeszkodą. Może i była nieprzytomna, ale w lewej ręce ściskała mocno swoje srebrne klucze. W końcu to tylko te jej zostały.
- Odzyskaj wszystkie klucze. Niech przepowiednia się ziści. – Usłyszała.
- Przepowiednia?
- Złotowłosa dziewczyna posiądzie wszystkie złote klucze. Gdy je zdobędzie, stanie się Strażniczką Gwiazd. – Zacytował ktoś. Heartfillia zdawała się nic nie rozumieć z tego, co się do niej mówiło. Przez dłuższy czas milczała.
- Jak je odzyskać? – Spytała po chwili.
- Klucze rozproszyły się po królestwie. Musisz przebyć długą drogę, by je odzyskać.. Każdy klucz jest pilnie strzeżony przez Opiekuna Gwiazd. Już o Tobie wiedzą. Czekają na Ciebie z zadaniami.
- Jakimi zadaniami?
- By odzyskać klucz, musisz przejść przez próby, które przygotowali dla Ciebie Opiekunowie.
- Co się stanie, jeśli ich nie przejdę?
- Przepowiednia okaże się błędna, a wtedy i ludzkość może przestać istnieć.. – Wtem zobaczyła ogień. Wszędzie. Gdzie nie spojrzała, wszystko było pokryte czerwono-pomarańczowymi językami. Słyszała krzyki, wołania o pomoc, ludzi, których nie znała, ale widząc ich cierpienie, odczuwała bezradność.

Otworzyła gwałtownie oczy i podniosła się. Przyłożyła rękę do czoła. Miała gorączkę. Ciężko oddychała.
- Lucy? – Usłyszała głos tak dobrze jej znany, przepełniony czułością a zarazem i szczęściem. – Dzięki Bogu.. w końcu się obudziłaś. – Spojrzała w jego stronę. Uśmiechał się delikatnie.
- Natsu.. – Wyszeptała i znów opadła na poduszkę.
- Koszmar?
- Niezupełnie.. – Przekręciła głowę w stronę okna. Granatowe niebo wysypane gwiazdami. Gdzieś za chmurami dostrzegła złoty talarek. (Yahaahahaha xD jak to brzmi ;P) – Czy wszyscy są bezpieczni? – Spytała.
- Tak. Niektórzy mają małe obrażenia, ale czują się dobrze i pytają o Ciebie.
- Czuję się lepiej. – Uśmiechnęła się pod nosem i wzrokiem omiotła pomieszczenie. To nie była jej gildia. No tak.. w końcu została zniszczona.. Przypomniała sobie wydarzenie. – Gale? – W kącie zobaczyła zarys znanej jej postaci. Światło księżyca oświetlało jego twarz. – Co Ty tutaj robisz? – Spytała.
- O to samo pytam.. – Burknął pod nosem Salamander. Widząc karcący wzrok dziewczyny, szybko zamilkł.
- Martwiłem się o Ciebie.. – Odpowiedział jej złotooki, a różowowłosy zacisnął pięści.
- Dzięki. Niepotrzebnie.. – Zerknęła na Dragneela. – Mam już opiekuna. – Uśmiechnęła się do niego delikatnie. – Prawda, Natsu? – Chłopak w odpowiedzi wyszczerzył się. – Powinieneś wrócić do siostry. – Zwróciła się znów do tamtego.
- Jasne. Już idę. – Jak powiedział, tak zrobił. Wstał z krzesła i ruszył w kierunku drzwi. – Ale wrócę tutaj. Do Ciebie.
- Uważaj na to co mówisz. – Fuknął Salamander. Ten tylko zaśmiał się i wyszedł. – Co ten gość sobie wyobraża.. gdyby nie on, do niczego by nie doszło. – Zaczął, gdy tylko zamknął drzwi.
- Natsu, już dobrze. – Uśmiechnęła się do niego pocieszająco, po czym wstała z łóżka.
- Ej, a Ty dokąd? – Podszedł do niej.
- Jak to dokąd? Przywitać się ze wszystkimi. Martwili się cały ten czas. Idę im podziękować.
- Ale.. – Uciszyła go gestem ręki.
- Żadnego ‘ale’. Nie jestem dzieckiem. – Odpowiedziała mu i wyszła.
- Czasem właśnie zachowujesz się jak dziecko.. – Powiedział do siebie.

- Lucy, dokąd się wybierasz? – Spytał Dragneel, widząc przyjaciółkę, która to właśnie zamierzała wyjść z gildii. Za nim przyfrunął Happy.
- Na misję.
- Sama?
- Taaa.. mam coś do zrobienia.
- Jesteśmy drużyną.
- Wiem i przepraszam, ale tą misję akurat muszę wykonać S A M A.
- Co to za misja? – Do rozmowy dołączył się Fullbaster oraz Tytania. Blondwłosa unikała spojrzenia.
- Lucy, jesteśmy przyjaciółmi i chcemy Ci pomóc. – Dopowiedziała Scarlet.
- Nie chcemy by coś Ci się stało. – Dodał różowowłosy.
- Eh.. no dobra. Idę odzyskać klucze. – Skapitulowała. Zapadła niezręczna cisza, podczas to której trzej magowie przyglądali się uważnie blondwłosej. – Miałam coś na wzór snu.. w tym śnie ktoś powiedział mi, bym odzyskała wszystkie klucze. Podczas podróży natknę się na różne przeszkody.. no i też każdych z kluczy pilnuje Opiekun Gwiazd. Gdy przejdę ich próby, zostanę Strażniczką Gwiazd. – Odpowiedziała po chwili ciszy.
- To fantastyczne Lucy! – Odezwała się Scarlet. – Ciąży na Tobie spore brzemię. Jestem pewna, że Ci się uda! Jednakże.. co jeśli tego nie zrobisz?
- Ta osoba powiedziała, że ta przepowiednia musi się spełnić. Klucze rozproszone są po całym Królestwie. Muszę ruszać.. – Odwróciła się na pięcie.
- Poczekaj! – Zatrzymała ją Tytania. – Co się stanie jeśli nie przejdziesz prób Opiekunów? – Heartfillia spojrzała w mądre, przepełnione szczerością i zmartwione oczy przyjaciółki.
- Nie wiem nic na ten temat. – Odpowiedziała jej przez ramię. Nie mogę im powiedzieć, co może się stać, bo tak nie będzie.. Odnajdę wszystkie klucze i zostanę Strażniczką Gwiazd.
- Idziemy z Tobą! – Krzyknął Salamander, wyrywając ją tym samym z przemyśleń.
- Aye! – Zawtórował mu Exceed.
- Co takiego? – Odwróciła się w ich stronę.
- Jesteśmy drużyną. Pomożemy Ci odzyskać klucze i co ważniejsze, zrobimy wszystko byś stała się Strażniczką Gwiazd.
- Nie możecie.. to.. to moja sprawa.
- Bez dyskusji. Idziemy. – Skończyła rozmowę Scarlet. Nikt nie miał nic więcej do powiedzenia. Heartfillia w głębi serca pragnęła mieć ich blisko siebie, jednakże nie chciała narażać ich na kolejne niebezpieczeństwo, bo kto wie co może ich spotkać? Pełni entuzjazmu i tego co ich czeka, dotarli na stację. Każdy na swój sposób wymyślał zadania z jakimi być może przyjdzie im się zmierzyć.
- Gdzie powinniśmy się najpierw udać? – Zaczął Fullbaster.
- Jedźmy w przypadkowe miejsce i sprawdźmy czy tam czeka na nas jakieś zadanie. – Wypalił Dragneel. Wszyscy spojrzeli na niego jak na wariata.
- To.. może się udać. – Przyznała szkarłatnowłosa. – Natsu, dobra robota. – Dodała i przycisnęła chłopaka do zbroi, aż temu zaparło dech.
- A jeśli to w Magnolii powinniśmy zacząć? – Rzuciła Heartfillia i chwyciła się za głowę. – Cholera! Chcę odzyskać klucze, a nawet nie wiem gdzie zacząć ich szukać! To takie frustrujące!
- Nie martw się. Poruszymy niebo i ziemię, a nawet jeśli będzie trzeba to i piekło, byleby tylko Ci pomóc i spełnić przepowiednię. – Odpowiedział jak zawsze pełen optymizmu Salamander.
- Dziękuję Wam.. – Rzekła wzruszona magini. – Tak się cieszę, że jesteście tu ze mną.
- Umrzesz.. – Blondwłosa odwróciła się gwałtownie na dźwięk tego głosu. Rozejrzała się dookoła, jednakże nie znalazła żadnej podejrzanej osoby.
- Lucy, wszystko gra? – Spytała zmartwiona Scarlet.
- Taa.. wszystko dobrze.. po prostu, przesłyszałam się tylko. – Odpowiedziała, siląc się na uśmiech.
- Okłamujesz ich Lucy Heartfillio.. – Zaśmiał się szyderczo głos. Potrząsnęła gwałtownie głową i przygryzła dolną wargę. Znikaj z mojej głowy! Nakazała sobie w myślach. Cisza. Ktoś jakby wdarł się do jej głowy i próbował ją zniechęcić, przestraszyć. Jestem magiem Fairy Tail. Nie przestraszysz mnie! Dodała sobie otuchy.
- Ej, Lucy! Na co czekasz? Wchodź do pociągu! – Krzyknął różowowłosy, co było dla niej bardzo dziwne. On się cieszył z tego, że jest w pociągu. Z niedowierzaniem przypatrywała mu się, aż w końcu weszła do przedziału. Drzwi się za nią zatrzasnęły, a maszyna ruszyła. Smoczy Zabójca przybrał odcień zieleni i upadł na podłogę. Uhh, a jednak to ten sam Natsu.. Westchnęła i wraz z przyjaciółmi zasiedli w wyznaczonych miejscach. Heartfillia usiadła przy oknie, a tuż obok niej Fullbaster. Tytania usadowiła się naprzeciw dziewczyny, a znokautowany przez nią Salamander leżał obok niej. Happy zaś ułożył się wygodnie na kolanach zamyślonej już blondwłosej i ze współczuciem przypatrywał się swojemu różowowłosemu przyjacielowi. Scarlet oraz mag lodu zasnęli po chwili.





O kurwości świata.. co za rozdział.. eh ;/
Nie pisałam przez tydzień i widać co się ze mną stało.. masakara ;D
Ale spoko, myślę, że następnym rozdziałem pochwalę się trochę wcześniej ^^
W sumie to tego już miałam napisać w piątek, ale jakoś tak mi zeszło w pracy, że nie chciało mi się.. w sobotę praca do 14 a później poszłam na festyn.. yeaaa.. wróciłam po 4.. bolą mnie nogi, ręce, plecy, no i główka też bolała ;D trochę mną powywijali na parkiecie, ale było git ;P
Dziś i jutro wolne, więc dzięki Bogu odzyskuję siły ^^

No nic.. nie zanudzam, dodaję rozdział, żeby było wiadome, że jeszcze żyję ;*

Buziaki Mordki moje :*

niedziela, 21 lipca 2013

55. Wspólnota i odwaga.

Lodowa tarcza Fullbastera oraz Tarcza Adamantowej Zbroi Erzy w mniejszym stopniu uchroniła ich przed atakiem smoka.
- Szybko, uciekajmy stąd! – Zarządziła Tytania. Dragneel widząc stan blondynki, bez wahania wziął ją na ręce i wybiegli z budynku. Kilkoro magom z gildii Black Star również się udało uciec. Gale ciężko sapiąc podszedł do Smoczego Zabójcy, który to nadal trzymał na rękach dziewczynę.
- To moja wina.. – Wyszeptał do półprzytomnej magini z wyraźną skruchą. – Wybacz mi Lucy.. – Kolejny ryk i wstrząs. Budynek gildii w ułamku sekundy zmienił się w ruiny, a czarny smok wzleciał ponad niebo. Jego duży pysk oraz przepełnione nienawiścią ślepia wpatrywały się przez chwilę w ocalałych magów, a po chwili odleciał.
- Cholera! Kieruje się w stronę Magnolii! – Krzyknął mag lodu.
- No nie mówcie, że on chce zaatakować miasto?
- Już raz był taki przypadek.. wtedy ocaliła nas Lucy.. – Stwierdził Dragneel, który trzymał nieprzytomną już blondynkę. Spojrzał na nią zmartwiony, a potem przeniósł swój groźny wzrok na Gwiezdnego Zabójcę. – Kim Ty tak właściwie jesteś, co? Co miałeś wspólnego z Lucy? – Był wściekły na niego i na siebie. Pozwolił, by bliska jemu serca osoba znów cierpiała.
- Przepraszam.. – Odpowiedział ze spuszczoną głową. – Jestem Gale. Gwiezdny Zabójca. Były mag gildii Black Star?
- Były mag? – Powtórzyła Tytania.
- Jakby nie patrząc, dopuściłem się zdrady.
- Jak to?
- To ja porwałem Lucy, ukradłem wszystkie złote klucze innych magów, aż na koniec została tylko Ona. Dostałem jednak rozkaz od Mistrza, by ją doprowadzić do gildii.. bo to Ona będzie ‘ostatecznym kluczem’. Miała przebudzić smoka.. Ja.. chciałem chronić moją siostrę.. zmienić świat na lepsze.. Lucy uświadomiła mi, że postępuję źle i chciałem to odkręcić.. pogorszyłem tylko sprawę.. Przepraszam.
- Koniec końców, chciałeś dobrze. – Skwitowała Scarlet. – Lucy na pewno nie ma Ci tego za złe.. jednakże mamy teraz większy problem.. Acnologia ożyła, a my musimy coś z tym zrobić. Zbierajmy się i szybko wracajmy do Magnolii.. mogą nas tam teraz potrzebować. – Magowie skinęli zgodnie głowami i ruszyli w stronę stacji.

Smoczy ryk. Panika. Ruiny. Tak pokrótce prezentowała się Magnolia, gdy już dotarli na miejsce. Czarny smok siał zniszczenie niczym tornado. Nic nie było w stanie go powstrzymać. Skutki były jeszcze gorsze niż WTEDY. Porównując Acnologię do tamtego, ten pierwszy był dwa razy większy, straszniejszy i silniejszy. Heartfillia zdążyła już się ocknąć w pociągu, a gdy tylko zobaczyła zniszczenia spowodowane przez czarnego smoka, jej serce zamarło.
- T-to niemożliwe. – Rzekła przerażona. Obok niej stał Salamander, który również nie mógł uwierzyć w to co widzi. Gale bił się w pierś, że pozwolił na coś takiego. Fullbaster przygryzał nerwowo wargę, a Tytania zbladła.
- Halo?! Słyszycie mnie? – Usłyszeli w swoich głowach znany głos.
- Warren? – Spytali jednocześnie.
- Gdzie jesteście? – Oprócz jego głosu, słyszeli również krzyki rozpaczy, oraz wybuchy.
- W Magnolii i nie możemy uwierzyć w to co widzimy. – Odpowiedziała mu Scarlet.
- My sami nie możemy w to~
- Warren? – Coś przerwało. – Warren?! – Krzyknęła Tytania. – Cholera! – Biegiem ruszyła w stronę potwora, a za nią reszta. Gdy już dobiegli na miejsce, gdzie wszyscy magowie Fairy Tail walczyli zacięcie ze smokiem, nie mając ani chwili wytchnienia.
- Do ataku! – Krzyknął Fullbaster. On i szkarłatnowłosa szybko ruszyli na pomoc przyjaciołom.
- Lucy. – Odezwał się różowowłosy. – Ty stąd uciekaj.
- Ty chyba żartujesz! – Oburzyła się. Bała się, ale to nie oznacza, że ma zostawić resztę.
- Nie utrudniaj mi tego. – W jego oczach widziała smutek, złość. – Nie daruję sobie, jeśli znów Cię stracę. Ty! – Zwrócił się do złotookiego. – Masz przypilnować, by nic się jej nie stało, zrozumiano? Masz nie spuszczać z niej oka. – Nakazał mu. Oboje byli zaskoczeni tą reakcją.
- Natsu, Ty chyba powariowałeś!
- Uciekajcie stąd, ale już! – Spojrzał groźnie na czarnowłosego, a ten skinął głową i pociągnął mocno za rękę blondwłosej.
- Ej! Co Ty robisz? Ja muszę z nimi walczyć?!
- Niby jak chcesz to zrobić bez swoich złotych kluczy?!
- Mag Fairy Tail nigdy się nie poddaje. Nawet jeśli nie posiadam swoich złotych kluczy, mam jeszcze kilka sztuczek w zanadrzu. – Wyrwała rękę z uścisku i zatrzymała się.
- Nie chcę używać siły, by Cię stąd zabrać.
- No to jej nie używaj, bo nie mam zamiaru się stąd ruszyć. Jeśli chcesz iść, proszę bardzo, ale ja nie mam zamiaru patrzeć jak moi przyjaciele.. nie.. jak moja rodzina walczy i ponosi rany przez coś, co ja ożywiłam.
- Byłaś zahipnotyzowana! To nie Twoja wina!
- Moja.. bo nadal jestem słaba. – Spojrzała na niego smutno. – Ale nawet jeśli tak jest, to nie mam zamiaru ich zostawiać. Będę się starać być silniejsza. Dla nich. – Po tych słowach, uśmiechnęła się i odbiegła, zostawiając zdezorientowanego chłopaka. Blondwłosa wyciągnęła jeden ze swoich srebrnych kluczy. – Otwórz się Bramo Miecza Światła: Excalibur. – Już po chwili dzierżyła wielki miecz i wkroczyła na pole walki.
- Lucy! Mówiłem przecież, że.. – Zaczął Salamander, ale widząc zaciętość na twarzy dziewczyny, zamilkł. Nie było jej kilka minut, a ten już wyglądał jakby walczył przez kilka godzin. Nie miał kamizelki, a jego spodnie były poszarpane, jedynie łuskowaty szalik nadal był w całości.
- Nie jestem tchórzem. Dam z siebie wszystko. DALEJ FAIRY TAIL! – Krzyknęła zdeterminowana, a wszyscy poobijani magowie, spojrzeli na nią z uśmiechem. – Osąd siedmiu gwiazd! – Złota poświata ruszyła w stronę smoka. Może i jedną rękę miała zajętą przez miecz, jednak drugą nadal mogła używać w celu użycia tego ataku. Wszyscy Smoczy Zabójcy ruszyli do ataku i połączyli swoje smocze ryki. Za nimi Erza, Gray, Mirajane, Elfman oraz Jellal wykonali swój ruch i wykorzystując swoje najmocniejsze zaklęcia, dopadli potwora. Mistrz oraz Gildarts walczyli ramię w ramię. Nawet Ci najpotężniejsi magowie, nie mogli dać sobie rady ze stworem. Obaj byli już bardzo poturbowani, oraz po ich minach widać było, że są zmęczeni. Po tych wszystkich złączonych atakach, nastąpił wybuch i nagle wszystko ucichło. Gdy chmura kurzu opadła im oczom ukazał się rozwścieczony smok. Głośny ryk smoka można było chyba słyszeć na drugim końcu królestwa.
- Ani jednego zadrapania! – Skwitowała zaskoczona Scarlet.
- To koniec. – Stwierdziła Cana.
- Nie byłbym taki pewien, men! – Usłyszeli. Ku im zdziwieniu, przed nimi pojawił się członek Blue Pegasus. – Moje perfumy mówią mi, że wspólnymi siłami, damy sobie radę. – Tuż za nim pojawiła się cała gildia z uśmiechniętymi minami i w pozycjach bojowych.
- Oh, a myśleliśmy, że to my będziemy tutaj pierwsi. – Za smokiem pojawiła się gildia Lamia Scale z Jurą, jednym z najsilniejszej Dziesiątki Świętych Magów na czele. W oczach niektórych magów z Fairy Tail, zaszkliły się łzy. Nie spodziewali się tego. Nim Acnologia zdążyła wykonać swój ruch, magowie z Blue Pegasus oraz z Lamia Scale, wkroczyli do ataku.
- Nie ociągać się! Spróbujmy wszyscy razem! – Krzyknął Vastia z Lamia Scale. Wróżki ocknęły się i całą swoją mocą zaatakowali smoka. Dla niego to już było za dużo. Wzbił się w powietrze. Podmuch wiatru sprawił, że niektórzy z magów nie utrzymali równowagi. Heartfillia korzystając z okazji, uczepiła się ogona potwora i wraz z nim uniosła się. (Yeaa Lucinda supermenka ^^ )
- Lucy! – Krzyknął za nią Dragneel.
- Nic mi nie będzie! – Odkrzyknęła mu. Widział na jej twarzy uśmiech i determinację. Wdrapała się na jego plecy i zaczęła okładać go swoimi ‘gwiezdnymi’ atakami. Dla jego grubych łusek to było jak łaskotki, ale nawet ta ‘przyjemność’, drażniła go. Odwrócił łeb do tyłu i dmuchnął w jej stronę. Dziewczyna straciła równowagę i zleciała z pleców. W ostatniej chwili chwyciła się ogona.
- Wariatka! – Skwitował Gale, który widział całe to zdarzenie, ale nie dołączył się do walki. Postanowił działać. Nie mógł już dłużej patrzeć na to wszystko. Zacisnął pięści i całą swoją uwagę skupił na czarnym smoku. Przymknął oczy, a świat jakby wokół niego, zatrzymał się. Blondwłosa czuła, że ze smokiem dzieje się coś nie tak. Unosił się w powietrzu, nie szamotał się. Spojrzała w dół. Magowie przyglądali się jej z zapartym tchem i tak jak ona, nie wiedziała o co chodzi. Gdzieś w oddali zobaczyła czarnowłosego. Miał zamknięte oczy. Gale? Co Ty robisz? Przemknęło jej przez głowę. Nie znała jego prawdziwej magii, nie miała okazji. Nagle smok znowu poruszył się. Tym razem wzbił się jeszcze wyżej, a magini tracąc ‘grunt’, zaczęła spadać ze smoka.
- Happy! – Wrzasnął Salamander. Exceed wiedział, co trzeba zrobić. Z największą mocą kierował się w stronę spadającej dziewczyny. Gdy ta myślała, że już po niej, poczuła jak coś oplata jej ciało.
- Happy? – Zdziwiona, ale szczęśliwa blondynka, wylądowała na ziemi.
- Czyś Ty powariowała?! – Skarcił ją różowowłosy. Ta nie przejmowała się tym. Spojrzała w górę. Smok wzbijał się coraz wyżej w powietrze. Przygryzła dolną wargę i odbiegła od przyjaciół. Niedaleko znalazła złotookiego, który ciężko dyszał.
- Gale! – Podbiegła do niego. – Czy Ty..?
- Tak.. to moja sprawka, ale wyrwał się.
- Wyrwał się? – Usłyszeli za sobą. Wszystkie trzy gildie przypatrywały się im.
- Moja magia polega na oszukaniu przeciwnika za pomocą wdarciu się do jego umysłu. Zrobiłem to samo w przypadku Acnologii, jednak ten chyba się zorientował. – Wytłumaczył.
- Dobrze zrobiłeś.. dasz radę to powtórzyć? – Spytała blondwłosa. – Spróbuj jeszcze raz. Znowu go zaatakujemy. Inaczej nie damy rady go pokonać.. ale z Twoją umiejętnością..
- Jak chcesz go pokonać? – Odezwała się Tytania.
- Zaatakujemy go wszystkim, co mamy. Całą naszą mocą. Ten jeden raz. Musi się udać. – Rzekła entuzjastycznie Heartfillia. – Na jak długo potrafisz zawładnąć umysłem Acnologii? – Zwróciła się do chłopaka, który powoli wracał do siebie.
- Pół minuty. Może mniej, może więcej.. Nie wiadomo też, czy znów da się złapać.
- Użyj całej swojej mocy.
- Jasne. Dam z siebie wszystko. – Rzucił. – Zaczynam. – Skoncentrował się. Zaczął równo oddychać, zamknął oczy. Magowie stanęli w pogotowiu, gotowi do pełnego ataku. Czarny smok łypał na nich groźnie z wysokiego nieba. Wydał z siebie głośny ryk, a potem szybko zaczął lecieć w stronę magów. Z czasem zaczął zwalniać, aż w końcu całkowicie się zatrzymał. Magowie odebrali to za sygnał, iż mogą w końcu zniszczyć potwora. Każdy z nich potraktował potwora całą swoją mocą. Na sam koniec zgromadzeni Smoczy Zabójcy połączyli swoje ataki. Heartfillia widząc tak zgranych magów, uśmiechnęła się pod nosem. Znowu nic nie zrobiłam.. Podsumowała się w myślach. Smok padł na ziemię. Czarnowłosy otworzył oczy i momentalnie padł na ziemię.
- Gale! – Doskoczyła do niego blondwłosa.
- Nic mi nie jest.. – Uśmiechnął się blado pod nosem.
- Dobrze się spisałeś chłopcze. – Pochwalił go staruszek gildii Fairy Tail. Wszyscy tam zgromadzeni, zebrali się wokół niego i zaczęli się cieszyć. Jednak sama magini Gwiezdnej Energii, czuła, że to jeszcze nie koniec. Wyszła z zebranego tłumu i spojrzała na smoka. Poruszył się i otworzył swoje wielkie, groźne oczyska. Nie było czasu by myśleć, zawołać. Bez wahania podbiegła do potwora i dzierżąc w ręku Excalibura, przebiła klatkę piersiową smoka. Acnologia wydała z siebie przeraźliwy krzyk, który zwrócił uwagę świętujących magów. Heartfillia nadal stała przy smoku i wbijała coraz głębiej miecz, a na sam koniec skierowała się niżej, przecinając tym samym jego wnętrzności. Krew. Na blondynce, ruinach, na ziemi.. wszędzie. Smętnym wzrokiem wyciągnęła broń z potwora, a po chwili zniknęła w poświcie. (broń oczywiście)
- Lucy! – Salamander w ostatniej chwili podbiegł do ledwo trzymającej się na nogach dziewczyny i złapał ją w talii. Ciężko oddychała, ale na jej twarzy widniał uśmiech.
- W-wygraliśmy.. – Wycharczała i straciła przytomność. Wszyscy spojrzeli na smoka, który już się nie ruszał.
- Powiedzcie, że to koniec.. – Zaczęła Alberona.
- To koniec. – Odezwał się nieznany im głos. Na czele magicznych żołnierzy, szedł Lahar. – Definitywnie koniec. – Dodał poważnie. Wokół nieżywego smoka, pojawiły się runy.
- Co zamierzacie z nim zrobić? – Spytał Jura.
- Rada Magów o tym zadecyduje. Wy proszę, udajcie się na wypoczynek. – Rzekł okularnik. (^^)
- Po tym wszystkim, ciężko będzie nam wypocząć. – Odpowiedział mu mag lodu.
- Racja.. w takim razie, odzyskujcie siły. – Rzekł na dowidzenia i wraz ze strażą, zniknęli. Zapadła cisza. Każdy tam z zgromadzonych, spojrzał po sobie i pierwsze co zrobili, to zabrali się za odnalezienie i przeniesienie wszystkich rannych w bezpieczne miejsce. Teraz czekało ich mnóstwo pracy w odbudowie miasta i wymazanie tak tragicznych przeżyć.





Prawie cztery strony A4!
Jestem z siebie dumna xD
I tyle mam do powiedzenia w tym temacie ;P
A! Macie taki tam rozdział na zakończenie weekendu ^^

Trzymajcie się Mordki moje kochane ;*

czwartek, 18 lipca 2013

54. Hipnoza i Acnologia.

Z tego co się dowiedziała, by dojść do gór, gdzie znajduje się siedziba gildii Black Star, musieli przejść przez miasto. Heartfillia nie wiedziała gdzie tak właściwie teraz jest. Złotooki wybrał okrężną drogę, przez las. Nie lubił rzucać się w oczy, a co więcej widok mężczyzny, ciągnącej za sobą młodą dziewczynę, nie byłby zbyt okazały.
- Możemy się na chwilę zatrzymać? Idziemy przez ten las już od jakiś trzech godzin.. – Jęczała. Zatrzymał się i ciężko westchnął, jakby ktoś zdjął mu z pleców wielki ciężar. Usiadł na pobliskim kamieniu i uwolnił dziewczynę. Sama blondwłosa nawet nie zwracała specjalnie uwagi, na czym siada. Upadła na ziemię i podparła się rękami. – Od razu lepiej.. nóg nie czuję. – Zakomunikowała i zafundowała swoim kończynom mały masaż. Co chwilę zerkała na chłopaka, który to beznamiętnie patrzył w niebo. – Nie boisz się, że ucieknę? – Spytała po chwili.
- Nie specjalnie.. – Odparł.
- Jaka jest Cattleya? – Spojrzał na nią zaskoczony. – Bardzo ją kochasz, skoro chcesz dla niej jak najlepiej.
- Po odejściu rodziców, miałem tylko ją. Obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by na jej twarzy znów zawitał uśmiech. Nim rodzice odeszli bez słowa, Cat dużo się uśmiechała, była miła, pomocna.. po prostu zawsze była. A gdy zostaliśmy sami, zamknęła się w sobie. Od piętnastu lat nie widziałem jej uśmiechu. – Odpowiedział smutno ze spuszczoną głową. Poczuł czyjąś rękę na ramieniu. Stała nad nim z delikatnym uśmiechem i pełnym energii spojrzeniem.
- Nie lepiej było sprawić, by znów się uśmiechnęła?
- Próbowałem..
- Widać nieskutecznie. Zamiast myśleć o zmianie świata, trzeba było pomyśleć o swojej zmianie jak i jej. Mogłeś poszukać rodziców.
- Być może..
- Ogarnęła Cię ciemność.. – Szepnęła i znów opadła na ziemię. Teraz to ona spojrzała w niebo. Znajdowali się w lesie, jednakże przez gałęzie doskonale było widać niebieskie sklepienie.
- O czym Ty mówisz?
- Tyle rzeczy się wydarzyło, że nie myślałeś racjonalnie. Rozumiem.. jednakże teraz źle robisz. Powiedz mi.. czy Ty przez ten czas chociaż raz pomyślałeś o sobie? O swoich potrzebach, uczuciach? Wątpię. Ciągle myślisz o siostrze i o tym jak jej pomóc. Pomyśl czasem o sobie.. czasem trzeba być egoistą. – Podczas tego monologu zauważyła jak jego zachowanie się zmienia. Złote oczy, które wyrażały złość i niechęć do całego świata, teraz wyrażały smutek, niewyobrażalny. Usta, która wykrzywione były w grymasie niezadowolenia, opadły w dół. Posmutniał. Zauważyła coś jeszcze. Łzy. Przezroczyste krople spływały teraz po kościstych policzkach. Znów do niego podeszła i przytuliła. – Nie przestawaj. – Szepnęła do niego. Trwali tak kilka minut. Po tym czasie, ten odsunął ją od siebie i chwycił ją za ramiona. Uśmiechał się pod nosem.
- Dobrze to rozegrałaś.. – Usłyszała.
- Co proszę?
- Grasz na moich uczuciach. To nie fair, ale przyznam, że bardzo chwytliwe.
- Nie rozumiem..
- Ale ja tak. Zbieraj się. – Rzucił szybko i nie czekając na jej reakcję, podniósł ją mocno za łokieć i ruszyli dalej.
- Co Ty wyprawiasz?!
- Idziemy do gildii Black Star.
- Że co?!
- A to! Idziemy odzyskać klucze.
- Odzyskać.. klucze? – Powtórzyła szeptem. Złotooki zatrzymuje się i patrzy na nią z uśmiechem.
- Zrozumiałem. Ja.. nie mogę tego zrobić.. zmienić świata. Chcę chronić siostrę i być przy niej.. dlatego teraz znów potrzebuję Ciebie. Twojej pomocy. Musimy wymyślić plan, by odzyskać tamte klucze i nie doprowadzić do przebudzenia smoka. – Blondwłosa analizowała każde wypowiedziane przez niego słowo. Powoli docierało do niej to, że chłopak zmienił się. Rzuciła się mu na szyję. – C-co Ty wyprawiasz? – Był zaskoczony gestem dziewczyny. Prawda, wcześniej również go przytuliła, jednakże ten czyn doprowadził go do szybszego bicia serca. (Hah.. kolejny romans się szykuje ;P)
- Dziękuję. Idziemy. – Teraz to ona prowadziła. Ciągnęła chłopaka za sobą. Nie wiedziała dokładnie, gdzie jest siedziba, jednakże chciała jak najszybciej wyjść z tego lasu, odzyskać klucze i wrócić do domu, do przyjaciół.

- Cholera! Kiedy ten las się w końcu skończy?
- Uspokój się zapałko, dopiero weszliśmy.
- Chodzi o to, że w lesie moje zmysły szwankują. Zaraz, zaraz.. jak mnie nazwałeś?
- Zapałka.
- Ty cholerny ekshibicjonisto! – Warknął na niego różowowłosy. I już po chwili stykali się czołami.
- Co rzygaczu płomieniami? Chcesz się bić?
- No pewnie striptizerze za dychę!
- Uspokójcie się. – Podeszła do nich Szkarłatnowłosa, jednakże oni zbyt zajęci swoimi sprzeczkami, olali Tytanię. Doszło między nimi do szarpaniny, przez co i ona oberwała. Exceedy tak samo jak i najmłodsza pośród magów, Smocza Zabójczyni, przestraszyli się na ten widok. No to po nich. Przeszło im przez myśl. I tak jak się spodziewali, Scarlet wpadła w szał, przez co skutkiem były poobijane i posiniaczone twarze męskiej części drużyny.
- Przepłaszamy.. – Odezwali się. Ich spuchnięte wargi nie ułatwiały im dokładniej wymowy.
- Mogę Was uleczyć.. – Marvell podeszła do nich i nie czekając na ich reakcję, zaczęła wykonywać swoje zadanie. Twarze magów odzyskały dawny wygląd. (Yohohohohoho ^^)
- Lucy! – Zerwał się nagle Salamander i pobiegł w głąb lasu. Reszta drużyny spojrzała po sobie porozumiewawczo i pobiegli za przyjacielem.
- Natsu, co się dzieje? Wyczuwasz Lucy?
- Nie jest sama. Lucy.. czekaj na mnie. – Ostatnie zdanie dodał szeptem.

- Uhh.. daleko jeszcze? – Od kilkunastu minut blondwłosa wraz z Gale’em, wspinają się na górę.
- Jeszcze trochę. Teraz musimy być ostrożni. Ta zdrada nie może się wydać..
- Gale.. co zrobimy dalej?
- Jakoś odwrócę ich uwagę, porwę resztę kluczy i uciekniemy.
- To zbyt łatwe.
- Będzie dobrze. Obiecuję. – Odpowiedział jej z uśmiechem. Obiecuję.. To słowo odbijało się echem w jej głowie. Natsu też często używa tego słowa. Na samą myśl o różowowłosym chłopaku, uśmiechnęła się. – Pomyślałaś o kimś wyjątkowym, prawda? – Napotkała jego spojrzenie. Nie była w stanie wyczytać w tej chwili żadnych uczuć. – Szczęściarz z niego. – Dodał.
- Co masz na myśli? – Podejrzliwie zmrużyła oczy.
- Nic takiego. Chodź, jesteśmy już blisko. – Kilka minut później byli w wyznaczonym miejscu. Stali przed głównym wejściem gildii. Czarnowłosy wziął kilka głębszych oddechów i pociągnął za sobą maginię. – Wróciłem. Mam ją i klucze również. – Zakomunikował, gdy tylko pchnął wielkie drewniane drzwi. Oczy kilkudziesięciu magów spojrzało w ich stronę. Blondwłosa przybrała twarz smutnej dziewczyny.
- Wspaniale! Wspaniale! Zaprowadź ją do TEGO pokoju. – Gruby głos Mistrza gildii Black Star odbił się echem od ceglanych ścian. Złotooki zrobił jak mu kazano. Gdy tylko przekroczyli próg innego pokoju, im oczom ukazała się gigantyczna lacrima, a w niej smok. Czarny.
- Acnologia.. – Szepnęła brązowooka. Czuła jak oblewa ją zimny pot, a ręce zaczynają drżeć ze strachu. I niby ja mam go zbudzić? Bała się. Jeszcze nigdy nie była tak przerażona. W tej chwili nie myślała racjonalnie. Widok ‘zamrożonego’ smoka całkowicie ją zaćmił.
- Skoro już jesteśmy wszyscy.. – Do pomieszczenia wszedł wysoki, brązowowłosy mężczyzna. – Możemy zaczynać. – Dodał i spojrzał z uśmiechem na Heartfillię.
- Nie zrobię tego! – Krzyknęła blondwłosa, zaciskając mocno pięści.
- Nie jestem miłym facetem. – Odpowiedział jej Nakajimo, bo tak miał na imię Mistrz gildii.
- Oddaj klucze! – Blondwłosa odzyskała pewność siebie. Podeszła do bruneta i stanęła przed nim. W odpowiedzi usłyszała tylko szyderczy śmiech jego jak i reszty członków gildii. Gale przypatrywał się tej scenie z boku. Teraz albo nigdy. Dodał sobie otuchy w myślach i podbiegł do starszego, wyrywając mu tym samym klucze, a potem podbiegł do dziewczyny, chwycił ją za rękę i już mieli uciec z pomieszczenia, gdy drogę zatarasowano im przez resztę członków. Byli otoczeni. – A mówiłam? – Rzuciła do chłopaka.
- Myślałem, że się uda..
- Dobra rada.. Więcej tego nie rób. – Kilku mężczyzn zablokowało złotookiego i zaczęli okładać go pięściami. – Gale! – Krzyknęła w jego stronę. Była trzymana za ramiona przez dwóch innych.
- Z-zostawcie.. j-ją.. – Warknął zdrajca Black Star. – Puśćcie ją. – Dodaje.
- Ani nam się śni. – Odpowiada z przekąsem Mistrz i pochodzi do blondynki. – A teraz zrobisz co karzę. – Obdarzył ją zwycięskim spojrzeniem. Nie mogła nie patrzeć w jego oczy. Czuła jak powoli się w nich zatraca.
- Lucy! Nie patrz w jego oczy! – Krzyknął między kolejnymi ciosami. Nie słyszała go. Jej źrenice zwężyły się, a kolor zmatowiał. – Cholera.. za późno.. – Mężczyźni, którzy przytrzymywali maginię, teraz ją puścili. Nakajimo zaśmiał się głośno i podarował dziewczynie dwanaście złotych kluczy. Mimowolnie sięgnęła po nie i podeszła do lacrimy. Zamknęła oczy, a klucze nagle zawisły w powietrzu, nad jej głową. Zaczęły się mienić i rozświetlać ciemne pomieszczenie. – LUCY! – Krzyczał z nadzieją złotooki, że uda się mu wybudzić dziewczynę z transu. Kolejny cios w brzuch. Z ust Heartfilli wydobywały się niezrozumiałe przez nikogo słowa. Nagle wszystkie klucze złączyły się i wysłały promień światła w stronę lacrimy. Kryształ rozbił się na miliardy kawałeczków, a klucze, które to jeszcze przez chwilę unosiły się w powietrzu, rozproszyły się w różne strony świata. Blondwłosa upadła na kolana i odzyskała świadomość. Ryk smoka roznosiósł się po całym budynku gildii. Ściany zahuczały a szyby w oknach, roztrzaskały się na drobne kawałeczki.
- Acnologia.. co ja zrobiłam.. – Szepnęła niedowierzając. Z jej oczu popłynęły łzy, a całe ciało zaczęło drżeć z przerażenia.
- Lucy! – Ten głos. Wiedziała do kogo należy, jednakże była tak sparaliżowana, że nie była w stanie się odwrócić. Czuła ciepłe, silne ramiona oplatające jej ciało. Ktoś nią potrząsał, a ona nadal jak w transie patrzyła na czarnego potwora, który się jej przyglądał.
- C-co to j-jest? – Przybyli magowie Fairy Tail nie mogli uwierzyć w to, co widzą. Prócz przyspieszonych tętn zgromadzonych tam magów jak i głośnego sapania smoka, dało się również słyszeć śmiech Mistrza gildii Black Star.





Proszę o masaż, herbatę i księdza!
Nie wiem co mam myśleć o tej notce.. hmm kurczę.. ogólnie napiszę, że pisało się mi to zajebiście.. mam nadzieję, że nie pogubiliście się w faktach i tak dalej.. ^^
W razie wątpliwości, pisać.. to oczywiste, nie? xD
No i nie liczcie szybko na nowy rozdział.. chociaż weekend mam wolny od pracy, to zamierzam go dobrze wykorzystać na regenerację, bo dostaję pierdolca ;P
Nic nie ogarniam, a więc sory ^^

A i jeszcze jedno.. komary – wypierdalać!


Buźka ;*

środa, 17 lipca 2013

53. Zabójca i lacrima.

Gildia była jeszcze zamknięta. Tuż przed głównymi drzwiami nerwowo chodził Salamander. Nie spał całą noc. Świadomość, że blondwłosa została uprowadzona, nie pozwalała mu na to. Apetytu jednak nie stracił. W ręku trzymał nogę z kurczaka i dziobał ją co jakiś czas. Kwadrans później przyszła białowłosa barmanka. Uśmiechnęła się delikatnie do chłopaka i otworzyła drzwi. Po chwili zaczęli się schodzić magowie. Wszyscy znerwicowani do granic możliwości, wyczekiwali Mistrza, który to pojawił się godzinę później.
- Gdzie byłeś tak długo? – Odezwał się pierwszy z wyrzutami różowowłosy.
- Oh wybacz Natsu.. zaspałem. – Podrapał się po głowie, uśmiechając się przy tym nerwowo.
- Jak możesz spać w takiej chwili?! – Warknął. Dziadek momentalnie spoważniał.
- Wszystkim jest ciężko, ale nerwy nic tutaj nie pomogą. Wyznaczona wcześniej grupa, proszę za mną do gabinetu. Cała piątka weszła do gabinetu Mistrza. Ten zasiadł wygodnie w fotelu.
- Na co jeszcze czekamy? Co mamy zrobić? – Niecierpliwił się Dragneel. Wtem drzwi do gabinetu otworzyły się, a w nich stanęła trzyosobowa grupa, która prowadziła śledztwo.
- Gildia Black Star. Ich dokładne położenie nie jest wiadome, bo co chwilę gdzieś się przemieszczają. Ostatnio widziano ich w Crocus. – Odpowiedział od razu Redfox, nie czekając na niepotrzebne pytania. – Ich plany związane z porwaniem i mordowaniem Gwiezdnych Magów nie jest nikomu znane. – Dodał.
- No to jedziemy do Crocus. – Podsumował Fullbaster.
- Możliwe jest, że już ich tam nie ma.. nikt nie wie, gdzie mogli się teraz udać. – Wtrąciła smutno McGarden.
- Znajdziemy Lucy! – Rzucił z zapałem i chytrym uśmieszkiem Smoczy Zabójca. – Nie ma opcji, by coś mogło się nie udać.
- Może poprosimy Panią Cane o pomoc? – Spytała nieśmiało Wendy.
- Dobry pomysł. Można spróbować. – Podchwycił jej pomysł mag lodu. Zeszli na parter. Alberona jak zwykle przywłaszczyła sobie beczułkę alkoholu i smakowała jej. – Cana, czy dasz radę namierzyć Lucy? – Spytał. Ta spoważniała i odłożyła beczkę na bok. Wyjęła talię kart i z poważną miną, zaczęła je układać na stole. Każdy się niecierpliwił.
- Udaje się na zachód od Crocus. Nie wiem dokładnie dokąd. – Rzekła po chwili.
- Ruszamy. – Rzucił ochoczo Salamander i już zamierzał wyjść z gildii, jednak zostało mu to uniemożliwione przez maga lodu, który chwycił go za końcówkę szalika. – Co Ty wyprawiasz? – Warknął na niego.
- Jest bezpieczna. – Dopowiedziała magini. – Jednakże nie szukajcie gildii, bo to jakiś mężczyzna ją porwał i z nią przebywa.
- Rozumiem. Skoro wiemy, że z Lucy wszystko w porządku, ruszajcie. – Zakomunikował Mistrz. I nim ci, wyszli z gildii, drzwi otworzyły się, a w nich stanęły dwie postacie.
- Chciałabym się dołączyć. – Odezwała się pierwsza osoba. Znali ten głos.
- Pani Erza! – Krzyknęła radośnie Marvell. – Pan Jellal!
- Skąd się tu wzięliście? – Spytał Fullbaster.
- Wieści szybko się rozchodzą.. Posłaniec z Rosmery przyniósł tę wiadomość. Przybyłam tak szybko jak mogłam, gdy tylko się dowiedziałam, że Lucy została porwana. – Wytłumaczyła Scarlet. – Ruszam z Wami. Jellal.. – Tu zwróciła się w stronę niebieskowłosego. - .. Ty tutaj zostajesz. Wiedział, że kłótnia z tą kobietą nie doprowadzi do niczego dobrego, więc tylko skinął głową niezadowolony.
- Świetnie! Teraz drużyna jest w komplecie! – Salamander uśmiechnął się szeroko. – Idziemy! – Krzyknął na odchodne i wraz z przyjaciółmi udali się na stację.

U Lucy.
Była na czymś miękkim i było jej ciepło. Ostatnie wydarzenia przeleciały jej w mgnieniu oka. Wróciła do gildii, rozmawiała z Natsu, Mistrz coś chciał powiedzieć.. i tu film się jej urywa. Podciągnęła się na łokciach. Była w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Leżała na łóżku, a obok niej był mały stoliczek, na którym stała lampa, zapaliła ją i jako tako lepiej ogarnęła pokój. Wstała z łóżka i podeszła do drewnianych, niezadbanych drzwi. Chciała już dotknąć klamki, jednak okazało się, że nie ma jej w miejscu, gdzie powinna być. Była spokojna. Dotknęła drzwi i postukała w nie palcami. Usłyszała czyjeś kroki dochodzące z drugiego pomieszczenia. Odsunęła się kilka kroków w tył, a tuż przed nią w tej chwili stał chłopak, mniej więcej w jej wieku. Ostre światło, które oblewało tamtejsze pomieszczenie, raziło ją w oczy. Nie mogła dostrzec jego koloru oczu a nawet włosów.
- Długo spałaś. – Zaczął chłopak i pociągnął ją za rękę do jasnego pomieszczenia. Rzucił ją na sofę i stanął przed nią. Teraz go widziała, w całej okazałości. Czarne krótkie włosy, złote oczy, dobrze zbudowany. Skrzyżował ręce na piersiach i lustrował wzrokiem dziewczynę, która to również przyglądała się mu badawczo.
- Gdzie jestem? Kim Ty jesteś? – Spytała w końcu, ukrywając zdenerwowanie.
- Jestem Gale. Gwiezdny Zabójca, a to mój dom. – Wytłumaczył. Przysunął sobie krzesło i usiadł naprzeciw magini. Oparł łokcie na kolanach.
- Gwiezdny Zabójca? – Powtórzyła cicho. Tym razem się zdenerwowała. W sumie to nie słyszała nigdy o kimś takim, jednakże sama nazwa nie wskazuje niczego dobrego. Zwłaszcza dla niej jak i jej Duchów. – Czego o de mnie chcesz?
- W sumie to niczego konkretnego.. moja gildia chce wprowadzić w życie pewien plan.. chce zmienić świat. A Ty nam w tym pomożesz.
- Niby w jaki sposób? – Spytała podejrzliwie, mrużąc przy tym oczy.
- Twoje klucze. – Jej serce zabiło sto razy szybciej. Spojrzała na pasek i tak jak się spodziewała, nie miała przy sobie swoich przyjaciół. – I Ty sama. Jesteś najpotężniejszym magiem Gwiezdnej Energii. Masz dużą większość złotych kluczy..
- Do czego Wam one?! – Przerywa mu.
- Jak powiedziałem.. chcemy zmienić świat.
- Co Ty pieprzysz? Zmienić świat? Ja i klucze mamy w tym pomóc?
- Zebraliśmy inne złote klucze.. żaden z tamtejszych magów nie protestował.. – Rzucił, uśmiechając się przy tym psychopatycznie.
- C-czy Ty.. – Zaczęła niedowierzając własnym uszom.
- Tak. Nie bez powodu mam taki przydomek, nie?
- To dlaczego ja..?
- Jesteś nam potrzebna. I teraz wszystkie, 12 złotych kluczy jest Twoją własnością i odpowiednio je wykorzystasz.
- Po co?!
- Po to, by zacząć wszystko od nowa.. – Spojrzała na niego jak na głupka. – No dobra.. Jest lacrima, a w niej znajduje się smok, który zmieni świat. – Źrenice blondynki powiększyły się dwukrotnie.
- S-smok? – Powtórzyła drżącym głosem. – Jak?
- Mamy swoje sposoby.
- Jesteście chorzy! Wiecie do czego to może doprowadzić?!
- Wiemy, dlatego to robimy.
- Co to za smok?
- Acnologia. – Tego się obawiała. Słyszała o nim. Czarny smok, który nienawidzi ludzi. Niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze.
- Jego nie da się oswoić. Nie powinniście tego robić. – Mówi w miarę spokojnie, jednakże w środku aż cała się trzęsie ze strachu i ze złości.
- Nie po to zachodziłem tak daleko, by teraz to wszystko rzucić!
- Ten smok zabije wszystkich! Bez wyjątku! – Krzyczy w końcu i wstaje z sofy. Złotooki robi to samo. – Nikt się nie uratuje! Nie będzie miał z nim żadnych szans, gdy tylko go spotka!
- Dlatego to Ty będziesz go kontrolować dzięki swojej magii.
- Wyście wszyscy poszaleli! Zmienić świat? Jakim cudem ma stać się on lepszy, gdy smok go zniszczy?! – Po tych słowach, zapadła między nimi cisza. Wpatrywali się w siebie niczym wygłodniałe wilki. Każdy miał swoje racje, swoje poglądy i trudno było je zmienić.
- Jutro ruszamy do mojej gildii, Black Star. Nie odwołalnie jutro zacznie się zmiana świata. – Rzekł w końcu i zaczął odchodzić.
- Masz kogoś, kogo chcesz chronić? - Gale zatrzymuje się, a Heartfillia patrzy na jego plecy. Milczy. – Skoro jest ktoś taki, powinieneś zwłaszcza pomyśleć o tej osobie. Co jeśli coś się nie uda i ją stracisz? – Chłopak prychnął pod nosem.
- Uratuję ją. Jest dla mnie wszystkim. – Odpowiada jej przez ramię.
- Ja też mam osoby, które chcę chronić. Błagam Cię..
- Robię to z myślą o niej. Cattleya.. będzie się jej lepiej żyło w nowym świecie.
- Czy Ty siebie słyszysz?! Co za życie czeka Cię w świecie, gdzie będzie panował chaos spowodowany atakiem smoka? Czy Ty nie słyszysz, co do Ciebie mówię? Ten smok zabije wszystkich. Bez wyjątku, a sam go nie pokonasz nawet jeśli zaatakuje najbliższą Ci osobę!
- Ona sama mnie o to prosiła! Ona chce, bym stał się człowiekiem, który przyczyni się do zmiany świata na lepsze.
- Nie takim kosztem! Nie życiem innych ludzi! Gdy to zrobisz, ona Cię znienawidzi! – Odwrócił się gwałtownie i podszedł do Heartfillii. Chwycił ją za nadgarstki i spojrzał groźnie w oczy.
- Nic o mnie nie wiesz, ani o mojej siostrze. – Dziewczyna syknęła z bólu, gdy tylko mocniej ścisnął jej rękę.
- Wiem jedno: jesteś największym idiotą jakiego spotkałam. – Mówi przez zęby. Zamilkł. Pociągnął ją za rękę i popchnął do pokoju, a drzwi zamknął na klucz. Ta oparła się plecami o drzwi. On zrobił to samo. – Będziesz tego żałował. Stracisz ją. – Dodała. Odszedł, a główne drzwi trzasnęły. – Idiota.. – Szepcze do siebie. Co on sobie myśli? Że gdy obudzi Acnologię, świat stanie się lepszy? Cholera! Wszyscy są w niebezpieczeństwie.. Przyjaciele.. Co robić? Nie wiedziała, która jest godzina. Prócz zaświeconej lampki, żadne światło nie przedzierało się do pokoju. Zasnęła.

Rano obudził ją intensywny zapach zmielonej zaparzonej kawy, który wdarł się do jej nozdrzy. Na stoliku stał też talerz, a na nim pieczywo i kilka dodatków.
- Zjedz. Czeka nas długa droga. – Usłyszała w progu pokoju. Czarnowłosy stał oparty o framugę i przypatrywał się jej.
- Nie zmieniłeś zdania? – Spytała z nadzieją i usiadła na skraju łóżka. Nic nie odpowiedział na to pytanie. – Nie wyglądasz na złego człowieka, ani taki nie jesteś.
- A Ty co, wróżka?
- W pewnym sensie. – Posłała mu promienny uśmiech, a potem przegryzła pieczywo. – W końcu jestem z Fairy Tail. – Dodała z dumą.
- Kończ. Im szybciej dotrzemy do siedziby, tym lepiej. – Zmienił temat. – Mój Mistrz nie lubi, gdy ktoś się spóźnia. – Podszedł do magini i związał jej ręce. – To na wszelki wypadek, byś nie uciekła. Będę miał Cię na oku. – Wytłumaczył.
- A-ale..
- Nie mów nic niepotrzebnego. Idziemy. – Pociągnął ją za łokieć. Nim wyszli z domku, porwał pęk kluczy blondwłosej ze stołu. Wyszli. W ciszy udali się w stronę wysokich gór.




Ciaossu! ^^
No to w przyszłym rozdziale się zacznie coś dziać ^^
W głowie jednak inaczej mi ten pomysł wyglądał.. cóż.. mam nadzieję, że się Wam spodoba co wymyśliłam.. a obiecuję, że emocji nie zabraknie ;)
Co więcej.. na pewno ucieszyliście się z powrotu Tytanii xD
No nic.. kolejny rozdział powinien pojawić się w ciągu najbliższych kilku dni.. tzn.. postaram się go napisać ;P

Buziaki Mordki moje! ;*

poniedziałek, 15 lipca 2013

52. Podróże i zniknięcia.

Na dworze było już ciemno. Gwiazdy mieniły się na granatowym niebie. On nie zwracał na to uwagi. Przepełniony był myślami o pewnej szkarłatnowłosej dziewczynie, która ni stąd ni zowąd zniknęła, a co więcej, ONI nie chcieli mu wyjawić gdzie teraz jest. Odczuwał pustkę, smutek. Pragnął ją zobaczyć, być przy niej.. w końcu to dla niej wstąpił do gildii. Chciał ją mieć przy sobie. Uświadomił sobie, jak bardzo zawładnęła jego sercem. Jej oczy, uśmiech, nos, włosy, głos, charakter, siła i co ważniejsze.. uczucia, jakimi darzyła innych ludzi. Wszystko to w niej kochał. Nie mógł zmarnować szansy nie bycia przy niej. Postanowił działać. Zacisnął mocniej pięści i ruszył w stronę mieszkania, który to od dłuższego czasu wynajmuje. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy i ruszył na stację. Teraz postawił sobie jeden cel: odnaleźć ją. Nie ważne ile mu to zajmie, ile świata będzie musiał zwiedzić, ile miejsc przeszukać, odnajdzie ją. Na pewno. Poruszy niebo i ziemię dla niej.

- Jak myślicie.. co teraz zrobi? – Zaczęła blondynka, która bawiła się słomką.
- Kto? – Zainteresował się mag lodu.
- Jellal. Jest zły. Ukryliśmy miejsce, gdzie teraz jest. – Wyszeptała.
- Sama powiedziałaś, by tak zrobić. – Przypomniał jej.
- Wiem.. – Westchnęła. – Oby nie zrobił niczego głupiego.. Wiecie.. ja chyba też muszę na chwilę zniknąć. – Dodała po chwili. Salamander, Happy oraz mag lodu spojrzeli na nią zaskoczeni. – Chcę odwiedzić ojca.. w końcu nie widzieliśmy się tyle miesięcy.. – Uspokoiła ich szybko.
- Chcesz jechać sama? – Spytał Fullbaster.
- Tak. Potrzebuję trochę wytchnienia. Postaram się wrócić jak najszybciej. – Uśmiechnęła się delikatnie do magów. Dragneel nic nie mówił. Przypatrywał się jej z poważną miną. – Idę do domu. Jutro wyjeżdżam. Nie wiem, kiedy się zobaczymy, więc dozobaczenia. – Rzekła na odchodne i wyszła z gildii. Różowowłosy ruszył za nią,
- Hej, Lucy? – Dogonił ją po chwili i chwycił za rękę. Spojrzała mu w oczy. Był smutny.
- Co się stało? – Spytała z przejęciem.
- Znowu mnie zostawiasz. – Dzięki tym słowom, poczuła jak jej serce przyspiesza.
- Wybacz Natsu.. chętnie zaproponowałabym Wam wszystkim, byście ze mną pojechali, jednakże Wy również macie własne sprawy.. zobaczymy się za niedługo. Obiecuję. – Uśmiechnęła się do niego czule i przytuliła go. Odwzajemnił gest. Trwali tak kilka minut, może nawet więcej, ale tego im brakowało. Tej bliskości.
- Kocham Cię.. – Wyszeptał jej do ucha, po czym ucałował jej czoło i odszedł.
- Wiem to. – Odpowiedziała z uśmiechem do oddalającego się chłopaka.

Następnego ranka spakowana ruszyła w stronę stacji. Pociąg do miejsca, do którego teraz zmierzała, właśnie przyjechał. Zajęła miejsce przy oknie i od razu pogrążyła się w zadumie. Kilka godzin później witała się z wszystkimi pracownikami w posiadłości. Jude bardzo ucieszył się na widok córki, w sumie nie tylko on, bo i blondynka nie posiadała się ze szczęścia, widząc zdrowego rodzica. Z tego co się dowiedziała, Makki i jego ojciec są teraz ich sąsiadami. Nishimori każdego dnia odwiedzają jej ojca i razem spędzają chwile.
- Lucy! – Usłyszała nagle. Odwróciła się gwałtownie i od razu rozpoznała te zielone oczy i orzechowe włosy, które w ostatnim czasie urosły. Grzywka zasłaniała mu trochę oczy, ale i tak wszędzie by go poznała. Nim ta zdążyła się odezwać, była zgniatana w silnych ramionach młodszego przyjaciela. – Tak się cieszę, że Cię w końcu widzę. Tyle czasu Cię nie było.. co się działo? – Zaczął, nie puszczając jej.
- Ciebie też miło widzieć Makki. Dzień dobry Panu. – Rzekła z uśmiechem przez ramię do starszego mężczyzny.
- Witaj Lucy. – Odpowiedział jej i podszedł do Pana domu.
- Ehh.. no to dzisiaj chyba się nią nie nacieszę. – Westchnął ze smutkiem Heartfillia, wskazując palcem na zielonookiego.
- Odbijesz to sobie. – Poklepał go przyjacielsko po ramieniu.
- Mam nadzieję, że szybko mnie nie opuści.. – Uśmiechnął się do siebie, a po chwili wraz z starszym Nishimori udał się do gabinetu na pogaduchy.
- No to opowiadaj co się u Ciebie działo. – Zaczął uradowany chłopak, ciągnąc za sobą dziewczynę na dwór. Usiedli w ogrodzie między cieniami drzew. Lekki wiatr rozwiewał ich włosy. Bawił się nimi.
- Wiele rzeczy Makki.. ale koniec końców wszystko dobrze się skończyło.. – Zaśmiała się i po chwili rozpoczęła swoje opowiadanie co się działo w ciągu ostatnich miesięcy. Źrenice chłopaka z minuty na minutę powiększały się. Nie krył zaskoczenia, ile ta dziewczyna przeszła w tak krótkim czasie. Był też zły na siebie, że nie mógł być przy niej. – Nie rób takiej miny. – Szturchnęła go w bok, widząc jego smętny wzrok. – Było minęło.. a teraz.. – Westchnęła i spojrzała w niebo. – A teraz będzie tylko lepiej. – Położyła się wygodnie na zielonej trawie, a ręce podłożyła pod głowę. – Jestem tego pewna. – Dodała.
- Może powinienem jechać z Tobą do Magnolii i tam zostać? – Po tym pytaniu, zerwała się znów do pozycji siedzącej.
- Po co? – Zdziwiła się. – Nic złego się mi tam nie dzieje.
- A jeśli coś się stanie?
- No weź przestań. Jest dużą dziewczynką i nie potrzebuję niani.
- Nie chcę być Twoją niańką, tylko..
- Nie kończ! – Krzyknęła. – Okej? – Szepnęła. Między nimi zapadła cisza. – Chodź, nazbieramy owoców. – Zaproponowała po chwili. Wstała z trawy, otrzepała się i ruszyła w głąb sadu, a tuż za nią wlókł się Nishimori.

W gildii. Wieczór.
- Raaaaany, jakie nudy bez Lucy. – Marudził różowowłosy, który opierał swoją głowę o blat i smętnie patrzył w stronę drzwi wejściowych z nadzieją, że za chwilę pojawi się w nich Ona.
- Oj Natsu.. ale Cię wzięło.. – Rzuciła z uśmieszkiem starsza Strauss. – Idź na jakąś misję, czy coś. – Dodała później.
- Bez Lucy będzie nudno. – Burknął.
- No to musisz wytrzymać, dopóki nie wróci. – I zniknęła w kantorku.
- Yo! – Przywitał się z nim młody Dreyar, klepiąc go przyjacielsko po plecach. – Coś taki markotny? – Widząc, że chłopak nie pali się, by mu odpowiedzieć, zaśmiał się cicho. – Kobieta? – Dragneel wzdrygnął się. – Nawet wiem jaka.. Blondynka, brązowe oczy, fajne ciałko..
- Lepiej nie kończ. – Warknął, prostując się i patrząc na niego groźnie.
- Jasne, jasne.. – Uśmiechnął się. – Świetna z niej dziewczyna. – Dodał po chwili.
- Mówiłem, abyś nie kończył.
- Zazdrosny?
- Spadaj. Uczep się kogoś innego, okej?
- No już już.. nie denerwuj się.

Dwa tygodnie później. Gildia Fairy Tail.
- Ludzie! Ludzie! Ludzie! – Do budynku wpadł zdyszany Elfman, zwracając przy tym uwagę wszystkich tam zgromadzonych.
- Co jest? Pali się, czy jak? – Z obojętną miną podszedł do niego Redfox. – Salamandrze, coś wywojował? – Zwrócił się z uśmieszkiem do różowowłosego.
- Nic. – Warknął.
- Nie o to chodzi.. przynoszę wieści. – Kontynuował spokojniej Strauss.
- Wieści? – Powtórzyła Mirajane.
- Dziwne rzeczy się dzieją.. – Zaczął chaotycznie.
- Konkretniej.. – Ponaglił go młody Dreyar.
- Magowie Gwiezdnej Energii.. znikają.. – Te informacje wystarczyły im, by bicie ich serc przyspieszyło gwałtownie. W ich głowach pojawiła się jedna osoba: Lucy. Ich towarzyszka, członek rodziny.
- P-powiedz coś więcej. – Ciszę przerwał zdenerwowany Fullbaster.
- Ci magowie.. oni zostają porywani i zabijani. Gdy ktoś znajduje ich ciała, nie ma przy nich ich kluczy.
- Mam nadzieję, że nie dopadli jeszcze Lucy.. – Rzuca przestraszona białowłosa.
- Cholera! Musimy ją poszukać! – Proponuje Salamander pełen determinacji.
- Kogo poszukać? – W progu gildii pojawia się temat ich rozmowy. Magom spada kamień z serca.
- Lucy! – Smoczy Zabójca rzuca się w stronę dziewczyny i mocno ją do siebie przytula.
- N-natsu? – Zdziwiona blondynka oddaje gest. – Aż tak się stęskniłeś? – Chłopak odsuwa się od niej, ale nie puszcza jej ręki. Boi się o nią, że ktoś mu ją zabierze, że znów zniknie mu z oczu. Tym razem mógłby jej już nie odzyskać. Na samą myśl, ściska mocniej jej drobną dłoń. – Coś się stało? – Pyta zdezorientowana i przerażona widokiem magów, którzy na nią patrzą.
- Nie.. i miejmy nadzieję, że nic się nie stanie. – Rzuca Mistrz, który pojawia się ni stąd ni zowąd.
- A możecie mi wytłumaczyć, czemu tak się zachowujecie? – Pyta już na skraju cierpliwości i chce wyrwać dłoń z uścisku, jednak Dragneel jej na to nie pozwala.
- Tu chodzi o Ciebie Lucy. – Mówi staruszek. – Teraz najważniejsze jest, byś była bezpieczna.
- Ale o co do cholery chodzi?! – Wścieka się i wyrywa się z mocnego uścisku chłopaka, aż coś strzyka w kończynie. Staje przed Mistrzem i patrzy na niego zdenerwowana i pełna niewiedzy. Staruszek już otwiera usta, by coś powiedzieć, jednak w gildii słychać głośny huk, a po chwili wszyscy padają na ziemię nieprzytomni.
Budzą się po kilku godzinach. Każdy z obecnych patrzy na siebie niemrawo i sprawdza, czy ktoś nie odniósł jakiś ran. Wszystko jest w porządku. Wszyscy są bezpieczni. Nie.. nie wszyscy..
- Lucy! – Wydziera się Salamander. Jego głos od razu rozbrzmiewa w głowach półprzytomnych magów i momentalnie odzyskują rozum. Zdezorientowany i zdenerwowany chłopak rozgląda się po pomieszczeniu. Nigdzie jej nie widzi. Wybiega na zewnątrz. Żadnego zapachu, żadnej wskazówki. Z bezradności upada na kolana. W kącikach oczu pojawiają się łzy. – Lucy.. – Szepcze załamany. Stracił ją. Na dobre. Słone łzy kropla po kropli płyną po policzkach i roztrzaskują się na betonowej posadzce.
- Natsu.. – Podchodzi do niego białowłosa. Jej policzki są mokre od łez. – Ona na pewno żyje.. Jeszcze mamy szansę. – Stara się go pocieszyć. Dotyka jego ramienia. Cała gildia pogrąża się w smutku.
- Jutro z rana zarządzam naradę u mnie w gabinecie. Natsu, Gray, Wendy, Carla, Happy macie być obowiązkowo. Gajeel, Lily, Levy, wy do tego czasu wyruszcie i zbierzcie informacje na temat porywania Gwiezdnych Magów. Każda wskazówka będzie bardzo pomocna w odnalezieniu Lucy. – Informuje staruszek i znika w swoim gabinecie.
- Do tego czasu mogą ją zabić! – Krzyczy Dragneel.
- Natsu ma rację.. nie możemy zwlekać! – Popiera go mag lodu.
- Macie jakieś poszlaki? – Pyta Dreyar. Cisza. – Wiecie gdzie ją szukać? – Żadnej odpowiedzi. – A więc bądźcie cicho i czekajcie na wieści. Gajeel, poradzisz sobie? – Zwraca się do czarnowłosego.
- Jasne. – Prycha i wraz z ‘ekipą’ wychodzi z gildii.



Yo Cukiereczki moje! ;*
No widzicie jak szybko do Was wróciłam?
Yeeee i teraz możliwe, że będę dodawać częściej rozdziały ^^
Cieszycie się prawda? No pewnie, że tak! xD
Pod ostatnią notką tylko utwierdziliście mnie w tym przekonaniu z czego bardzo, ale to bardzo się cieszę ^^ nikt mnie tak wcześniej nie podbudował jak Wy ;D
Kocham Was!
Buziam każdego z osobna ;*

<3