poniedziałek, 6 maja 2013

25. Imię i transakcja.


Rano czuła jak ktoś szturcha ją w ramię. Przebudziła się gwałtownie, przez co większość kartek wypadła poza biurko.
- Oh, chyba mnie to naprawdę wciągnęła. – Mruknęła pod nosem blondwłosa i spojrzała na starszą kobietę, która patrzyła na nią zatroskanym wzrokiem. – Pani Spetto? Coś się stało?
- Proszę mi wybaczyć, że Panienkę obudziłam.. Zmartwiłam się, gdy nie zastałam Panienki w pokoju.
- Nic się nie stało. – Uśmiechnęła się delikatnie i rozciągnęła się na fotelu. – Muszę się jakoś odświeżyć.
- Przygotuję śniadanie.
- Bardzo Pani dziękuję. – Wymieniły się szerokimi uśmiechami i każda z nich udała się w swoją stronę. Brązowooka napełniła do wanny gorącej wody z dodatkiem olejku różanego. Mimo iż spała w bardzo niewygodnej pozycji, na jej ustach widniał uśmiech. Czuła się naprawdę szczęśliwa.. jednakże, gdy tylko spojrzała na prawą dłoń, na której widniał różowy symbol jej gildii, posmutniała. Przepraszam Was.. wszystko wyjaśnię.. później.. Oparła głowę o brzeg wanny i oddała się jej ulubionej przyjemności.
Po pół godzinie, odświeżona i przebrana w czyste, bardziej elegantsze ubrania, udała się do jadalni, gdzie czekało już na nią śniadanie.
- Smacznego Panienko Nino. – Usłyszała za sobą. W progu jadalni stała ta sama staruszka, która ją obudziła.
- Nina.. – Szepnęła cicho. – Tak dawno nie słyszałam tego imienia. – Rzekła, biorąc do ręki pieczywo. – Chciałabym, byście mówili do mnie Lucy.
- Lucy? – Powtórzyła zaskoczona staruszka.
- Tego imienia używałam przez dziesięć lat. Przyzwyczaiłam się do niego. W jakiś sposób, dało mi ono siły, by dalej żyć. Postanowione. Od dzisiaj jestem Lucy Heartfillia. – Uśmiechnęła się szeroko.
- Jak sobie Panienka Ni.. Lucy życzy. – Szybko się poprawiła i odwzajemniła uśmiech. Po chwili zniknęła gdzieś w głębi posiadłości, a dziewczyna w samotności rozkoszowała się posiłkiem. Po kwadransie, niezwłocznie i bez zastanowienia, pognała do pokoju ojca. Zapukała kilkakrotnie, a gdy usłyszała ‘proszę’, weszła.
- Nie musisz pukać. – Rzekł ojciec.
- Kwestia przyzwyczajenia. Jak się czujesz? – Usiadła na krawędzi łóżka i chwyciła ojca za rękę.
- Nie najgorzej. Jednak i tak nie czuję żadnej poprawy od kilku dni. To leżenie mnie bardziej męczy.
- Regenerujesz siły. Cierpliwości tato. Właśnie.. przeglądałam papiery w Twoim biurze. Sprzedaż naszej ziemi to całkiem dobry interes.
- Kiedy zdążyłaś je przejrzeć? – Spojrzał na córkę zaskoczony.
- Wczoraj wieczorem.. tak mnie to wciągnęło, że nawet tam spałam.
- Za chwilę i Ty do mnie dołączysz Nino, gdy tak będziesz funkcjonować. – Dziewczyna zaśmiała się.
- Oj nie przesadzaj tato.. a propo mojego imienia.. – Zaczęła i spojrzała kątem oka na ojca, który przypatrywał się jej uważnie. – Chcę go zmienić.
- Zmienić? Dlaczego?
- Przez ostatnie dziesięć lat byłam znana jako Lucy.. Lubię to imię i chcę je zachować.
- Lucy.. Lucy Heartfillia. – Rzekł Jude. – Podoba mi się.
- Naprawdę?
- No jasne. Pasuje Ci to imię.
- Też tak uważam. Dobra, a teraz idę załatwiać interesy, a Ty odpoczywaj.
- Możesz przyjść z papierami tutaj. – Blondwłosa zatrzymała się przy drzwiach.
- Chyba żartujesz. – Pogroziła palcem. – W takim stanie nie dopuszczę Cię do pracy. Przyjdę później. Potrzebujesz czegoś?
- Mam już wszystko. – Westchnął, a młoda Heartfillia (od początku opowiadania nie mogłam się doczekać, by napisać to nazwisko! xD) wyszła z pokoju i z powrotem udała się do gabinetu. Usiadła przy wielkim biurku i przeglądnęła ostatnie teczki. Już podjęła decyzję, komu odsprzeda ziemię. Wyciągnęła czystą kartkę papieru i w paru zdaniach napisała swoją decyzję. Kartkę złożyła dwukrotnie i wsadziła do śnieżnobiałej koperty, wypisując na niej adres.
- Pani Spetto, wychodzę na chwilę do miasta. Będę za jakąś godzinę. – Oznajmiła blondwłosa i nie czekając na jej odpowiedź, wyszła z posiadłości.

Pogoda była wręcz doskonała na spacer. Słońce, ptaki ćwierkające wesoło, dużo zieleni i świeże powietrze. Czego chcieć więcej? Duszy do towarzystwa. Odpowiedziała sobie w myślach i w momentalnie przed oczyma pojawił się obraz jej przyjaciół. Znowu. Tęskniła za nimi. I to bardzo. Zerknęła na kopertę w jej ręce i pomyślała, czy nie będzie lepiej, jeśli wyśle do nich list. Jakieś słowa wyjaśnienia się im należą. Tylko, co mogła im napisać prócz zwykłego i banalnego ‘przepraszam’? Gdy opisze wszystko, całą prawdę.. mogą nie uwierzyć albo co gorsza, nie wybaczyć, bo czegóż mogła się spodziewać, gdy dowiedzą się prawdy? Ciężko westchnęła i postanowiła póki co nie zadręczać się tym. Teraz jej priorytetem jest pomoc ojcu, jej rodzinie. Nie może sobie pozwolić na stratę tego, co jest dla niej ważne.

Tymczasem w gildii.
Jak każdego dnia panował tam gwar. Rutyna. Czym byłoby Fairy Tail bez śmiechu, kłótni, bójek, poobijanych facjat i woni alkoholu? Nagle do budynku wparował zdyszany różowowłosy mag, a tuż za nim jego latający przyjaciel.
- Lucy zniknęła. – Te słowa wystarczyły, by rozpoczęły się spekulacje z domniemanym zniknięciem jednego z członków gildii. – Trzeba jej poszukać. – Dodał, podchodząc do baru, gdzie na ladzie siedział Mistrz i wesoło popijał procentowy trunek.
- Nie trzeba. – Rzucił, co wywołało jeszcze większą wrzawę wśród reszty zgromadzonych.
- Ty sobie chyba ze mnie jaja robisz! – Wrzasnął Salamander i uderzył pięścią w blat. – A jeśli ktoś ją porwał?
- Nie gorączkuj się tak młody. Lucy jest silna. A gdyby było tak jak mówisz, na pewno byśmy już coś wiedzieli.
- To co się z nią stało? Mira.. – Zwrócił się do białowłosej barmanki. – Czy Lucy brała jakąś misję?
- Nie. – Odpowiedziała krótko.
- To gdzie ona do cholery jest?!
- Może sobie zrobiła wakacje? – Do rozmowy przyłączył się mag lodu. Za chwilę doszła również Tytania, którą również zainteresowało zniknięcie przyjaciółki.
- Wakacje? Bez powiadomienia nas o tym?
- A co ona jest naszą własnością? Jest dorosła. – Rzucił Fullbaster.
- Czy wy się w ogóle słyszycie? – Chwycił za koszulę odwiecznego rywala i spojrzał mu groźnie w oczy. – Jak możesz tak mówić? Jesteśmy przyjaciółmi, drużyną. Zawsze trzymamy się razem. Mówisz tak, jakby Cię w ogóle nie obchodziła.
- Natsu.. uspokój się trochę. – Scarlet zainterweniowała i rozdzieliła magów. Smoczy Zabójca już nic nie odpowiedział. Obdarzył wściekłym spojrzeniem resztę magów i wyszedł z budynku.
- Cholera! – Krzyknął, przekraczając próg gildii. – Lucy.. gdzie jesteś? – Dodał szeptem.

Dziwne uczucie. Poczuła nagłe ciepło rozchodzące się od stóp do głowy i po chwili lekki wiatr owiał jej twarz. Zatrzymała się gwałtownie i odwróciła się za siebie. Właśnie wracała z miasta do domu.
- Natsu. – Szepnęła. – Wybacz. – Dodała i ruszyła do posiadłości. Ciemne chmury okryły niebo. Tak nagle zebrało się na deszcz. Przyspieszyła kroku, gdy poczuła pierwsze krople opadły na jej twarz. Nim dotarła do willi, złapała ją ulewa. Przemoczona do suchej nitki, pognała na górę w poszukiwaniu suchych ciuchów. – Cześć tato. – Po kilku minutach, z mokrymi włosami weszła do pokoju staruszka.
- Nina.. znaczy Lucy. Gdzie byłaś?
- Byłam w mieście załatwić pewną sprawę. W drodze powrotnej złapał mnie deszcz.
- Jaką sprawę miałaś do załatwienia? – Spytał ciekawy.
- Interesy. Podjęłam decyzję i wzięłam sprawy w swoje ręce.
- Chodzi o zakup ziemi? Wybrałaś już kogoś?
- Tak. To będzie bardzo dobra inwestycja. Szybko się odkujemy, tak na początek.
- Cieszę się. Liczę na to, że wszystko przebiegnie pomyślnie.
- Będzie dobrze. Wiem to. – Puściła mu oczko. – Napijesz się herbaty?
- Bardzo chętnie.
- Świetnie. Zaraz nam przyniosę i porozmawiamy. – Szybko oddaliła się od łóżka i udała się do kuchni. Postawiła czajnik z zimną wodą i przyszykowała dwie filiżanki.
- Ja to zrobię Panienko. – Wtrąciła się nagle staruszka, która weszła do kuchni.
- Nie trzeba Pani Spetto. Umiem robić herbatę. – Uśmiechnęła się.
- Oh.. no dobrze. – Westchnęła. Po paru minutach czajnik zaczął gwizdać, a filiżanki zostały napełnione gorącą wodą. Blondwłosa postawiła dwie porcelanowe filiżanki na metalowej tacy i jakiś talerzyk z ciasteczkami. Powoli udała się na piętro i z małymi trudnościami weszła do pokoju rodzica. Postawiła tackę na niewielkim stoliku obok łóżka i podała gorący napój tacie, a na pościeli ułożyła talerz ze słodkościami.
- Na poprawę humoru. – Skwitowała dziewczyna i usiadła po turecku na końcu łóżka.

Nieobecność w domu przez te dziesięć lat, odcisnęło piętno na brązowookiej. Tak wiele się wydarzyło, a jej nie było. Ciężko będzie nadrobić te ‘straty’ z ojcem, jednak od czegoś trzeba zacząć. Już kilka godzin rozmawiali o wszystkim i o niczym. Śmiali się, płakali. Teraz już od kilku minut zapanowała między nimi cisza. Jude spojrzał na córkę.
- Czemu się mi tak przyglądasz? Aż tak bardzo się nie zmieniłam.
- Mylisz się. Twoje włosy..
- .. musiałam przefarbować. – Dokończyła za niego. – Inaczej szybko bym została znaleziona.
- Nie tylko to się zmieniło. Jesteś taka.. normalna. Nie jak córka z bogatej rodziny. Jesteś już kobietą, jednak Twoje zachowanie zupełnie się różni.
- Nie chcę być jak te sztuczne damy z innych rodzin. Chodzić na bale, wbijać się w ciasne sukienki, wychodzić za mąż za kogoś, kogo się nie zna.. Nie chcę być tak oceniana przez innych. Chce być zwykłą Lucy Heartfillią. Z normalnego domu.
- To raczej będzie trudne..
- Mylisz się. Już poczyniłam w tym kierunku kroki. Zaczynamy od nowa tato.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Dowiesz się wszystkiego w najbliższym czasie. Cierpliwości. To niespodzianka. – Nagle rozległo się pukanie. – Proszę. – Odpowiedziała za ojca. W drzwiach stanęła Pani Spetto.
- Proszę wybaczyć. Ma Panienka gości. – Oznajmiła staruszka.
- Dziękuję Pani Spetto. Proszę przekazać, że zaraz zejdę.
- Oczywiście. – I wyszła. Młoda Heartfillia odwróciła się w stronę rodzica i uśmiechnęła się szeroko. Zeszła z łóżka i posprzątała filiżanki.
- Odpoczywaj. Ja idę na dół do gości.
- Może też powinienem iść? – Podciągnął się na łokciach.
- Nawet o tym nie myśl. Wszystkim się zajmę. Przyjdę później. – Szybko opuściła pokój, zostawiając ojca samego. Schodząc po schodach, usłyszała kawałek rozmowy przybyłych gości oraz Pani Spetto.
- Panienka zaraz przyjdzie. Proszę się rozgościć w salonie. – Rzekła staruszka i gestem ręki zaprosiła ich do pomieszczenia.
- Robić interesy z kobietą? Eh, jeszcze nigdy się mi to nie zdarzyło. – Westchnął starszy, elegancki mężczyzna.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz, panie Nishimori. – Odpowiedziała blondwłosa, wchodząc do salonu. – Dzień dobry. – Przywitała się grzecznie i spojrzała na zdziwionych gości. – Witaj Makki. – Uśmiechnęła się do zielonookiego.
- Lucy? – Rzucili oboje po chwili.
- Jesteś córką Jude’a? – Spytał Rin.
- Tak. To ja, uciekająca córka. – Odpowiedziała z uśmiechem.
- Ale ona miała na imię Nina.. – Zauważył starszy Nishimori, lecz po chwili jego mina zmieniła się. – Już rozumiem. – Dodał po chwili. – Niezłe z Ciebie ziółko.
- Racja. – Rzekła krótko. – Halo, Makki? – Mina chłopaka nie zmieniła się w ogóle. Pomachała mu kilkakrotnie przed oczyma. Nie zadziałało. Dopiero gwizdnięcie prosto do ucha, postawiło chłopaka na ziemię. – Odleciałeś. – Skwitowała rozbawiona.
- Ja.. ja.. ja.. – Zaczął się jąkać. – Jestem w szoku. – Dokończył po chwili.
- Pogadamy o tym później. Teraz interesy. – Rzekła poważnie i rozsiadła się w fotelu. Pół godziny później została podjęta decyzja, iż Rin Nishimori odkupuje połowę ziemi Heartfilli. Po podpisaniu dokumentów, przypieczętowali udaną transakcję kieliszkiem wina.




Skończyłam ~ ! i rozdział i prawie siebie.. ^^
Kurwicy ciąg dalszy, jednakże nawet podczas niej potrafię coś napisać i chyba nie wyszło to tak źle >.<
Jestem z tego nawet zadowolona ^^
Kolejny rozdział pojawi się może jutro o ile humor dopisze.. (jutro mam bardzo ważny dzień i nie chodzi mi tu o maturę ;P jeśli się uda, to się pochwalę ^^)
No właśnie!
Do wszystkich maturzystów, którzy tu zaglądają: POWODZENIA JUTRO! I  w ogóle w najbliższych dniach! Przesyłam każdemu z osoba mocnego kopniaka w dupę >.< I co więcej: nie martwcie się! na serio! Pewnie myślicie, że łatwo mi to mówić.. otóż nie.. moje podejście było takie, że gdy wszyscy mi mówili, że nie zdam, (z natury jestem bardzo leniwa i olewałam naukę) to ja z powagą i determinacją odpowiadałam: ‘a zobaczycie, że zdam!’ i voila~ ! Pokazałam im, kto tu rządzi! Hahaha ;P Więc luzik moi drodzy, dacie radę! ;*

niedziela, 5 maja 2013

24. Łzy i interesy.


Pierwsze gdzie się udała, było mieszkanie. Z prędkością światła wpakowała do ciemnej walizki nowe, świeże ciuchy i wybiegła, zatrzaskując za sobą drzwi. Po niecałych dziesięciu minutach, wbiegła na peron, który to był przepełniony innymi podróżnikami.
- Świetnie.. w takiej chwili? – Prychnęła pod nosem i siłą przeciskała się między ludźmi. W końcu, gdy się jej udało wyjść na stację, usiadła na walizce i westchnęła ciężko. Otarła z czoła kropelki potu i niecierpliwie wyczekiwała pociągu w dobrze znaną tylko jej stronę.

W gildii.
- Ej, przed chwilą była tutaj Lucy. Gdzie ją wywiało? – Spytał zaskoczony Dreyar barmana.
- Ty to masz człowieku refleks. – Burknął nawet nie racząc go spojrzeniem.
- Coś się stało? – Dopytywał się.
- Nic ważnego. – Młody Chigiri podniósł głowę i spojrzał w kierunku wyjścia, przez które kilka chwil temu wybiegła jego przyjaciółka. Blondyn spojrzał na niego, a potem rzuciła się mu w oczy gazeta, którą to kurczowo trzymał i miął. Po krótkim zastanowieniu, wyrwał mu ją i zaczął wertować każdą stronę czasopisma. Dreyar nie zauważył nic, co by mogło wzbudzić zainteresowanie ze strony blondwłosej dziewczyny. Jednakże coś musiało przykuć jej uwagę, skoro tak nagle wybiegła z budynku. Znad gazety spojrzał na chłopaka, który niemo wpatrywał się w kartki papieru.
- Lucy jest bardzo tajemnicza, co nie? – Odezwał się nagle Dreyar.
- Zawsze taka była, odkąd ją poznałem. – Odpowiedział.
- Znasz jej pochodzenie? – Blondyn zauważył, że ręka Miuzki’ego drgnęła. – Kim byli jej rodzice? – Kolejne wzdrygnięcie.
- Myślę, że nie powinienem rozmawiać o tym z Tobą. – Rzucił i zniknął w kantorku.
- To się jeszcze okaże, czy nie porozmawiamy.. – Uśmiechnął się chytrze pod nosem. – Coś ukrywacie. A Ty mi to wszystko wyjaśnisz. – Dodał po chwili.

Siedziała już w pociągu i obserwowała widoki za oknem. Właściwie to ją nawet nie interesowały. Jednakże wolała tępo patrzyć na zewnątrz niż na ludzi, którzy siedzą obok niej i wiercą się niemiłosiernie. Zaczęła się zastanawiać, czy nie lepiej było iść piechotą. Zerknęła na zegar, wiszący niedaleko w jej przedziale. Za jakieś pół godziny powinna być na miejscu. Jak zawsze uwielbiała podróże, tak teraz tylko czekała, aż ta się skończy. Z pośpiechu żadnej książki nie wzięła, a więc nie ma czym się zająć i zabić czas. Do jej głowy wdarł się obraz jej przyjaciół z gildii. Wyjechała bez pożegnania. Nie wiadomo, kiedy ich znowu zobaczy. Mimo iż ceniła sobie samotność, tak teraz jej brakowało osoby, z którą można byłoby porozmawiać albo nawet pomilczeć. Każdy był stosunkowo inny z charakteru, ale nie dało się ich nie kochać. Mieli odmienne zdania, ale serca były jednakowe. Przepełnione miłością do swoich towarzyszy. Do swojej rodziny. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Tak, wspomnienie przyjaciół wystarczyło. Była od nich daleko, ale jednak czuła ich bliskość. W sercu. Tego ciepła nie można pomylić z niczym innym.
Pociąg zatrzymał się, a ona szybkim krokiem opuściła maszynę i skierowała swoje kroki przed siebie, w dobrze znane jej miejsce. Miejsce, w którym wiązała te miłe, ale i okropne wspomnienia. Po kwadransie dotarła przed ogromną posiadłość. Bez pukania, weszła do środka i ruszyła w kierunku krętych schodów. Tuż przed nimi zatrzymała się.
- Pani Spetto.. – Wyszeptała. Starsza, niska kobieta upuściła z wrażenia porcelanowy wazon, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- P-panienka Nina. – Wolnym krokiem ruszyła do blondwłosej, nie wierząc w to, co widzi.
- Jak mnie Pani poznała? – Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Dla niej to również dość emocjonujące spotkanie.
- Może i ma Panienka inny kolor włosów, ale ten głos i te oczy poznam wszędzie. Są dokładnie takie same jak Pani Layli. – Starsza Pani podeszła bliżej i bez wahania przytuliła się do dziewczyny.
- Pani Spetto. – Odwzajemniła gest. – Co z ojcem? – Odezwała się po chwili i zwolniła uścisk.
- Jest w swoim pokoju. Nie wygląda najlepiej. – Posmutniała.
- Pójdę do niego. – Wzięła walizkę i ruszyła na piętro.
- Czy Panienka Nina do nas wróciła? – Spytała z błyskiem w oku i z nadzieją w głosie. Blondwłosa uśmiechnęła się nikle.
- Jeśli tylko będę mogła.. Jeśli tylko mnie przyjmie. – Rzekła nie patrząc nawet na staruszkę i pognała dalej. Gdy już pokonała ostatni stopień, weszła w długi korytarz. Dobrze wiedziała, gdzie chce iść, jednak jej krok był bardzo powolny. Czuła jak jej serce bije jak oszalałe. Ścisnęła mocniej ucho walizki i stanęła przed dużymi białymi drzwiami. Przełknęła głośno ślinkę i z lekki zawahaniem, zapukała kilkakrotnie. Usłyszała ciche ‘proszę’ i nacisnęła klamkę. Niepewnie uchyliła drzwi i stanęła w progu. Naprzeciw niej znajdowało się wielkie łóżko, w którym to leżał już starszy mężczyzna z wąsem i kilkutygodniowym zarostem. – D-dzień dobry. – Wyjąkała po chwili. – Ojcze. – Dodała szeptem.
- Nina? – Mężczyzna podniósł się na łokciach, nie dowierzając w to, co widzi. Albo raczej, kogo widzi. Szybko jednak opadł znowu na poduszki i westchnął głęboko. – Nie, przecież Ty jesteś tym magiem z Fairy Tail. Próbowaliście odnaleźć moją córkę, jednak później przekazałaś mi, że Nina żyje i ma się dobrze i że nie zamierza wracać do takiego życia. – Wypowiedział te słowa cicho, patrząc w sufit.
- Przepraszam.. – Jej warga zaczęła drgać. – Tak bardzo przepraszam za to kłamstwo wtedy i za ucieczkę dziesięć lat temu i za to, że nie dawałam znaku życia.
- O czym Ty mówisz?
- To naprawdę ja – Nina.
- Podejdź. – Nakazał. Blondwłosa czuła jak oblewa ją zimny pot, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Bała się. Bała się spojrzeć ojcu w oczy. Czuła się okropnie, że przychodzi w takim momencie i prosi o wybaczenie. Córka marnotrawna. – Podsumowała się w myślach. Postawiła jeden krok w przód. Potem kolejny, i następny. W końcu doszła do łóżka. Obdarzyła mężczyznę smutnym spojrzeniem. Przygryzła dolną wargę. – Tak.. te oczy. – Rzucił. – Te same jak tego dnia, gdy zmarła Layla. – Uśmiechnął się pod nosem. – Nie sądziłem, że jeszcze je zobaczę.
- Tato.. – Jęknęła i upadła na kolana. – Przepraszam! Tak bardzo.. nie chciałam tego. – Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Po raz pierwszy od dziesięciu lat, spod powiek wydostały się słone krople. Głowę wtuliła w pościel, mocząc przy tym prześcieradło. Łkała. Jak małe dziecko. Po tylu latach dała upust emocjom. Poczuła dłoń na włosach. Podniosła wzrok i spojrzała na zmęczoną twarz mężczyzny. On się uśmiechał.
- Nina. Tak bardzo za Tobą tęskniłem. Każdego dnia myślałem o Tobie. Zawsze Cię kochałem i kocham nadal. (Ma ktoś chusteczkę? T.T)
- Kochasz? Nawet po tym, co zrobiłam?
- Nawet po tym. Dzieci popełniają błędy. Dorośli również. Ja zdałem sobie sprawę z moich błędów. Widzę, że Ty również, o czym świadczy Twoje przybycie. To dla mnie wystarczające. – Chwycił jej drżącą dłoń, a ona przycisnęła ją do mokrego policzka.
- Ja Ciebie też kocham, tato. – Wyszeptała z uśmiechem.

Był już wieczór. Blondwłosa nadal przesiadywała w pokoju swojego rodziciela, opowiadając mu wszystkim, co wydarzyło się w ciągu dziesięciu lat jej nieobecności.
- Zmieniłaś kolor włosów i imię? – Spytał zaskoczony.
- Chciałam zacząć wszystko od nowa. Wtedy trafiłam na Mizuki’ego Chigiri. On wprowadził mnie do swojej rodziny, gdzie przyjęli mnie bardzo ciepło. Tam żyłam przez ostatnie lata. Później trafiłam na Fairy Tail i znów zaczęłam nowe życie.
- To dlaczego wróciłaś do starego, przez które tyle wycierpiałaś?
- Chcę to naprawić. Chcę Ci pomóc w interesach.
- Czytałaś gazetę, prawda?
- Tak. Grozi nam bankructwo.. – Wywnioskowała.
- Nam?
- Jestem Twoją córką. Nie zostawię Cię samego. Zwłaszcza teraz. Poza tym. To jest mój dom. Nie chcę go stracić. Mam z tym miejscem tyle wspomnień.. i co ważniejsze.. tutaj jest grób mamy. Wyciągnę nas z tarapatów. Zaczniemy wszystko od nowa. Dla mnie to już kolejny raz.. ale przynajmniej teraz będę miała Ciebie. – Uśmiechnęła się szeroko do rodzica, na co ten odpowiedział jej tym samym.
- A znasz się w ogóle na interesach? – Spojrzał ciekawie na córkę i przymrużył lekko oczy.
- Znam się na ludziach i potrafię wynegocjować to i owo. W końcu jakoś przetrwałam przez te dziesięć lat. Mam to w genach. – Puściła mu oczko. – Jest już późno. Myślę, że powinnam zostawić Cię już w spokoju. Musisz odpoczywać.
- Nie umieram jeszcze. Chcę się Tobą nacieszyć.
- Zdążymy wszystko nadrobić. Nie wybieram się stąd nigdzie póki wszystko się nie ułoży. Przyjdę do Ciebie z samego rana. Dbaj proszę o siebie. – Mówiąc to, wzięła do ręki walizkę i ruszyła w stronę wyjścia. Zanim jednak odeszła, odwróciła się i podbiegła z powrotem do łóżka i ucałowała mężczyznę w czoło. – Zawsze marzyłam, by to jeszcze kiedyś zrobić. – Rzuciła z uśmiechem.
- Ja również o tym marzyłem. – Rzekł, a po chwili drzwi się zatrzasnęły. Brązowooka pewnym już krokiem ruszyła do niegdyś jej pokoju. Pomieszczenie było czyste, wszystkie meble, zdjęcia i pamiątki były na swoim miejscu, tak jak dziesięć lat temu. Walizkę rzuciła w kąt a sama opadła na łóżko. Tak wiele się wydarzyło. Była szczęśliwa. Jej ojciec przyjął ją z powrotem. Nie spodziewała się, że będzie aż tak dobrze. Teraz liczyło się dla niej tylko to, by wyciągnąć z opresji jej rodzinę. Po kilku minutach zadumy, udała się w stronę gabinetu ojca. Pokój został wypełniony ciepłym światłem. Blondwłosa ogarnęła wzrokiem miejsce pracy ojca. Tutaj też nic się nie zmieniło. Podeszła do biurka, na którym widniał niewielki stos papierów. Rozsiadła się w wielkim fotelu i chwyciła do ręki pierwszą teczkę z brzegu, na której widniało znajome jej nazwisko – Nishimori. No tak.. uratowałam jego syna, który później próbował się mi oświadczyć. – Na samo przypomnienie, zaśmiała się cicho. Przeglądnęła dokładnie teczkę. Z tego, co przeczytała, Pan Rin, chce wykupić część ziemi jej rodziny. Wzięła do ręki, kolejne teczki. W każdej z nich była propozycja odkupienia ziemi Heartfilliów. Oczywiście również, ceny były niemiłosiernie wysokie. Przeglądając każdą z teczek, nie zauważyła nawet jak szybko biegnie czas. Było grubo po północy, a ona chciała jeszcze przeglądnąć ostanie pięć teczek. Niestety, zmęczenie ją dopadło i oparta głową o blat biurka, zasnęła.




Yo! Yo! Yo!
O yeaa! Mam nadzieję, że Wam przejaśniłam trochę umysł, co ^^
Przeszłość Lucy, tajemnica Lucy.. ups! Pardon, Niny.. została wyjaśniona xD W końcu ^^
I nie martwcie się.. Nie uśmiercę jej ojca. W tym opowiadaniu nie będę taka wredna >.<

Noo cóż.. mam nadzieję, że rozdział przypadł do gustu ;D
Czekajcie na kolejny, który pojawi się hmmm może jutro, pojutrze lub w środę? Ohh sama nie wiem, kiedy najdzie mnie wena ^^ i czy nie dostanę wcześniej kurwicy, bo coś czuję, że niewiele mi brakuje ;/

Buźka Mordki ;*

czwartek, 2 maja 2013

23. Lokaj i gazeta.


- Jak już się domyśliliście.. jestem magiem. – Zaczął, gdy tylko przekroczyli próg pokoju.
- I to nie byle jakim. Podobno byłeś niesamowity. – Rzekła blondwłosa.
- Racja. Podobno. – Uśmiechnął się pod nosem. – Jednak z powodu pewnego incydentu, musiałem się jakoś ukryć. Nie chciałem umierać. W nocy zbudowałem Schody Czasu.. myślałem że cofnę się w czasie, a tu nagle znalazłem się w przyszłości. W tym dworze. Sam byłem w szoku. Nim się zorientowałem, ojciec Pani Kikkuchi nim zmarł, przydzielił mi rolę lokaja w tym dworze. Tylko on wiedział o tych drzwiach i widział ten moment, gdy się pojawiłem w zachodnim skrzydle.
- Dlaczego te drzwi nie zniknęły, gdy tylko się tu pojawiłeś?
- Pomyślałem, że skoro wejście na zachodnie skrzydło jest zabronione, to nikt nie będzie tam się udawał. Myliłem się. Niestety, gdy chciałem je zniszczyć.. nie dałem rady. Nie można się ich pozbyć.
- Powiedz.. co z tymi ludźmi, którzy tutaj przybywali? Gdzie oni są? Nasza misja polega właśnie na odnalezieniu ich. – Zaczęła blondwłosa i pochyliła się nad siedzącym lokajem.
- Oni..
- Weszli przez te drzwi, prawda? – Dokończyła za niego.
- Tak.
- Dlaczego więc nie mogą wrócić?
- Nie byli magami. Nie znają się na tym.
- Istnieje możliwość, że wszyscy są w 666 roku?
- Niestety nie mogę potwierdzić.. Każdy z nich może znajdować się w różnym roku i w innym miejscu. – Ta informacja wstrząsnęła magami.
- Czyli ci ludzie.. nigdy nie wrócą do domów? – Wydedukował po chwili mag lodu.
- Wątpliwe.. przy odrobinie szczęścia może się im udać.
- Jak mogłeś.. – Zaczęła blondwłosa szeptem. – Jak mogłeś pozwolić tym ludziom wejść do zachodniego skrzydła? – Chwyciła lokaja za kołnierz garnituru i spojrzała na niego gniewnie.
- Dostali ostrzeżenie na samym początku. Głupota ich tam zaprowadziła. – Odpowiedział spokojnie.
- Jak możesz mówić to tak beztrosko?! – Wrzasnęła znowu.
- Lucy, uspokój się.. – Tytania położyła rękę na ramieniu przyjaciółki.
- Jak mogę się uspokoić? Ci ludzie są w nieznanych sobie czasach, a ja mam być spokojna? Są bezbronni. Co my powiemy Burmistrzowi?
- Nie możecie powiedzieć nikomu, co tu się znajduje. – Wtrącił Touma.
- A to niby dlaczego?
- Gdy ludzie z zewnątrz się o tym dowiedzą, będą chcieli zburzyć Smoczy Dwór. Gdy to zrobią, wszystko przepadnie. Szansa na powrót tych ludzi.. tutaj znajduje się część historii ludzkości i smoków.
- Co my powiemy Burmistrzowi? – Powtórzyła znowu.
- Coś wmyślimy.. – Zaczęła Scarlet. – Na przykład powiemy, że nie udało nam się ich odnaleźć, że to niewykonalne zadanie. Zawaliliśmy.
- No ale ci ludzie..
- Lucy, to nie nasza wina.. nic już nie możemy z tym zrobić.
- Cholera! – Wrzasnęła.
- Skoro to już koniec przesłuchania.. pójdę sobie. I Wam również radzę udać się z powrotem do domu.
- Nie boisz się, że wydamy Cię Radzie?
- Jest 787 rok. Myślisz, że oni w to uwierzą, że człowiek, który ponad 100 lat temu wymordował niewinnych ludzi, wciąż żyje i ma się świetnie?
- Nie zastanawiałam się wcześniej nad tym.. jak to możliwe, że wyglądasz tak.. młodziej?
- Magia. – Rzucił tajemniczo i zatrzasnął a sobą drzwi.
- No i co teraz zrobimy?
- Chyba nic tu po nas. – Odezwał się Salamander po raz pierwszy. – Myślałem, że sobie trochę powalczę tutaj, ale jednak nic z tego.
- Wracamy do domu. – Dorzucił Fullbaster.
- Chyba jednak nie ma innego wyjścia. – Dodała Tytania. Blondwłosa spojrzała na przyjaciół zaskoczona, którzy zaczęli zbierać swoje rzeczy. Czyli tak to się wszystko zakończy? – Lucy posmutniała i sama zaczęła pakować ubrania do walizki.

Ostatnią noc jeszcze spędzili w dworze. Jedna z dziewczyn. Mianowicie magini Gwiezdnej Energii rozmyślała nad całą tą sytuacją. Nie mogła się pogodzić z myślą, że nie może komuś pomóc. Dopiero nad ranem zmrużyła na chwilę oczy.
Gdy magowie się obudzili, od razu skierowali się na dół, by pożegnać się z Panią dworu i podziękować za gościnę.
- Już wracacie? – Pani Kikkuchi wyraźnie była zaskoczona decyzją magów.
- Niestety. Widzi Pani, obowiązki wzywają nas do Magnolii. – Wyjaśniła grzecznie Tytania.
- Rozumiem. Szkoda, było mi bardzo miło Was tutaj gościć.
- Nam również było przyjemnie. Może jeszcze kiedyś odwiedzimy Smoczy Dwór.
- Zapraszam! – Krzyknęła uradowana. – Nie zdążyłam poopowiadać różnych historii na temat tego dworu.
- Jeszcze będzie okazja. Na pewno. A teraz już czas na nas. Dziękujemy serdecznie za gościnę. – Uśmiechnęła się Scarlet. Tak samo jak reszta drużyny.
- Bezpiecznej podróży. – Odpowiedziała rudowłosa kobieta.
- Odprowadzę Państwa do drzwi. – Rzekł ni stąd ni zowąd lokaj, który nagle pojawił się za plecami Pani dworu. Magowie w milczeniu dali mu się zaprowadzić. – Mam nadzieję, że to co się stało w Smoczym Dworze, również tu zostanie. – Spojrzał poważnie na magów, którzy przekroczyli główny próg.
- Smoczy Dwór jest bezpieczny. – Odpowiedziała mu szkarłatnowłosa.
- Bezpiecznej podróży. – Powtórzył słowa Pani Kikkuchi i zamknął ciężkie drewniane drzwi.
- No to wracamy i dostajemy burę od Burmistrza i Mistrza. (Dziwnie zabrzmiało ^^) – Rzucił mag lodu i ruszyli tą samą ścieżką, którą tu przyszli. Blondwłosa leniwie szła z samego tyłu z wzrokiem wbitym w ziemię i smutną miną, co zauważyli wszyscy, jednakże nikt nie śmiał się odezwać w tej chwili. Wiedzieli jak przyjaciółka nakręciła się na tę misję i chciała dać z siebie na niej wszystko. Wszystko legło niestety w gruzach.

Salamander, gdy tylko wyskoczył z łodzi, od razu zaczął całować matkę ziemię i przyrzekać, że nigdy już z niej nie zejdzie.
- Weź się ogarnij płomyczku. – Zaczął swoje dogryzki nie kto inny jak Fullbaster.
- A Ty się ubierz lodówko. – Odpyskował mu.
- Aaa! – Wrzasnął zaskoczony faktem, iż ledwo był na lądzie a został w samych bokserkach. – To idziemy dostać ochrzan od Burmistrza? – Dodał po chwili, gdy znalazł części swojej garderoby. Ze spuszczonymi głowami, udali się w wyznaczonym kierunku.

- Mhmm.. czyli nie udało Wam się nic zdziałać i znaleźć tych ludzi? – Mówił spokojnie Burmistrz.
- Niestety. Bardzo nam przykro. Robiliśmy, co mogliśmy. – Tłumaczyła Scarlet.
- I co ja mam teraz począć?
- Proszę więcej nie wysyłać ludzi na tą wyspę. – Wtrącił Fullbaster.
- I to pomoże?
- Co ludzie, którzy tam się udali.. proszę uznać za zaginionych i nie tracić nadziei, że wrócą. – Odezwała się blondwłosa po raz pierwszy, gdy weszli na ląd. – To magiczna wyspa, prawda? Wiele mogło się na niej wydarzyć o czym my nie mamy pojęcia. Jeśli nie chce Pan, by więcej ludzi zaginęło, proszę nie pozwalać żadnemu mieszkańcowi więcej się udawać na tą wyspę. – Kontynuowała.
- Eh.. no dobrze, ale zdajecie sobie sprawę, że nie dostaniecie nagrody?
- Tak. Wiemy o tym. – Odpowiedziała za wszystkich szkarłatnowłosa.
- W porządku. Skoro tak, nic tu po Was.
- Do widzenia i przepraszamy. – I wyszli. Spacerkiem kierowali się w stronę gildii. Blondwłosa jednak zatrzymała się.
- Wiecie co? Ja idę do domu. Muszę się przespać i odświeżyć. Przyjdę później. – Uśmiechnęła się delikatnie. – I pamiętajcie: to co się tam stało, zostaje między nami. – Dodała przez ramię.
- Jasne. – Odpowiedzieli zgodnie.
- Trzymaj się Lucy.. – Dodała szeptem Tytania.

- Ehh.. – Westchnęła głęboko, gdy tylko otworzyła drzwi do mieszkania. Torbę rzuciła gdzieś w kąt i od razu ruszyła w stronę łazienki. Kojący zapach lawendy rozniósł się po pomieszczeniu, a spięte ciało dziewczyny zanurzyło się po brodę w wannie. Na jej twarzy od razu zagościł szczery uśmiech. Tego jej było trzeba. Gorąca kąpiel i swój własny kąt. Po pół godzinie przebrała się w czyste ciuchy i weszła pod kołdrę, zapadając w głęboki sen.

W gildii.
Reszta drużyny. A raczej lider drużyny, szkarłatnowłosa piękność, siedziała na krześle przy barze zajadając się ciastem truskawkowym i opowiadała o niewypale podczas misji białowłosej barmance.
- Wielka szkoda, że się nie udało. A tak właściwie, gdzie zgubiliście Lucy?
- Udała się do domu. Ona jakoś najbardziej to przeżywa. Cieszyła się na tę misję i bardzo chciała ją wykonać do końca.
- Biedna.. Ale to Lucy.. jest silna. Za niedługo o tym zapomni.
- Masz rację. Mogę dokładkę ciasta? – Popchnęła talerzyk w stronę barmanki z delikatnym uśmiechem i błyskiem w oku.
- Oczywiście. Zaraz wracam. – I starsza Strauss zniknęła w zapleczu. Tytania wzrokiem wyszukała maga lodu i Smoczego Zabójcy. Jak zwykle, bili się. Ledwo przekroczyli próg gildii i doskoczyli sobie do gardeł.
- Na misji też byli tacy? – Do Scarlet przysiadł się młody Dreyar.
- No może raz.. – Burknęła i odeszła od lady, gdy tylko dostała kolejną porcję swojej ulubionej słodkości.
- Hej wszystkim! – Tym razem do baru dosiadła się blondwłosa.
- O witaj Lucy, jak się czujesz? – Białowłosa barmanka, nie owijając w bawełnę, od razu zadała jej pytanie.
- Nie najgorzej. Odświeżyłam się i wyspałam. Czuję się jak nowonarodzona. A gdzie reszta? – Strauss wskazała palcem na bijących się wiecznie Natsu i Graya’a, którzy to byli teraz maltretowani (haha, śmiesznie to brzmi xD) przez Tytanię.
- Oj, pewnie nie dane jej było dokończyć ciasto truskawkowe. – Skwitowała białowłosa z lekkim uśmiechem. – Idę lepiej na zaplecze po kolejną porcję nim z gildii zostanie ruina. – Pospiesznie oddaliła się od blondwłosych magów. (kurcze.. ciekawe czy odezwie się zaraz jakiś fangirling(?) LaxLu? ;P)
- To misja nie wyszła? – Zaczął pierwszy Dreyar.
- Już wiesz? No tak.. wieści szybko się rozchodzą.. – Uśmiechnęła się nerwowo.
- Coś mi się wydaje, że macie jakiś sekret. – Brązowooka spojrzała na niego zaskoczona.
- Przed Tobą to się nic nie ukryje, prawda?
- Nie nalegam. Nie muszę wiedzieć, ale gdybyś chciała pogadać. – Tu zrobił przerwę i spojrzał na ‘najsilniejszą drużynę’, która ciągle się tłukła. – Nie koniecznie z nimi, to wiesz, gdzie mnie szukać. – Puścił jej oczko. (No piski z Waszej strony murowane ^^)
- Dzięki. Wezmę to pod uwagę. – Uśmiechnęła się szczerze.
- Lucy! – Krzyknął uradowany młody Chigiri.
- Mizuki, cieszę się, że Cię widzę. – Odparła uradowana dziewczyna. Widząc jednak jego niezbyt wesołą minę, spoważniała. – Coś się stało?
- Tak właściwie to.. – Spojrzał kątem oka na młodego Dreyar’a. Ten zdziwił się jego zachowaniem. – Czytałaś ostatnio gazetę? – Nie czekając na jej reakcję, podsunął jej pod nos czarno-białą gazetę.
- Wiesz, jakoś na wyspę ich nie donoszą. – Rzuciła, otwierając pierwszą stronę czasopisma. Blondyn odwrócił się tyłem do baru i obserwował resztę magów, a magini Gwiezdnej Energii spokojnie wczytywała się w kolejne artykuły, aż w końcu natrafiła na, według niej, ten właściwy. Drżącymi rękoma, odrzuciła gazetę w stronę przyjaciela-barmana i wstała z krzesła. – Nikomu ani słowa. – Rzuciła przez ramię tak, by tylko Chigiri usłyszał i wybiegła  z gildii.




FLAKI Z OLEJEM!
NIC GODNEGO UWAGI!
CIUT DENNIE? Aż tak dołować się tym nie będę.. nie wiem czemu ten rozdział jakoś mi nie wyszedł ;/ Ale wiem jedno.. zapewne jesteście ciekawi, co takiego przeczytała Lucyna.. noo i ja wiem jeszcze, że większość (jak i nie wszyscy) domyślacie się mniej więcej, co jest grane ^^ Ale CIIIIICHOSZA! Modrki w kubeł, że tak powiem niegrzecznie ;P
Czekajcie cierpliwie na kolejną notkę, a póki co rozkoszujcie się (taaaa jasne) tym rozdziałem.
P.S. nie miałam pomysłu na tytuł, więc też byle jaki ^^

Buźka Mordki ;*

niedziela, 28 kwietnia 2013

22. Kac i łazienka.


I tak mijały dni. Gildia już zaczynała mieć swoje właściwe ‘kształty’ i koniec budowy zbliżał się wielkimi krokami. Z dnia na dzień przybywało coraz więcej ludzi do pomocy. Gdy tylko dowiedzieli się o zamiarach młodej dziewczyny, postanowili dołożyć swoich starań. Już kolejnego dnia po tym, gdy rozpoczęto budowę, w gazetach na pierwszych stronach widniały artykuły na temat młodej Mavis Vermilion i o jej marzeniu.
Blondwłosa wraz z Dragneelem siedzieli przed budynkiem na prowizorycznej ławce i cieszyli się promieniami słonecznymi, które od początku ich pobytu, nie zamierzały się chować.
- Natsu? – Zaczęła dziewczyna. Ten spojrzał na nią ciekawy. – Czy to nie piękne? Jesteśmy świadkami jak powstaje nasz dom. – Chłopak milczał. Brązowooka po chwili przygryzła dolną wargę i oparła swoją głowę o ramię przyjaciela. – Tęsknię za nimi.. – Dodała szeptem.
- Ja też tęsknię. Nie martw się. Znajdziemy drogę do domu. Na pewno. – Niepewnie przytulił ją.
- Jesteśmy tutaj już prawie miesiąc. Jak myślisz, co oni sobie myślą?
- Nie mam pojęcia, ale na pewno się martwią, ale wierzą w nas. Wrócimy Lucy. Obiecuję Ci to. – Po wypowiedzeniu tych słów, ucałował ją w czoło. (xD małymi kroczkami do przodu ;P)

Budowa gildii zakończyła się sukcesem. Wszyscy ci, którzy przyczynili się do budowania, imprezowali w najlepsze i cieszyli się dobrze wykonaną pracą.
- Chciałabym coś powiedzieć! – Krzyknęła nagle jasnowłosa i stanęła na ladzie. – Z tego miejsca chciałabym wszystkim bardzo podziękować. Gdyby nie Wy, moje marzenie pewnie by się nie spełniło. Dodaliście mi sił. Najbardziej chciałabym podziękować Lucy i Natsu, którzy to zapalili we mnie chęć do walczenia o wszystko, co dla mnie ważne. – Tu wszyscy z wielkimi uśmiechami spojrzeli na ową dwójkę. – Wznieśmy toast za Wasze zdrowie i za marzenia. – Uniosła kufel, w którym nie znajdował się alkohol a sok i wszyscy chórkiem krzyknęli krótkie: ‘Na zdrowie!’. I tak oto zapoczątkowano imprezy w Fairy Tail. (^^)

Było już grubo po północy. Dwójka magów właśnie wracała z libacji do swoich domów. Jednak trudno nazwać to chodem, gdyż wręcz się zataczali to na lewo to na prawo, chichocząc pod nosem, gdy któreś z nich się potknęło. Droga do hotelu, która to zazwyczaj trwała kilka minut, w tej chwili zajęła im pół godziny. (Hmm.. skąd ja to znam o.O) Gdy już weszli do pokoju, robiąc przy tym niesamowity rumor, usiedli na łóżku i oparli się o swoje ramiona i ciężko westchnęli.
- To kto idzie *hyk* pierwszy *hyk* do łazienki? – Zaczęła blondwłosa.
- Kobiety *hyk* mają pierwszeństwo *hyk*. – Odpowiedział.
- Okej *hyk* to idę pierwsza *hyk*. – Z małymi trudnościami wstała z łóżka, jednak szybko znów się na nim znalazła. Co więcej tym razem leżała na Salamandrze, który to wydawał się być zadowolony z obecnej sytuacji. Mimo dużej ilości procentów we krwi, dobrze wiedział, że pewnie na trzeźwo szybko taka sytuacja mu się nie trafi. Korzystając więc z chwili pocałował dziewczynę. (Ojj już czuję te komentarze typu ‘no w końcu!’) Ona zaś z początku zaskoczona takim obrotem spraw, szybko się poddała i oddała pocałunek. Gdy już oderwali się od danej czynności, popatrzyli sobie w oczy i wymienili się delikatnymi uśmiechami. – Chyba jednak nie chcę mi się myć. Zrobię to rano. – Rzekła po chwili milczenia cicho.. – Dobrze mi tak, jak teraz. – Dodała i ułożyła głowę na ramieniu chłopaka.
- Mnie też jest dobrze. – Odpowiedział i przytulił dziewczynę. Po kilku minutach zasnęli. 
Rano obudziła się jako pierwsza. Lekko uchyliła powieki i od razu zauważyła różowe włosy. W głowie pojawiło się tysiące myśli. Spokojnie. Bez gwałtownych ruchów. – Radziła sobie w myślach. Odchyliła lekko głowę i spojrzała na twarz chłopaka. Spał. Odetchnęła z ulgą. Jego jedna ręką obejmowała ją w talii, a druga służyła mu za poduszkę. Delikatnie i cicho wysunęła się z objęcia chłopaka i wstała, co było błędem. Pulsujący ból głowy i nagłe mdłości stały się dla niej problemem. Szybko pognała do łazienki i opłukała twarz w zimnej wodzie. (Ojj.. kac morderca nie ma serca ;/) Minęło kilka minut nim doszła do siebie. Ciągnąc za sobą leniwie nogi, podeszła do wanny i wypełniła ją po brzegi niezbyt gorącą wodą. Gdy tylko się w niej zanurzyła, poczuła się jak w niebie. Uśmiechnęła się pod nosem i momentalnie do jej uderzyły wydarzenia z przed paru godzin. Pocałunek z przyjacielem. No właśnie, czy faktycznie to był przyjaciel? Zadawała sobie to pytanie w kółko, ale odpowiedzi ciężko było jej udzielić. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Ten moment był najwspanialszym w jej życiu. To nic, że w takich okolicznościach. I tak się jej podobało.
Po kwadransie wyszła w wanny i udała się do kuchni. Kątem oka zauważyła, że chłopak jeszcze spał. Podeszła do lodówki i wyciągnęła więcej produktów niż zazwyczaj, gdyż wiedziała, że po takiej oto imprezie, żołądek Dragneela jest bez dna. (No w sumie mam podobnie xD) I jej również zaburczało w brzuchu. Zabrała się za śniadanie i zrobiła mocnej kawy. Po kilkunastu minutach mocny aromat gorącego napoju przedarł się do pokoju i powędrował w nozdrza chłopaka. Przetarł oczy i już wiedział, gdzie się kierować.
- Dzień dobry Natsu. – Odezwała się pierwsza, słysząc jego ciężki chód.
- Eh.. noo nie wiem, czy dobry. Boli mnie głowa. Jak ja wczoraj wróciłem? – Opadł na krzesło i oparł głowę na stole.
- Przyniosłam Cię. – Rzuciła przez ramię, nalewając do kubków napoju. Czyli nie pamięta nic, co się stało potem. Posmutniała. – Proszę, oto kawa na początek. – Podstawiła mu pod nos kawę i posłała delikatny uśmiech. Napój wypił duszkiem i odstawił kubek z powrotem z westchnięciem. (Co to wrzątek dla niego, pff ;P) Za chwilę na stole pojawił się wielki talerz z kanapkami. Tym razem i blondwłosa się przysiadła i zaczęła się delektować. Nie minęło dziesięć minut a talerz został pusty. Nawet najmniejszego okruszka na nim nie było.
- Ale się najadłem! – Krzyknął zadowolony. – Teraz idę się odświeżyć. – Zakomunikował i wstał od stołu.
- Jasne. – Burknęła.
- Lucy, coś się stało? – Spojrzał na nią troskliwie.
- Nie.. nic. – Uśmiechnęła się nerwowo. – Idź już się myć, bo dziś znowu zaczynamy poszukiwania Schodów Czasu. – Ponagliła go.
- Okej. To idę. – Jeszcze nim zniknął, kątem oka spojrzał jak wyraz twarzy przyjaciółki się zmienia. I on posmutniał. Nie chciał nalegać, by mu powiedziała, że coś ją trapi. Teraz sobie uświadomił, że tak właściwie to Lucy nigdy nie opowiadała o swoich problemach nikomu. Zaintrygowało go to. (Wow, nawet ja jestem zaskoczona ^^) Gdy już się odświeżył, wrócił do kuchni, gdzie zastał nadal sprzątającą przyjaciółkę. Widać było, że buja gdzieś w obłokach. – Lucy? – Zaczął. Ta się zlękła i upuściła talerz, który właśnie polerowała.
- Cholera.. – Przeklęła pod nosem i kucnęła w celu pozbierania pozostałości talerza. – Coś się stało? – Spytała po chwili nawet na niego nie patrząc.
- Coś się wczoraj wydarzyło? – Uklęknął i wziął do ręki kilka odłamków porcelany.
- Była impreza w gildii. Nie pamiętasz?
- A później?
- Później przyszliśmy do hotelu.
- A później?
- Natsu.. ja też wczoraj nie wróciłam trzeźwa. – Posłała mu poważne spojrzenie. – Nie martw się, nie stało się nic ważnego. – Uśmiechnęła się do niego i wróciła do sprzątania. Po jakimś czasie, gdy już wyrzuciła pozostałości talerza, obje wyszli z budynku.
- Gdzie idziemy? – Spytał.
- Sama nie wiem.
- Może chodźmy do gildii?
- No w sumie, czemu by nie. – I tam się również udali. Oprócz krzątającej się po piętrze Mavis, było może kilkoro osób, którym to doskwierał ból głowy.
- Lucy, Natsu! Witajcie! – Krzyknęła z piętra jasnowłosa.
- Dzień dobry! – Odkrzyknęli.
- Mam do Was prośbę. – Rzekła, schodząc po drewnianych schodach.
- Co się stało? – Spytała magini Gwiezdnej Energii.
- Czy moglibyście przynieść tutaj zapasy alkoholu z piwnicy? Po wczorajszej imprezie nikomu nie chciało się ich tutaj przynieść, a dziś tym bardziej, bo nikt nie jest w stanie.
- Jasne, już idziemy. – Odpowiedział jej Salamander i udali się w stronę piwnicy. Otwierając drzwi do pomieszczenia zastali egipskie ciemności. Włącznika również nie mogli znaleźć, a więc po omacku ruszyli przed siebie. – Ile jeszcze jest tych schodów? Idziemy do tej piwnicy i końca nie widać. – Zaczął marudzić różowowłosy.
- Może pomyliliśmy drzwi? – Rzuciła, ale nagle dostała olśnienia. (no zdało by się, bo tam ciemno xD) – Natsu, to Schody Czasu! – Krzyknęła entuzjastycznie. – Wracamy do domu! – Dodała po chwili. Chwyciła chłopaka za rękę i biegiem ruszyli przed siebie.

Po kilku minutach zauważyli szparkę w jakiś drzwiach. Brązowooka bez chwili zawahania otworzyła drzwi. Ku jej zaskoczeniu znajdowali się w pokoju w dworze. Wyszli z łazienki. Wymienili się zaskoczonymi spojrzeniami. Nagle drzwi się otworzyły i weszli przez nie Tytania, Fullbaster oraz Happy.
- Mam nadzieję, że nic im nie będzie. – Zaczęła szkarłatnowłosa.
- Też tak my~.. – Nie dokończył. Jego wzrok skierował się w stronę łazienki. – Lucy? Natsu? Co wy tutaj robicie? – Spytał zaskoczony.
- Yyy.. Wróciliśmy? – Zaczęła blondwłosa. – Stęskniliście się?
- Chyba nawet nie zaczęliśmy. Nie było Was przecież godzinę.
- Godzinę?! – Krzyknęła Lucy. – Jesteście pewni, że godzinę a nie miesiąc? – Jakoś nie dochodziły do niej te informacje od przyjaciół. Coś jej bardzo nie pasowało.
- Lucy, wszystko gra? – Spytał zmartwiony mag lodu, gdy tylko zobaczył jak przyjaciółka dotyka głowy.
- Nic nie gra Gray. Nic a nic. – Rzuciła i podeszła do drzwi. – Ale wiem, kto może nam to wszystko wyjaśnić. – Ścisnęła klamkę i wybiegła z pokoju.
- Natsu, powiesz nam o co chodzi? – Spytała Tytania. Fullbaster i niebieski kot spojrzeli na niego wyczekująco.
- Sam chciałbym się dowiedzieć, ale powiem Wam jedno: byliśmy w 666 roku.
- Że co?! – Wrzasnęli naraz.
- Dobra. Zostawmy to opowiadanie na później. – Scarlet ochłonęła i spojrzała na drużynę. – Martwię się teraz o Lucy. Chodźmy za nią. – Tak też zrobili. Dragneel wysunął się na prowadzenie. (jak w wyścigach ;o) Swoim doskonałym węchem, udało mu się zaprowadzić resztę członków do przyjaciółki, która to przygniatała lokaja swoim ciężarem i wykręcała mu ręce.
- Lucy, co Ty wyprawiasz? – Zaczął Fullbaster.
- Domagam się wyjaśnień na temat tych drzwi i Schodów Czasu. – Blondwłosa zignorowała pytanie chłopaka.
- Schodów Czasu? S-skąd o nich wiesz?
- Byłam tam. W 666 roku.
- Zostało Wam to zabronione.
- I dlatego tam poszliśmy. (Logika o.O)
- Dobra, dobra.. opowiem Wam wszystko, ale najpierw.. czy mogłabyś ze mnie zejść? – Dziewczyna posłusznie wstała tak samo jak i lokaj. Poprawił garnitur i spojrzał na magów. – Chodźmy do Waszego pokoju. Nie chcę, by Pani Kikkuchi była przy tym obecna. – Żadne z nich się nie odezwało. Na znak, że się zgadzają, kiwnęli tylko twierdząco głowami i skierowali się w stronę pokoju, w którym nocowali.



Nooo cóż.. osobiście nie jestem aż tak zadowolona z tego rozdziału, ale nic na to już nie poradzę xD
Myślę, że większość z Was i tak już wie o co chodzi.. z rozdziału na rozdział, dowiadywaliście się coraz więcej, więc nie będzie raczej problemów z szybką dedukcją co jest grane ^^
Do wątku NaLu – nie zabijajcie mnie <kłania się nisko i prosi o wybaczenie>.. na NICH przyjdzie jeszcze czas ^^ Muahahaha.. i się zdradziłam ;P Czekajcie na to cierpliwie Mordki moje ;3

Buziaki! :* <3

środa, 24 kwietnia 2013

21. Marzenie i fundament.


Następnego dnia, w dobrym humorze, wstała jako pierwsza, przebrała się w codzienne ciuchy i od razu pognała na rynek w celu poszukiwania jakiś produktów na dzisiejsze śniadanie. Po kwadransie wróciła z niewielką torbą wypchaną świeżymi produktami. Od razu zabrała się za robienie posiłku. Po wczorajszym wieczorze spodziewa się od Dragneela niezbyt miłego przywitania, więc postanowiła wprowadzić w życie albo raczej w obecny dzień mały plan: przez żołądek do serca. Liczy na to, że śniadanie przyniesie zamierzony efekt i przyjaciel nie będzie na nią zły.
- Dzień dobry Lucy. – Odezwał się zaspany głos w progu. Kątem oka spojrzała na twarz chłopaka. Uśmiechał się delikatnie w jej stronę.
- Dzień dobry. Siadaj, już podam śniadanie. – Nakazała. Jak wiadome, różowowłosemu nie trzeba powtarzać dwa razy. Posłusznie usiadł i chwilę potem tuż przed nosem pojawiło się jego śniadanie. – Smacznego. – Dodała z uśmiechem.
- Smacznego! – Odkrzyknął i zabrał się za posiłek. W mgnieniu oka na talerzu nie zostało nic. Nawet najmniejszy okruszek. Oparł się wygodnie na krześle i poklepał swój pełny brzuch. – Dobre było. A tak właściwie to skąd miałaś pieniądze na śniadanie Lucy? Nie wzięliśmy ze sobą nic. – Spojrzał na nią ciekawie, a ona zerwała się z krzesła i wzięła brudne naczynia.
- Wiesz.. mam swoje sposoby. – Rzuciła, uśmiechając się nerwowo. – No i urok osobisty. – Zarzuciła włosami do tyłu i zamrugała kilka razy kokieteryjnie.
- Jakoś.. ciężko mi w to uwierzyć. – Dziewczyna spojrzała na niego gniewnie. – O-oczywiście nie mówię tu, że nie jesteś atrakcyjna.. czy coś. – Dodał pospiesznie.
- Mniejsza. Musimy szybko wrócić do dworu. Jeśli nas długo nie będzie, lokaj zacznie coś podejrzewać, tak samo jak i Pani dworu. No i reszta będzie się martwić.
- Masz rację. To co robimy?
- No jak to co? Idziemy w miasto. Przeszukamy każdy najmniejszy kąt Magnolii, by znaleźć drogę do domu.
- Aye! – Krzyknął uradowany i naładowani pozytywną energią wyszli z hotelu.

Godzinę później.
- Cholera! Cholera! Cholera!
- Natsu, uspokój się. Szukamy dopiero godzinę. Mówiłam już, że znalezienie tych drzwi będzie trudne, a co więcej one nie pojawiają się przed Tobą jak ładnie poprosisz. – Napomniała przyjaciela. Ten nadymał policzki i skrzyżował ręce na piersiach. Było południe, a na uliczkach nie było tłoku. Co więcej, blondwłosa czuła na sobie spojrzenia niektórych mieszkańców. Aż tak się wyróżniamy? – Pomyślała i instynktownie spojrzała na swoją prawą dłoń, a potem na ramię różowowłosego. Podbiegła do niego i chwyciła za rękę, a następnie ciągnąc go za sobą, pobiegła tylko w znanym jej kierunku.
- Lucy? Co się stało? – Spytał, nie rozumiejąc zachowania dziewczyny. Ta nic nie odpowiedziała. – Lucy? – Spytał znowu. Tym razem niecierpliwie. Nagle brązowooka zatrzymała się przez co chłopak wpadł na plecy dziewczyny i tracąc równowagę, mieli bliski kontakt z ziemią. – Powiesz mi w końcu, co się dzieje? – Wstał zdenerwowany i podał przyjaciółce dłoń.
- Fairy Tail. – Szepnęła tylko i spojrzała przed siebie. Dragneel uczynił to samo. Byli w miejscu, gdzie w obecnych czasach stoi budynek gildii. Niestety, w tym roku jeszcze go nie ma. – Ludzie dziwnie na nas patrzą, bo mamy te same znaki. – Rzekła nagle. – W tych czasach Fairy Tail jeszcze nie istnieje. – Rzuciła pod nosem. – Powiedz mi.. wiesz może kiedy gildia została zbudowana? – Zerknęła na chłopaka, który wykrzywił głowę w prawą stronę i obdarzył ją wzrokiem typu ‘co Ty do mnie mówisz?’ – Eh.. i po co ja pytam. – Dodała do siebie i rozglądnęła się dookoła. Jej uwagę przykuł staruszek z wczoraj. Pewna siebie podeszła do niego. – Dzień dobry. – Przywitała się grzecznie i z uśmiechem.
- Dzień dobry. – Odpowiedział. – W czymś mogę pomóc?
- Mam małe pytanie. Czy są tu jakieś gildie?
- Gildie? – Zmieszana mina staruszka mówiła wszystko. – A co to takiego? – Do rozmawiających podszedł zaciekawiony Dragneel.
- To ~
- Dziadku, mówiłam Ci, że jest to miejsce, gdzie znajdują się silni magowie i wykonują różne zadania. – Nagle do rozmowy wtrąciła się dziewczynka z zielonymi oczami i długimi jasnymi włosami. – Niestety w Magnolii nie ma takiej. – Skierowała się do blondwłosej.
- Rozumiem. A więc skąd wiesz co to gildia?
- Moim marzeniem jest założenie takiej. – Uśmiechnęła się promiennie.
- Nie jesteś za młoda na coś takiego?
- To nie ma znaczenia. Chcę spełnić to marzenie. I nic mnie od tego nie odwiedzie. Nawet już wymyśliłam nazwę.
- Rozumiem. – Blondwłosa uśmiechnęła się delikatnie. - A zdradzisz nam tą tajemnicę?
- Fairy Tail. Tak będzie się nazwała moja gildia. – Magów zamurowało. Spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
- Jak się nazywasz? – Spytał nagle Dragneel, który od początku milczał.
- Mavis. Mavis Vermilion. – Ukłoniła się w ich stronę.
- Mavis.. – Powtórzyła cicho magini Gwiezdnej Energii. Różowowłosy uśmiechnął się szeroko.
- No to dlaczego nie zacząć budowy tej gildii od zaraz? – Rzucił nagle, a reszta, w tym przyjaciółka spojrzała na niego z zaskoczeniem.
- Natsu, co Ty pleciesz?
- No co? Chcę pomóc.
- Dość tych bzdur! – Wtrącił się staruszek. – Mavis, to marzenie jest nierealne.
- Dziadku, dam sobie radę. – Dziewczynka nie zraziła się negatywnym podejściem krewnego i uśmiechnęła się promiennie. – Jestem magiem. Myślę, że takie moje przeznaczenie. Chcę zbudować własną gildię, chcę być jej Pierwszym Mistrzem i zrekrutować magów, którzy będą dla siebie rodziną, oparciem i będą przeżywać przygody. – Brązowooka nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Tak małe dziecko, a takie odważne marzenia i piękne słowa. To bez wątpienia Pierwsza Mistrzyni, o której tyle mi opowiadano. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Rodzina? Masz przecież mnie. – Rzekł staruszek.
- Wiem o tym i zawsze będę Cię kochać. Jestem Ci wdzięczna za to, co dla mnie zrobiłeś, gdy moi rodzice zmarli. Wychowałeś mnie na osobę, która bez względu na wszystko powinna iść na przód, nie patrząc na innych. Iść własną drogą. O to chodzi dziadku. Wiem co chcę zrobić i to zrobię.
- W takim razie pomożemy Ci zrealizować to marzenie. – Tym razem wtrąciła Lucy. – I wiesz co? Myślę, że znaleźliśmy już odpowiednie miejsce, gdzie będzie stać gildia.
- Gdzie?
- Tutaj. – Wskazała palcem za siebie. – To co, bierzemy się do roboty? Nie ma na co czekać.
- Teraz?
- A dlaczego by nie? – W oczach zielonookiej pojawiły się łzy. Łzy radości, które chwilę później zaczęły spływać ciurkiem po jej zaróżowionych policzkach.
- Dziękuję! – Krzyknęła uradowana i dosłownie rzuciła się na szyję dwójce magów. – Bardzo Wam dziękuję! – Dodała. – A Ty dziadku? – Oderwała się od nich i spojrzała na starszego mężczyznę. – Pomożesz mi? – Staruszek przymknął na chwilę oczy i podrapał się po głowie.
- A mam wyjście? – Burknął, ale jego wnuczce to wystarczyło.
- Dziękuję dziadku! – Teraz to on był zgniatany w uścisku dziecka, a tamta dwójka wymieniła się szerokimi uśmiechami. – To do roboty!
- Poczekaj, chwila moment! – Uspokoił ją dziadek. Najpierw trzeba się porządnie przygotować, załatwić wszystkie formalności i w ogóle.
- Masz rację. To co, to może za jakąś godzinę lub dwie spotkamy się w tym miejscu? – Skierowała to pytanie do pomocników.
- Jasne. To do zobaczenia. – Odpowiedziała blondwłosa i wraz z przyjacielem oddalili się.
- A podobno bardzo nam się spieszy odnaleźć te drzwi i Schody Czasu.. – Rzucił Salamander.
- No tak, ale nie widziałeś tych radosnych oczu i uśmiechniętej buzi? To dzięki niej gildia istnieje. Trzeba jej pomóc.
- A czy nie mówiłaś, że nie możemy tutaj nic robić, bo może to zmienić przyszłość?
- No tak, mówiłam, ale to jest inna sprawa. Chodzi o to, że to co tutaj zrobimy i tak zmieni naszą przyszłość. Będziemy obecni przy powstawaniu naszej gildii, naszego domu.
- I to będzie w porządku?
- Moja intuicja podpowiada mi, że dobrze robimy. Na pewno. Nie martwmy się na zapas. – Rzekła pewnie.

Po umówionych dwóch godzinach spotkali się w wyznaczonym miejscu. Ku ich zaskoczeniu oprócz starca i Mavis było również kilkunastu innych ludzi. Magini Gwiezdnej Energii już otwierała usta, by coś powiedzieć. Jednak uśmiech Vermilion zadziałał jak zaklęcie i nie wydobyła z siebie żadnego słowa.
- To znajomi dziadka i kilkoro magów, którzy pomogą przy budowie m o j e j gildii. – Odpowiedziała po chwili jasnowłosa. Jak na komendę, ludzie rozproszyli się w różne strony i po chwili przynosili potrzebne materiały do budowy. Zapowiada się ciekawa przygoda.. i wspomnienia. – Pomyślała brązowooka i uśmiechnęła się do przyjaciela, tym samym dając mu znać, by i oni dołożyli swoich starań w powstawaniu ich przyszłości.

Powoli się ściemniało a oni nadal na pełnych obrotach budowali ‘fundament’ ku dobrej, lepszej przyszłości. Blondwłosa sama nie mogła uwierzyć, że będzie uczestniczyć w czymś takim. Kątek oka spojrzała na zielonooką, która dosłownie dyrygowała resztą ekipy budowniczej. Ona na serio nadaje się na Mistrza.
- Blondwłosa! Nie obijać się! – Usłyszała nagle. Spojrzała zaskoczona na dziewczynkę. – Nie dostaniesz jedzenia, jak będziesz tak bujać w obłokach! (Ha ha xD) – Dodała po chwili z groźną miną.
- Przepraszam Pani Majster! Już się biorę do roboty! – Odkrzyknęła i zasalutowała. Zaczyna przypominać mi Erzę..
Po pół godzinie, Vermilion nakazała wszystkim się rozejść i porządnie wyspać, bo z samego rana mają wznowić prace. Salamander tak samo jak i blondwłosa byli ledwo żywi. Na ich szczęście, hotel w którym się zatrzymali był niedaleko budowy, a więc kilka minut i byli już u ‘siebie’. Wycieńczeni opadli bezwładnie na łóżka, bez kolacji i bez kąpieli. Nie obchodziło ich to teraz. Zamierzali zapaść w błogi sen. Czuli każdy mięsień. Jak na kogoś tak młodego, Mavis, dała im popalić. Mimo swojego delikatnego wyglądu, była bardzo wymagającą osobą i jak się okazało.. ciut straszną. Widać jak bardzo jej zależy na spełnieniu swojego marzenia i na tym, by inni ludzie byli szczęśliwi i odnaleźli swoje własne miejsce, rodzinę.




Yeaaa.. Jest Mavis, co pewnie niektórych zaskoczyło ^^
Szczerze powiem, że nie wiem, kiedy gildia została założona.. może mi to umknęło w którymś odcinku? No nie ważne.. w każdym razie pomyślałam, czemu by nie zrobić tego w 666 roku? Moim zdaniem wszystko się ładnie łączy xD
No i cóż.. na budowlance znam się jak.. hmm no i nie mam żadnego porównania, ale się nie znam, więc nie wiem co i jak w tym temacie, ale zrobię to tak, by wszystko elegancko wyszło ;D
Czekam na opinię, buziaki Mordeczki moje :*

sobota, 20 kwietnia 2013

20. Uciekinier i uczucia.


- Lucy, jesteś taka zabawna. – Odpowiedział po chwili, uśmiechając się szeroko.
- Ale ja nie żartuję! Spójrz. – Wcisnęła mu przed nos gazetę i pokazała palcem na datę. Spojrzał na papier, a potem na przyjaciółkę. I tak kilka razy.
- Co?! – Wrzasnął na całe gardło. – Ale jak to możliwe, że znaleźliśmy się w 666 roku?! (Kaśka, Ty szatanie.. Sama nie wiem co mnie podkusiło >.<)
- Nie wrzeszcz tak. Robisz zamieszanie. – Skarciła go. – Te schody są magiczne. To Schody Czasu. – Skwitowała po chwili.
- Musimy się stąd wydostać.
- To nie będzie proste.
- Czemu? Wystarczy przecież przejść przez drzwi, którymi tu weszliśmy… - Dumny z siebie, obrócił się do tyłu w poszukiwaniu wyjścia. – Jednak po chwili obrócił się nerwowo w stronę dziewczyny. – Dlaczego tu nie ma tych drzwi?! – Zaczął panikować, a blondwłosa uderzyła się otwartą ręką w czoło.
- Weź się ogarnij! – Wrzasnęła na niego i uderzyła go w policzek. – Uspokój się. – Dodała szeptem, patrząc mu w oczy. – Chodź, coś Ci wytłumaczę. Najprościej jak się tylko da. – Pociągnęła go za rękę w znanym im kierunku. Udali się nad jezioro. Ku ich zaskoczeniu, nad jeziorem w Magnolii zawsze znajdowało się mnóstwo ludzi, zwłaszcza w taki upalny dzień, ale teraz nie było żadnej żywej duszy. – Może to i lepiej.. – Rzuciła pod nosem. Usiedli pod kwitnącą wiśnią i westchnęli. – Natsu, posłuchaj. Słyszałam o tych schodach. Myślałam, że to tylko legendy, a tu okazuje się to faktem, więc skup się, bo to co powiem będzie bardzo ważne. – Odwróciła się do niego i spojrzała mu poważnie w oczy. Ten aż głośno przełknął ślinkę i ruchem głowy, nakazał, by mówiła dalej. – Musimy znaleźć kolejne drzwi, które zaprowadzą nas do naszych czasów. To nie będzie łatwe, ponieważ nie wiadomo, gdzie się znajdują. Możliwe, że spędzimy tutaj trochę czasu.
- Chcesz powiedzieć, że musimy przeszukać całą Magnolię w poszukiwaniu tych cholernych drzwi, by wrócić do domu?
- Niestety tak.. one pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie. Trzeba być cierpliwym, by je znaleźć.
- Cholera! – Przeklął głośno.
- Nie martw się, wrócimy do domu, do przyjaciół. – Uśmiechnęła się delikatnie do przyjaciela, ale sama nie była pewna czy tak się stanie. Różowowłosy wyglądał na załamanego. Nie myśląc zbyt długo, przybliżyła się do niego i mocno przytuliła, głaszcząc również jego rozczochrane włosy. (Yay, to głaskanie to się zaraz stanie chyba jakimś fetyszem xD)
- Lucy… – Wyszeptał zaskoczony.
- To w podzięce za ostatni raz. – Odsunęła się delikatnie od niego i uśmiechnęła się. – Będzie dobrze. – Powtórzyła słowa przyjaciela. – A teraz chodź. Nie możemy zwlekać. Trzeba się dostać do domu. – Wstała i otrzepała się. Salamander zrobił to samo.
- Gdzie idziemy? – Spytał ciekawy.
- Rozejrzeć się po mieście. Ciekawa jestem jak ludzie kiedyś żyli.

Już od godziny krążyli po mieście. Zdążyli się przyzwyczaić do panującej tu atmosfery. W ich obecnych czasach, na ulicach były tłumy, a tutaj zupełnie inaczej. Zaledwie kilkadziesiąt ludzi.
- Natsu, spójrz. Jakiś uciekinier. – Wskazała palcem na kartkę papieru, która została zaczepiona na wielkiej tablicy w centrum. Dragneel podszedł bliżej i uważnie się przypatrywał złodziejaszkowi.
- Znajoma twarz…
- Też tak sądzę. Te blizny… - Blondwłosa podskoczyła po chwili. – To Touma, ten lokaj.
- Ale jak to możliwe, że jest poszukiwany tutaj skoro żyje w naszym obecnym świecie? – Dziewczyna zaczęła wszystko analizować. Milczała, ciągle wpatrując się w tablicę. – Lucy? – Szturchnął ją lekko z niepokojem.
- Przepraszam.. po prostu musiałam to jakoś przemyśleć.
- I doszłaś do czegoś?
- Ten cały Touma też jest magiem. Zbudował Schody Czasu, uciekł stąd i żyje w Smoczym Dworze jako lokaj.
- Po co?
- Czyż to nie jest jasne? W tych czasach kara jest bardzo surowa. Jeśli, ktoś popełni przestępstwo, musi za to zapłacić życiem. Nie ważne czy to mag czy zwykły człowiek. Po prostu odcinają mu głowę. W naszych trafia się do więzienia i czeka na dalsze postępowanie.
Ciekawa jestem tylko, za co ta kara.
- Może zapytajmy kogoś z mieszkańców?
- Można spróbować. – Magini rozglądnęła się dookoła i zauważyła niedaleko starszego mężczyznę, który poruszał się z drewnianą laską. – Em, przepraszam Pana? – Zaczęła dziewczyna. – Mam pytanie. Może wie Pan coś na temat tego mężczyzny? Co zrobił? – Wskazała palcem na kartkę z ów uciekinierem.
- Kochane dziecko, widać że nie jesteś stąd. Całe Królestwo Fiore o nim wie.
- Naprawdę? Co złego zrobił?
- Był wspaniałym magiem. Był też bardzo znany. Rada chciała go przyjąć do siebie. Co ja mówię.. kazali mu to zrobić, ale on ciągle odmawiał wstąpienia w ich szeregi. Miał żonę i dziecko. Niestety pewnego dnia stracił ich oboje w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego umysł przysłoniła zemsta. Był całkowicie przekonany, że to Rada za tym stoi. Możecie się domyślić, co zrobił… Zabił wszystkich członków Rady.
- Straszne..
- Zdarzyło się to parę lat temu. Nikt go to tej pory nie znalazł.
- Bo źle szukacie.. – Prychnął pod nosem Smoczy Zabójca.
- Co chcesz przez to powiedzieć chłopcze? – Dragneel zaskoczony spojrzał na staruszka. – Co, myślałeś, że jak jestem stary to i głuchy?
- T-to nie tak. – Wypierał się chłopak.
- Przepraszam za niego. – Wtrąciła się blondwłosa.
- Dlaczego tak o niego pytacie?
- Z czystej ciekawości.
- Rozumiem. W takim razie, skoro to już wszystko, to wracam do domu. Wam też radzę, o tej porze jest niebezpiecznie.
- Dziękujemy za troskę, ale jesteśmy magami.
- Rozumiem. To do widzenia. – Gdy już staruszek oddalił się na bezpieczną odległość, magowie westchnęli.
- Jakbyśmy też mieli dokąd wrócić.. – Szepnęła dla bezpieczeństwa dziewczyna.
- Taa.. Co teraz Lucy?
- Musimy znaleźć jakiś nocleg. Chodźmy.

Po pół godzinie znaleźli bardzo mały i tani hotel. Mimo iż nie sprawiał dobrego wrażenia na zewnątrz, to w środku był bardzo przytulny. Udało im się zaklepać ostatni pokój z dwoma łóżkami, dużą szafą, kuchnią i łazienką.
- Teraz już wiemy dlaczego Touma nie chciał, byśmy wchodzili przez te drzwi.
- Dlaczego? – Zapytał Dragneel, zajadając się kurczakiem.
- Boi się, że gdy ktoś tu wejdzie i odkryje, że jest mordercą to będzie chciał go wydać. O to chodzi.
- Dlatego zbudował Schody Czasu i dostał się do 787 roku.
- Dokładnie tak. Wie, że nikt go nie będzie wtedy szukał. W Smoczym Dworze jest teraz bezpieczny. A tak właściwie, ciekawa jestem jak funkcjonuje ten dwór w tych czasach. Jest już założony i Bractwo również istnieje. Co oznacza, że…
- Smoki też tu są! – Krzyknął nagle i wstał od stołu. – Lucy, musimy się dostać na wyspę do dworu.
- Nie możemy. – Ostudziła jego zapał.
- Dlaczego? – Spytał naburmuszony.
- Bo znając Ciebie, zrobisz tam rozróbę. Co więcej, gdy się przenosimy w czasie, nie możemy robić nic w nie naszych czasach, bo to może zmienić przyszłość.
- Ja chcę tylko zobaczyć smoki. Igneela..
- Przepraszam Natsu. Domyślam się, jak bardzo za nim tęsknisz, ale niestety nie możemy tego zrobić. – Rzekła smutno. Dobrze wiedziała, jak bardzo mu zależy, by spotkać ojca, ale boi się skutków takiego spotkania.
- Idę spać. – Rzucił po chwili i wyszedł z kuchni.
- Wybacz.. – Szepnęła. Podparła głowę ręką i zastanawiała się nad wyjściem z tej beznadziejnej sytuacji.. Co więcej, uświadomiła sobie kolejną rzecz. Ci mieszkańcy, którzy udali się na wyspę w naszych czasach i nie wrócili.. oni wszyscy udali się w przeszłość. – Natsu? – Weszła do pokoju, gdzie udał się jej przyjaciel. Był odwrócony do niej plecami. – Już wiem, co się stało z tymi ludźmi z naszych czasów, co udali się do Smoczego Dworu. Oni wszyscy są tutaj. – Nawet ta wiadomość nie zrobiła na nim wrażenia. – Długo będziesz na mnie zły? – Usiadła na brzegu drugiego łóżka i założyła ręce na piersiach.
- Nie jestem zły.. tylko.. smutny. – Zrobiło się jej głupio. Podeszła do przyjaciela i usiadła obok niego. Położyła rękę na jego głowie i zaczęła go głaskać. (Again.. ^^) Po chwili odwrócił się do niej w szerokim uśmiechu. – Lepiej?
- Gdy tylko mnie głaszczesz, od razu mi lepiej. – Podniósł się na łokciach i przybliżył swoją twarz do twarzy przyjaciółki.. chociaż teraz ciężko powiedzieć, czy tak ją traktował. Chciał czegoś więcej. To, że byli teraz razem, tylko we dwoje, zwiększało jego szanse, by zbliżyć się do dziewczyny, którą naprawdę pokochał. Kolejne podejście, by poczuć smak jej ust, zakończyło się fiaskiem. Dziewczyna wstała i szybkim krokiem podeszła w stronę łazienki.
- Idę się odświeżyć. – Rzuciła przez ramię i zniknęła za drzwiami. Chłopak przeklął cicho pod nosem. (Założę się, że większości z Was również się to zdarzyło i będziecie również przeklinać mnie ^^ przeboleję ;P) Wanna wypełniła się po same brzegi ciepłą wodą, a po chwili brązowooka zanurzyła się w niej. *ba dum* *ba dum* *ba dum* Cholera! Serce, uspokój się! – Karciła się w myślach. Natsu to tylko przyjaciel. *ba dum* Natsu.. *ba dum* - Teraz to wystarczyło tylko wypowiedzieć to imię w myślach, a już czuła łaskotanie w żołądku i przyspieszone bicie serca. Nie mogę się zakochać.. nie chcę ranić innych. To nie jest odpowiedni czas na takie uczucia. – Te przemyślenia trwały zbyt długo. Czuła jak woda robi się chłodna. Wyszła z wanny, wytarła ciało ręcznikiem i założyła pożyczoną piżamę od właścicielki tego hotelu. Uchyliła cicho drzwi od łazienki i weszła do pokoju. Salamander chrapał w najlepsze, więc nie będzie zadręczał jej pytaniami. Zmęczona dzisiejszym dniem, zasnęła.



OMG! Jestem zajebista ^^
Błagam, powiedzcie to chociaż raz, by podnieść mi samoocenę ^^ haha xD
Trzy rozdziały napisane w ciągu jednego dnia w Wordzie, no wielki wyczyn ^^
W myślach tylko marzę, by się z Wami nimi podzielić.. niestety to już nie będzie to samo, gdy je dodam, ale trudno >.<
Noo.. powoli wszystko się wyjaśnia, więc nie jest to już takie tajemnicze, a Lucy.. hmmm detektyw z problemami sercowymi.. Eh.. aż się czuję, jakbym to ja była tą bohaterką.. Pomaga innym, ale sobie nie xD
Nie nudzę tu już, komentujcie Kochani! ^^
<3 

czwartek, 18 kwietnia 2013

19. Opowieść i przeszłość.


- Ma Pani dobrą intuicję, pani Kikkuchi. – Rzekła Tytania po chwili z powagą. – To prawda, nie jesteśmy tutaj zwykłymi gośćmi, bo jak już Pani wie, jesteśmy magami.
- W takim razie czego tutaj szukacie? – Spytała opanowana.
- Przykro mi, że Panią zawiodę, ale póki co, to powód, zostanie tylko między mną, a moją drużyną.
-  Rozumiem. – Rudowłosa odłożyła filiżankę na mały stoliczek i westchnęła. Blondwłosa cały czas badawczo się jej przyglądała. Nie mogła wyjść z podziwu, jak potrafi dobrze maskować swoje prawdziwie emocje. – Zapewne zastanawia się Pani, co takiego ukrywam i kim jestem? – Spojrzała z uśmiechem w wpatrującą się w nią dziewczynę.
- Tak. Nie będę tego ukrywać, że jestem bardzo ciekawa. – Odpowiedziała bez chwili namysłu. Ta zachichotała jak mała dziewczynka.
- Tak samo jak i Wy – jestem magiem. – Bingo! Pogratulowała sobie w myślach blondyna. – Odkąd Bractwo Czarodziei Smoczego Dworu się skończyło i zostałam tylko ja, wyrzekłam się magii.
- Bractwo Czarodziei Smoczego Dworu? – Powtórzyła Scarlet.
- To Bractwo powstało tylko i wyłącznie dla smoków, by ich chronić przed niebezpieczeństwem, gdy znajdują się na wyspie, bo gdy tylko przelatywały przez barierę chroniącą tę wyspę, zamieniali się w ludzi i tracili swoje umiejętności. Członkowie Bractwa byli ze sobą spokrewnieni. Moja matka oprócz mnie urodziła jeszcze trójkę dzieci. Chłopców. Niestety w roku, gdy zniknęły smoki, zginęli. Tylko ja ocalałam i wyrzekłam się magii jak i Bractwa. Dlatego też, gdy ja umrę, nie będzie żadnego maga, który będzie mógł chronić to miejsce.
- Więc pomimo tego, że Bractwo nie istnieje i Pani wyrzekła się magii, to chce Pani żeby ktoś chronił tę wyspę i ten dwór? – Dziwiła się Tytania.
- Tak. To wszystko powstało dzięki moim przodkom. Nie mogę tego zakończyć w ten sposób. Tutaj znajduje się część historii ludzkości jak i smoków.
- Jak to możliwe, że Pani rodzeństwo zginęło?
- Istnieją różne powody.. Możliwe też, że to z powodu iż byli płci męskiej. Mój ojciec też wtedy zginął.
- A Pani mąż?
- Wtedy nie byłam mężatką. Poza tym, On nie był magiem. I od razu wyprzedzę kolejne pytanie: moja matka była magiem. Po stracie tych bliskich osób, zamknęła się w wieży. Wychodzi tylko czasami.
- A co z czarną magią, o której Pani wczoraj wspomniała i znajduje się w zachodnim skrzydle? – Tym razem wtrąciła się blondwłosa.
- Przyznam szczerze, że nie interesowałam się tym. Mój ojciec zabraniał mi chodzić do tamtego skrzydła i otwierać tych drzwi, dlatego też go słuchałam i nigdy tego nie zrobiłam. Od zawsze są one dla mnie wielką zagadką.
- I nie chce się Pani dowiedzieć, co tam się znajduje?
- Oczywiście, że jestem ciekawa. Wiele słyszałam o czarnej magii, dlatego też bałam się zagłębiać w tym temacie. Poza tym, nie chciałam też narażać mojego męża. Goście, którzy tu przybywali, nie stosowali się do moich próśb, dlatego też, gdy się tam udawali, już nie wracali.
- Kiedy była Pani ostatnio w tamtym skrzydle?
- Nigdy się tam nie udałam. Nawet po śmierci ojca, nie byłam ciekawa co tam się znajduje. Bałam się, że to przyniesie tylko jakieś nieszczęścia na moją rodzinę lub dwór.
- Ah tak. – Burknęła tylko magini Gwiezdnej Energii i pogrążyła się w myślach. Tytania wraz z Panią domu dyskutowały dalej w temacie czarnej magii i dworu, a blondwłosa intensywnie nad czymś myślała i analizowała zdobyte informacje. Ona nigdy nie była w zachodnim skrzydle i nie wie, że są tam te drugie drzwi. – Erza, myślę, że Pani jest już zmęczona. – Rzekła po chwili. Chodźmy do chłopaków. Martwię się o nich. – Obie wstały z sofy. – Bardzo dziękujemy za herbatę i za opowieść. Nigdy nie sądziłam, że usłyszę tak niesamowitą historię. – Uśmiechnęła się delikatnie do zielonookiej.
- Dozobaczenia. – Rzuciły naraz maginie i zniknęły za drzwiami salonu. Blondwłosa uśmiechnęła się pod nosem i pociągnęła przyjaciółkę w stronę pokoju.
- Wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać. – Rzuciła przez ramię szkarłatnowłosej. Nim zdążyły wejść do pokoju, zatrzymały się przed nim. Ku ich zdziwieniu nie słyszały żadnych wyzwisk ze strony chłopaków. Powoli uchyliły drzwi i wejrzały przez nie. Smoczy Zabójca i mag lodu leżeli przytuleni do siebie na podłodze.
- Happy, co tu się stało? – Spytała Scarlet już pewniej przekraczając próg pokoju.
- Oni się lllllubią. (Haha xD bez podtekstów proszę, nie mogłam się powstrzymać ^^) – Zaśmiał się mały niebieski przyjaciel.
- Możesz nam to wyjaśnić?
- Odkąd wyszłyście, ciągle się bili, no ale w końcu i oni też mają jakiś limit i w końcu opadli z sił i zasnęli.
- W takiej pozycji? – Na twarzy Lucy pojawił się szeroki uśmiech. Po chwili zaczęła się głośno śmiać i Tytania do niej dołączyła.
- Dobra, koniec tego dobrego humoru. Mamy misję. – Spoważniała po chwili szkarłatnowłosa i podeszła do chłopaków. – Chłopaki, pobudka! – Krzyknęła. Ci powoli otworzyli oczy i spojrzeli po sobie. W tempie błyskawicy odskoczyli od siebie, ciężko dysząc.
- Coś Ty mi chciał zrobić płomyczku?! – Wrzasnął mag lodu, chwytając się za serce.
- Raczej to ja powinienem o to zapytać ekshibicjonisto!
- Jak mnie nazwałeś?
- Ogłuchłeś?
- Chcesz się bić?
- Chętnie! (No nie mogę.. te dialogi są bardziej męczące niż samo opisywanie walki ;P)
- Wystarczy! – Warknęła blondwłosa. Na jej czole pojawiła się pulsująca żyłka. – Nie ma teraz na to czasu. Siadajcie grzecznie na tyłkach i słuchajcie czego się dowiedzieliśmy. – Nakazała, a chłopaki posłusznie usiedli na łóżku. Wsłuchali się w dokładną opowieść, którą opowiedziała im pani Kikkuchi. – Myślę, że Panią Yuiko możemy zostawić w spokoju. Jest nieświadoma tego, że w zachodnim skrzydle znajdują się drugie drzwi, które to ten cały Touma strzeże jak oka w głowie. Teraz się zastanawiam po co? Co tam ukrywa? Dlatego myślę, że dzisiejszą akcję musimy ciut przerobić i zrobić tak, by to ten lokaj się nie zorientował, co chcemy zrobić. Miejcie na niego szczególną uwagę. – Tu zwróciła się do Erzy i Gray’a. Przytaknęli na komendę, że rozumieją.
- A może powinniśmy też przesłuchać tego lokaja? – Zauważyła Tytania.
- O ile coś nam powie.
- To się to z niego wyciągnie siłą. – Rzucił Salamander.
- Nie wszystko trzeba rozwiązywać pięściami, Natsu. Czasem wystarczy załatwić to dyplomatycznie, a jeśli to nie wychodzi to wtedy załatwia się to fizycznie. – Odpowiedziała mu blondwłosa, która to bardzo zaangażowała się w tą misję. (To widać nie? Bardziej się udziela, niż ktokolwiek inny z tej drużyny ^^)
- Niech będzie.. – Burknął pod nosem.

Wieczorem w pełni gotowości zaczęli swoją akcję. Happy udał się wraz z Tytanią i magiem lodu do lokaja, a Natsu i Lucy czekali na znak, by mogli ruszyć do zachodniego skrzydła. Ta dwójka właśnie siedziała w pokoju, gdzie nocowali. Blondwłosa stała przy oknie, co chwilę chodząc w tę i z powrotem. Widząc zdenerwowanie przyjaciółki, podszedł do niej i chwycił za ramiona.
- Będzie dobrze. – Rzekł, ukazując swoje śnieżnobiałe kły.
- Martwię się.
- Czym?
- Mam przeczucie, że coś może pójść nie tak. Gdzieś jest jakiś haczyk. I tylko ktoś czeka, abyśmy się na niego nadziali.
- O czym Ty mówisz?
- Eh.. Za dużo myślę. – Rzekła po chwili. – Nie przejmuj się mną. – Dodała z delikatnym uśmiechem. Nie był jednak zbyt przekonujący.
- Będę przy Tobie. – Rzucił nagle, a na jego policzkach pojawiły się delikatne rumieńce, tak samo jak i na policzkach dziewczyny.
- D-dziękuję. – Jęknęła z uśmiechem. – Cieszę się, że to słyszę. – Różowowłosy objął ją delikatnie. Poczuł jej wzdrygnięcie. Była również bardzo spięta. W głowie chłopaka pojawiły się różne myśli (Tak, tak.. też mnie to szokuje xD). Może to nie była odpowiednia chwila, ale przybliżył swoją twarz do jej. Kilka milimetrów od jej ust. Czuł niespokojny oddech dziewczyny.
- N-natsu? – Zaczęła.
- Cii.. – Uciszył ją. – Nic nie mów. – Zamknął oczy, podobnie jak i blondwłosa. Ułamek sekundy i mógł się cieszyć jej ustami. Niestety, gdy usłyszeli otwierane się drzwi, odskoczyli od siebie jak oparzeni i spojrzeli w stronę wejścia. (Ależ jestem wredna ^^ Hy hy hy xD)
- Happy. Coś się stało? – Spytała szybko magini.
- Przyszedłem powiedzieć, że akcja się właśnie rozpoczęła na dobre. Gray i Erza robią, co zostało ustalone.
- Świetnie. – Skwitowała z uśmiechem. – W takim razie my idziemy do zachodniego skrzydła. – Pociągnęła chłopaka za rękę, nawet na niego nie patrząc i szybkim chodem ruszyła w wyznaczoną stronę. Po kilku minutach stali już przed tajemniczymi drzwiami.
- Happy, wracaj do Erzy i Gray’a. Daj im znak, że już weszliśmy do środka. Jeśli tamci się zorientują, to nic. Priorytetem było to, by bez komplikacji się tutaj dostać.
- Aye! – Krzyknął latający przyjaciel. – Dajcie z siebie wszystko! – Dodał, gdy otwarli drzwi, w których znajdują się schody.
- Wy również. Uważajcie na siebie. – Po tych słowach, drzwi zatrzasnęły się. Brązowooka chwyciła chłopaka za rękę i ruszyła schodami w dół.

Szli już dobre dziesięć minut i końca nie było widać. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać, czy faktycznie dobrze zrobili, udając się tutaj. Zauważyli małe światełko gdzieś niedaleko. Ruszyli naprzeciw niego i zaczęło się powiększać. W końcu się im udało. Byli.. w mieście? Co więcej, było im dziwnie znajome. Rozglądnęli się dookoła.
- Natsu, spójrz. Katedra taka sama jak w Magnolii. – Rzekła magini.
- Racja, ale jak to możliwe?
- Te schody.. potrafią nas przetransportować w inne miejsce? – Dedukowała. Właśnie zawiał mocniejszy wiatr, a tuż pod nogi dziewczyny nawinęła się gazeta. Sięgnęła po nią.
- Wygląda inaczej niż wyjeżdżaliśmy. Ciekawe co u innych w gildii. – Ekscytował się Smoczy Zabójca i ruszył przed siebie.
- Natsu, stój. – Chwyciła go za końcówkę szalika, przez co ten runął na ziemię.
- Ałć. – Rzucił tylko. Widząc zaczytaną przyjaciółkę, szybko się otrzepał i podszedł do niej. – Lucy, co się stało? – Podniosła swoje mądre czekoladowe oczy znad gazety.
- Natsu… My przenieśliśmy się w czasie. – Rzekła krótko i poważnie. Chłopak spojrzał na nią nic nie rozumiejąc. – Jesteśmy w przeszłości.. Nas tu nie ma. Rozumiesz?




Dam dam dam ~ ! Hah sama nie wierzę w to co piszę ;P cóż.. kto by pomyślał, że wyjdzie to takie pomieszanie z poplątaniem? No nawet ja się nie spodziewałam, szczerze mówiąc ^^ Pierwotna wersja nie przewidywała tych drugich drzwi, a tu nagle takie bam.. Hy hy ^^
Mam nadzieję, że Was to wciągnęło ;D bo mnie strasznie!
Sama jestem ciekawa jak ja to skończę ^^ mam kilka wizji, a pewnie wyjdzie zupełnie coś innego w trakcie pisania xD
Mimo wszystko mam nadzieję, że się nie zanudzicie ;P

Buźka Mordeczki! :*