niedziela, 9 czerwca 2013

40. Pelargonia i ruiny.

Późnym wieczorem wróciła do gildii. Ledwo przekroczyła próg, a już podbiegł do niej Smoczy Zabójca.
- Gdzieś Ty się podziewała? – Pytał ze zdenerwowaniem.
- Byłam w Domu Dziecka. – Odpowiedziała mu obojętnie.
- Nadal jesteś zła za to, co powiedziałem wczoraj?
- No weź, nie jestem aż tak małostkowa. – Wyminęła chłopaka i podeszła do baru, prosząc przy tym o szklankę wody. – Ale masz rację. Biorę się za siebie. – Dodała, gdy tylko chłopak do niej dołączył.
- Co masz na myśli?
- Zobaczysz za kilka tygodni jak będę wyglądać. – Poruszała zabawnie brwiami i uśmiechnęła się delikatnie. – Jak bogini. – Chłopak już chciał coś powiedzieć, jednak został trafiony krzesłem i zapalając swoje ciało, ruszył w tłum. – Idę do domu. – Rzekła do białowłosej barmanki i wyszła z gildii. Wychodząc, natknęła się na Tytanię.
- Już wychodzisz? – Spytała.
- Jak widzisz. Byłam dzisiaj w sierocińcu i trochę mnie tam wymęczyli.
- Rozumiem..
- Erza. Dziękuję Ci. – Rzuciła.
- Za co?
- Za to, że nie powiedziałaś nikomu o tym, że odzyskałam moc. Co więcej.. mam prośbę. Chciałabym udać się na misję, by sprawdzić swoje umiejętności.. tak dawno ich nie używałam. Czy mogłabyś załatwić mi jakąś misję?
- Jasne. Nie martw się. Sama chętnie bym się na jakąś przeszła, więc pójdziemy razem.
- Fantastycznie. Bardzo Ci dziękuję! – Wymieniły się uśmiechami i każda poszła w swoją stronę. Heartfillia w stronę domu, a szkarłatnowłosa do gildii. Blondwłosa odchodząc, znów poczuła na sobie czyjś wzrok. Nie chciała poznać po sobie, że jest tym faktem bardzo zaniepokojona, lecz póki co, nie chciała nikomu o tym wspominać. Może to tylko moja wyobraźnia? Wzruszyła ramionami i spacerkiem poszła do domu i przebrała się w luźniejsze ciuchy. Kolejny dzień ćwiczeń. Postanowiła dać z siebie wszystko i się nie poddawać. Wzięła odprężającą kąpiel i zasnęła.

Ranek wyglądał tak samo jak poprzedni. Gdy już wykonała wszystkie czynności, ruszyła w stronę gildii. Zanim tylko tam weszła, słyszała kłócących się przyjaciół.
- Erza! Idę z Tobą na misję! – Krzyczał Salamander.
- Nie ma takiej opcji! To łatwa misja, bez problemu ją wykonam.
- Mówiłaś, że z kimś idziesz. – Wtrąciła się białowłosa barmanka.
- To prawda. – Rzekła ze stoickim spokojem.
- To dlaczego ja nie mogę też iść?! – Upierał się różowowłosy.
- Bo wszystko niszczysz! Poza tym.. ta misja nie opiera się na żadnej walce, więc będziesz się tylko nudził.
- A z kim idziesz? – Spytał, gdy już zmierzała ku wyjściu.
- To tajemnica. Ta osoba prosiła mnie o dyskrecję. – Puściła mu oczko i wyszła. – O, długo tu jesteś? – Spytała, gdy tylko zauważyła siedzącą przed gildią blondwłosą.
- Nie długo, ale dziękuję że spławiłaś Natsu.
- Nie ma problemu. A tak właściwie, to dlaczego nie chcesz, by wiedzieli o tym, że odzyskałaś moc?
- Dopóki nie będę pewna, że jestem wystarczająco silna, nie będę im nic mówić. Rozumiesz? Dzięki tej misji właśnie chcę zobaczyć czy jestem ‘sprawna’, by ich chronić.
- Teraz rozumiem. To co, idziemy?
- Aye! – Rzekła udając Happiego i razem ruszyły w stronę stacji.

Pociąg nadjechał bardzo szybko i dziewczyny zajęły wyznaczone miejsca.
- To na czym polega nasza misja? – Spytała Heartfillia, gdy już wygodnie rozsiadły się w pociągu.
- Mamy udać się do ruin i odnaleźć jedyne wydanie książki.
- Ruiny? Książka? Na co to komu?
- Z tego co kojarzę nazwisko, to bardzo bogaty człowiek. Jest maniakiem książkowym. Zbiera tylko pojedyncze egzemplarze. Bardzo dobrze płaci. 300 000 klejnotów na osobę. – Źrenice blondwłosej powiększyły się dwukrotnie.
- To musi być naprawdę coś bardzo cennego, ale po tym wszystkim, mam jakieś przeczucia, że jest jakiś haczyk.
- To się okaże. Jedziemy najpierw do zleceniodawcy dowiedzieć się czegoś więcej o tej książce.
- Rozumiem.. – I resztę drogi przemilczały. Gdy już wysiadły na stacji w mieście Geranium (ang. pelargonia), udały się do posiadłości Pana Kazuki. Na blondwłosej miejsce nie zrobiło większego wrażenia. Scarlet zaś wydawała się być gdzieś w odległym, tylko znanym jej świecie. Heartfillia zastukała kilkakrotnie w duże drewniane drzwi i już po chwili w progu stanęła wysoka kobieta w stroju pokojówki. Miała zielone włosy spięte w wysokiego koka. Jej oczy były koloru brązowego, a na nosie widniały okulary.
- Magowie? – Spytała ochrypłym głosem. – Zapraszam. – Otworzyła szerzej drzwi, a maginie weszły do środka. – Proszę za mną. – Rzekła chłodno i zaprowadziła je do gabinetu, gdzie właśnie siedział ich zleceniodawca.
- Dzień dobry! Nie spodziewałem się, że na to zadanie pojawią się tak piękne kobiety! – Rzucił od razu, gdy tylko weszły do pomieszczenia. Wysoki, bardzo dobrze zbudowany mężczyzna w garniturze wlepiał w nie swoje niebieskie jak ocean oczy, co wywołało u dziewczyn dyskomfort. – Przepraszam! Gdzież moje maniery! Nazywam się Ru Kazuki. Miło mi Was poznać! – Dodał, kłaniając się delikatnie.
- Może przejdźmy od razu do wytłumaczenia jakiej książki mamy szukać? – Rzekła zniecierpliwiona blondwłosa.
- No już, już.. zależy mi na czasie, ale może porozmawiajmy najpierw? – Starał się jakoś załagodzić sytuację, jednak widząc srogie spojrzenie Tytanii i Heartfilli, wzdrygnął się. – No dobrze.. – Podrapał się w tył swojej bujnej, czarnej czupryny. – Ta książka jest dla mnie bardzo ważna. Znajduje się ona na drugim końcu miasta w ruinach, gdzie niegdyś mieszkali moi przodkowie. Jest to ‘magiczna książka’.
- Magiczna książka? – Powtórzyła szkarłatnowłosa.
- Tak. Napisał ją mój dziadek – mag. Zamieścił tam swoje wszystkie przygody. Znajdują się tam też zaklęcia.. zapomniana magia. Teraz rozumiecie, dlaczego ta książka jest dla mnie ważna. Nie mogę pozwolić, by wpadła w jakieś niepowołane ręce.
- Dlaczego więc dopiero teraz chce Pan ją odzyskać?
- Dziadek zmarł niedawno. Przez ostatnie lata mieszkał tutaj, bo dom, w którym mieszkał został zniszczony. Był w śpiączce. Na łożu śmierci wyznał, że pragnie, by ta książka była w tym domu. U mnie. 
- Rozumiem.. czyli nikt wcześniej nie wiedział o istnieniu tej książki?
- Nikt. Jego żona zginęła właśnie w tym domu, a on w ciężki stanie trafił do szpitala, a później tutaj.
- Dobrze, w takim razie odnajdziemy tą książkę. – Rzekła pewnie Scarlet. – Idziemy Lucy. – Dodała do przyjaciółki i wyszły. Miasteczko wydawało się ogromne. Tak samo jak Magnolia. Wiele domów i ludzi na ulicach. – Trochę nam zajmie dotarcie na koniec miasta. – Odezwała się po chwili. Heartfillia nie odezwała się ani słowem. Dopiero ręka na jej ramieniu, wyrwała ją z zamyśleń. – Coś się stało? – Spytała z troską.
- Nie.. po prostu myślałam, że na tej misji wykażę się, powalczę, ale widzę, że nic z tego.. – Odparła smutno.
- Od kiedy tak palisz się do walki?
- Znasz odpowiedź na to pytanie.. – Westchnęła ciężko. – Eh.. najwyżej później wyzwę Cię na pojedynek, tak jak niekiedy Natsu i sprawdzę swoje umiejętności. – Dodała później pół żartem, pół serio.
- Oh.. to dobry pomysł. – Uśmiechnęła się chytrze pod nosem.
- Ż-żartowałam.. – Rzekła wystraszona, widząc jej przeraźliwy błysk w oku. Dalej już nic nie mówiły. Obserwowały miasteczko i ludzi, którzy wesoło dreptali po uliczkach. Blondwłosa zatrzymała się.
- Co jest? – Spytała Tytania.
- Tak jakoś.. miałam wrażenie, że ktoś nas obserwuje. – Odpowiedziała cicho. – Nie wiem.. odkąd odzyskałam moce, czuję jakby coś się we mnie zmieniło. Mam jakieś dziwne odczucia.
- Nie martw się na zapas Lucy. Później sprawdzimy, czy faktycznie coś się zmieniło. – Szkarłatnowłosa uśmiechnęła się przyjacielsko do dziewczyny. – A teraz chodźmy, nie ma czasu. – Ponagliła ją. Godzinę później były już na miejscu. Musiały przejść przez las, by dostać się do owych ruin. Z tego co zauważyły, mieszkańcy, omijają las szerokim łukiem. – To do roboty. – Rzekła hardo przed wejściem do jakże dobrze trzymających się jeszcze ruin.
- A dokąd to Panie się wybierają? – Usłyszeli za sobą. Odwróciły się i stanęły w pozycji obronnej. Tuż przed nimi stało trzech mężczyzn.
- Kim jesteście i czego tu chcecie? – Spytała Scarlet.
- Drogocennej książki. – Odpowiedział jeden z nich.
- Książki? – Powtórzyła Heartfillia. – Skąd o niej wiecie?
- Wieści szybko się rozchodzą. – Rzucił drugi. – Zamierzamy ją odnaleźć a potem dostać nagrodę.
- Jesteście z jakieś gildii?
- O tak.. Laughing Coffin. Słyszeliście?
- Laughing Coffin.. – Powtórzyła szeptem Scarlet. – Z tego co wiem to ta gildia nie jest oficjalna, ale już cieszy się złą reputacją. – Dodała.
- Erza, co Ty mówisz? – Rzuciła blondwłosa.
- Niszczą wszystko, gdzie tylko się pojawią. Mordują tych, którzy się im przeciwstawią.. – Zaczęła wymieniać.
- Mów dalej Skarbie.. To miód na nasze uszy. – Uśmiechnął się złowieszczo jeden z nich. – To co? Łączymy siły i razem odnajdujemy książkę, czy..~
- Oczywiście, że się na to nie zgadzamy! – Krzyknęła blondwłosa. – Co Wy sobie w ogóle myślicie? – Zbulwersowała się.
- Oh no to mamy problem.. Szkoda będzie zmasakrować tak piękne ciałka. – Westchnął jeden. – Chociaż jedno z nich jest ponad normę.. – Mówiąc to, zerknął w stronę magini Gwiezdnej Energii.
- I sama widzisz?! – Skierowała swoją złość w stronę Tytanii. – Nawet oni sugerują, że jestem gruba!
- Koniec tej komedii.. zaczynamy zabawę! – Rzekł poważnie mężczyzna.
- Bardzo chętnie. – Uśmiechnęła się Erza. – Zbroja Czarnego Skrzydła! – Krzyknęła, a jej codzienna zbroja zmieniła się.
- Otwórz się bramo Lwa: Leo! – I tuż przed dziewczyną pojawił się przyzwany przez nią Duch. Dwóch z mężczyzn stanęło w obronnej pozycji, a trzeci oparł się wygodnie o drzewo i z uśmiechem obserwował swoich towarzyszy.




No i takie.. emm.. w sumie to nie wiem co mam napisać, ale szczerze jestem poruszona samymi odpowiedziami ‘Tak!’ w ankiecie ^^ Jesteście wprost kochani! ;*
Ale wiecie? DOBRA WIADOMOŚĆ (albo nie) jest taka, że chyba jednak nie zakończę na 45 rozdziałach.. oj chyba nie po tym, co właśnie się dzieje w tym opowiadaniu xD hehe.. tak że możecie być spokojni, bo to opowiadanie się jeszcze nie kończy ;3 no i jeszcze ten komentarz Beaty Metallici (nie umiem odmienić) .. ostatecznie te widły mnie przekonały do zmiany decyzji.. haha ;P

P.S. Tak, że w takim wypadku usuwam ankietę, bo widzę, że nie ma ona sensu ;)


Dziękuję Wam za miłe słowa Mordki moje! <3

sobota, 8 czerwca 2013

39. Miłość i odchudzanie.

- No no no.. Nie ma Cię pięć miesięcy i w taki sposób przepraszasz za swoją nieobecność? – Rzekł ni stąd ni zowąd młody Dreyar, który właśnie wyszedł z gildii i zastał magów w krępującej, jak na tę chwilę, sytuacji. – To ja też chcę takie przeprosiny. – Dodał z chytrym uśmieszkiem w stronę zarumienionej blondwłosej.
- Nie pozwalaj sobie. – Warknął różowowłosy, obejmując mocno dziewczynę.
- No co? Ja też rozpaczałem przez te pięć miesięcy. – Rzucił ze smutną miną.
- Laxus.. co jak co, ale wydaje mi się, że Ty to chyba cieszyłeś się z mojej nieobecności. – Wtrąciła Heartfillia. – Nie jesteś osobą, która jakoś przejmuje się innymi. – Dodała.
- Ałć! To bolało. – Rzucił teatralnie, chwytając się za serce.
- Jesteś pijany. Bredzisz. Idź do domu i się wyśpij.
- A pójdziesz ze mną? – Spytał, uśmiechając się zalotnie w jej stronę i przybliżając się.
- Po moim trupie! – Zainterweniował Dragneel. – Łapy precz od Lucy. – Wysyczał, zasłaniając ją własnym ciałem.
- Dobrze.. już dobrze. – Westchnął. – Dobra. Idę. Żegnaj Lucy. – Wstał z ławki i chwiejnym krokiem ruszył w stronę domu. Dwójka magów odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się do siebie czule. - Chwila moment! – Usłyszeli po chwili. Wrócił. Przewrócili komicznie oczami i spojrzeli na pijanego Dreyar’a. – Zapomniałem czegoś! – Zakomunikował. Szybko zbliżył się do blondwłosej i musnął jej usta. (Błagam! Nie bijcie! Chociaż to kto inny może te baty dostać ;P) Dragneel szybko odepchnął go od dziewczyny. Zachwiał się, jednak utrzymał równowagę.
- Ty.. – Salamander był wkurzony nie na żarty. Wstał i złapał blondyna za koszulę. – Jak śmiałeś? – Już szykował pięść, by wbić mu ją prosto w twarz, jednak zatrzymała go dziewczyna.
- Natsu, przestań. – Poprosiła z uśmiechem.
- Ale on..
- Jest pijany. – Dokończyła za niego. – Puść go. Najlepiej to może go odprowadź do domu, bo czuję że może jeszcze narobić niezłego zamieszania.
- A-ale.. – Próbował się jakoś wymigać od tego ‘zadania’, jednak wzrok ukochanej wręcz nakazywał by to zrobił. – No dobrze.. – Zgodził się niechętnie. – Poczekasz tutaj?
- Nie. Wracam do domu. – Podeszła do niego i cmoknęła go w policzek. – Nie zrób mu krzywdy. – Wskazała palcem na nieprzytomnego już blondyna, który wisiał na ramieniu Salamandra i odeszła nim ten zaczął coś z siebie wydusić.
- I to ze mną niby są problemy? – Mruknął do nieprzytomnego przyjaciela i z trudem ruszył w kierunku jego mieszkania.

Heartfillia siedziała w wannie i rozkoszowała się gorącą wodą i zapachem lawendy, który roznosił się po całej łazience. Uśmiech nie schodził z jej twarzy. To zdecydowanie był jeden z najlepszych dni w jej życiu. Nadal czuła gorące usta Salamandra na swoich. Uwielbiała ten stan. Kochała go. Teraz wiedziała to na pewno. Teraz może być tylko i wyłącznie lepiej. Pół godziny później owinęła się w ręcznik i postanowiła coś przekąsić. Przechodząc z łazienki do kuchni, zauważyła różową czuprynę.
- No co Ty swojego domu nie masz? – Rzekła, nie zatrzymując się.
- Mam, ale zdecydowanie wolę być w Twoim. – Odpowiedział z szerokim uśmiechem, kierując się za nią do kuchni. Oparł się o framugę i patrzył na owiniętą tylko w ręcznik blondwłosą, która robiła jakieś kanapki.
- Długo będziesz mnie tak pożerać wzrokiem? – Rzuciła, siadając na krześle.
- Dopóki się porządnie nie najem.
- Weź mów po ludzku.
- Mam na Ciebie ochotę, wiesz? – Kucnął przed dziewczyną i objął w pasie.
- Nie widzisz, że jem?
- Przytyjesz.. – Rzucił pod nosem. Na jego nieszczęście dziewczyna wszystko słyszała i zdzieliła go za to po głowie. – Przepraszam. – Dodał szybko, nie przejmując się guzem, jaki mu nabiła. – Nie ważne jaka będziesz. I tak będę Cię kochać. Wiesz jak to mówią? Kochanego ciała nigdy za wiele. – Uśmiechnął się do niej szeroko. Spiorunowała go wzrokiem, zrzuciła głowę ze swoich kolan, a niedokończone kanapki wsadziła do lodówki i z obrażoną miną udała się znów do łazienki, trzaskając przy tym mocno drzwiami. – Lucy? – Podszedł do drzwi i zaczął w nie pukać. – Przepraszam! Wcale nie jesteś gruba!
- Weź już stąd idź! – Krzyknęła.
- Przepraszam! Nie chciałem Cię urazić!
- Jasne, spoko! Nie gniewam się.
- Poważnie?
- Nie! A teraz wynocha!
- Ale Lucy..
- Liczę do trzech i ma Cię tutaj nie być, bo inaczej się do Ciebie już nie odezwę! Raz..!
- No dobrze, już dobrze.. pójdę sobie. – I faktycznie. Jak powiedział, tak zrobił. Bardzo niechętnie podszedł do okna, zerkając co chwilę na drzwi od łazienki.
- Dwa..!
- Ale wiesz co? – Wrócił się z powrotem.
- No czego jeszcze? – Warknęła.
- Kocham Cię! Bardzo! – Krzyknął z uśmiechem i wyskoczył przez okno. Heartfillia uśmiechnęła się pod nosem.
- Ja Ciebie też głupku. – Odpowiedziała. Wiedziała, że usłyszy. Zdjęła ręcznik i bacznie zaczęła się przyglądać swojemu ciału. – Może faktycznie jestem gruba? – Rzekła do siebie. Nie myślała zbyt długo. Podeszła do szafy i wyciągnęła jakieś luźne ciuchy. Szybko je na siebie włożyła i wybiegła z mieszkania. Mimo iż była bardzo późna godzina, ona postanowiła biegać. Tak na początek niewielki dystans. Truchtem do gildii, a później przez las i prosto do domu. Będąc bliżej gildii, nadal słyszała wesołe wrzaski swoich przyjaciół. Ci to mają zdrowie. – Skwitowała w myślach i pobiegła do lasu. Co więcej, zanim do niego wbiegła czuła na sobie czyjś wzrok. Szybko się odwróciła, lecz nikogo nie zastała. Wzruszyła tylko ramionami i pobiegła przed siebie. Las, tak samo jak i ulice Magnolii o tej porze były puste. Chociaż nie chciała tego okazywać, bała się ciemności. Szybciej przebiegła przez las i była coraz bliżej swojego mieszkania. Wbiegła na piętro i wzięła się za pompki, przysiady i brzuszki. Pokaże im wszystkim nową Lucy! Uśmiechnęła się szeroko i po skończonych ćwiczeniach opadła na łóżko.

Ranek bardzo słoneczny, bardzo przyjemny. Wyprostowała kości na łóżku i przeklęła w myślach bolące mięśnie. Nie poddam się! Pomyślała hardo. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Dodała. Wyskoczyła z łóżka i pognała do kuchni. Już miała w rękach wczorajsze kanapki, jednak zdecydowała się na coś innego. Na stole w kuchni leżały owoce. Z szuflady wyciągnęła nóż i z uśmiechem pokroiła kilka z nich w kostkę, po czym wymieszała i ze smakiem zjadła. Wzięła szybką kąpiel, przebrała się w codzienne ciuchy i spacerkiem ruszyła w stronę gildii.
- Cześć wszystkim! – Przywitała się wesoło z przyjaciółmi, a każdy z nich odpowiedział jej. Dosiadła się do baru, gdzie Tytania i białowłosa barmanka zawzięcie o czymś dyskutowały.
- Hej Lucy! – Rzuciły, gdy tylko ją zauważyły.
- O czym plotkujecie? – Spytała ciekawska.
- O Laxusie.. wczoraj nieźle się upił. – Skwitowała z uśmiechem Strauss.
- Taa.. zauważyłam. – Potwierdziła blondwłosa.
- No właśnie.. gdzie wczoraj zniknęłaś tak szybko? Impreza dopiero się rozkręcała. Co więcej, ona była specjalnie dla Ciebie. – Skarciła ją Scarlet.
- Oh, no proszę Was.. Wszyscy wiemy, że tutaj imprezy są codziennie i to nawet bez okazji, więc nawet jeśli mnie nie było to i tak mało kto to zauważył. – Stwierdziła Heartfillia.
- Natsu też nie było od samego początku. – Skwitowała szkarłatnowłosa. Na to stwierdzenie, na policzkach brązowookiej pojawiły się delikatne rumieńce. – Lucy? Nie mów, że Ty i on.. – Zaczęła podekscytowana.
- No nie myślcie sobie zbyt wiele! – Krzyknęła zażenowana.
- Aaaa! – Pisnęła Mirajane. – Ja wiedziałam, że wy do siebie pasujecie. – Brązowooka przekręciła tylko oczami i podparła głowę o rękę.
- Mogę poprosić o trochę wody? – Spytała.
- Wody? Dlaczego? – Zdziwiła się Tytania.
- Zmieniam tryb życia. – Odpowiedziała.
- Po co?
- Zaczynam o siebie dbać. Wiecie.. dieta, ćwiczenia..
- Zwariowałaś? Masz wszystko na miejscu i wszystko, czego trzeba. Co chcesz jeszcze zmienić?
- Zdanie innych na temat mojego wyglądu. A teraz wybaczcie, chcę odwiedzić Shiro i dzieciaki. Zobaczymy się później! – Pomachała przyjaciołom na pożegnanie i spacerkiem udała się do Domu Dziecka.

Parę minut później zabawiała wraz z czerwonowłosym bliźniaki.
- Urośli.. Wy wszyscy się zmieniliście przez te pięć miesięcy. – Skwitowała blondwłosa.
- No jasne! Jestem bardziej męski! – Zakomunikował chłopak. Dziewczyna się zaśmiała.
- Brzmisz jak przyjaciel z mojej gildii. Dogadalibyście się. No a… - Zaczęła niepewnie. – Znalazłeś dziewczynę? – Dodała szeptem. Sądząc po wypiekach na policzkach chłopcach, odpowiedź miała gotową. – Co to za szczęściara?
- Fumiko.. ale nie jesteśmy razem. Trafiła tutaj zaraz po tym jak Ty zniknęłaś. Jest taka jak ja na początku. Zamknięta w sobie, z nikim nie chce rozmawiać ani się bawić. – Opowiedział jej. – Ale ja staram się jak mogę, by ją uszczęśliwić. – Dodał z uśmiechem.
- Jestem z Ciebie dumna. – Rzekła i poczochrała chłopca po głowie. Wzrokiem udało jej się wyszukać dziewczynkę, około trzynastoletnią. Siedziała w kącie i rysowała palcem po podłodze. Miała piękne czarne długie proste włosy i ciemną cerę. Tylko tyle udało jej się dostrzec. – Jaki ma kolor oczu? – Spytała.
- Niebieski. Dlaczego pytasz?
- Niebieski symbolizuje wytrwałość. Całkowicie temu zaprzecza. Tak jak Twoje imię i kolor Twoich włosów. Dobraliście się. Idź do niej i poproś ją o spacer.
- S-spacer? A-ale ja.. – Jąkał się.
- No weź się w garść. Podobno stałeś się męski, więc mi to pokarz. – Nakazała.
- O-okej.. ale nie śmiej się ze mnie.
- Obiecuję. – Chłopak szybko poprawił swoje ubranie i podszedł do dziewczyny. Heartfillia bacznie obserwowała całe to zjawisko. Uśmiechała się pod nosem. Widziała jak czarnowłosa kręciła przecząco głową. Czerwonowłosy był nieugięty. Gestykulował i widocznie musiał podać dobre argumenty, bo dziewczyna w końcu wstała z ziemi i pozwoliła się wyprowadzić chłopakowi z budynku. Sukces! – Pogratulowała sobie w myślach.





Końcówka taka byle jaka.. heh, ale początek całkowicie rozwala mi system, włącznie z tytułem xD To wina procentów.. tak tak.. wtedy dopiero mam wene, a końcówka jak widać – obyło się bez ;P
Aaa.. i tak: Yasha-chan.. to opowiadanie chciałam zakończyć na 30 lub 35 rozdziałach.. trochę się rozpędziłam ^^ myślę jednak, że na 45 rozdziale będzie koniec.. no to wszystko okaże się ‘w praniu’.. a co będzie potem.. hmm.. myślałam o całkowitym zakończeniu pisania opowiadań.. ale od kilku dni chodzą mi po głowie dwa pomysły.. nie wiem czy je zrealizuję, ale o wszystkim będę informować ^^

:*


piątek, 7 czerwca 2013

38. Odjazd i przyjazd.

Nie wiedział już w który kąt się podziać. Z sekundy na sekundę czuł, że źle postąpił, wyżywając się tak na niej. Mógł porozmawiać spokojniej. Już na starcie wszystko zniszczył. Męczyło go to niemiłosiernie. Nie lubił się z nią kłócić. Kochał ją. A te pięć miesięcy spowodowane jej nieobecnością, wydawały się dla niego wiecznością. Było już późno. Na niebo zostało wysypane mnóstwo gwiazd. Każda z nich przypominała mu właśnie ją. Jego osobistą, chodzącą gwiazdę, która świeciła dużo jaśniej od tych na niebie. (Rany, to ja jestem aż tak romantyczna? ^^) W końcu wolnym krokiem już ruszył w kierunku swojego domu. Tuż za nim leciał Happy, który przyglądał się zamyślonemu (taaa.. wiem.. ;P) Salamandrowi.
- Natsu? Wszystko gra? – Głos Exceeda przywrócił go w większym stopniu do rzeczywistości. – Myślenie do Ciebie nie pasuje. – Stwierdził, rozładowując napięcie. Chłopak tylko cicho mruknął coś pod nosem na złośliwą uwagę. – No ja Cię nie rozumiem! – Krzyknął po chwili. – Powiesz mi, co się stało?
- Happy.. to mój problem.. – Odezwał się w końcu i wysilił się na uśmiech. – Masz ochotę na rybkę?
- Co za głupie pytanie! – Oburzył się kot. – Kto ostatni ten sprząta! – Krzyknął i tyle go widział. Różowowłosy miał chwilę ciszy. Nie zależało mu na tym, czy będzie musiał sprzątać czy zrobić cokolwiek innego. Kilka minut później znalazł się w swoim małym, ale jakże przytulnym domku. – Sprzątasz! – Skwitował wesoło latający towarzysz.
- Jasne. – Rzucił tylko i upadł na hamak. Happy ciężko westchnął i podleciał do przyjaciela, który leżał odwrócony do niego plecami. Pogłaskał go po głowie i odleciał gdzieś w swój kąt.

Poranek dla blondwłosej był przyjemny, jednakże czuła jak pieką ją oczy. Zdawała sobie sprawę, że to przez ten wczorajszy płacz. Chwiejnie ruszyła w stronę łazienki. Wczorajszy dzień w deszczu widać niekorzystnie wpłynął na jej zdrowie. W skroniach jej pulsowało, a w gardle niemiłosiernie drapało.
- Jeszcze tego mi brakowało. – Wychrypiała do lustra. Jej cera była blada, a oczy zaczerwienione. Przemyła twarz chłodną wodą i przebrała się w codzienne ciuchy. Nie czuła się najlepiej, to było pewne. Gdy tylko odsłoniła zasłony, bezlitosne promienie słońce, raziły ją. Miała ochotę znów położyć się do łóżka, jednak nie mogła teraz siedzieć w domu jak jakiś Pustelnik, a zrobić coś ze swoim życiem. Zmienić coś. Wyciągnęła białą kartkę z szuflady i napisała na niej parę słów.
‘Erza,
Zapewne to Ty czytasz ten list.
Dziękuję za wczoraj. Za rozmowę i za Twoją obecność.
Teraz jestem w drodze do domu..
Chcę zobaczyć ojca.
Martwię się o Jego stan zdrowia.
Wrócę jak najszybciej. Obiecuję.

Lucy’
Tyle wystarczyło jej napisać. Znała Tytanię nie od dziś, więc wiedziała, że zrozumie jej zachowanie. Przyczepiła do paska pęk kluczy, a do ręki wzięła małą torebkę i zarzuciła ją sobie przez ramię. Spacerkiem wyruszyła z mieszkania w stronę stacji. Nie musiała długo czekać na pociąg w upragnione miejsce.

- Lucy! – Krzyknął radośnie mężczyzna, gdy tylko zobaczył swoją pociechę. Przytulił ją mocno do piersi i za nic w świecie nie miał zamiaru puszczać.
- T-tato.. dusisz mnie. – Jęknęła. Poluźnił uścisk. – Cieszę się, że Cię widzę. – Rzekła szeptem.
- Co się z Tobą działo przez ten czas?
- Ciężko mi to wyjaśnić..
- Teraz to jednak nie ważne. Jesteś tutaj. Cała i zdrowa. Znowu jesteś przy mnie.
- Jestem.. – Głowa rodziny Heartfillia po chwili wypuścił córkę z objęć. Widział, że nie jest z nią najlepiej. Była blada. Nakazał Pani Spetto szybsze przygotowanie obiadu, po czym sam zmusił swoją pociechę do zjedzenia posiłku. Jej samej ciężko było w to uwierzyć, jednak skonsumowanie obiadu, dobrze na nią wpłynęło. Czuła się o niebo lepiej niż rano.
- Na ile zamierzasz zostać? – Spytał Jude po skończonym posiłku?
- Chcę wrócić jeszcze dzisiaj do Magnolii.. Mam wiele spraw do załatwienia.. do wytłumaczenia. Im wcześniej to zrobię, tym lepiej.
- Rozumiem. Cieszę się, że Cię widzę.
- Ja również się cieszę widząc Cię zdrowego. Pełnego sił. – Brązowooka po raz pierwszy dzisiejszego dnia uśmiechnęła się szczerze.

W gildii.
Było już popołudnie. Każdy z magów rozmyślał, kiedy zobaczy blondwłosą maginię, która zniknęła na kilka miesięcy bez słowa. Tytania siedziała przy barze, zajadając się ciastem truskawkowym.
- Co z Lucy? Dlaczego nie przychodzi do gildii? – Obok niej usiadł mag lodu ze strapioną miną.
- Lucy znowu wyjechała. – Rzekła, połykając kolejny kęs słodkiej rozkoszy.
- Jak to wyjechała? – Uniósł się Fullbaster, zwracając przy tym uwagę większości magów. – Dopiero co wróciła i znów wyjechała? – Szepnął spokojniej.
- Byłam u niej niedawno w mieszkaniu. Zostawiła list, że jedzie odwiedzić ojca, bo się martwi. Dodała, że wróci jak najszybciej. Myślę, że chce wrócić jeszcze dzisiaj i spotkać się z nami. – Rzekła pokrzepiająco i wróciła do zajadania smakołyka. Mag lodu mimo tego, czego się dowiedział, był niespokojny. Tęsknił za nią. Chociaż pogodził się z porażką w dążeniu do jej serca, nadal była dla niego bardzo ważna. Teraz najbardziej było mu żal różowowłosego, który to od samego rana siedział na schodach i dosłownie zamknął się w sobie. Doskonale pamiętał wczorajszą scenę złości Salamandra. Tak. Był przy tym. Gdy tylko wybiegł niespodziewanie z gildii, ten ruszył za nim i go śledził. Po tym całym incydencie, chciał go go jakoś sprowadzić ‘na ziemię’, bo zachowywał się jak nie on. Niestety, wychodziło mu to z marnym skutkiem. Sam miał ochotę nakrzyczeć na blondwłosą, jednak powstrzymał się.

- Znowu mnie opuszczasz? Jesteś pewna, że nie chcesz zostać do rana? Jest ciemno.. nie będziesz się bała wracać sama? – Marudził mężczyzna, który to odprowadzał córkę na dworzec.
- Wszystko w porządku, tato. – Odpowiedziała mu, śmiejąc się. – Wrócę tutaj, gdy tylko ułożą mi się tam sprawy. – Dodała poważniej na stacji.
- Rozumiem. W takim razie będę niecierpliwie wyczekiwał Twojego przyjazdu.
- Dziękuję tato. – Uściskała rodzica na do widzenia i wbiegła do maszyny. Zajęła swoje wyznaczone miejsce tuż przy oknie i pogrążyła się w zadumie.
Podróż minęła jej bardzo szybko. Mimo później już pory, postanowiła w końcu pokazać się w gildii. Chociaż rozum mówił co innego, to serce i nogi właśnie pokierowały ją w tamtą stronę. Im była bliżej siedziby, tym bardziej jej serce zaczęło bić szybciej, a jej złe samopoczucie wracało.
- Wróciłam. – Rzekła drżącym tonem, gdy tylko przekroczyła próg gildii. Kilkadziesiąt par oczu patrzyły wprost na nią z niewiadomymi dla niej uczuciami. Było cicho. Tak cicho, że Heartfillia zastanawiała się czy nie uciec jak najdalej. Co sobie wyobrażała wracając po tak długim czasie? Otwartych ramion, łez szczęścia, uśmiechów, słów otuchy? Teraz miała pustkę w głowie. Denerwowała się z każdą sekundą, a na jej czole wystąpiły pierwsze krople potu. Błagam.. powiedzcie coś.. – Ścisnęła mocniej dłoń na pasku torebki i czekała.
- W końcu jesteś. – Odezwał się pierwszy Fullbaster. Podszedł do niej z rękoma w kieszeniach i z poważną miną. Wbiła wzrok w ziemię. – Nie przytulisz mnie? – Spytał po chwili z uśmiechem. Nie musiał długo czekać, bo dziewczyna po chwili wtulała się w jego nagi tors, szlochając. (omnomomnom.. *o*)
- Gray.. – Tylko tyle zdążyła z siebie wykrztusić, bo po chwili poczuła kolejne ramiona obejmujące ją. – Laxus.. – Po nim pojawili się kolejni uradowani magowie, którzy nie mogli odpuścić sobie takiej okazji.
- Witaj z powrotem Lucy. – Usłyszała po kilku minutach spoza tłumu. Dobrze znała ten głos. Głos Mistrza gildii.
- Dlaczego? – Wyszeptała. – Dlaczego wciąż mnie tak ciepło witacie, chociaż zrobiłam tyle złego? – Spytała przez łzy.
- O to chodzi w rodzinie.. żeby wybaczać sobie każdy błąd. – Odpowiedział. Brązowooka upadła na kolana i rozkleiła się na dobre.
- D-dziękuję.. – Rzuciła.
- A teraz otrzyj te łzy, bo urządzamy imprezę! Dla Ciebie! – Rzekł wesoło Dreyar i po chwili dało się słyszeć radosne śpiewy magów.

Po godzinie i blondwłosej udzielił się wesoły humor. Mieć taką rodzinę to skarb. Mimo tego, iż na ustach miała uśmiech, w sercu czuła ból i pustkę. Rozglądała się dookoła, jednakże nigdzie nie mogła znaleźć ‘powodu’ swojego wewnętrznego smutku. W środku powoli robił się zaduch. Postanowiła wyjść na zewnątrz. Ku jej zdziwieniu siedział tam różowowłosy. Wzrok miał wbity w ziemię. Niepewnie usiadła na ławce obok niego.
- Przepraszam Natsu. – Odezwała się pierwsza, nie spoglądając nawet na niego, a na czubki swoich butów. – Masz całkowitą rację. Wiem, że jestem okropna, jestem głupia, jestem egoistką..
- Lucy.. – Szepnął chłopak i podniósł głowę.
- Jestem słaba, jestem beznadziejna..
- Lucy.. – Powtórzył głośniej.
- Nie wiem czym sobie zasłużyłam na takie dobre traktowanie z Waszej strony..
- Lucy.. – Chłopak mimo, iż tracił cierpliwość, uśmiechał się.
- Powinnam była ~ .. – Nie zdążyła dokończyć, gdyż Dragneel wpił się łapczywie w jej usta. Zszokowana blondwłosa patrzyła na chłopaka z szeroko otwartymi oczami.
- Zamknij się w końcu. – Rzekł z uśmiechem, gdy tylko się od niej ‘oderwał’. – Zgadzam się ze wszystkim co właśnie powiedziałaś, ale i tak bardzo Cię kocham. – Posłał jej szeroki uśmiech, a ona właśnie analizowała każde słowa przez niego wypowiedziane.
- Kochasz mnie? Po tym wszystkim? – Spytała niedowierzając.
- Dlaczego masz wątpliwości?
- Lisanna.. – Szepnęła. – Widziałam, jak się obejmujecie i ten Twój uśmiech..
- To nieporozumienie. Traktuję ją TYLKO jako przyjaciółkę. Chciała mi pomóc, bo wie jak bardzo mi na Tobie zależy. – Odpowiedział jej, a ona z każdą chwilą czuła się jak największa idiotka. Miała ochotę zakopać się gdzieś głęboko pod ziemią.
- Przepraszam.. – Znowu rzuciła szeptem i po chwili to ona przybliżyła się do chłopaka i pocałowała go. Tak namiętnie, z czułością. To była jej chwila. Jedna z najbardziej szczęśliwych i za nic w świecie nie chciała by się skończyła.





Nioh, nioh, nioh *.*
Świeżutki rozdział na początek weekendu! I to jaki! Ha! No palce lizać.. xD
Chociaż może nie będę się tak bardzo nakręcać.. ^^
No i patrzcie jak wszystko się ładnie układa..
Jestem pewna i to nawet w 100%, że bardzo, ale to bardzo spodobała Wam się końcówka xD
Ahh.. nie dziękujcie.. znam Wasze gusta.. yohohohohohohoho ;P

Buuuziaki ;* Kooocham Was! <3


Zapomniałabym! Nadal zapraszam na http://nasza-historia.pun.pl/ i do udziału w tworzeniu własnej historii Fairy Tail xD Zostań wybranym bohaterem Fairy Tail lub stwórz własną postać! ^^ ;*

czwartek, 6 czerwca 2013

37. Deszcz i emocje.

Gdy tylko oddaliła się od gildii, niebo spochmurniało i zaczęło padać. Nie przejmowała się tym zbytnio. Jej humor idealnie pasował do obecnej pogody. Niebo płakało. Ona też. Na jej szczęście nie było można odróżnić jej łez od kropli deszczu. Nogi zaprowadziły ją do miejsca, gdzie jeszcze kilka dni temu pracowała. No właśnie.. co zrobią, gdy ją zobaczą po tak długiej nieobecności? Pewnie na nowo będzie musiała zdobyć przychylność Shiro. Niepewnie nacisnęła na klamkę i pchnęła drzwi do środka. Oczy dzieci, tak samo jak i Pani Takase skierowały się w jej stronę i zapadła niezręczna cisza.
- J-ja.. – Zaczęła. Po chwili poczuła jak ktoś zarzuca na jej ręcznik na głowę. To był czerwonowłosy chłopak. Grzywka opadała mu na twarz. – Shiro.. dziękuję. – Rzekła niepewnie. Chłopak przytulił ją. Najmocniej jak tylko potrafił, aż dziewczyna przez chwilę straciła oddech. Mimo tego, uśmiechnęła się delikatnie pod nosem i przeczesała chłopakowi grzywkę. – Przepraszam. – Powiedziała już pewniej i podniosła głowę. – Odeszłam bez słowa. Tak nagle. Jednak nie chcę stąd odchodzić. – Dokończyła. – Proszę o jeszcze jedną szansę. – Skierowała te słowa do starszej Pani, która uśmiechała się do niej ciepło.
- Zawsze jesteś tutaj mile widziana Lucy. – Odpowiedziała jej.
- Dziękuję. – Szepnęła, a po policzkach spłynęło kilka łez radości i mocniej przytuliła do siebie chłopca.

Biegał po Magnolii już od jakieś pół godziny. Mimo wyraźnego zmęczenia, na jego twarzy widniał uśmiech. Był pewien, że tu jest. Wróciła. Był już pod jej mieszkaniem, w bibliotece, a nawet w katedrze. Nigdzie jej jednak nie widział. Jej zapach rozprzestrzenił się po większości miasta, co było bardzo dziwne. Zostało mu ostatnie miejsce.. Ruszył w kierunku Domu Dziecka. Tam jej nie było przez pięć miesięcy. Na pewno bardzo przeżywa również rozłąkę z tymi dzieciakami. Był coraz bliżej upragnionego celu. Jej zapach coraz bardziej się nasilał, co tylko powodowało u niego nagły przypływ euforii. Jego serce zaczęło bić jak oszalałe. Zdyszany wszedł do sierocińca i jego uwagę od razu przykuła scena tulącego się do blondwłosej chłopca. Poczuł dziwne ukłucie w sercu. Zazdrość? (Role się odwróciły, co? xD)
- L-lucy.. – Tylko tyle powiedział. Brązowooka odsunęła się od chłopca i odwróciła w stronę Salamandra, który wolnym krokiem zmierzał w jej stronę z poważnym wyrazem twarzy. Wyczuł mnie? – Tyle zdążyło jej przelecieć przez myśl, bo po chwili poczuła ciepły uścisk różowowłosego. Wiedziała. Spodziewała się nawet tego gestu.. jednakże to co widziała wcześniej.. – Tak się cieszę, że Cię znowu widzę. – Wyszeptał jej do ucha. Wzdrygnęła się.
- Taa.. ja też się cieszę. – Burknęła cicho.
- Gdzie się podziewałaś tak długo? Co się z Tobą działo? – Wypytywał, wypuszczając ją z uścisku. Wbiła wzrok w ziemię i przygryzła dolną wargę.
- Nie chcę teraz rozmawiać. – Rzekła. Dragneel przyjrzał się jej dokładanie.
- Lucy? Co się stało? – Różowowłosy chciał ją złapać za rękę, ta jednak schowała ją za siebie. Zdenerwował się.
- Nie mam ochoty rozmawiać! – Krzyknęła ze łzami i wyminęła chłopaka. Wybiegła na zewnątrz, gdzie nadal padał deszcz. Ruszył za nią i po pewnym czasie, udało mu się ją zatrzymać.
- Lucy! O co chodzi? – Spytał wyraźnie podrażniony całą tą sytuacją. Patrzyła na niego smutnymi oczami.
- Dobrze się bawisz czyimiś uczuciami? – Rzekła w końcu po chwili ciszy.
- Nie rozumiem..
- To nawet lepiej. – Prychnęła. – Zostaw mnie. – Dodała przez ramię i wolnym krokiem kierowała się przed siebie.
- O co Ci chodzi?! – Krzyknął nagle. – Ja się bawię czyimiś uczuciami? A co Ty zrobiłaś? Nie było Cię pięć miesięcy! Tego samego dnia, gdy zniknęłaś, szukaliśmy Cię codziennie! Wiesz jak wszyscy to przeżywali? Chodziliśmy na każdą misję z nadzieją, że spotkamy Cię gdzieś po drodze i wrócisz z powrotem do gildii! A Ty znowu zniknęłaś! ZNOWU! Bez żadnego uprzedzenia, pożegnania! Śmiesz mi robić jakieś wyrzuty, a spójrz na siebie! – Heartfillia stała jak wryta na te słowa. Bolało. Jego również. Nigdy nie krzyczał w taki sposób na nikogo. Dzisiaj dał upust swoim emocjom. Gdy już skończył swój monolog, czuł jak zbierają się w jego oczach łzy. Sam nie mógł w to uwierzyć. Ciężko oddychał. W końcu ruszył naprzód. Blondwłosa stała jak słup soli i patrzyła przed siebie. Minął ją, tak po prostu. Poczuła chłodny wiatr. Upadła na kolana i wybuchła donośnym płaczem. Jeszcze przez długi czas przeklinała się w głowie za głupotę. Idiotka, idiotka, idiotka! Teraz to już nie mam czego szukać w gildii.
- Wszystko w porządku? – Poczuła jak ktoś kładzie rękę na ramieniu. Obróciła się i spojrzała na kobietę, która wbijała w nią zatroskane oczy. Blondwłosa uśmiechnęła się blado.
- Bywało lepiej. – Rzekła i wstała z mokrej drogi.
- Pomóc Ci?
- Dziękuję. Poradzę sobie. Proszę się mną nie przejmować. – Kobieta spojrzała zdezorientowana na odchodzącą Heartfillię i po chwili sama ruszyła przed siebie.

Dotarła przed swoje mieszkanie. Czy dobrze zrobiła? Nie było jej kilka miesięcy. Czynsz.. Niepewnie weszła do środka budynku. Jak się spodziewała, tuż przed jej wejściem do mieszkania stała Gospodyni z założonymi na piersiach rękoma.
- Proszę mi dać kilka dni na spłatę czynszu. – Blondwłosa spojrzała na kobietę błagalnym wzrokiem.
- Zastanów się lepiej jak zapłacić na nowy miesiąc. – Rzekła bez większych uczuć.
- Na nowy miesiąc? – Zdziwiła się.
- Podczas Twojej nieobecności, pewna kobieta.. nazywała się bodajże Takase.. przychodziła tutaj i płaciła Twój czynsz. – Brązowooka po raz kolejny tego dnia przeżyła szok. Starała się zebrać wszystkie myśli do kupy, jednak od ich nadmiaru poczuła się słabo. Usiadła na schodach i schowała twarz w dłoniach.
- Jestem taka głupia.. – Skwitowała. Gospodyni odeszła, więc i blondwłosa postanowiła wziąć się za siebie. Wbiegła do mieszkania, zamknęła wszystko na cztery spusty i ruszyła do łazienki. Napełniła wannę po same brzegi i się zanurzyła w gorącej wodzie. Myślała. Intensywnie myślała nad dzisiejszym dniem. Nad swoim zachowaniem. Wszyscy okazują swoją dobroć, a ona zachowuje się jak rozkapryszona księżniczka. Znowu łzy zaczęły spływać po jej bladych policzkach. Nie wiedziała już ile tak leży. Może pół godziny, może godzinę. Nie przeszkadzało jej nawet to, że woda stała się lodowata. Dopiero donośne pukanie do drzwi wyrwało ją z transu. Owinęła się ręcznikiem i niepewnie otworzyła drzwi. – Erza..
- Witaj Lucy. – Szkarłatnowłosa przywitała ją z uśmiechem. Heartfillia już nie wytrzymała. Rzuciła się przyjaciółce na szyję i zaczęła głośno płakać. Tytania bez chwili zawahania, objęła ją mocniej i zaczęła głaskać jej mokre włosy. – Wypłacz się. – Rzuciła.

- Jestem taka beznadziejna. – Rzekła blondwłosa już spokojniej po kwadransie.
- Co Ty mówisz? Dobrze wiesz, że tak nie jest.
- Mogłam nie wracać.. – Szepnęła.
- Nie wracać? – Powtórzyła z nutką złości. Tytania obdarzyła dziewczynę srogim spojrzeniem, ale nie wywołało to na niej żadnego wrażenia. Po tym co dzisiaj przeszła, nawet groźny wzrok Scarlet nie będzie w stanie jej przerazić.
- Dobrze sobie beze mnie radziliście.. byłam tylko kulą u nogi bez magii. W gildii pewnie wszyscy mnie nienawidzą.
- Lepiej mnie nie denerwuj Lucy. – Warknęła. – Co ma znaczyć ‘byłam’? – Ocknęła się po chwili. – Lucy, czy Ty.. – Zaczęła niepewnie. Oczy blondwłosej napotkały wzrok Tytanii. Już wszystko było jasne. – Tak się cieszę! To dlatego zniknęłaś! – Skwitowała po chwili entuzjastycznie.
- Nie mów na razie nikomu o tym, że odzyskałam moc. – Prosiła.
- Dlaczego?
- Bo nie wiem, czy wrócę do Fairy Tail. Jak ja spojrzę innym w oczy.. w oczy Natsu?
- Jak to nie wiesz, czy wrócisz? Ty sobie chyba ze mnie żartujesz? Doprowadź się do porządku i jeszcze dzisiaj idziesz się ze wszystkimi przywitać. – Nakazała.
- Nie. Dzisiaj na pewno nie. Możesz przekazać wszystkim, że wróciłam, ale nie wiem kiedy będą mogli mnie zobaczyć.
- Czemu jesteś taka uparta? – Na to pytanie Heartfillia nic nie odpowiedziała. Przebrała się w piżamę i wskoczyła pod kołdrę.
- Przepraszam Cię Erza. To był dla mnie ciężki dzień. Za dużo emocji jak dla mnie.
- Dobrze, rozumiem. Uciekam już. Wpadnę jutro zobaczyć jak się czujesz.
- Dziękuję Ci.
- Dobranoc Lucy. – Scarlet opuściła mieszkanie przyjaciółki, a ta została sama ze swoimi myślami. Ułożyła się wygodnie i mimo iż tak wiele emocji nią targało, zasnęła.

W gildii.
Drzwi otworzyły się z impetem, a w progu stanęła szkarłatnowłosa.
- Lucy wróciła! – Krzyknęła. Cisza, która nastąpiła w momencie jej wejścia, przerodziła się w wielką euforię wśród obecnych magów.
- Gdzie Ona jest? – Dopytywali się jeden przez drugiego.
- Jest zmęczona. Odpoczywa. Sama nie wie kiedy będzie wstanie się z Wami zobaczyć. – Wytłumaczyła smutno Tytania.
- Dlaczego? Coś jej się stało? – Spytała zmartwiona starsza Strauss.
- Nic strasznego. Po prostu po tym wszystkim.. ciężko jej tutaj przyjść i spojrzeć Wam wszystkim w oczy.
- Idiotka. – Skwitował młody Dreyar. – Najpierw robi, potem myśli.
- Nie mów tak o Lucusi! – Burknęła McGarden. – Na pewno miała powody, by tak postąpić.
- Tak.. – Szepnęła do siebie Scarlet. Mimo tego, że blondwłosa nie zaszczyciła dzisiaj ich swoją obecnością, w gildii panowała wesoła atmosfera. Kamień spadł im z serca, bo członek ich rodziny jest cały i zdrów. Tylko jedna osoba siedziała z ponurą miną przy barze. Różowowłosy chłopak, który wpatrywał się ciągle w jeden punkt i nawet zaczepki maga lodu nie były w stanie zmienić jego obecnego stanu.





Dooobra, końcówka nie wyszła tak jak powinna xD
Nacieszcie się tym co macie ^^ W następnym rozdziale postaram się trochę bardziej, a jak ;P
Mam nadzieję, że się Wam podoba..
Wiecie co? Chciałam zakończyć to opowiadanie na 30 lub 35 rozdziałach, a tu już 37! ;O
Coś jest ze mną naprawdę nie tak! Zaczynam się siebie bać.. serio..

P.S. ja wiem, że nie lubicie Lisanny i w ogóle.. od razu mówię, że nie zamierzam jej uśmiercać ;P nie będę sadystką.. chociaż ona Wam się nie podoba.. i w sumie to mnie tak trochę też ^^


;3 

wtorek, 4 czerwca 2013

36. 765 i zazdrość.

Tak dobrze znała swój cel. Teraz już wiedziała, czego chce. Poddała się tak łatwo i pogodziła z porażką.. z utratą magii. Po dzisiejszym incydencie, wie że musi zrobić wszystko, by na nowo chronić swoich towarzyszy. Jeszcze nie wiedziała, czy się jej uda.. jednak determinacja była większa niż kiedykolwiek.
- Nie pozwolę już nigdy nikogo skrzywdzić. Stanę się silniejsza. – Rzekła już lekko sapając. Biegła tak od kilku minut, a końca drogi nie było widać. Nie przeszkadzało jej nawet to, że już kilka razy zdążyła się potknąć o własne nogi i stoczyć z kilkunastu stopni. Żadne rany na łokciach czy kolanach nie przeszkadzały jej. W końcu światełko. Kąciki ust powoli unosiły się ku górze. Coraz bliżej celu. Coraz bliżej spotkania z matką. Dobiegła do strumienia światła i w momencie pojawiła się tuż przed nieznaną jej rezydencją. Łapczywie czerpała powietrza i usiadła na zielonym trawniku. Rozejrzała się dookoła.
- Layla! – Usłyszała gdzieś z oddali. Zdziwiła się, bo nigdy nie słyszała tego głosu. Wyłoniła się zza krzaka i spojrzała w kierunku, gdzie usłyszała nawoływania. Jej matka wylegiwała się na trawie i patrzyła w niebo, a nad nią stała kobieta, brunetka i z karcącą miną coś do niej przemawiała. Layla podniosła się na łokciach i uśmiechała do kobiety. Po chwili odeszła, a wyraz twarzy matki Lucy zmienił się na smutny.
- Mamo.. – Szepnęła Heartfillia. Podeszła kilka kroków, do wielkiego drzewa. Ku jej nieszczęściu, nadepnęła na gałąź i tym zwróciła na siebie uwagę.
- Kto tu jest? – Layla od razu stanęła na równe nogi, a w ręce dzierżyła jeden ze złotych kluczy.
- Przepraszam.. – Brązowooka wyłoniła się zza drzewa.
- T-ty.. wyglądasz.. jak.. jak.. j-ja.. – Wyjąkała. Lucy uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. – Jak to możliwe? – Spytała już spokojniejszym tonem i podeszła bliżej dziewczyny.
- Dziwnie tak rozmawiać z młodszą wersją mamy.. – Rzekła. Oczy Layli powiększyły się dwukrotnie.
- Mamy?
- Mam na imię Lucy. – Przedstawiła się. Kobieta milczała. Widocznie bardzo zszokowało ją ta wcześniejsza informacja.
- Nic nie rozumiem. – Rzuciła w końcu i upadła na kolana. Lucy usiadła naprzeciwko niej i opowiedziała jej całą swoją historię.

- Czyli, że w przyszłości będę mieć męża i córeczkę. – Uśmiechnęła się.
- To znaczy, że teraz jeszcze jesteś panną? – Zdziwiła się.
- No tak..
- To który jest rok?
- 765.
- Oh.. rozumiem.. – Lucy wyraźnie spochmurniała.
- Coś się stało?
- Ja.. szukam pomocy. Straciłam swoje moce.. jestem bezużyteczna.. chcę chronić moich przyjaciół. – Rzucała chaotycznie płacząc.
- Już dobrze.. pomogę Ci jak tylko mogę.
- Tylko, że ja.. nie wiem jak. Nie wiem w jaki sposób mogę odzyskać swoje moce..
- Coś się wymyśli. Zrobię wszystko.. nawet jeśli ja będę musiała oddać Ci swoją.
- O czym Ty mówisz? – Krzyknęła ze łzami w oczach. Gdy tylko spojrzała matce w oczy, widziała w nich troskę i miłość. Uśmiechała się. W ten sam sposób, w jaki pamiętała.
- Po tym wszystkim, co mi opowiedziałaś.. nie mam wątpliwości, że jesteś moją córką.
- Layla! Gdzie jesteś? – Usłyszały nawoływanie jakieś kobiety.
- Lucy, schowaj się. To moja ciotka. Lepiej żeby Cię teraz nie widziała. – Mówiąc to, popchnęła lekko zdezorientowaną dziewczynę w stronę krzaków i tam się schowała. – O co chodzi, ciociu? – Spytała z uśmiechem.
- Wracaj do domu, zaraz będzie kolacja. – Rzekła kobieta ze srogą moną.
- Dobrze. Zaraz przyjdę. – Brunetka już nic nie odpowiedziała. Odwróciła się na pięcie i weszła do domu. – Możesz już wyjść.
- Co teraz zrobimy? – Spytała Heartfillia, gdy tylko otrzepała się z liści.
- Chodź, pójdziemy w jakieś bezpieczne miejsce. – Mówiąc to, pociągnęła ją za rękę i pobiegły gdzieś w stronę pobliskiego lasu.
- Ale dlaczego? – Pytała po drodze.
- Tutaj nikt nie będzie nam przeszkadzał. Chodź, siadaj naprzeciwko mnie. Zaczynamy. – Zakomunikowała z uśmiechem starsza blondwłosa.
- Zaczynamy? Ale co takiego? – Lucy była wyraźnie zaskoczona takim obrotem spraw.
- Nie zadawaj żadnych pytać. Siadaj i podaj mi ręce. – Rzekła poważnie Layla. Usiadły naprzeciw siebie i chwyciły się za ręce. – Teraz zamknij oczy. – Nakazała. – Skoncentruj się. Otwórz swoje serce. – Dodała. To ten sam głos z wtedy.. To była mama! – Stwierdziła w myślach. Bała się. Czuła jak jej rytm serca nie jest taki sam jak zawsze. Ręce zaczęły się jej pocić. Czuła się dziwnie. Nagle uderzył w nią niesamowity podmuch ciepłego wiatru, a wokół niej i jej matki pojawiła się jakaś złota poświata. Z sekundy na sekundę robiła się coraz bardziej intensywniejsza, aż w końcu pojawiła się wielka kolumna złotego światła, która swoje zakończenie miała gdzieś wysoko nad nimi. Po chwili poczuła jak traci kontakt z rzeczywistością i jakaś nieznana siła odpycha ją od kobiety.

Gdy się obudziła, na niebie lśniło milion gwiazd. Skronie niesamowicie pulsowały i czuła każdy mięsień.
- Co się stało? – Spytała obolała, dotykając jak się okazało rozpalonego czoła. – Mama! – Opamiętała się po chwili. Jednak, jak szybko wstała, tak szybko znów znalazła się na ziemi. Nie miała kompletnie sił. Nogi były jak z waty. Nie miała wyjścia jak poszukanie matki na czworaka. Nawet i ta czynność sprawiała jej trudność. Ręce jej drżały. Ciężko było jej się przemieszczać naprzód. Po wyczerpującym wysiłki, w końcu odnalazła upragnioną osobę. Kilkanaście metrów dalej leżała nieprzytomna blondwłosa. – Mamo.. – Ostatkami sił, potrząsnęła ją za ramiona. Była blada i miała zimne ręce, ale oddychała równomiernie.
- Lucy.. – Usłyszała cichy głos rodzicielki.
- Tak się cieszę.. nic Ci nie jest. – Ucieszyła się szczerze młodsza.
- Twoja moc.. wróciła.. – Rzekła. Źrenice dziewczyny powiększyły się.
- W-wróciła? Ale jak to możliwe? – Spytała niedowierzając.
- Magia płynie z serca. – Skwitowała matka. - W Twoim jest dużo dobroci i miłości. Chcesz pomagać innym, chronić ich. Znów możesz to zrobić. – Uśmiechnęła się delikatnie, a po policzkach Lucy spłynęło kilka łez. Łez szczęścia.

Magnolia. Gildia Fairy Tail.
Drzwi otworzyły się z hukiem, a progu stanął zdyszany czerwonowłosy.
- O to Ty byłeś tutaj dzisiaj z Lucy, prawda? Hmm.. Shiro? – Podeszła do niego jak zwykle uśmiechnięta starsza Strauss.
- L-lucy.. o-ona.. – Zaczął przerażony chłopiec. Serca wszystkich magów jakby zatrzymały się.
- Coś się stało Lucy? – Tuż przed chłopcem pojawił się blady Salamander. Chwycił go za ramiona i lekko nim potrząsnął. Czekał na odpowiedź. – Co się do cholery stało?! – Krzyknął zezłoszczony.
- Natsu, uspokój się! – Zainterweniowała Tytania. – Mów, co się stało. – Rzekła spokojnie do czerwonowłosego.
- Zniknęła. – Rzucił cicho. Jednak i tak wszyscy słyszeli.
- Cholera! – Wrzasnął Dragneel i wybiegł z gildii, a tuż za nim Fullbaster, Redfox, Dreyar, Marvell, McGarden, Scarlet oraz wszystkie Exceedy.
- Odprowadzę Cię do sierocińca. – Zakomunikowała barmanka.
- Ja też chcę jej poszukać. – Rzucił hardo chłopak.
- Na pewno martwią się w Domu Dziecka o Ciebie. Lepiej będzie jeśli tam wrócisz. – Odpowiedziała mu białowłosa i wyszła wraz z nim z gildii.
Magowie rozbiegli się po całej Magnolii w poszukiwaniu przyjaciółki. Każdy w duchu zastanawiał się, dlaczego zniknęła i gdzie mogła teraz być.
- Cholera! – Przeklął różowowłosy po godzinie, gdy zebrali się pod gildią, by podzielić się jakimiś wskazówkami. – Nie wyczuwam nigdzie jej zapachu. Jakby się rozpłynęła.
- Ja tak samo. – Rzekła reszta Smoczych Zabójców.
- Nikt jej nie widział. – Dorzuciła Scarlet.
- LUCY! – Wrzasnął Salamander z rozpaczą, a jej imię echem rozniosło się po uliczkach miasta.

U Lucy.
Od kilku dni przebywała nadal w nie swoich czasach. Powoli wracała do sprawności, gdyż nagły przypływ mocy, osłabił jej ciało. Męczyła ją gorączka i bóle mięśni. Taka była cena za odzyskanie mocy. Była w stanie to znieść. Dla swoich przyjaciół.
Piątego dnia przebywania tam, czuła się już dobrze. Chciała wrócić do swoich czasów. Znów ich zobaczyć. Był oczywiście problem. Mianowicie drzwi i Schody Czasu. Pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie. Uświadomiła sobie, że może jej to zająć nawet kilka tygodni lub nawet miesięcy, by je odnaleźć. Siedziała właśnie na brzegu łóżka w willi ciotki Layli. Jej matka zajmowała się nią przez te dni. Ciotce wytłumaczyła, że znalazła ją nieprzytomną w lesie. Nie odezwała się ani słowem na to.
- Idę się odświeżyć. – Skwitowała blondwłosa i weszła do łazienki. Ku jej zdziwieniu, gdy tylko przekroczyła próg zrobiło się ciemno, a pod stopami wyczuła stopień. – Niemożliwe.. – Szepnęła. Mimowolnie uśmiechnęła się i nim zatrzasnęła za sobą drzwi, dodała: - Dziękuję mamo. Za wszystko. – I pobiegła przed siebie. Kwadrans później znalazła się w Smoczym Dworze. Wyszła tymi samymi drzwiami, którymi przyszła. Przed nią stał z wiecznie grobową miną lokaj. – Emmm..? Dzień dobry? – Podrapała się nerwowo po głowie i uśmiechnęła do mężczyzny. Ten w odpowiedzi tylko prychnął pod nosem. – Przepraszam za zamieszanie. Już mnie tu nie ma. – Rzuciła szybko i wyminęła lokaja.
- Tak szczerze powiem, to po tak długim czasie aż zacząłem zapominać, kto tutaj wszedł.
- Po tak długim czasie? – Blondwłosa zatrzymała się na chwilę. – Jak długo mnie nie było? – Spytała niepewnie.
- Pięć miesięcy.
- T-to niemożliwe..
- Schody Czasu działają w różny sposób.. Czasami kilka dni spędzonych tam odpowiada kilku miesiącom tutaj, a czasami kilka miesięcy tam, odpowiada kilku dniom tutaj lub nawet godzinom.
- Cholera.. – Przeklęła pod nosem i nie czekając już na żadne wyjaśnienia, wybiegła z Dworu i udała się do łodzi. Szybko przebierała wiosłami, by jak najszybciej dostać się do Magnolii i wytłumaczyć im swoją nieobecność. Znów przysporzyła im zmartwień. Przeklinała się za to w myślach. Gdy już dotarła na ląd, pędem ruszyła na stację i ostatnim pociągiem dostała się do centrum. Teraz będzie normalnie. Musi tak być. W końcu była coraz bliżej gildii. Zdyszana stanęła przed głównymi drzwiami, by złapać trochę powietrza. Nic się nie zmieniło. W środku jak zawsze było gwarno i śmiesznie. Połowa drzwi była uchylonych. Niepewnie wyjrzała zza nich i rozglądnęła się po wnętrzu. Przy barze siedzieli jej przyjaciele. Uśmiechnęła się delikatnie na ten widok.
- Mira, biorę tę misję. – Usłyszała głos Salamandra. Wydawało jej się, że był taki chłodny.
- Oczywiście. – Rzuciła barmanka.
- Natsu, idę z Tobą. – Ni stąd ni zowąd pojawiła się młodsza Strauss i chwyciła chłopaka za ramię. Uśmiechnął się do niej czule. Heartfillia poczuła ból w klatce piersiowej, a jej oddech przyspieszył. Po policzku spłynęła łza. Potem kolejna i następna.
- Niepotrzebnie wracałam.. – Szepnęła do siebie i odeszła od drzwi.

Poczuł coś. Ten zapach. Ten głos. Instynktownie spojrzał w kierunku drzwi. Nie widział tam nikogo. By mieć pewność, wyszedł z budynku i rozglądnął się dookoła. Definitywnie ktoś tutaj był. To była Ona. Był pewien, ale dlaczego nie weszła do środka? Zadawał sobie w głowie to pytanie. Spojrzał na mokre ślady, które znajdowały się tuż pod nim. To łzy. Wytężył swój zmysł.
- Lucy!


Taaa dam~ !
Ahh.. chyba kolejny rozdział, z którego jestem dumna.. ale tylko od drugiej jego połowy ^^
No i nawet boląca od samego rana głowa nie przeszkodziła mi w napisaniu rozdziału ;P ale było ciężko.. uff..
I znowu muszę chyba dać Ci dedykację, moja osobista motywacjo: Mavis.~  ;*
O i P.S. nie zjedzcie mnie za ten wątek z Lisanną, bo naślę na Was wyżej wymienioną.. Yohohohohoho ;D

Buźka Mordki <3

poniedziałek, 3 czerwca 2013

35. Wycieczka i narzeczona.

Wieczorem blondwłosa postanowiła odwiedzić gildię. Odkąd zaczęła pracować w sierocińcu, przebywała tam co jakiś czas. Wtedy, gdy nie odczuwała zmęczenia albo gdy po prostu chciała wszystkich zobaczyć. Mimo późnej pory, wszyscy magowie znajdowali się w gildii. Każdy przywitał ją z szerokim uśmiechem. Nie mogła tego nie odwzajemnić. Podeszła do baru, gdzie siedziało kilku magów.
- Cześć wszystkim. Miruś, mogę prosić o coś do picia? – Spytała, dosiadając się.
- Hej Lucy. – Odpowiedzieli chórem. Starsza Strauss od razu podała jej chłodny napój.
- Jak po pracy? – Zagadnął ją pierwszy młody Dreyar.
- Z każdym dniem coraz lepiej. Dzieciaki są cudowne. Niektóre bardzo pomagają, co mnie bardzo cieszy.
- Nie przemęczasz się za bardzo? – Wtrącił się Salamander.
- Czasem odczuwam to zmęczenie, jednak nie chcę narzekać. Lubię tą pracę. A zmieniając temat: co tutaj się dzieje?
- Każdy goni co chwilę na misję. Levy nadal szuka sposobu, by Ci pomóc, dziadek prosi Porlyusicę każdego dnia o jakieś wskazówki.. z marnym skutkiem. – Odpowiedział jej blondyn.
- Nadal się tym przejmujecie? Od miesiąca przejmujecie się moim stanem zamiast zająć się własnymi sprawami. Nie widzicie, że to bez sensu?
- Bez sensu?! – Uniósł się Dragneel, przez co oberwał w ramię od starszego kolegi. – Trzeba mieć nadzieję. – Dodał normalnym, spokojniejszym tonem.
- Dzięki za Wasze wsparcie i dobre chęci, ale już nic nie możecie z tym zrobić. A teraz wybaczcie. Idę do domu. Dobranoc. – Rzuciła z uśmiechem i nie czekając na jakieś gesty członków, wyszła. Po kwadransie znalazła się już w mieszkaniu. Wszystkie emocje opadły, gdy tylko wskoczyła do wanny z gorącą wodą. Po kąpieli, przebrała się w swoją ulubioną piżamę i udała się w krainę snów.

Rankiem obudziło ją ćwierkotanie za oknem. Z uśmiechem wstała z łóżka i wykonała poranne czynności. Na szybko przygotowała sobie śniadanie i wybiegła z mieszkania. Po drodze jednak natknęła się na niebieskowłosą przyjaciółkę.
- Lucuś! – Uśmiechnęła się szeroko McGarden.
- Miło Cię widzieć Levuś.
- Mam dobre wieści. Prawdopodobnie znalazłam jakiś sposób na odzyskanie Twoich mocy. – Rzekła z jeszcze większym uśmiechem. – Co prawda, jeszcze nikt go nie zastosował, ale spróbować można.
- Nie chcę sobie robić złudnych nadziei. Przepraszam Cię Levuś, spieszę się.
- Przynajmniej wysłuchaj jaki to sposób. – Prosiła.
- No dobrze. – Westchnęła. – Przyjdę dzisiaj do gildii to wszystko mi wytłumaczysz. – Uśmiechnęła się delikatnie. – Dozobaczenia! – Krzyknęła na odchodne. Po kilku minutach wbiegła do budynku, gdzie przywitano ją z szerokim uśmiechem.
- Dzień dobry! – Krzyknęły naraz wszystkie dzieci.
- Dzień dobry Kochani. – Odpowiedziała, gdy już wyregulował się jej oddech.
- Lucy, mam prośbę. – Rzekła od razu starsza kobieta.
- Słucham, o co chodzi?
- Czy mogłabyś wyjść dzisiaj z bliźniakami na zakupy? Rosną jak na drożdżach.
- Nie ma problemu Pani Takase. Chętni z nimi wyjdę. – Widząc smutny wzrok czerwonowłosego chłopca, szybko dodała: - A czy mogę zabrać też Shiro?
- Oczywiście. – Odpowiedziała z uśmiechem. Blondwłosa podeszła do chłopca i przeczesała mu włosy.
- Zaraz wychodzimy. Idę po Shoutę i Koutę. – Zakomunikowała i poszła po bliźniaki. Heartfillia wzięła jednego na ręce, a drugim zajął się jej dzisiejszy pomocnik.

Słońce świeciło od samego rana, co tylko wprawiało w dobre samopoczucie mieszkańców Magnolii. Blondwłosa wraz z Shiro od kilku godzin chodzili po sklepach, by znaleźć jakieś ubrania dla bliźniaków. Jednak jak się okazało, mimo swojego młodego wieku są już bardzo wybredni. (No to powodzenia w szukaniu dziewczyn chłopaki ;P) Ku ich uciesze w końcu udało im się odnaleźć sklep z ubraniami, z których byli zadowoleni.
- Bardzo jesteście zmęczeni? – Spytała, gdy wyszli ze sklepu.
- Nie bardzo. – Odrzekł czerwonowłosy, a bliźniaki przecząco pokręciły głową.
- Dobrze. – Uśmiechnęła się. – Zabieram Was w takim razie w pewne miejsce. – Rzekła tajemniczo, a trzem młodym mężczyznom aż z wrażenia zaświeciły się oczy. Po kwadransie stanęli przed wspomnianym przez dziewczynę miejscem. – Cześć wszystkim! – Krzyknęła wesoło, wprowadzając za sobą małych gości. Oczy wszystkich skierowały się właśnie w ich stronę. – Nie bójcie się, to moi przyjaciele. – Szepnęła do chłopców z uśmiechem.
- Wycieczka? – Tuż przed nimi pojawiła się starsza Strauss ze swoim firmowym uśmiechem.
- Tak jakby. Rano widziałam się z Levy i obiecałam jej, że się zjawię. – Wytłumaczyła brązowooka.
- Ah tak. Wspominała coś. Miło mi Was poznać. Jestem Mira. – Uśmiechnęła się przyjaźnie do wystraszonych bliźniaków. Od razu przypadła im do gustu. (No kto by pomyślał? ^^) Wyszli zza blondwłosej i podeszli kilka kroków do barmanki.
- Jakie słodkie bliźniaki! – Krzyknął ktoś z tłumy i większość damskiego grona ‘rzuciło’ się na nich. Co więcej, bliźniaki nie protestowały. Uśmiechali się szeroko do swoich ‘niań’.
- No to Kouta i Shouta sprzedani. – Skwitowała Heartfillia. – A Ty Shiro? Chcesz zwiedzić gildię, czy… - Nie musiała kończyć. Czerwonowłosy chwycił ją mocno za rękę i nic nie wskazywało na to, że chce ją puścić. Uśmiechnęła się tylko delikatnie pod nosem i ruszyła w poszukiwaniu McGarden.
- O, nowy chłopak? – Rzucił młody Dreyar z chytrym uśmieszkiem.
- A owszem. – Odgryzła mu się równie żartem.
- Hej młody! Nie pozwalaj sobie! – Warknął różowowłosy, który w momencie znalazł się przed nimi.
- Natsu, no co Ty? Jesteś zazdrosny? – Spytała blondwłosa, uśmiechając się szeroko.
- C-co? Łapy precz od Lucy! – Powtórzył znowu Salamander.
- Bo co? – Burknął czerwonowłosy, patrząc na niego groźnie. Magom Fairy Tail widocznie podobała się ta scena, bo w ciszy i z szerokimi uśmiechami, przypatrywali się jej. – To moja narzeczona. Poszukaj sobie innej. (Yohohohohoho ;D płaczę ze śmiechu normalnie! ^^) – Rzucił po chwili, co wywołało falę śmiechu wśród magów, a nawet blondwłosa zaczęła się śmiać. Dragneel tylko zacisnął pięści i spłonął delikatnym rumieńcem.
- No to Ci młody dogadał. – Laxus poklepał chłopaka po plecach i tak samo jak reszta, zaczął się śmiać. – Masz konkurencję. – Dodał między salwami śmiechu.
- Odwal się. – Syknął i spojrzał na młodego ‘rywala’. – Jesteś za młody by mieć narzeczoną.
- A Ty za głupi.
- Ty mały skur~.. (Wiem.. pewnie teraz wszyscy mają w głowie TEN brzydki wyraz, ale akurat chodzi mi tutaj o słowo ‘skurczybyku’ ^^)
- Natsu! – Warknęła blondwłosa po chwili poważniejąc.
- To on zaczął! – Bronił się Smoczy Zabójca.
- To Ty zacząłeś głupku! – Krzyknął młody.
- Shiro, dosyć. To niegrzeczne tak mówić. – Skarciła go brązowooka.
- Przepraszam Lucy. – Rzekł w jej stronę ze smutną miną. – Ale Ciebie nie przeproszę. – Mówiąc to, pokazał Dragneelowi język, co go jeszcze bardziej zdenerwowało. Jeszcze przez dłuższy czas wymieniali się nienawistnymi spojrzeniami.
- Wyluzuj Natsu. – Zainterweniował blondyn, kładąc mu na ramieniu rękę.
- Widzieliście Levy? – Spytała w końcu blondwłosa, zmieniając temat. W końcu to po to tutaj właśnie przyszła.
- Jest w bibliotece. Czeka na Ciebie. – Odpowiedział jej Redfox, który zjawił się niewiadomo skąd. Heartfillia wraz z Shiro udali się tam, zostawiając ucieszonych bliźniaków wśród przybranych cioć.

Jak się okazało, sposób który Levy przedstawiła Lucy był bardzo ryzykowny, niebezpieczny. Wiązał się z tym, że jeżeli odzyska moc, jej życie może skrócić się aż o siedemdziesiąt procent. Heartfillia z uśmiechem podziękowała za dobre chęci. Odmówiła i razem z podopiecznymi wyszła z gildii, kierując się prosto do Domu Dziecka.
- Proszę, proszę. Kogóż tutaj mamy? – Usłyszeli nagle za sobą. Nim Heartfillia zdążyła cokolwiek zrobić, Shiro ruszył na osiłka z pięściami. Został jednak szybko przez niego odepchnięty, przez co upadł na ziemię i odniósł niewielkie obrażenia.
- Shiro! – Krzyknęła przerażona blondwłosa i podbiegła do chłopaka, pomagając mu wstać. Schowała za sobą i jego i bliźniaki. – Shiro, weź Koutę i Shoutę i ukryjcie się. Zaraz do Was dołączę. – Nakazała.
- Ale.. – Zaczął czerwonowłosy.
- Żadnego ‘ale’! Zabierz ich i uciekajcie! Najlepiej od razu do sierocińca! – Chłopak, choć niechętnie, skinął głową i wziął bliźniaki za rączki i uciekł. – Teraz możemy walczyć. – Rzekła, gdy już chłopcy się oddalili.
- Walczyć? A co Ty możesz mi zrobić? – Prychnął.
- A na przykład to! – Heartfillia wzięła do ręki starą parasolkę, która leżała niedaleko kosza na śmieci i zaczęła nim wymachiwać. Na jej szczęście udało się zranić przeciwnika, ale jej rany były większy, bowiem mężczyzna miał nóż.
- Pomocy! – Krzyknęła jakaś obca kobieta, która widziała całe to zajście, a napastnik uciekł w popłochu. Heartfillia z krwawiącym ramieniem pobiegła od razu do Domu Dziecka. Gdy już tam dotarła, okazało się, że Shiro dokładnie wszystko opowiedział.
- Przepraszam.. tak bardzo przepraszam.. – Rzekła smutno, zaciskając mocniej rękę na krwawiącym ramieniu.
- Nie przepraszaj Lucy. To nie Twoja wina. Ważne, że nikomu nie stało się nic poważniejszego. Chodź, opatrzę Twoje ramię. – Rzekła Pani Takase i zaprowadziła blondynkę do swojego gabinetu. – Shiro, przypilnuj na chwilę dzieci. – Rzuciła przez ramię do chłopca, na co ten zgodził się skinięciem głowy.

Do końca dnia blondwłosa milczała. Ze smutną miną siedziała na ziemi, a obok niej zmartwiony stanem dziewczyny Shiro.
- Lucy, nie martw się. – Próbował ją pocieszyć czerwonowłosy. Uśmiechnęła się blado. Wiedział jednak, że nie jest to szczery uśmiech. Podniósł się trochę i ucałował policzek brązowookiej, na co ta lekko się zdziwiła. (Kyaa.. a jak dla mnie było to przekochane! <3)
- Dziękuję Shiro. – Odpowiedziała po chwili. Jestem beznadziejna. – Rzekła w myślach.
- Nie da się cofnąć czasu. – Dodał chłopak. Po tych słowach, wpadł jej do głowy pewien pomysł. Szybko wstała, przytuliła chłopaka i wybiegła z budynku. Od razu ruszyła w kierunku stacji. Na jej szczęście złapała ostatni pociąg kierujący się w stronę obrzeży Magnolii. Gdy już wyszła z maszyny, pobiegła do portu, wypożyczyła łódź i popłynęła na wyspę Lotus. Nie tracąc ani chwili, szybko zacumowała łódź i ruszyła w kierunku Smoczego Dworu. Zdyszana, zastukała kilkakrotnie kołatką, a po chwili drzwi otworzył jej znajomy lokaj.
- Skądś Panią znam. – Rzucił zaskoczony obecnością dziewczyny.
- Dobry wieczór. Przepraszam, że przeszkadzam, ale potrzebuję pomocy. – Touma wpuścił ją do środka. – Muszę skorzystać ze Schodów Czasu. – Dodała ciszej i nie czekając na jakiekolwiek słowa ze strony mężczyzny, udała się do zachodniego skrzydła.
- Co Pani robi? – Spytał wyraźnie zaciekawiony a zarazem przejęty nieznanym zamiarom blondwłosej, gdy dogonił ją przed samymi drzwiami.
- Proszę się o mnie nie martwić. – Rzuciła z uśmiechem. Otworzyła drzwi i szybko je zamknęła czując pod stopami pierwszy stopień. – Mam nadzieję, że mi pomożesz.. mamo.. – I wbiegła w głąb ciemnego pomieszczenia.



Dam dam dam ~ !
Niespodziewany zwrot akcji, prawda? Nie było tego w planach ^^ Wszystko dzięki czytelniczce Marcie!
Kochana, dziękuję! Dodałaś mi weny xD To dla Ciebie ten rozdział ;*
Ahh.. ręka mnie boli, ale było warto to napisać ^^
Jestem z siebie mega dumna! Jak nigdy!

Miłego czytania Mordki moje! <3

A i P.S. Yoruichi Yo: Pod ostatnim rozdziałem dodałaś komentarz, że Shiro wyzna pierwszy miłość Lucy.. wiesz co sobie wtedy pomyślałam? Że jesteś chyba jakimś jasnowidzem normalnie.. Gdy umieściłam właśnie postać czerwonowłosego w tym opowiadaniu, miałam to zrobić.. no a w dzisiejszym rozdziale to tak prawie to zrobił ;P ;*

niedziela, 2 czerwca 2013

34. Czerwony i biały.

- Cześć. – Odezwała się po chwili z uśmiechem.
- Cześć. – Burknął pod nosem, nie odwracając się do niej.
- Jestem Lucy. Właśnie zaczynam tutaj pracę. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
- Przyjaźń? – Powtórzył cicho. – Nie jestem dobrym materiałem na przyjaciela.
- Co Ty pleciesz? Wyglądasz sympatycznie. – Po tych słowach, odwrócił się w jej stronę. Patrzyła na niego. Z uśmiechem. Nie bała się tych czerwonych oczu, które w momencie odzyskały swój blask.
- To.. nieprawda. – Spuścił głowę i wbił wzrok w ziemię. Blondwłosa westchnęła. Eh.. co za ciężkie dziecko.. Długa droga przed nim.. i przede mną... – Pomyślała. Czerwonowłosy wrócił do wcześniejszej pozycji. Podciągnął kolana pod brodę i objął je.
- Też byłam kiedyś samotna. – Zaczęła. Chłopak kątem oka spojrzał na nią. Uśmiechała się delikatnie. – Widzisz.. gdy miałam dziesięć lat.. uciekłam z domu. Właśnie przez samotność. Moja matka zmarła, a ja nie czułam wsparcia ze strony ojca. Czułam się niepotrzebnie, więc odeszłam. Znalazłam dom u pewnej rodziny. Tam mieszkałam dziesięć lat. Nie czułam się już tak samotnie, bo wiedziałam, że jest przy mnie ktoś, komu nie przeszkadzam. Później dołączyłam do Fairy Tail. I wiesz co? To była jedna z moich najlepszych decyzji w życiu.. tam poczułam, że w końcu żyję. Tam odkryłam smak przyjaźni, miłości, oddania..
- Dlaczego więc teraz Cię tam nie ma? – Spytał wyraźnie zaciekawiony tą historią.
- Podczas ostatniego napadu na Magnolię przez smoka.. straciłam swoją magię. Dla przyjaciół i dla mieszkańców. Chciałam ich chronić. Teraz nie mogę wykonywać misji, ale za to mogę pracować jak zwykli ludzie.. dlatego jestem tutaj.
- Czemu akurat tutaj? W tym miejscu? W miejscu, gdzie jest tylko ból i smutek?
- Oprócz Ciebie, nie widzę tutaj żadnego smutnego dziecka. – Rozglądnęła się dookoła pomieszczenia, gdzie każde z dzieci bawiło się w najlepsze z kimś. – Widzisz?
- Dlaczego akurat Dom Dziecka? Czego ode mnie chcesz?
- Każdy potrzebuje kogoś do towarzystwa. Wystarczy, że zdobędziesz jednego prawdziwego przyjaciela, a świat wydaje Ci się piękniejszy. – Uśmiechnęła się delikatnie do chłopca. To chwyciło go za serce. Jej uśmiech, jej słowa. Nikt jeszcze nie był tak miły dla niego.. przynajmniej dawno nie odczuwał czegoś takiego. – Nie bój się otworzyć na innych ludzi. Jeśli coś Ci się nie udaje, rób to od nowa.. aż do skutku.
- Nie boisz się mnie?
- Dlaczego bym miała? Nie zrobiłeś mi nic złego. Nie oceniam ludzi po wyglądzie, a po tym, jakie mają serca. Twoje jest dobre, ale zagubione.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Znam się na ludziach. Każdy człowiek zasługuje na odrobinę miłości. – Puściła mu oczko i chwyciła za rękę. – To co? Mogę być Twoją pierwszą przyjaciółką?
- Przyjaciółką? – Powtórzył niedowierzając.
- Tak. To jak? – Oczy chłopaka zabłysły, a na usta wkradł się pierwszy od dłuższego czasu szczery uśmiech.

W gildii. Wieczór.
- Cholera.. już tak późno, a po Lucy ani śladu. – Denerwował się Salamander. Irytowało go dosłownie wszystko. Gdy tylko ktoś chciał do niego podejść, zagadać, wymierzał mu cios w szczękę.
- Opanuj się Natsu. – Starał się go uspokoić młody Dreyar, który to już nie mógł znieść jego ciągłego marudzenia.
- A jeśli coś jej się stanie? Nie używa magii..
- To wtedy będzie po niej. – Odpowiedział mu lekko zdenerwowany.
- Coś Ty powiedział? – Dragneel chwycił go za koszulę i spojrzał na niego wściekły.
- Niepotrzebnie panikujesz. Nawet bez magii jest silna. Uspokój się w końcu! – Warknął na niego i posadził na krześle obok. – Posłuchaj teraz uważnie.. Lucy nie chce byśmy traktowali ją jak jakąś ofiarę losu, swoim zachowaniem pogarszasz tylko sprawę. Zobaczysz, jak tak dalej będziesz robił, zamknie się w sobie.. stracimy ją.. Ty ją stracisz. (Polać Laxusowi za taką gadkę! ^^) – Widocznie te słowa podziałały na chłopaka. Opuścił głowę i bezszelestnie wyszedł z gildii. Szedł przed siebie.. jak się później okazało, nogi zaprowadziły go pod dom blondwłosej. Spojrzał w górę. Okno było zamknięte. Światło się nie paliło. Z westchnięciem usiadł na schodach przed głównym wejściem i postanowił poczekać na przyjaciółkę.
Pół godziny później pojawiła się wyczekiwana przez niego osoba.
- Dobry wieczór Natsu. – Odezwała się pierwsza.
- Hej.. Lucy.. – Odpowiedział jej jakby niepewnie. Stali tak w ciszy przez dłuższy moment, wymieniając się smutnymi spojrzeniami.
- Wejdziesz na górę? – Uśmiechnęła się jak zawsze, co go podbudowało. Skinieniem głowy zgodził się i udał się za nią do mieszkania. – Napijesz się czegoś? Zjesz coś?
- Nie, dzięki.
- Jesteś chory? – Przestraszyła się nie na żarty i podeszła do chłopaka. Dotknęła jego czoła. – Nie masz gorączki. – Stwierdziła. – Boli Cię coś? – Spytała po chwili z troską.
- Serce.
- O czym Ty znowu mówisz Natsu?
- Przepraszam. Nie chcę Cię stracić przez moje głupie zachowanie. – Usiadł na brzegu łóżka, a Heartfillia podążyła za nim. Chwyciła go za rękę.
- Bez względu na to, co postanowię.. co dalej będzie ze mną.. będziesz mnie wspierał?
- Będę. Na pewno. Sam też stanę się silniejszy, żeby.. – Widząc jej karcący wzrok, zamilkł. – Okej..
- Jeśli chcesz być silniejszy.. to nie dla mnie, ale dla innych. Dla mnie już Wasze wsparcie jest siłą. – Dragneel nic nie powiedział. Uśmiechnął się szeroko do dziewczyny, na co ta odpowiedziała tym samym. Zapadła cisza, którą za żadne skarby nikt nie chciał przerywać. Jednak jak na złość, przez okno wleciał zdenerwowany niebieski Exceed.
- Naaaatsuuuu! – Wtulił się mocno w tors chłopaka.
- Happy? Co się stało?
- Dlaczego mnie zostawiłeś?!
- Wybacz Happy.. chciałem porozmawiać z Lucy i ją przeprosić. – Latający przyjaciel spojrzał na przyjaciela i na blondwłosą, która posłała mu delikatny uśmiech.
- Wy się lllllllubicie. – Mruknął na swój sposób i zakrył łapkami pyszczek. Przyjaciele spojrzeli po sobie i spłonęli delikatnymi rumieńcami, po czym zaczęli się śmiać.
- To my już pójdziemy, prawda Happy? – Odezwał się Salamander i wstał z łóżka.
- Aye! Kto ostatni w domu ten robi kolację! – Krzyknął i tyle go widzieli. Różowowłosy nadal stał w pokoju dziewczyny.
- Nie biegniesz? – Rzuciła.
- Ten jeden raz dam mu wygrać. Chcę jeszcze przez chwilę z Tobą pobyć. (Kyaa.. zaraz się chyba rozpuszczę.. *o*)
- Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć? – Spytała poważnie.
- Dobranoc Lucy. – Szepnął jej do ucha, po czym musnął delikatnie jej wargi i wyskoczył przez okno. Heartfillia w pozytywnym szoku aż zapomniała języka w buzi. Chwyciła się za muśnięte wargi i uśmiechnęła się. Trwała tak kilka minut nim się całkowicie opamiętała. Wstała z łóżka i pognała wprost do łazienki. Pół godziny później wyszła z niej odprężona i nadal uśmiechnięta. To był jeden z najmilszych dni w jej życiu. Rzuciła się na łóżko i przykryła kołdrą. Zasnęła.

Miesiąc później.
Heartfillia każdego dnia od rana do wieczora siedziała w Domu Dziecka. Już kolejnego dnia, odkąd ją zatrudniono, zyskała sympatię młodszych. A chyba najbardziej czerwonowłosemu chłopakowi, który to nie odstępował jej na krok. W żadnym wypadku jej to nie przeszkadzało. Cieszyła się, że się z nią zżył.. że mogła zostać jego pierwszą prawdziwą przyjaciółką.
- Shiro? Mógłbyś mi pomóc? – Spytała trzymając w rękach trzyletnie bliźniaki – Koutę i Shoutę. (Hy hy ^^) Nim ten zdążył jej cokolwiek odpowiedzieć, wcisnęła mu w ręce jednego z bliźniaków. – Zajmij się nim przez chwilę. To już ich pora drzemki, a nie dam rady sama ich uśpić, bo Pani Takase wyszła. – Widziała na jego twarzy niepewność. Bliźniak, którego trzymał na rękach, przypatrywał się mu uważnie. – Uśmiechnij się do niego. – Rzuciła cicho w kierunku chłopaka. Jak powiedziała, tak zrobił. Ku jego zdziwieniu, dziecko oddało gest i chwyciło go za włosy.
- Ałć. – Jęknął cicho. Nie chciał wystraszyć dziecka, jednak w kącikach jego oczu pojawiły się łzy. Spanikował. – Co robić? Co robić? – Blondwłosa widząc całą tą sytuację, już chciała zainterweniować, jednak zobaczyła jak chłopak z uśmiechem na twarzy, kładzie malucha na ręce i zaczyna nim kołysać, śpiewając cicho jakąś piosenkę. Pomieszczenie, w którym przebywali było wypełnione kilkunastoma dziećmi. Było gwarne, ale gdy tylko czerwonowłosy zaczął śpiewać, zrobiło się cicho. Jego głos był tak miły, kojący, że chciało się go słuchać non stop. Z wyglądu może odstraszał, jednak gest, który właśnie wykonał, zrobił wrażenie na każdym z tam obecnych. Po kilku minutach, bliźniak zasnął a on delikatnie ułożył go w łóżeczku obok brata. Heartfillia podeszła do chłopca.
- To było piękne Shiro. Masz wspaniały głos. – Zachwycała się.
- To plawda! – Dopowiedziała pięcioletnia dziewczynka.
- Zaśpiewaj coś jeszcze. – Rzuciło kolejne dziecko.
- J-ja.. – Zaczął się jąkać, a na jego policzki wkradły się rumieńce.
- Może później. – Wtrąciła blondwłosa. – Shiro na pewno chciałby odpocząć. – Dodała. Ten pokiwał twierdząco głową, a dzieci rozeszły się i wróciły do wcześniejszych czynności. – To było naprawdę niesamowite. Masz dar. – Rzekła, gdy została sama z chłopakiem.
- Dar?
- Przemawiasz do serc innych śpiewem. Spójrz tylko, jak Cię słuchali. Byli zachwyceni i oczarowani.
- Masz rację. – Uśmiechnął się.
- Mogę Cię o coś spytać?
- O wszystko..
- W sumie to sama nie wiem, czy powinnam.. – Spojrzała na niego. Widziała na jego twarzy skupienie i powagę. – Nie wiesz dlaczego rodzice nadali Ci takie imię?
- Istnieją dwie wersje..
- Aż dwie?
- Urodziłem się w dzień, gdy z nieba zaczął padać pierwszy śnieg. Mama była pewna, że będę miał taki kolor włosów.
- A druga wersja?
- Podobno miałem białe włosy.. jednak w dzień, gdy zmarli moi rodzice, zrobiły się koloru czerwonego.
- Wierzę tej pierwszej wersji. Drugą wymyślili pewnie jacyś ludzie.
- Kto tam wie.. teraz już nic z tym nie zrobię. Nie chcę też zmieniać tego imienia, skoro moi rodzice mi go nadali.
- Bardzo ich kochałeś..
- Najbardziej na świecie. Miałem tylko ich przez kila lat. – Po jego policzkach spłynęło kilka łez. Brązowooka podeszła do niego i mocno przytuliła.
- Już nie jesteś sam. Ja zawsze będę przy Tobie.
- A co jeśli uda Ci się odzyskać moc? Wtedy opuścisz Dom Dziecka.
- Co Ty mówisz? Nawet jeśli coś takiego się wydarzy, nie mam zamiaru stąd odchodzić. Pokochałam to miejsce. Pokochałam Was wszystkich.





I jest.. cóż.. powiem szczerze, że miałam Wam go dodać wczoraj na Dzień Dziecka, jednakże przez wzgląd na pewne okoliczności.. a mianowicie na to, że czytałam Dangeki Disy <3 nie dokończyłam rozdziału, więc wklejam go dzisiaj ^^ abyście mieli coś na koniec tego tygodnia :D

Buziaki :*