piątek, 25 lipca 2014

Panie i Panewki!

czy jakoś tak to szło..
Już daaawno temu powinnam to napisać a nie zbywać Was postami, że żyję..

ZAWIESZAM!

Serce mnie boli jak piszę to słowo i w ogóle jak o tym pomyślę, ale cóż.. nie oszukujmy się.. albo ja nie będę się oszukiwać. Wypalam się twórczo.. :(
Mam tylko, pożal się Boże, niecałą połowę nowego rozdziału, który piszę już kilka miesięcy i nie zapowiada się, bym szybko go skończyła..
Bardzo Was przepraszam i dziękuję za miłe słowa i mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętacie ;)

No nie przedłużajmy.. miłych wakacji życzę każdemu z osobna, pełnych przygód i dobrych wspomnień :*
Całuję i ściskam każdego z osobna ;3

Do usłyszenia ^^

czwartek, 12 czerwca 2014

Żeby nie było..

.. ja żyję!
Miewam się nieźle, ale brak czasu i weny by skończyć kolejny rozdział xD
Z Waszymi opowiadaniami jestem na bieżąco mówię od razu! ;*
Czemu nie komentuję? Też brak weny, ale wspieram Was całym serduszkiem i przesyłam multum weny, byście tworzyli dalej, bo jesteście świetni :D

Takie małe krótkie ogłoszenie ^^
I co jeszcze..
Witam nowych czytelników i mam nadzieję, że Ci stali bywalcy jeszcze o mnie nie zapomnieli i tu jeszcze zaglądają xD

Trzymajcie się Dzióbki moje, buziaki!
Będę tu w niedługim czasie ;3

niedziela, 9 marca 2014

73. Oddalenie i straty.

Mijały dni. Gildia jak zawsze była pełna życia. Erza z Jellalem postanowili zostać w Magnolii na pewien czas. Najlepiej im było wśród przyjaciół z gildii. Lucy po skończonych próbach wróciła do normalnego trybu życia. Jednakże według niektórych osób, zmieniła się. Oddaliła się od Smoczego Zabójcy. Mało przebywała w gildii.
- Chcę nadrobić stracony czas z dzieciakami z Domu Dziecka. – Wytłumaczyła barmance, która niepokoiła się o przyjaciółkę. – Przez te próby, nie odwiedzałam ich. Czuję się z tym źle, bo w pewnym sensie byłam za nich odpowiedzialna.
- Teraz rozumiem. Jednakże Lucy.. – Zawahała się Mirajane. – Co z Natsu?
- A co ma być?
- Oddaliliście się od siebie.
- Nie Mira, to nie tak.. – Westchnęła głęboko i oddaliła się od baru.
- Hej Lucy! – Usłyszała dobrze znany jej głos. – Idziemy na jakąś misję? – Chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha, podniecony na samą myśl.
- Pójdziemy, ale następnym razem. Wybacz, muszę iść do Domu Dziecka. Obiecałam to dzieciom.
- A-ale.. – Jąkał się chłopak. Było mu przykro. (No chodź Skarbie, przytulę Cię >.<)
- Pa Natsu. – Ucałowała delikatnie jego policzek i wybiegła z gildii. Zauważył, że Mira woła go do siebie. Niechętnie podszedł do niej.
- Co się dzieje? – Spytała prosto z mostu.
- Sam chciałbym to wiedzieć. Unika mnie.
- Walcz o nią, bo inaczej na zawsze ją stracisz.
- Nie ma takiej opcji. Nie pozwolę jej odejść.
- To wiesz co masz robić? – Natsu uśmiechnął się chytrze pod nosem i kiwnął twierdząco głową.
- Ale się napaliłem! – Wrzasnął po chwili na cały głos, zwracając uwagę wszystkich zgromadzonych, po czym wybiegł z gildii.

Była w Domu Dziecka. Cieszyła się każdą sekundą spędzoną z tymi istotami, które potrzebują ciepła i miłości. Shiro, z którym to zaprzyjaźniła się pierwszego dnia jak dostała tam pracę, znacznie podrósł i zmężniał. Wziął na siebie odpowiedzialność jako jednego z najstarszych wychowanków i pomaga w zabawianiu tych młodszych. Kouta i Shouta – najmłodsze bliźniaki, mieszkające w Domu Dziecka zmienili się nie do poznania. Jak na te parę tygodni nieobecności Heartfilli stali się niezwykłymi łobuzami.
- Kouta! Nie ciągnij Yuulin za włosy! Shouta, przeproś Ryuu za złamanie jego ulubionej kredki! – Blondwłosa miała ręce pełne roboty z tymi dwoma. Gdy jednego złapie na ‘gorącym uczynku’, to drugi ucieka. – Nie wytrzymam zaraz z wami.. – Szepnęła pod nosem na skraju wytrzymałości. – Pani Takase.. niech Pani szybko wraca.. – Usłyszała otwierające się drzwi. Pełna nadziei spojrzała w tamtą stronę, iż jej prośba zostanie wysłuchana. Jednakże pomyliła się. – Natsu? Co Ty tu robisz? – Zdziwiła się dziewczyna.
- Zabieram Cię stąd. Jedziemy na wycieczkę. – Rzekł tajemniczo i z uśmiechem.
- Wycieczka? Nie no, nie mogę teraz. Pani Takase wyszła, a ja zostałam sama.
- To w takim razie poczekam jak wróci ta Pani Sakase i wtedy pójdziemy.
- Takase! – Poprawiła chłopaka.
- Mniejsza.. może Ci w czymś pomóc? – Zaskoczyło ją to pytanie.
- Cóż.. mam mały sajgon z nimi.. możesz przypilnować najbardziej tych oto bliźniaków? – Wskazała palcem na ową dwójkę, która zainteresowała się przybyłym gościem, a raczej jego szalikiem.
- Spoko. – Odparł z uśmiechem, choć tak do końca nie była przekonana czy da sobie radę.

Godzinę później.
Ku zdziwieniu Lucy, Natsu dawał z siebie naprawdę wszystko przy zabawianiu dzieci. Starał się, to było widać. Każde z dzieci z zaciekawieniem dotykało jego różowych, kolczastych włosów oraz łuskowatego szalika. Z uśmiechem na ustach opowiadał im bajkę o dziecku wychowanym przez smoka. Zachwycone i szczęśliwe dzieci były dla Lucy bardzo rozczulającym widokiem. Cieszyła się widząc takiego Natsu. Tylko ona widziała tę stronę. Opiekuńczego, pełnego uwagi i poważnego niekiedy narwańca.
- Myliłam się. – Podeszła do niego z delikatnym uśmiechem. – W przyszłości będziesz wspaniałym ojcem. – Dodała. Nim jednak zdała sobie sprawę z wcześniej wypowiedzianych słów, odwróciła się do niego tyłem, ukrywając tym samym zaróżowione policzki.
- Dziękuję. – Usłyszała tuż przy uchu i poczuła ciepłe ramiona przytulające ją. – Miło mi to słyszeć z twoich ust po tym wszystkim. Byłem okropny, przepraszam za wszystko. – Lucy odwróciła się do niego przodem i spojrzała mu głęboko z czułością w oczy.
- Nie chcę, by moje nowe zdolności nas oddaliły od siebie. Potrzebowałam cię, potrzebuję i będę potrzebować. Nie zmieniajmy się Natsu.
- Obiecuję, że zawsze będę przy tobie i zamierzam ci to udowodnić.
- W jaki sposób?
- Pobierzmy się i wprowadź się do mnie. – Nie spodziewała się takich słów. Zaskoczona, nie potrafiła nawet wypowiedzieć żadnego słowa. – Chyba, że nie chcesz, to póki co możesz ze mną zamieszkać. – Dodał szybko, widząc ją w takim stanie.
- Naprawdę chcesz, abym została twoją żoną? – Tylko tyle zdołała z siebie wyrzucić.
- To moje marzenie. – Odpowiedział jej wprost. – Kocham cię. W ten sposób chcę być zawsze przy tobie.
- Tak. – Przerwała mu. Nie musiał się długo zastanawiać, o co chodzi. W jego oczach zaczęły tańczyć wesoło iskierki. Ona również była szczęśliwa i lekko zawstydzona, gdyż całe to zdarzenie odbyło się przed dziećmi z domu dziecka oraz ledwo co przybyłą panią Takase.
- No pocałujcie się wreszcie! – Krzyknął Shiro ze schodów z chytrym uśmieszkiem, a reszta dzieci zaczęła ochoczo powtarzać: ‘Całuj ją! Całuj ją!’ (Kochane dzieciaki! Pokochałam tą scenę ^^)
- Ej! Uspo~... – Lucy miała zamiar ich skarcić, jednakże nie dokończyła. Na swoich ustach poczuła ciepłe wargi chłopaka. W momencie zapomniała o krępującej ją publiczności i z równą namiętnością, zaczęła oddawać pocałunki.

- Dobra, dobra dzieciaki, uciekać mi stąd. Lucy, na dziś masz już wolne. – Uśmiechnęła się pani Takase.
- Dziękuję. – Odezwała się dziewczyna. – Do widzenia. – Pożegnała się z dyrektorką, a dzieciakom pomachała obiecując, że za niedługo ich odwiedzi. Wraz z Natsu ruszyli przed siebie w nieznanym jej kierunku. Minęli katedrę, dom Natsu aż w końcu zatrzymali się na stacji. – Co planujesz? – Zdziwiła się. Co jak co, ale on omijał szerokim łukiem tego typu miejsca.
- Niespodzianka.
- Nie za dużo tego?
- Chcę prosić o twoją rękę tak jak należy. – Zrozumiała o co mu chodziło i cieszyła się, że bierze to na poważnie. – Twój ojciec ucieszy się, gdy cię zobaczy.
- Na twój widok również. Jestem tego pewna. Natsu?
- No?
- Dziękuję.

Gildia. Tydzień później.
- Eh, no gdzie oni się podziewają? – Zamartwiał się Makarov.
- Może poszli na jakąś misję? – Podłapała temat Erza.
- Nie. Gdyby tak było, wiedziałaby o tym chociaż Mira.
- Na pewno nic im nie jest Mistrzu, są silni. – Tytania starała się go uspokoić, jak i resztę magów, jednakże to nie pomogło.
- I tak mam złe przeczucia. – Szepnął staruszek, tak by tylko Erza mogła go usłyszeć.
- Puk, puk, puk. – Drzwi otwarły się na oścież, a do wnętrza wszedł mężczyzna. Wysoki starszy brunet z czarnymi oczami. – Witam. – Jego uśmiech niby nie specjalny, a jednak miał w sobie coś niepokojącego. Koszulę miał rozpiętą, odsłaniając tym samym bliznę znajdującą się na połowie jego klatki piersiowej.
- Kim jesteś i co cię sprowadza? – Spytał spokojnie Mistrz.
- Jestem zniszczeniem. – Rzekł i uśmiechnął się szerzej. – Niech rozpocznie się cierpienie! – Po tych słowach w całej Magnolii dało się słyszeć głośny wybuch a potem ciszę oznaczającą najgorsze...

‘A los tak figlarny,
Dopiero kiedy pogodziłeś się już ze stratą,
Dał szansę na odzyskanie.’


Oł yeaa!
Wielki powrót, bejbe!
Albo może jednak nie wielki.. >.< jestem mega nieobliczalna, więc nic nie obiecuję kiedy kolejny rozdział, bo aż mi głupio niekiedy jak myślę ile musieliście czekać na ten..
Prawda jest taka, że tak trochę wyszłam z wprawy pisania bloga, ale to już zauważyliście..
No i jeszcze taki krótki rozdział po tak dłuuuugiej nieobecności. Wybaczcie, postaram się następnym razem ^^

Motyw oświadczyn.. a to wszystko dlatego, że mój brat wczoraj się zaręczył i mnie tak wzięło hy hy hy xD Czuję się też troszkę zazdrosna, ale okej to nie to miejsce by się użalać ;P

Coś jeszcze miałam napisać, ale zjadłam..
Tak że miłego czytania i komentowania xD

Drogie Panie – nasze zdrowie! (spóźnione, ale na picie zawsze jest pora) ;*

<3

niedziela, 9 lutego 2014

Spoko, żyję..

.. dzięki że się martwicie <sarkazm> ;P
Żarcik ^^ i tak się nie gniewam, ale wypadałoby w końcu tu coś napisać..
Ehh od czego zacząć?
Cat - chan miewa się dobrze, rozdział się pisze, ale się nie kończy, why? -,-
Wasze blogi czytam regularnie, ale nie komentuję..
Wiedzcie jedno: i tak piszecie bosko, jak zawsze, więc oby tak dalej! ;*
Swój miałam zakończyć w grudniu '13 roku.. wow, ale jestem spóźniona ^^
Może powód jest też taki, że tak kocham tego bloga, że aż szkoda mi go kończyć? Pociągnę jeszcze tak parę miesięcy, a potem.. hmm.. potem może pojawi się coś nowego, wystrzałowego, takiego 'oh i ah', że aż kapcie wam spadną, ale sama nie wiem. Mała iskierka pojawiła mi się w głowie, ale nie wiem czy się rozpali na dobre..
W każdym razie jeszcze zajęłam się książką: jedną z trzech części trylogii którą planuję.. (Kaśka co chwilę zmienia zdanie.. to co kiedyś wam pisałam o czym będzie, to będzie się znajdowało w drugiej części) niedawno mnie dopiero oświeciło, że powinnam zacząć inaczej. Początek drugiej części, którą już dawno zaczęłam jest do poprawy..
Ostatnie rozdziały bloga pewnie też będą nieco inne niż poprzednie. Mam nadzieję, że zauważycie zmiany :)
Nie ukrywam, że będzie to zasługa niejakiej Yukari, która pod ostatnim rozdziałem co nieco się wypowiedziała i wzięłam sobie jej rady do serca. Dziękuję w każdym razie za reprymendę, rady sobie na pewno zachowam ^^

Cóż.. chyba tyle. A jak coś się mi jeszcze przypomni, to dopiszę ^^ wiecie, wiek nie ten, to i pamięć szwankuje xD

Wyczekujcie rozdziału!
Dozobaczyska i miłego popołudnia no i jeszcze jedno:
Kocham was mocno Mordki moje <3

poniedziałek, 16 grudnia 2013

72. Wężownik i trucizna.

W gildii zapanował chaos. Magia żadnego z obecnych tam członków gildii nie działała na gady.
- Dajcie już spokój, to na nic! – Krzyknęła Heartfillia, która chyba jako jedyna stała w miejscu i była spokojna.
- Blondyneczka ma rację. (Wam też skojarzyło się z Flare?) – Usłyszeli kobiecy głos. Wzrok powiódł ich w stronę schodów. Na piętrze znajdowała się młoda kobieta o czarnych niczym smoła włosach i jasnych oczach, odziana w czerwoną, gdzieniegdzie błyszczącą się sukienkę, odsłaniającą jej sporawy biust. Większość męskiego grona patrzyła na nią z pożądaniem. Największą jednak uwagę przykuwał wielki wąż, na którym siedziała.
- Jesteś Opiekunką Gwiazdy Wężownika? – Spytała blondwłosa. Kobieta spojrzała na nią lodowatym spojrzeniem
- Zgadza się. Jestem.
- Na czym ma polegać moja próba? – Kobieta uśmiechnęła się do niej sztucznie, po czym wraz ze swoim pupilem w mgnieniu oka znalazła się przy niej, a raczej przy różowowłosym. Łapczywie wpiła się w jego szyję (jak ‘wampaja’ ^^), po czym szybko się odsunęła. Dragneel syknął z bólu. – Co Ty wyprawiasz?! – Zbulwersowała się.
- Coś Ty mi zrobiła? To piecze! – Warknął na nią Salamander.
- Możesz go uratować. Musisz tylko znaleźć antidotum. – Rzekła poważnie kobieta.
- Gdzie to antidotum? – Niecierpliwiła się dziewczyna.
- W którymś z węży.
- Jak to?
- Musisz zajrzeć do wnętrza węża. Tam znajdziesz lek dla ukochanego.
- Powiedz, że żartujesz..
- Kochaniutka, czas ucieka. Jeśli chcesz uratować swojego Ptysia, to się sprężaj. I powiem to tylko raz: niech nikt się nie wtrąca! – Uraczyła srogim spojrzeniem Marvell, która to podbiegła do Salamandra i próbowała złagodzić jego cierpienie. Heartfillia spojrzała po gildii i na ukochanego.
- Przepraszam. Uratuję Cię tak szybko, jak to będzie tylko możliwe. – Szepnęła w jego stronę. On w odpowiedzi posłał jej tylko szeroki uśmiech.

Heartfillia podeszła do pierwszego ‘z brzegu’ węża i pobladła. Bardzo się ich bała, a co dopiero tu mówić o dotknięciu ich i sprawdzeniu ich wnętrza. Muszę to zrobić! Muszę uratować Natsu! – dopingowała się w myślach.
- Tik-tak, tik-tak.. – Usłyszała głos Opiekunki. – Zapomniałam jeszcze powiedzieć, że co pięć minut, któryś przyjaciel zostanie ukąszony. Jeżeli będziesz zwlekać, to marnie widzę ich i Twoją przyszłość.
- Jak śmiesz? – Wysyczała groźnie przez zęby. Pełna determinacji, chwyciła gada jedną ręką, a drugą ‘zanurzyła’ w jego gardle. Po chwili odrzuciła go do tyłu, a ten zniknął w złotej poświacie. W momencie, gdy podchodziła do kolejnego węża, usłyszała krzyk McGarden, którą ukąsił gad. – Levy! – Krzyknęła spanikowana.
- Nic mi nie będzie. – Zapewniała ją niebieskowłosa, siląc się na uśmiech.
- Niech to wszystko szlag! – Przeklęła pod nosem blondwłosa. Czuła, jak w kącikach oczu powoli pojawiają się łzy. Spuściła głowę w dół i podeszła do kolejnego  gada, powtarzając wcześniejszą czynność.

I tak było z kolejnymi. Siedemdziesiąt wężów już zniknęło, ale za to przybyło parę kolejnych poszkodowanych przyjaciół. Magini już nie patrzyła przed siebie, nie na nich. Łzy ciurkiem lały się po jej policzkach, uniemożliwiając tym samym dobrą widoczność. Nagle usłyszała huk. Jej zaczerwienione oczy powędrowały w tamtym kierunku. Nie taki obraz chciała zastać. Jej ukochany leżał półprzytomny na ziemi, ciężko oddychając.
- Natsu.. – Wyszeptała roztrzęsiona. – Wytrzymaj jeszcze trochę. Proszę. – Wiedziała, że ją usłyszy. Nie spuszczając z niego wzroku, wzięła do ręki kolejnego gada. Niestety, w tym nie znalazła leku. Kilka kolejnych minut była dla niej mordęgą. Tak jak i dla Salamandra. – Znalazłam! – Krzyknęła po chwili uradowana. W ręce trzymała fiolkę z antidotum. Najpierw podbiegła do różowowłosego. – Natsu, nie śpij! – Rzekła roztrzęsionym głosem. Upiła łyk z flakonika i metodą ustną (Yohohohohoho xD), zaaplikowała lek Smoczemu Zabójcy.
- Dlaczego się nie budzi? – Rzuciła Strauss.
- Może lek jeszcze nie działa? – Pomyślała blondwłosa. – Idę do reszty. Mira, proszę, pilnuj go. – Poprosiła Heartfillia i podbiegła do przyjaciół, którzy też zostali poszkodowani, ale byli w miarę przytomni, by wypić antidotum samemu. Gdy już każdy z magów dostał odtrutkę, podeszła z powrotem do Dragneela. – Hej Natsu? Obudź się. – Uśmiechnęła się, mimo iż do oczu powoli zaczęły napływać łzy. – B-błagam. Nie wygłupiaj się. – Pochyliła się nad jego klatką piersiową, przykładając do niej ucho, chcąc sprawdzić, czy jego serce bije. Jak się okazało, biło. I to nienaturalnie, jak na niego, szybko. Przyjrzała się jego twarzy, jego ustom, których to kąciki zaczęły lekko drgać. – Natsu! Ty idioto! – Krzyknęła głośno, zdzielając go po różowej czuprynie.
- Ałć, Lucy. To boli. – Rzucił masując obolałe miejsce.
- Wybacz, chciałam mocniej. – Uśmiechnęła się sztucznie, po czym wstała i odwróciła się tyłem. – To jak? Zdałam? – Spytała Opiekunki Wężownika, która to przypatrywała się całej tej maskaradzie.
- Nie da się ukryć.. choć nie dawałam Ci żadnych szans na to. – Odpowiedziała po chwili milczenia. – Proszę, oto klucz Wężownika. Opiekuj się nim należycie.. Strażniczko Gwiazd. – Dodała z delikatnym uśmiechem. Blondwłosa po raz pierwszy usłyszała te słowa, będąc pełnoprawną Strażniczką. Przepowiednia się dopełniła. – przeszło jej przez myśl. Opiekunka zniknęła.
- To co? Impreza? – Rzucił któryś z magów, a reszta ochoczo przytaknęła głośnym ‘Aye sir!’

- Lucy! Gratulacje! – Usłyszała blondwłosa. Odwróciła się do właściciela głosu.
- Erza? Jellal? – Uśmiechnęła się magini do przyjaciółki i jej małżonka. – Co tu robicie? Myślałam, że spędzicie w Rosemary trochę czasu. – Zauważyła dziewczyna.
- Taki był zamiar.. ale doszły nas słuchy, że coś się dzieje w gildii.
- Kto Was o tym powiadomił?
- Mistrz.
- Ah, rozumiem. Nie musieliście przyjeżdżać specjalnie po to. Zmarnowaliście sobie miesiąc miodowy.
- Nie szkodzi. – Rzekł niebieskowłosy. – Niecodziennie ktoś zostaje Strażnikiem Gwiazd. – Dodał.
- Ciszej! – Skarciła go Heartfillia. Fernandesowie nie rozumieli jej zachowania. Po chwili jednak gildia głośno zawiwatowała. Wtedy już domyślili się, o co jej chodziło. – Odkąd próba się skończyła, reszta zaczęła imprezować. Gdy tylko ktoś wypowie TE dwa słowa, zaczynają szaleć, śpiewać. Wyobrażacie sobie, że przez te kilka godzin została już wymyślona pieśń specjalnie dla mnie? – Zniesmaczyła się dziewczyna. Dla przybyłych było to zabawne. Ledwo powstrzymywali się od głośnego śmiechu. – Cieszę się, że się dobrze bawicie. – Warknęła z sarkazmem. – Śmiejcie się, śmiało.
- Niech żyje Lucy! Strażnik Gwiazd! – usłyszała krzyk któregoś z członków gildii. Kilkoro magów płci przeciwnej podeszło do niej i wzięli ją na ręce, po czym zaczęli podrzucać ją do góry, wiwatując głośno wraz z resztą magów. Niech to się już skończy.. Błagała w myślach. Na jej usta jednak wkradł się delikatny uśmiech, którymi obdarzyła przyjaciół.

Późną nocą, gdy impreza jeszcze trwała, a magowie nie mieli jeszcze dość, blondwłosa postanowiła się jakoś wyrwać z tego towarzystwa. Od jakiegoś czasu, ta impreza przemieniła się w jedną z najzwyklejszych, beztematycznych zabaw. Tym razem magowie wojowali ile się dało, rzucali do siebie stołami, krzesłami, butelkami a nawet siłowali się. Niewyżyte samce. Stwierdziła Heartfillia obserwując ich przy drzwiach.
- Dokąd to? – Usłyszała głos przy uchu. Wzdrygnęła się lekko.
- Zmęczona jestem. Myślę, że po tym wszystkim chyba zasługuję na trochę odpoczynku, prawda? – Uśmiechnęła się delikatnie do Tytanii.
- Natsu Cię nie odprowadza?
- Myślę, że ma inne plany. – Skierowała swój wzrok na chłopaka, który to siłował się Redfoxem. – Poza tym, nic mi nie będzie.
- Coś się stało? Cały wieczór spędziliście osobno. – Zauważyła Scarlet. – Pokłóciliście się?
- Szczerze przyznam, to chyba ja go unikam.
- Dlaczego?
- Wiem, to głupie.. wybacz, ale nie mam ochoty teraz na to wszystko. I widzę, że on również nie jest za bardzo zainteresowany moją osobą. Udało mu się.. ‘zdobył’ mnie, a teraz już myśli, że nie musi się starać. – Zaśmiała się sztucznie. – Gdy się będzie o mnie pytał, powiedz mu, że poszłam do siebie i że spotkamy się jutro w gildii. Trzymaj się Erzo. – Dodała pospiesznie i wyszła z budynku. Tytania westchnęła.
- Ej, a Ty dokąd? – Zatrzymała przy wyjściu wnuka Mistrza.
- Przejść się.
- Nie sądzę. Widziałeś, że Lucy wyszła i chciałeś za nią pobiec, prawda?
- Skąd Ci to przyszło do głowy?
- Laxus, przede mną nic się nie ukryje. Odpuść ją sobie. Jej serce jest już zajęte. – Rzekła dosadnie. Ten tylko przez chwilę popatrzył na nią, potem swój wzrok zwrócił w kierunku Salamandra, który cieszył się z wygranej potyczki.
- Jak to jest, że najlepsze dziewczyny są już zajęte przez takich debilów?
- Nie każda jeszcze jest zajęta. Patrzysz w złą stronę. – Tytania uśmiechnęła się w jego stronę.
- A ja właśnie myślę, że w dobrą. Tylko, że to jest tak głupi mają zawsze szczęście.
- Być może.
- Yo, widzieliście Lucy? – Podszedł do nich Dragneel.
- Kazała przekazać, że już wyszła i spotkacie się jutro w gildii. – Odpowiedziała szkarłatnowłosa.
- Czemu na mnie nie poczekała?
- Może dlatego, że byłeś zajęty czymś innym? – Wtrącił Dreyar. – Na Twoim miejscu lepiej bym jej pilnował, a nie zajmował się jakimiś bzdurami.
- O co Ci chodzi? – Laxus tylko wywrócił oczami.
- Dajcie spokój. – Od razu zainterweniowała Tytania. – Skoro Ci na niej zależy, staraj się jej to bardziej okazywać. To, że w końcu uświadomiła sobie, co do Ciebie czuje i że pozwoliła Ci zawładnąć nad jej sercem, nie znaczy, że masz teraz odpuścić. O kobietę, którą się kocha, powinno się walczyć całe życie. A Ty już osiadłeś na laurach. Stracisz ją prędzej, czy później będąc takim pewniakiem. Nie jesteś jedynym facetem, który się nią interesuje. – Wyrzuciła z siebie Scarlet. – Przemyśl to Natsu. – Dodała i odeszła w stronę niebieskowłosego.
- Nie mam nic do dodania. – Odezwał się blondyn i wyminął Smoczego Zabójca, zatrzaskując za sobą drzwi, a Dragneel został sam z pełną głową nowych informacji.

‘Miłość nie pragnie, aby jej dogadzano,
Ani nie stara się wcale o własną wygodę;
Lecz troszczy się o dobro innych
I buduje Niebo wśród piekielnej rozpaczy.’


Echem, echem..
Krótko i na temat: PRZEPRASZAM WAS!
Miałam blokadę twórczą!
No i jeszcze dotknęła mnie ostatnio tragedia rodzinna.. także nie funkcjonowałam ostatnio jak to na co dzień.. ale jest lepiej, o czym świadczy nowy rozdział ;D
W sumie kogo ja oszukuje, z jednego dołka wpadłam do kolejnego, ale co tam.. musi być gorzej żeby potem znów było lepiej.. choćby na chwilę, ale zawsze coś. To śmieszne, gdy osoba która udziela pomocy innym, sama jej teraz potrzebuje.. taka ot paranoja.. xD
Okej, nie zanudzam. Zapraszam do czytania i wyczekiwania kolejnego rozdziału, który być może pojawi się w tym tygodniu. Mam tydzień wolnego i muszę jakoś nadrobić nieobecność tutaj.
Czytam Wasze blogi na bieżąco, ale nie komentuję. Jeszcze raz przepraszam!
No i miło zobaczyć, że jeszcze ktoś tu zagląda, a nawet pojawiają się nowi czytelnicy ^^
To uciecha dla moich oczu.

No i na koniec.. że tak powiem 'saga: próba' zakończona :D Klucze zdobyte, yay!
Za ten ostatni pomysł bardzo dziękuję takiej jednej, niezastąpionej, mega utalentowanej osobie.. Yasha - serdeczne Bóg zapłać za to <3 

Do usłyszenia!

Bye! ;*

środa, 27 listopada 2013

Ossu!

Hej wszystkim..
Nie ma tutaj nic już od ponad dwóch tygodni.. Jest kilka powodów, ale co będę się tu rozpisywać w tym temacie. Bez sensu xD
Chcę tylko powiedzieć, że miewam się dobrze. Wybaczcie też, że nie komentuję Waszych blogów. Czytam je. Na serio je czytam. Jestem na bieżąco z rozdziałami, ale nie mam 'weny' na komentowanie.. Przepraszam :(
Pół nowego rozdziału siedzi na dysku i parę linijek w zeszycie, ale kiedy się skończy to tego nawet najstarsi Indianie nie wiedzą (czy jakoś tak to szło)..
W każdym razie: jak zauważyliście.. zmieniłam swoją nazwę na bardziej taką hmm 'moją'. 'Animka - chan' to przeszłość ^^ Miałam dodać imię po japońsku, ale brzmiało to idiotycznie.. Katadziina - wtf? o.O ;P

I mam prośbę.. jeśli ktoś by ją wypełnił to super, jeśli nie to też nic się nie stanie.. a mianowicie:
chciałabym zmienić szablon.. ale to wiecie.. taki zajebisty, że aż sama sobie będę go zazdrościć ^^
Ja tam się nie bawię w te wszystkie rzeczy. Nie rajcuje mnie to, a chciałbym coś zmienić, a wygląd bloga to podstawa. Dlatego, jeśli ktoś może.. ma chęci, czas i pomysł, bardzo proszę o pomoc :D pomysły przesyłajcie mi na e-mail: kkarpala@wp.pl w temacie proszę napisać: 'Pomysł na szablon' xD

A na koniec..
Nieuchronnie zbliżam się do końca opowiadania. Być może skończy się jeszcze w tym roku.
Co dalej..? Hmmm.. no powiem szczerze (o ile jeszcze ktoś tu przychodzi i czyta) będzie przerwa. Zapewne długa. Może zrobię kolejne opowiadanie, ale muszę dopracować szczegóły. Dlatego też, czekajcie cierpliwie. Wszystkiego dowiecie się na bieżąco.

Trzymajcie się ciepło! Tak.. teraz to najlepsze pożegnanie. Nie wiem jak u Was, ale u mnie zimno i biało :D
Buziaki ;*

piątek, 8 listopada 2013

71. Nieprzygotowanie i trema.

Poranek przyniósł dziewczynom nie tylko ogromny ból głowy, ale też głód i pragnienie.
- Mam nadzieję, że już na weselu nie będzie takiego szaleństwa. – Skwitowała Bisca.
- Na weselu to będzie chyba jeszcze większa masakra. – Rzuciła blondwłosa. – Prawda Erza? – Zwróciła się do przyjaciółki. Ta jednak jako jedyna z towarzystwa jeszcze spała. – No tak.. zapomniałam, że Tytania ma słabą głowę.
- Przyzwyczai się. Jak już będzie mężatką to dopiero zacznie pić. – Rzekła Alberona z uśmiechem.
- Co Ty możesz o tym wiedzieć? Hmm? – Heartfillia spojrzała na nią z przymrużonymi oczami. – Czy my o czymś nie wiemy? – To pytanie wybudziło dziewczyny całkowicie. Wyczekująco spojrzały na brunetkę.
- Niby czego nie wiecie? – Spytała ze spokojem. – Oh, no tak się mi powiedziało, dobra?
- A jest ktoś wyjątkowy w Twoim życiu? – Wyszeptała blondwłosa, gdy reszta dziewczyn starała się jakoś ogarnąć. Alberona zachłysnęła się alkoholem, który spożywała.
- Że co?! – Krzyknęła oniemiała, a Heartfillia zaśmiała się cicho.
- Oj no nie ma się czego wstydzić.
- Chyba za dużo wypiłaś Lucy, bo gadasz bzdury. – Rzekła już spokojniej. Magini Gwiezdnej Energii już nic nie powiedziała. Odpowiedź brunetki sprzed chwili i jej zachowanie rozwiało wątpliwości jakie miała.
- To kto budzi Erzę? – Zmieniła temat. Dziewczyny spojrzały po sobie, ale wiadomo.. nikt nie chciał dostąpić tego ‘zaszczytu’. – O której tak w ogóle ma być ślub?
- O piętnastej. – Odpowiedziała jej Strauss. Blondwłosa spojrzała na zegar i westchnęła.
- Wiecie, że mamy tylko sześć godzin, by doprowadzić nas, a w szczególności pannę młodą do porządku? – Uraczyła dziewczyny srogim spojrzeniem. – Dobra. Ja ją obudzę. – Rzuciła. Na twarzach dziewczyn pojawiła się wyraźna ulga. – Ja zajmę się Erzą, a Wy wracajcie do siebie i sprawdźcie, czy wszystko jest zapięte na ostatni guzik. – Rozporządziła, a dziewczyny posłusznie wyszły z mieszkania. Teraz blondwłosa zastanawiała się nad pobudką przyjaciółki. Ostatecznie wybiegła z domu, wracając po paru minutach z ulubionym smakołykiem szkarłatnowłosej. Tak jak się spodziewała, podstawienie pod nos przyjaciółki kawałka ciasta był strzałem w dziesiątkę. Oby potem nie miała pretensji, że nie mieści się w suknię ślubną’. – Przeszło przez myśl blondwłosej. – Erza, wiesz, że za niedługo masz ślub?
- Spokojnie, zdążymy. – Rzekła opanowana.
- Przynajmniej suknię masz kupioną. – Mruknęła. Tytania jednak to słyszała. Spojrzała na Heartfillię i przyglądnęła jej się. – Tylko mi nie mów, że.. – Dziewczyna nawet nie chciała kończyć. – Erza! – Krzyknęła nagle, co było zaskoczeniem nie tylko dla Scarlet, ale i samej blondwłosej. – Dlaczego nie masz sukni? – Spytała już w miarę spokojnie.
- Wyleciało mi z głowy.
- Jak mógł Ci wypaść z głowy zakup sukni ślubnej?!
- No bo to tak wszystko się nagle pozmieniało..
- Eh, nie ma czasu. – Westchnęła brązowooka. Podeszła do przyjaciółki i nim ta skończyła swój przysmak, wyrwała jej talerz z ręki i skarciła ją wzrokiem. – Idziemy na zakupy i to zaraz. – Rzekła tonem poważnym i zdecydowanym. – Bez dyskusji. – Dodała, gdy zauważyła, że przyjaciółka chce coś powiedzieć.

Godzinę później.
- Niewiarygodne! No po prostu niewiarygodne! Jak można nie kupić wcześniej sukni ślubnej? – Heartfillia powtarzała to zdanie co chwilę, odkąd wyszły z mieszkania. Tytania przymierzała w tej chwili dziesiątą z kolei suknię, a blondwłosa niecierpliwie tupała nogą.
Po dwóch godzinach, Scarlet w końcu zdecydowała się na klasyczną, prostą, śnieżnobiałą suknię z wyciętymi plecami.
- No to skoro zakupy mamy za sobą, wracamy do mnie. – Skwitowała magini Gwiezdnej Energii. – U mnie się wykąpiesz, a potem Cancer zajmie się resztą.
- Dziękuję Ci, Lucy. – Rzuciła Tytania z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. Najważniejsze, że już jest wszystko załatwione, prawda?
- Tak. Teraz już jest na pewno wszystko.
- Super. O obrączkach nie zapomnieliście?
- Nie. Są, na pewno.
- Co za ulga.

Kwadrans później, dotarły do domu. Heartfillia wygoniła szkarłatnowłosą do łazienki, a sama zaczęła szukać kreacji na uroczystość. Z szafy wyciągnęła beżową sukienkę na ramiączkach, obcisłą w biuście, a rozkloszowaną do połowy ud. W pasie znajdowała się zaś czarna, gruba wstążka. Na nogi założyła czarne buty.
- Świetnie wyglądasz. – Usłyszała głos Tytanii.
- Dziękuję. Jeszcze fryzura, makijaż i dodatki i będę gotowa. – Heartfillia sięgnęła po jeden ze złotych kluczy. – Otwórz się bramo Kraba: Cancer! – Tuż przed nią pojawił się wzywany Gwiezdny Dych z nożyczkami w rękach.
- W czym mogę pomóc – ebi?
- Potrzebne dwie fryzury. Dla panny młodej. – Wskazała ręką na przyjaciółkę odzianą w różowy szlafrok. – I dla mnie.
- Już się robi – ebi. – Pierwsza na krześle usiadła Tytania. Rak upiął jej długie, szkarłatne włosy w niskiego koka, grzywkę zaczesał na bok i wpiął śnieżnobiałą różę nad lewe ucho.
- Wyglądasz rewelacyjnie! – Rzekła blondwłosa. – To teraz moja kolej. – Dodała i usiadła na miejscu przyjaciółki. Tamta, korzystając z wolnej chwili, udała się do kuchni, zaparzyć sobie herbaty. – Gotowa! – Krzyknęła po kilkunastu minutach. Jej włosy spięte były w wysokiego koka, a na policzki opadały lekko zakręcone kosmyki.
- Ty również wyglądasz świetnie. Natsu chyba zwariuje na Twój widok. – Rzuciła Scarlet z uśmiechem.
- Szczerze wątpię. Bardziej zajmie się wchłanianiem tego, co będzie na stole, niż tym co dzisiaj ma na sobie i jak wyglądam. – Zaśmiała się. – Dobra, teraz pomogę Ci założyć sukienkę i idziemy do katedry. – Mówiąc to, jej Gwiezdny Duch wrócił do swojego świata, a Heartfillia wraz z panną młodą zaczęły się siłować z zapięciem sukni.

Pół godziny do ślubu.
- Erza! Wyłaź już! Spóźnisz się na własny ślub! – Krzyczała blondwłosa przez drzwi do łazienki, w których zamknęła się szkarłatnowłosa.
- Nogi mi się trzęsą. Nie dam rady! – Odkrzyknęła jej.
- Erza, no! Lepiej mnie nie denerwuj. Wczoraj mówiłaś mi, że nie chcesz czekać, a teraz chowasz się w łazience i trzęsiesz się jak galareta!
- Yo Lucy! – Usłyszała nagle. Ku jej zdziwieniu (albo i nie), w oknie stał nie kto inny jak Salamander, odziany w elegancki garnitur. – Co tu jeszcze robisz? Wszyscy już są w katedrze.
- No wiesz.. na pewno też bym tam już dawno była, ale KTOŚ zamknął się w łazience i nie chce wyjść.
- Kto tam jest?
- Nieustraszona Tytania – panna młoda. – Rzekła dziewczyna. – No Erza, do kurwy nędzy wyłaź stamtąd! – Zdenerwowała się znowu dziewczyna i zaczęła nerwowo stukać w drzwi.
- Ej Lucy, spokojnie. Nie denerwuj się. Ślicznie wyglądasz, więc nie psuj tego swoją złością. – Dragneel wskoczył do środka i stanął obok dziewczyny, która delikatnie się zarumieniła na komplement chłopaka. – To co Erza, wychodzisz? Wszyscy czekają na Ciebie, a Jellal chyba najbardziej.
- Ja naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje, ale nie mogę się ruszyć.
- To ja Cię zaniosę do katedry, bo wszyscy się niecierpliwią. – W mieszkaniu nastąpiła cisza. Ani zamknięta w łazience Tytania, ani różowowłosy z Heartfillią, nie odezwali się. Gdy po kilku minutach blondwłosa próbowała coś powiedzieć, usłyszała dźwięk przekręcanego klucza w zamku.
- Dobra, możemy iść. – Rzekła Scarlet, siląc się na uśmiech.
- Skąd ta nagła zmiana? – Zainteresował się różowowłosy.
- Cicho, nie ważne. Idziemy do katedry. – Rzuciła szybko brązowooka i pociągnęła przyjaciół za rękę w stronę wyjścia.

Katedra.
- No gdzie oni są? – Denerwował się Fernandes. – Erza powinna już tutaj dawno temu być.
- Spokojnie. To normalne, że panna młoda się spóźnia. – Starał się go pocieszyć Fullbaster.
- Tak myślisz?
- Kobieta w tym dniu chce pięknie wyglądać.
- Erza na pewno będzie wyglądała ślicznie. – Rozmarzył się niebieskowłosy. – Ale wiesz co? – Zwrócił się do maga lodu. – Ty też byś super wyglądał, gdybyś miał na sobie garnitur.
- No przecież.. – Spojrzał na swoje ciało, które jak się okazało, było zupełnie nagie. – Jak to się stało?! – Podczas, gdy Fullbaster rozpoczął poszukiwania garderoby, drzwi katedry otworzyły się. Oczy zgromadzonych spojrzały właśnie w tamtą stronę. W progu stał Dragneel wraz z blondwłosą.
- Przepraszamy za spóźnienie. Były problemy hmmm techniczne? – Wyszeptała dosyć głośno Heartfillia z delikatnym uśmiechem. – Sytuacja opanowana. Panna młoda już czeka. – Dodała i pociągnęła różowowłosego za rękę w stronę wolnych miejsc. Za nimi pojawiła się Scarlet. Wszystkim zebranym zaparło dech w piersiach na jej widok. Sam niebieskowłosy nie mógł oderwać od niej oczu. Wyglądała przepięknie. Niczym prawdziwa Królowa Wróżek.
- Echem.. mogę? – Mistrz gildii podszedł do szkarłatnowłosej, wyciągając w jej kierunku ramię.
- Będzie mi bardzo miło. Dziękuję. – Uśmiechnęła się do niego promiennie. W katedrze rozbrzmiała muzyka płynąca ze strun skrzypiec. Zgromadzeni wstali, a Tytania wraz z Mistrzem ruszyli przed ołtarz, gdzie czekali na nich niski, pulchny kapłan wraz z Fernandesem. Dreyar oddał rękę swojego ukochanego dziecka niebieskowłosemu, który to nie posiadał się ze szczęścia.

Po sakramentalnym ‘tak’, młoda para z gośćmi, udali się do gildii na wspólne świętowanie. Jedzeniu, piciu, tańczeniu i śpiewaniu nie było końca. Każdy z nich się bawił. Nikt nie był smutny, ani samotny.
Minęło kilka dni. Po weselu w gildii, które trwało dwa dni, rozpoczęto porządki. Młode małżeństwo udało się na wypoczynek do Rosemary.
- Eh.. to była cudowna uroczystość i wesele. – Skwitowała białowłosa barmanka, polerując szkło.
- To prawda, ale widać że dla niektórych impreza jeszcze trwa. – Rzuciła Heartfillia wskazując na Alberonę, która to siedziała na stole z beczką między nogami.
- Erza z Jellalem zamówili na wesele mnóstwo alkoholu. To, co nie zeszło, Cana właśnie wypija. – Dołączył się do rozmowy młody Dreyar.
- Wszystko jasne.. – Rzekła blondwłosa, zamiatając podłogę.
- A mnie ciekawi jeszcze jedna sprawa.. – Zaczęła Strauss. – Kiedy kolejny ślub i wesele? – Spojrzała na Heartfillię.
- Dlaczego patrzysz akurat na mnie? – Zdziwiła się dziewczyna.
- No wiesz, bo Ty i Natsu..
- To nie znaczy, że musimy się od razu pobierać, prawda? – Białowłosa zamilkła i wróciła do swoich obowiązków, tak samo jak i blondwłosa. Do gildii weszła część magów. Gdy tylko przekroczyli próg, drzwi zatrzasnęły się. – Oj, mam złe przeczucia. – Mruknęła Heartfillia. Nie myliła się. Miotła, którą to właśnie trzymała w ręku, zmieniła się.. w węża. – Aaaa! – Krzyknęła. Salamander w mgnieniu oka znalazł się przy niej. Niestety blondwłosa na jego widok przestraszyła się jeszcze bardziej, gdyż na szyi różowowłosego zamiast jego łuskowatego szalika, znajdował się obślizgły wąż. Dragneel zrzucił go z siebie na podłogę, a ten popełzał w nieznanym im kierunku. Magowie rozejrzeli się po gildii. Nogi z krzeseł, ław i stolików zamieniały się w gady, tworząc po chwili ‘błyszczący’ dywan we wnętrzu budynku.

‘W małżeństwie ważne jest nie tylko dobrać się zaletami,
Ale i wadami.’


xD
Yeaa! Zaleta pracowania popołudniami? Bycie samemu na sklepie i możność napisania rozdziału w zeszycie, a jak! :D
Nudy jak cholera! ;/ - to akurat minus.
Myślałam, że dodam rozdział dopiero przez weekend, ale.. już utopiłam swoje ‘smutki w butelce wódki’ i mnie wzięło by wkleić rozdział dziś xD

Hmm i odpowiadając na pytania niektórych, o czym piszę książkę.. mianowicie:
Jest to opowieść o dziewczynie imieniem Angel i jej przyjaciołach, która po dwóch latach nieobecności, wraca do domu i przyjaciół. Przez te lata nieobecności praktykowała swoją siłę. Starała się przyzwyczaić do bycia czarodziejką, którą to się okazało, że jest. Gdy wraca, Bractwo mianuje ją Mistrzem. Na początku się nie zgadza, jednak później z pewnych przyczyn, zgadza się. Okazuje się, że czarnoksiężnicy wypowiedzieli wojnę Bractwu. Angel wraz z przyjaciółmi starają się ją wygrać.. co się stanie dalej.. nie powiem, bo to nie ładnie tak dużo gadać xD gdy skończę, postaram się ją wydać, albo chociaż opublikować gdzieś w sieci, by inni mieli z tego frajdę ^^


;*