piątek, 27 września 2013

67. Zdrowie i kozy.

W gildii słychać było wrzaski i śpiewy. Każdy z magów bawił się na całego, na swój sposób. Gray wraz z Natsu tłukli się i przezywali bez opamiętania, a część męskiego grona dopingowała im. Cana zaś obstawiała zakłady, który z nich wygra ową potyczkę. Jellal i Erza znaleźli mały kąt, gdzie wpatrywali się w swoje odbicie w oczach partnera, innymi słowy – odcięli się od reszty, zajęli się sobą. Na scenie występował Redfox, ubrany w elegancki biały garnitur a z jego ust leciał przebój ‘Szubi dubi du’. Tylko nielicznym przypadł do gustu ten utwór. Dreyar wraz z wnukiem rozmawiali zacięcie o przyszłości, o tym kto zostanie następnym Mistrzem gildii Fairy Tail. Przy barze siedziała zaś samotnie Heartfillia, która to tępo wpatrywała się w kufel wypełniony po brzegi alkoholem. Mogła by przysiądz, że zapewne jest jedyną niepijącą w całej gildii. Nie specjalnie jej to przeszkadzało. Spojrzała przez ramię na dobrze bawiącą się gildię. Na ustach każdego z magów widniał szeroki uśmiech. U niej też taki wystąpił na chwilę, po czym odwróciła się znów w stronę baru i spojrzała na nietknięty napój.
- Idę do domu. – Rzekła, choć sama nie wiedziała po co, skoro i tak nie było obok niej nikogo. Mimo panującego hałasu, dało się usłyszeć niewielki huk. Muzyka ucichła, a wszystkie oczy skierowały się w stronę w owego odgłosu.
- Lucy! – Krzyknęła większość gildii. W momencie znaleźli się przy leżącej niedaleko baru, nieprzytomnej blondwłosej. Salamander przecisnął się przez tłum i kucnął przy dziewczynie.
- Lucy? – Potrząsnął nią lekko i wziął na ręce. Była blada niczym ściana i płytko oddychała.
- Zanieś ją na piętro Natsu. – Nakazał Makarov. Ten zrobił tak jak powiedział.
- Pójdę do Pani Lucy! – Rzuciła młoda Marvell i udała się za starszym kolegą. Różowowłosy ułożył delikatnie blondwłosą na łóżku, po czym w ciszy wyszedł i zamknął za sobą drzwi, zostawiając ją pod opieką młodej Smoczej Zabójczyni i jej Exceedki. Obie wpatrywały się w jej bladą twarz ze smutkiem i niepokojem.
- Carla.. myślisz, że to przez te próby? – Zaczęła Marvell. Wiedziała, że jej magia nie może pomóc w tej sytuacji.
- Jestem tego pewna. Lucy daje z siebie naprawdę wszystko, ale jeśli tak dalej ma to wyglądać, to źle się dla niej to skończy. – Odpowiedziała jej kotka z pełną powagą w głosie.

- Co z Lucy?! – Wszyscy magowie dosłownie rzucili się w stronę różowowłosego, który to z nietęgą miną schodził po schodach.
- Nie wiem. Nie mam zamiaru oglądać ją w takim stanie. – Burknął w ich stronę. Wróżki spojrzały po sobie ze zdziwieniem. – Nie mogę dłużej na to patrzeć.. – Ręce Salamandra zacisnęły się. Już wiedzieli o co chodzi. Martwił się o nią najbardziej. Bolało go to, w jakim stanie jest teraz dziewczyna.
- Pójdę do nich. – Skwitowała Scarlet i udała się na górę. Zapukała kilkukrotnie w drewniane drzwi, po czym weszła. – Jak stan Lucy? – Spytała prosto z mostu, widząc siedzącą przy jej łóżku niebieskowłosą ze smutną miną.
- Jest bardzo słaba, na dodatek ma odwodniony organizm. Niedawno też wystąpiła gorączka. – Odpowiedziała Carla. – Magia Wendy niewiele tu może pomóc.
- Rozumiem. – Tytania podeszła do łóżka przyjaciółki i przyłożyła swoją dłoń do jej zimnej dłoni. – Musisz wyzdrowieć Lucy. Nie wyobrażam sobie, byś nie była na moim ślubie. – Uśmiechnęła się czule w jej stronę. – Wszyscy tam na dole modlą się za Ciebie. Wendy, Carla, dbajcie o nią. – Zwróciła się do nich.
- Oczywiście. – Rzekła młoda Smocza Zabójczyni. Scarlet opuściła pokój i powiadomiła resztę gildii o stanie zdrowia blondwłosej.
- To okropne. Te próby mogą ją doprowadzić do..~ - Urwała Alberona, czując na sobie wzrok zdenerwowanego Dragneela.
- Lepiej nie kończ. – Warknął na nią.
- Spokojnie Kochani. – Odezwał się Mistrz. – Lucy jest silna. Udowodniła nam to już nie raz. Z tego co wiem, jeszcze tylko zostało jej kilka prób.
- Tak, ale nie wiadomo jak trudne też one będą i jak Lucy sobie z tym poradzi. – Podchwyciła temat Tytania.
- Da sobie radę! – Krzyknął z tłumu młody Conbolt. – Zobaczycie! Zdobędzie wszystkie klucze i będzie jednym z najsilniejszych magów! – Entuzjazm młodego członka udzielił się wszystkim zgromadzonym. Wesołe krzyki można było również usłyszeć na piętrze, gdzie znajdowały się Wendy i Carla wraz z Lucy.

Kilka dni później.
Stan Heartfilli polepszył się. Gorączka spadła, ale ona sama nadal czuła się słabo.
- Pani Lucy! Nie powinna się Pani jeszcze ruszać! – Skarciła ją Marvell, która to spuściła ją tylko na chwilę z oczu.
- Wendy, ale już mi lepiej. – Zapewniała Heartfillia.
- Wcale nie. Znowu chcesz zemdleć? – Wtrąciła Exceedka i założyła ręce na biodra. – Musisz odpocząć jeszcze przez kilka dni.
- Nie mam tyle czasu..
- Dlaczego? Próby mogą poczekać.
- Nie mogą.
- Musisz zebrać siły, by nadal w nich uczestniczyć. Jeśli przystąpisz do kolejnej w takim stanie, będziesz mogła sobie później pomarzyć o zostaniu Strażniczką. – Fuknęła biała kotka.
- Carla! – Skarciła ją przyjaciółka.
- Ma rację. – W progu stanął różowowłosy wraz ze swoim towarzyszem. – Na początku myślałem, że te próby to świetna zabawa, później stawały się coraz dziwniejsze i niebezpieczne.. i z czasem Twój stan zaczął się pogarszać.. i Ty.. zaczęłaś się zmieniać.
- Ja? Zaczęłam się zmieniać? – Powtórzyła cicho.
- Odkąd zaczęły się próby, zapomniałaś o wszystkim innym.
- Ja chcę tylko móc Was chronić. Chcę stać się silna.. – Dziewczyna ścisnęła mocniej kołdrę.
- I jak Ci to wychodzi?
- Natsu.. – Exceed pociągnął go za nogawkę spodni.
- Ktoś musi Ci to uświadomić. – Heartfillia milczała. Nie takich słów się spodziewała z jego ust.
- W porządku.. – Uśmiechnęła się blado. – Od tej pory poradzę sobie sama. – Chwiejnie wstała z łóżka i podeszła do drzwi.
- Pani Lucy.. – Interweniowała Marvell, ale Carla ją powstrzymała.
- Może masz rację Natsu. Może się zmieniłam, mój stan zdrowia się pogorszył, ale jestem z siebie dumna, bo wiem, że daję z siebie wszystko, by osiągnąć coś, czego pragnę. A pragnę Was chronić, nie być ciężarem dla Was, choć mówicie mi, że wcale tak nie jest. Jestem pewna, że gdybyś był na moim miejscu albo ktoś inny, zrobiłbyś dokładnie to samo. – Po tych słowach, wyszła. Magowie zebrani na piętrze wpatrywali się w przyjaciółkę.
- Lucy, nie powinnaś jeszcze wstawać. – Odezwała się starsza Strauss.
- Już jest w porządku. Potrzebuję trochę świeżego powietrza. – Posłała jej uśmiech daleki od tego prawdziwego. W rzeczywistości, wszyscy magowie słyszeli dokładnie całą rozmowę między Lucy a Natsu.

Była w swoim mieszkaniu. Jak się spodziewała, Gospodyni sprzątała tutaj podczas jej nieobecności.
- Głupi Natsu! – Ze złości rzuciła jedną z poduszek na pobliską ścianę. – Głupi! – Rzuciła drugą. W kącikach jej brązowych oczu pojawiały się łzy. – Głupia Lucy.. – Szepnęła i zakryła twarz w poduszce, która jako jedyna nie została rzucona w kolejny kąt.
Ranek przysporzył jej jedynie ból głowy oraz zaczerwienione oczy. Leniwym chodem udała się do łazienki, by wziąć odprężającą kąpiel oraz doprowadzić się jako tako do porządku. W lodówce znalazła zaś jedynie parę warzyw, które może nie wyglądały już zbyt okazale, ale głód (o dziwo o.O) dał się jej we znaki i przyrządziła z nich szybkie danie. Po skończonym posiłku postanowiła udać się do gildii. Jak nie zobaczą, że jest ze mną lepiej to nie uwierzą. – Rzuciła w myślach. Pełna entuzjazmu wyszła z mieszkania. Słoneczna pogoda tylko dodawała jej energii. Ludzie uśmiechali się do niej serdecznie, a ona odwzajemniała ten gest. Była coraz bliżej gildii i czuła się coraz to bardziej zdenerwowana. Nagle ku jej zdziwieniu ze słonecznego nieba tuż przed gildią, pojawił się piorun. Dziewczyna wzdrygnęła się na ten widok.
- Co do cholery? – Spojrzała to w niebo to znowu na miejsce, gdzie przed chwilą był piorun. – Mam złe przeczucia.. – Szepnęła. Nic bardziej mylnego. Gdy tylko przekroczyła próg siedziby magów, zamiast jej przyjaciół zastała.. kozy. (Masakra.. niczym koszmar normalnie! :D)
- Dzień dobry Lucy. – Usłyszała. Właściciel ów głosu pojawił się przy jej boku. Wysoki, blondwłosy mężczyzna ubrany w ciemny garnitur o lazurowych oczach i nienagannej budowie ciała.
- Zgaduję, że Opiekun Gwiazdy Koziorożca? – Odezwała się magini.
- Dokładnie. Twoje zadanie polega na tym, aby rozpoznać przyjaciela w ciele kozy.
- Ale że jak?
- Masz nieograniczony czas.
- Ej! Ale niby jak mam rozpoznać, które z nich to dana osoba?
- Jesteś w tej gildii nie od wczoraj. Znasz swoich przyjaciół, prawda? Każdy z nich ma choćby jedną cechę, która go charakteryzuje. Teraz rozumiesz?
- Noo.. myślę, że tak.
- Cudownie! W takim razie, powodzenia!
- Ale moment, moment! Takie pytanie.. co się stanie jeśli pomylę kozę z moim prawdziwym przyjacielem? – W sumie sama nie wiedziała już, czy chce znać odpowiedź na to pytanie.
- Zostają uwięzieni w ich ciele na zawsze.
- Mogłam się domyślić.. – Burknęła pod nosem. – No to do roboty.. – Heartfillia przeciągnęła się kilkukrotnie, jakby miała zamiar brać udział w maratonie.
- Dobrze się czujesz? Podobno w ostatnich dniach nie było z Tobą dobrze.
- Wszystko gra. Na pewno.. – Uśmiechnęła się szeroko po czym pewnie podeszła do jednej z kóz, która to żuła trawę i zaczęła się jej uważnie przypatrywać. – Hmm.. – Zrobiła minę myśliciela. – Laxus? – Koza rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając za sobą białą chmurę dymu. Gdy już opadła, na jej miejscu siedział owy przyjaciel z kępką trawy w ustach. Szybko ją wypluł.
- Dzięki.. – Odezwał się młody Dreyar. – Okropne uczucie być w ciele kozy.
- Coś mi się wydawało, że chyba jednak Ci się podobało. – Zachichotała dziewczyna, jednak karcące spojrzenie blondyna szybko przywołało ją do porządku.
- Cudownie! Dobrze Ci poszło! – Dopingował ją Opiekun. – Oby tak dalej!
- Jasne.. – Heartfillia wiedziała, dlaczego tak szybko odgarnęła kto jest pod postacią tej kozy. Bliznę na oku w kształcie pioruna miał tylko Laxus. Nie było więc mowy o pomyłce. Jej największą uwagę przykuła zaś koza, która to poiła się z drewnianej beczki i chwiała się na swoich cienkich niczym patyki kopytach. – Cana. – Rzekła bez zastanowienia. (Nawet głupi by zgadł.. jak alkohol – to tylko Cana xD) Miała rację, na miejscu kozy pojawiła się brunetka, która to ściskała swoją beczułkę.
- No *hik* nareszcie *hik*. – I wróciła do wcześniejszej czynności. Blondwłosa zaś napotkała zdegustowaną minę Opiekuna.
- W Fairy Tail no norma. – Skwitowała dziewczyna. – Myślę też, że dogadałby się z Opiekunką Raka.
- Nie wątpię.. Jakbym widział jej odbicie.. – Przyznał blondyn. Magini zaśmiała się, po czym na nowo ruszyła na ratunek przyjaciołom.

‘Jak nie masz zdrowia, to miłość nie wychodzi.
Jak nie masz pieniędzy to miłość wychodzi do innego.’


Witam, witam i o zdrowie pytam~!
Nie no dobra.. jakoś tak mi się udziela xD
Cóż mogę napisać.. ehh.. voila! Nowy rozdzialik na weekend ;)
W sumie to miał się też wtedy pojawić, ale niestety przez weekend będę niedysponowana (czyt. Kaśka będzie pić do upadłego, bo ma urodziny) ..
Cieszcie się i radujcie!

P.s.. zauważyłam ostatnio, że spadł mi licznik odwiedzin.. komentarzy i w ogóle.. jest mi smutno z tego powodu.. no ale co tam, stali czytelnicy są, pojawiają się też nowi co akurat mnie raduje ^^

Oby tak dalej!

Udanego weekendu!

Buziaki Promyczki moje kochane! :*

wtorek, 17 września 2013

66. Pajączki i pająki.

- Ehh.. mam złe przeczucia.. – Westchnęła blondwłosa w miarę spokojnie. Fernandes spojrzał na nią na moment, a potem na nadal przyglądających się im stworzeniom.
- Cóż za opanowanie. – Skwitował niebieskowłosy.
- Weź daj spokój.. Ty się możesz rozluźnić.. tak myślę.
- Czemu?
- To próba. Nie wiem jeszcze, który z Opiekunów wpadł na ten pomysł, ale powiem jedno.. nieźle mu się poprzewracało w głowie.
- Witaj Lucy. – Usłyszeli. Odwrócili się gwałtownie, a za nimi stała kobieta. Młoda, piękna kobieta o czerwonych długich włosach, bladej cerze i czarnych oczach. Jej długa, aż po samą ziemię suknia utkana jakby z pajęczych nici lśniła w blasku wschodzącego właśnie Słońca. (Czy tylko ja pokochałam to zdanie? xD) – Witaj. Jestem Opiekunem Gwiazdy Raka. Nie zwracaj uwagi na mój wygląd.. lubię się przebierać w zależności od okazji. – Rzuciła, gdy tylko zauważyła zaskoczone miny magów. Wybacz, że tym razem ktoś wykorzystuje Twoją gildię, jednakże podsłuchałam Waszą rozmowę z wcześniej i.. Twoim zadaniem będzie pokonanie tych pajączków nim zaczną się schodzić Twoi przyjaciele.
- Po-pokonać pa-pająki? – Zająknęła się dziewczyna.
- Oh tak. – Uśmiechnęła się uwodzicielsko kobieta. – Ah, a tutaj masz swoją broń. – Wcisnęła jej w ręce parę złotych.. nożyczek. Blondynkę zamurowało.
- To żart, prawda? – Chciała się uśmiechnąć, jednak zamiast tego wyszedł jakiś dziwny grymas. Mina Opiekunki zmieniła się na poważną.
- Ale dlaczego nożyczki? – Wtrącił się niebieskowłosy zaintrygowany.
- Cancer używa nożyczek, prawda Lucy? – Rzekła czerwonowłosa. Heartfillia wpatrywała się to w ‘broń’ to w Opiekunkę i Fernandesa, jakby czekała na to, że za chwilę któreś z nich powie, że to kawał i dostanie jakieś prawdziwe narzędzie. Im dłużej czekała na reakcję któregoś z nich, tym bardziej zaczęła sobie uświadamiać prawdę.
- Cholera.. – Przeklęła pod nosem.
- Czas ucieka.. – Rzuciła Opiekunka, a blondwłosa wyrwała się z dręczących ją myśli. Dam sobie radę! Przechodziłam przez gorsze próby! – Dodała sobie otuchy.
- Jellal, mam prośbę.. wyjdź z gildii i pilnuj by nikt nie wszedł, póki nie skończę. – Skierowała swe słowa w stronę chłopaka. – Może, prawda? – Zwróciła się w stronę kobiety, która przytaknęła głową na znak, iż nie ma nic przeciwko. Gdy Fernandes wyszedł z gildii, ta zamknęła drzwi i ruszyła w kierunku stada mniejszych potworów.
- Do dzieła. – Powiedziała na głos i szybkim ruchem skoczyła w stronę zbliżających się do niej pajączków. Była szybsza. Zwinnym ruchem odcięła kilku ich odnóża, a następnie wbiła nożyczki w ich odwłoki. Sama zastanawiała się, skąd się wzięła w niej taka ‘potrzeba’. Czuła się jakby była kontrolowana przez kogoś. Nie chciała ich pozbawiać życia, a jakoś unieszkodliwić w mniej drastyczny sposób. W końcu to istoty żywe. Każdy zasługiwał na życie.

Jej walka toczyła się dość szybko. Jednakże czarnych, odnóżastych potworów nie było końca. Pojawiały się te mniejsze i większe. Musiała to przyznać. To było dużo trudniejsze niż sądziła. Jej nożyczki kontra pająki. Jak się okazało.. większość z nich jest bardzo jadowita. Jej ostrożność wzrosła stokrotnie. Nie mogła sobie pozwolić na jakiekolwiek zaskoczenie z ich strony.  
- Raz.. – Wysapała. – Chociaż raz proszę o jakieś normalne zadanie! – Kolejne cięcie i kolejny przeciwnik wyeliminowany. Na nożyczkach, tak samo jak i jej ubraniach była krew. Ich krew.
- Oj nie marudź. Ciesz się, że w ogóle masz jakąś broń. Na początku miałaś ich pokonać gołymi rękoma. – Usłyszała głos Opiekunki. Spojrzała kątem oka na nią. Siedziała za barem, częstując się bez pozwolenia wysokoprocentowym trunkiem.
- Nie wiedziałam, że Opiekunowie piją alkohol. – Stwierdziła blondwłosa, dźgając kolejnego pająka.
- Oh, my również mamy swoje potrzeby. – Odpowiedziała, biorąc kolejnego łyka z butelki. – Ja muszę od czasu do czasu się napić. Razem ze Skorpionem urządzamy sobie czasem takie wieczory..
- Nie wnikam! – Przerwała szybko magini. – Co za cholerstwo! – Warknęła na kolejnego pająka, który to chciał dostać się do jej biustu. (Ten to wie co dobre xD haha)

Zdyszana rozglądała się dookoła w poszukiwaniu kolejnych potworków, ale żadnego nie mogła dostrzec.
- Koniec? – Spytała z nadzieją.
- Nie sądzę.. – Wymamrotała wstawiona Opiekunka. Jej wzrok podążył na sufit. Blondwłosa zrobiła to samo.
- O kurwości.. – Szepnęła Heartfillia widząc dziesięciokrotnie większego pająka. (No nie mogłam się oprzeć, bo pewnie sama bym tak powiedziała xD)
- Ty też to widzisz? Uff całe szczęście.. myślałam, że ten alkohol tak mi uderzył do głowy. – Zaśmiała się Opiekunka. Magini posłała jej groźne spojrzenie.
- Nie sądzisz, że to już przesada? – Szybko znów spojrzała w kierunku ogromnej wielkości pająka.
- Te, które wcześniej zabiłaś to były jej dzieci.
- Jej? Czyli chcesz mi powiedzieć, że.. że.. to jest.. ich MATKA?!
- No raczej.
- Wielkie dzięki.. – Warga blondwłosej drgnęła. Ze strachu. Obawiała się tamtych małych pająków, a teraz ma do czynienia z wielkoludem. Przełknęła głośno ślinkę.
- Dasz radę młoda. – Dopingowała ją Opiekunka. – Masz zostać przecież Strażniczką Gwiazd! Moja próba to nic w porównaniu do tego co Cię jeszcze czeka!
- Tak.. pewnie tak.. – Przyznała jej cicho rację. Te słowa dodały jej odwagi, ale nie tylko to. Uświadomiła sobie też to, że jej przyjaciele na nią liczą. Ma mało czasu. Musi wykonać tę próbę zanim któreś z nich się pojawi. Nawiązała kontakt wzrokowy ze swoim przeciwnikiem i jakby na znak, oboje ruszyli do ataku.

- Jellal? Co robisz na zewnątrz? – Spytał właśnie przybyły Fullbaster.
- No właśnie? – Ciągnęła Alberona.
- No bo widzicie.. jest pewna sprawa.. – Fernandes nie przemyślał tego, co mógłby im odpowiedzieć, gdyby któryś z magów przybył wcześniej.
- No? – Ponaglał go mag lodu.
- Ejj.. muszę się napić. – Marudziła brunetka. Usłyszeli głośny huk i poczuli niewielki wstrząs.
- C-co tam się dzieje? – Fullbaster w pozycji bojowej przyglądał się budynkowi.
- Serio.. nic strasznego. – Rzucił niebieskowłosy. – Tak myślę. – Dodał pod nosem.
- Co tu się wyprawia? – Do magów podeszła Scarlet z poważną miną. – Jellal, wyjaśnisz to? – Spojrzała na ukochanego takim wzrokiem, że aż poczuł zimne krople potu na plecach.
- Bo widzisz.. To niespodzianka. – Przyszła mu pierwsza lepsza odpowiedź do głowy.
- To skąd ten huk i wstrząs? – Dopytywała Alberona. Trzy pary oczu przenikały go na wskroś. Wyczekiwali odpowiedzi na to pytanie, a on nie wiedział co odpowiedzieć. Żadna sensowna odpowiedź nie przychodziła mu do głowy.
- Siema ludzie! Coś się stało? – Do tłumu dołączył się Dragneel a wraz z nim niebieski Exceed.
- Coś się dzieje w gildii.. – Odpowiedział mu tajemniczo mag lodu. Różowowłosy spojrzał to na zestresowanego całą sytuacją Fernandesa a potem na gildię.
- Lucy! – Krzyknął nagle.
- Stary, jeśli chcesz ją zobaczyć to idź w drugą stronę..
- Nie! Lucy jest w środku. – Mina Salamandra nie wskazywała nic dobrego. Ruszył w kierunku drzwi, ale niebieskowłosy zatrzymał go.
- Nie możesz.
- Dlaczego nie? Ona potrzebuje pomocy.
- Nie potrzebuje. Zostaw ją.
- Skąd to wiesz? – Spytał podejrzliwie. Scarlet przypatrywała się uważnie magom z lekkim niepokojem.
- Wszystko Wam wyjaśnię, ale teraz nie mogę. – Odpowiedział ze spuszczoną głową. Stali tak w ciszy przez parę chwil, a każdy z niecierpliwieniem spoglądał na siebie i na gildię.

- Brawo! Udało Ci się przejść próbę! – Krzyknęła entuzjastycznie Opiekunka. Podeszła do ciężko oddychającej i bladej dziewczyny, która to leżała na plecach na podłodze i patrzyła w sufit. Na jej twarzy widniał lekki uśmiech.
- No.. to.. świetnie.. – Wycharczała. Z jej rąk zniknęły nożyczki, ale w zamian za to pojawiły się dwa klucze. (Noo pewnie się teraz zastanawiacie.. ‘Co? Dwa? Dlaczego?’  a Wasza mina pewnie mówi jasno i wyraźnie wtf? o.O) Heartfillia czując w dłoniach znajome przedmioty, podniosła się do siadu i spojrzała na nie. – Niemożliwe.. – Szepnęła widząc znak Panny na jednym z kluczy.
- Ehh możliwe, możliwe.. – Usłyszała znany już z wcześniej głos. Opiekunka Gwiazdy Panny stała z krzyżowanymi na rękach piersiami i patrzyła na nią poważnie.
- Jedna próba, dwa klucze. Czy to nie wspaniałe? – Zachwycała się druga Opiekunka.
- A-ale nie rozumiem.. dlaczego?
- Dlatego, że mimo pokonania pająków, pozbyłaś się również pajęczyn z gildii. Nie musiałaś tego robić. – Wytłumaczyła jej. Na twarzy Heartfillii pojawiał się coraz to większy uśmiech.
- Dziękuję! – Rzuciła radośnie. – Naprawdę się nie spodziewałam. – Dodała.
- No dobra, dobra.. koniec już tego dobrego. Twoi przyjaciele czekają na zewnątrz i się niecierpliwią. Powodzenia w następnych próbach! – Po tych słowach, zniknęły. Blondwłosa chwiejnie podeszła do głównych drzwi i otworzyła je. Oczy wszystkich tam zgromadzonych magów, skierowały się w jej stronę.
- Lucy.. – Odezwał się pierwszy Dragneel i podszedł do dziewczyny, która to podtrzymywała się drzwi, by nie upaść. Była wykończona. Przyjaciele zauważyli w jej ręku dwa złote przedmioty.
- Zdobyłam klucz Raka i Panny. – Odpowiedziała im, zanim Ci zdążyli o cokolwiek zapytać.
- Klucz Panny? Przecież nie przeszłaś jej próby. – Rzekł Fullbaster.
- Tak.. to prawda, ale przeszłam ją teraz. Widzicie.. musiałam pokonać pająki. Gdy już je pokonałam, wysprzątałam gildię z pajęczyn i pojawiła się właśnie Opiekunka Panny mówiąc mi, że mimo iż nie musiałam tego robić, to to wykonałam i dostałam klucz.
- To wspaniale! – Krzyknęli radośnie magowie i podeszli do przyjaciółki.
- Wyglądasz okropnie. – Skwitował Salamander.
- Dziękuję za jakże miły komplement z samego rana. – Rzuciła sarkastycznie. Jednakże miał rację. W jej włosach, tak samo jak na ubraniu były pajęczyny oraz zaschnięta krew.
- Trzeba to uczcić! – Krzyknął ktoś z tłumu.
- Impreza! – Odpowiedzieli chórem.
- Chwila! Chwila! Chwila! – Przerwała im Scarlet. – Nie tak prędko.. jest jeszcze coś.. – Mówiąc to, podeszła do niebieskowłosego i chwyciła go za rękę. – Pobieramy się. – Odpowiedziała z uśmiechem po niedługiej ciszy. Wróżki popatrzyły po sobie z zaskoczeniem po czym wspólnie krzyknęli:
- GRATULACJE! – I tym sposobem rozpoczęła się podwójna impreza w stylu Fairy Tail.

‘Najbardziej boimy się nie ciemności czy pająków, ale samych siebie..
Naszych emocji, uczuć, myśli..’



Zapewne wszyscy ucieszyli się z nowego, tak szybko napisanego rozdziały w tym miesiącu xD
Oł yeaa! Ja też się cieszę, chociaż nadal jest ze mną coś nie tak, ale to odstawmy na bok ^^
Większość z Was ma naprawdę dobrą intuicję co do prób xD w sumie z drugiej strony, to kto by się tego nie spodziewał.. pff ;P
I co jeszcze.. a! zapewne zaskoczyłam Was gestem Opiekunki Panny, co nie? Co nie? ^^ a jak!
Noo.. 66 rozdziałów za mną.. szczerze.. sama nie wierzę w to, co widzę.. ;O nigdy, przenigdy bym nie pomyślała, że tyle napiszę ^^
Ehh pogoda daje w kość, ludzie dają w kość, nawet auto daje w kość.. jedyne czym się pocieszam to tymi Waszymi blogami ;D

Buziaki, do następnego!!


P.S.! Dziękuję Wam! Na serio! Bardzo Wam dziękuję! Jesteście ZAJEBIŚCI i KOCHANI! Czytając Wasze komentarze pod ostatnią notką aż się popłakałam.. ze szczęścia.. to wspaniałe uczucie mając Was – takie moje jedyne w swoim rodzaju promyczki rozświetlające szare dni :) jesteście wielcy! Kocham Was z całego serduszka! <3

czwartek, 12 września 2013

65. Pan i pani.

Mimo, że na dworze panował chłód, oni czuli ciepło. Ciepło, które rozlewało się po całym ich wnętrzu po same palce u stóp. Dla nich czas się zatrzymał. Nie istniało nic, ani nikt prócz nich samych.
- Jesteś zmarznięta. – Skwitował różowowłosy, gdy już się od siebie oderwali.
- Być może.. za to w środku cała płonę. – Odpowiedziała mu z chytrym uśmieszkiem. – Dobranoc Natsu. – Musnęła szybko znowu jego wargi i odbiegła w stronę drzwi do mieszkania.
- A-ale czekaj.. Lucy! Co? – Zdezorientowany chłopak popatrzył w miejsce, gdzie przed chwilą jeszcze stała, a potem swój wzrok przeniósł na śmiejącą się dziewczynę nieopodal niego.
- Jestem zmęczona Natsu. Spotkamy się jutro. – Dodała na odchodne i zniknęła za drzwiami, a różowowłosy wpatrywał się jeszcze przez chwilę w jeden punkt, po czym uśmiechnął się szeroko.
- Dobranoc. – Rzekł i odszedł w swoją stronę.

Heartfillia weszła do swojego pokoju i od razu rzuciła się na łóżko z wielkim uśmiechem. Ten dzień a raczej wieczór zapamięta na bardzo długo. I będzie on zdecydowanie należał do najlepszych jaki kiedykolwiek miała. Zasnęła.

- Luuuuucy! – W domu dało się słyszeć donośny głos kobiety. Nie należał on do najmilszych.
- Coś się stało? – Blondwłosa zdyszana wybiegła z kuchni do salonu. Do właścicielki głosu.
- Ile razy mam powtarzać, byś na cieście dodawała więcej truskawek?! – Wrzasnęła (na pewno już wiecie kto xD) Pani Domu. – Co to za ciasto truskawkowe z małą ilością truskawek? – Dopytywała się marszcząc przy tym czoło i wtykając widelczyk w smakołyk.
- P-przepraszam.. – Odezwała się cicho ze spuszczoną głową. – O-obiecuję poprawę. – Wyjąkała.
- Zniknij mi z oczu. – Machnęła ręką, nie urzekając jej spojrzeniem. Blondwłosa odwróciła się na pięcie i wyszła. Po drodze jednak natknęła się na Pana Domu.
- P-przepraszam! – Rzuciła szybko, gdy jej ramię musnęło jego. Ukłoniła się również w geście za owy wyczyn.
- Nic się nie stało. – Uśmiechnął się do niej szeroko. Jego promienny uśmiech już dawno skradł jej serce, ale cóż ona mogła? Jako służąca domu Dragneel nie miała prawa zakochiwać się w swoim pracodawcy, co więcej miał żonę. Piękną i mądrą a na dodatek silną. Nie mogła myśleć o nim w ten sposób.
- Mimo wszystko.. przepraszam. – Uśmiechnęła się delikatnie, po czym szybkim chodem uciekła do kuchni.
- Erzo, znowu nakrzyczałaś na Lucy? – Spytał prosto z mostu wchodząc do salonu, gdzie siedziała małżonka.
- Oh, kochanie.. ona jest do niczego! Wszystko robi nie tak jak powinna! – Skarżyła się szkrłatnowłosa.
- Myślę, że zbyt surowo ją oceniasz.
- Natsu.. – Szepnęła w jego stronę. – Czyżbyś kochał inną? – Przyjrzała mu się uważnie z przymrużeniem oka.
- Ależ skąd! – Odpowiedział od razu pewnie. – To niemożliwe bym mógł się związać z kobietą niższej rangi.
- Tak się cieszę, że to słyszę! – Rzuciła się mężowi w ramiona. Ten ujął w dłoń jej długie włosy i ucałował końcówki. Blondwłosa zaś, która stała od pewnego czasu za drzwiami, dusiła się łzami, słysząc takie słowa z ust Pana Domu. Dałaby sobie rękę uciąć za jego szlachetne serce, za dobroć, którą jej okazał parę lat temu, zabierając ją do swojej rezydencji. W życiu nie pomyślałaby, że ważny jest dla niego statut społeczny drugiej osoby.

Zapadł zmrok. Heartfillia odrabiając wszystkie domowe prace, jako służba, wyszła na dwór. Mieszkała z zamożnymi ludźmi, którzy posiadali ogromną stadninę. Wiele mieszkańców przychodziło na naukę konno do Dragneelów. Nie tylko to ich wyróżniało. Pod swoje skrzydła przyjęli nie tylko ją – sierotę z biednego domu, ale również i niejakiego Graya’a – przystojnego mężczyznę, który to pracował tam jako ogrodnik oraz nauczyciel nauki jazdy na koniu. Sama Heartfillia uczyła się w wolnych chwilach wieczornych jazdy konno. Z ogrodnikiem była w bardzo dobrych stosunkach. Jako opiekun koni, pozwalał jej dosiadać ich gdy tylko będzie miała na to ochotę. Takowa i nadeszła. Lubiła spacery pod gwieździstym niebem. Idąc wolnym krokiem w stronę stajni, zauważyła, że świeci się w niej światło. Uchylając drzwi, jej oczom ukazuje się scena, której nigdy nie miała zamiaru widzieć. Pani Domu wraz z ogrodnikiem obdarowywują się czułymi pocałunkami.
- T-to nie tak! – Krzyknęła zdenerwowana szkarłatnowłosa, odpychając od siebie granatowowłosego, u którego to dało zauważyć się dało lekki uśmiech oraz brak górnej części garderoby. Natomiast sama Pani Domu miała na sobie haleczkę, która ledwo co zakrywała jej uda. Szybko sięgnęła po płaszcz rzucony gdzieś nieopodal i nakryła się nim. – Nic nie widziałaś! – Erza starała się zachować zimną krew. Podeszła bliżej służącej, która to nadal niedowierzała w to, co widziała.
- A-ale dlaczego? – Szepnęła. – Pan Natsu tak bardzo Panią kocha.. – Spod powiek blondwłosej wydobyła się łza, a po niej następna i kolejna. Sama nie wiedziała dlaczego.. w końcu on jej nie lubił. Nie kochał jej, ale kochał swoją żonę.
- Uspokój się! – Warknęła i wymierzyła jej cios w policzek. – Teraz nie mam innego wyjścia, jak prosić Cię o jedno.. – Rzekła już spokojniej i chwyciła ją za ramiona. – Musisz GO zabić. Daję Ci wolną rękę. Możesz go otruć, zastrzelić, przejechać.. – Zaczęła wymieniać. Heartfillia była jak zahipnotyzowana. Do jej uszu dotarło tylko pierwsze zdanie. Po tych słowach nie czuła już nic. Ani piekącego policzka, ani nawet swego wcześniej mocno bijącego serca. Jej oczy straciły blask.

- Nie! – Krzyknęła blondwłosa, wijąc się po łóżku jak wąż. Jej czoło było mokre. Kosmyki włosów przyklejały się do twarzy. Tak bardzo chciała się z tego wyrwać. Z tego koszmaru. – Nie! – Krzyknęła ponownie i ścisnęła mocniej powieki.

- Nie! – Wrzasnęła nagle dziewczyna i uwolniła się z uścisku szkarłatnowłosej. – Nie zrobię tego! – Dodała pewniej. – Nie zabiję Natsu! Choćby niewiadomo jak było źle, żadne z naszych przyjaciół nie kazałby drugiemu zabić! I to na pewno nie osobę, którą kocha i która jest najważniejsza! – Sama blondwłosa nie zdawała sobie sprawy z wagi swoich słów. Przyjrzała się za to delikatnemu uśmiechowi Erzy oraz Gray’a, po czym zniknęli, a za nimi, ona.

Odrzuciła z siebie kołdrę i gwałtownie wstała z łóżka. Opadła na podłogę ciężko dysząc.
- Gratuluję. – Usłyszała nad sobą głos. Uniosła głowę i ku jej zdziwieniu, ukazała się pewna kobieta. Bardzo piękna, która to miała na sobie biały wełniany płaszcz. – Przeszłaś moją próbę. – Uśmiechnęła się serdecznie kobieta i kucnęła przed blondwłosą, która to nadal blada i ciężkooddychająca, przyglądała się jej z niedowierzaniem. – Jestem Opiekunką Gwiazdy Barana. Udało Ci się przejść w świadomy sen i kontrolować swoje prawdziwe uczucia. Co prawda nie jako taka Lucy, jaką byłaś w tym śnie, ale i tak to było wspaniałe.
- Czy.. oni.. też mieli.. ten.. sen? – Spytała trochę zziajana.
- Tak. Dlatego uśmiechnęli się, gdy tylko wykrzyczałaś prawdę. Proszę, oto Twój kolejny klucz. – Wręczyła jej do ręki złoty przedmiot i dotknęła jej głowy. – Nie zamartwiaj się tym koszmarem. Nigdy nie staniesz przed taką decyzją, by zabić kogoś kogo kochasz. – Rzekła pokrzepiająco. – Trzymaj się Lucy. Trzymam za Ciebie kciuki! – I zniknęła w złotej poświacie. W ciemnym, pustym pokoju dało się usłyszeć głośne bicie serca dziewczyny.
- Czy wy chcecie mnie wykończyć psychicznie zanim zostanę Strażniczką Gwiazd? – Szepnęła do siebie. Chwiejnym krokiem ruszyła w stronę łazienki. Kąpiel. Tego jej było trzeba. Zegar wskazywał godzinę piątą nad ranem. Na pewno już nie zaśnie. Zamiast zregenerować siły po wcześniejszych próbach, czuła jak jeszcze więcej ich straciła. Olejek lawendowy pozwolił jej się odprężyć i na chwilę zapomnieć o wszystkich problemach. – Proszę.. ja chcę już to mieć jak najszybciej za sobą.. te próby.. – Westchnęła, opierając głowę na kancie wanny.

Pół godziny. Tyle jej wystarczyło, by poczuć się choć odrobinę lepiej. Jej chude ciało, zostało pokryte świeżymi, codziennymi ubraniami. Postanowiła udać się na spacer. Ot tak. Nic tak nie regeneruje sił jak poranny spacer.
Tak wiele się zmieniło w niewielkim czasie w Magnolii. Dopiero teraz zauważyła, ile ją ominęło przez te wszystkie próby i podróże. Uliczki stały się jeszcze bardziej kolorowe niż wcześniej, co więcej, czuła jak te kolory dodają jej sił. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Taki prawdziwy. Tęskniła z tym miastem, za tymi wszystkimi ludźmi, za ojcem i za Shirem (pamiętacie tego urwisa? ^^), który to zapewne jest zły, że go zaniedbała ostatnimi czasy, tak samo jak i ogólnie Dom Dziecka. Postanowiła. Gdy tylko zakończy wszystkie próby, uda się do niego i opowie mu o wszystkim. To była jej motywacja na obecną chwilę.
- Nie za wcześnie na spacer? – Usłyszała za sobą. Podskoczyła na dźwięk tych słów, ale to pewnie za sprawą tego, iż bujała w obłokach.
- Mogłabym spytać o to samo Ciebie.. – Rzuciła. – Spać nie możesz, czy Erza ma Cię już dość? – Spytała kąśliwie.
- Uuu.. ktoś tu wstał lewą nogą.
- Blisko.. – Westchnęła i skrzyżowała ręce na piersiach. – To co tutaj robisz?
- A no myślę o tym i o tamtym i o tym jaki ze mnie szczęściarz. – Nie umiał zachować swojego uśmiechu i tego jak faktycznie był szczęśliwy.
- Co się stało? – Spytała z zaciekawieniem się mu przyglądając.
- Erza i ja się pobieramy. – Chwilę zajęło nim blondwłosa przetrawiła tę wiadomość, po czym jej źrenice rozszerzyły się dwukrotnie.
- Żartujesz! – Wrzasnęła prawie, że na całe gardło, budząc przy tym prawdopodobnie większość mieszkańców Magnolii. Szybko zasłoniła sobie usta ręką. – Nie zauważyłam nawet, że się spotykacie.. przepraszam.. – Dodała ciszej.
- Nikomu specjalnie o tym nie mówiliśmy. Chcemy się pobrać jak najszybciej. Choćby jutro, a nawet dzisiaj. – Mówił podekscytowany.
- T-to wspaniale. Gratuluję. – Powiedziała szczerze. – Świetnie Wam razem. Mam nadzieję, że Erza jest równie szczęśliwa co Ty.
- Nie wiem.. ja spać nie mogę, dlatego się tak włóczę po Magnolii. Dzisiaj wszystkim to ogłosimy.
- Na pewno się ucieszą. – Nie zawsze dogadywała się z niebieskowłosym tak dobrze, ale czuła, że mogła mu powierzyć opiekę nad swoją przyjaciółką. Kochał ją, to było widać, a ona na pewno i jego. Ciągle rozmawiając, dotarli pod gildię, gdzie jak się okazało była otwarta. Jednakże przekraczając jej próg, doznali szoku. Wnętrze gildii pokryte było pajęczynami. Każdy kąt, każdy zakamarek.. wszędzie pajęczyna. Gildia wyglądała jakby nie była użytkowana od kilkuset lat. Większy szok przeżyli, gdy w jednym z kątów zauważyli ‘armię’ pająków, które to swoimi wyłupiastymi oczami świdrowali ich na wskroś, a zwłaszcza blondwłosą maginię.

'Jest tylko jedno szczęście w życiu, kochać i być kochanym.'



Moje pierwsze słowa po uruchomieniu Worda:
‘Pier*olę.. niech ktoś to napisze za mnie’ i jebut głową o biurko xD

Tak oto Kaśka wraca do żywych..
No dobra.. może nie aż tak, ale zawsze coś..

I sorki za taki rozdział po dłuuuugiej nieobecności, ale.. Emm.. hmm okej.. nie mam wytłumaczenia.. ale powiem Wam jedno.. ja to już nie ta sama Kaśka co kiedyś.. chyba się rozpadam na kawałki.. takie drobniutkie.. kto mnie pozbiera.. nie wiem.. i kiedy to będzie to też nie wiem.. wybaczcie mi..

Przechodziły mi przez głowę myśli, by zawiesić bloga albo nawet go porzucić.. ale.. primo: tyle osób już zawiesiło blogi, że to jakaś paranoja.. secundo: gdybym porzuciła to bym pewnie sama tego po pewnym czasie żałowała, bo w cholerę pracy tu włożyłam i wysiłku i czasu również.. tetrio: żal by mi było stracić tak świetną ekipę ze społeczności blogspotowej ;) quatro: może ta deprecha kiedyś minie? xD

No nic.. daję znać, że żyję.. nie mam się świetnie, ale daję radę.. Wasze blogi czytam na bieżąco, ale nie komentuję..

Co do kolejnego rozdziału to hmm.. nie wiem jeszcze kiedy będzie, ale będę się starać coś spleść w najbliższych dniach ;)


Trzymka! ;*

wtorek, 27 sierpnia 2013

64. Równowaga i kwiat.

Nie wiedział ile tak już stał razem z nią na środku drogi. W sumie.. nie obchodziło go to. Przyjaciele przypatrywali się im od dłuższego czasu, jednak po chwili, rozeszli się. Sama blondwłosa zaś uspokoiła się trochę i delikatnie odsunęła się od chłopaka.
- Już mi lepiej, dziękuję. – Odparła, ale nie brzmiało to tak, jakby naprawdę tak było. – Chyba pójdę na chwilę do mieszkania i odpocznę. – Mówiąc to, ruszyła w swoim kierunku.
- Lucy.. idę z Tobą! – Rzucił za nią hardo. Nic nie odpowiedziała. Gdy po kilkunastu minutach drogi milczenia, w końcu dotarli na miejsce, blondwłosa rzuciła się na łóżko i przykryła po samą szyję kołdrą. Salamander westchnął tylko, a sam usiadł na kanapie i przyglądał się dziewczynie.

W gildii.
- No gdzie wy się podziewaliście? – Spytała Alberona, gdy reszta ‘najsilniejszej’ wraz z Laxusem weszła do gildii. – Co macie takie ponure miny? – Dodała. Ci z westchnięciem usiedli przy barze. Brunetka z wrażenia aż odłożyła beczkę pełną wysokoprocentowego trunku. (No wiem.. co się dzieje? O.o)
- Gdzie zgubiliście Natsu i Lucy? – Zaczęła Strauss.
- Co się stało Lucy? – Dopytywał się Dreyar.
- To skomplikowane.. – Rzekła Tytania po chwili.
- Postaramy się zrozumieć.
- Po tym jak Acnologia została obudzona, Lucy straciła wszystkie klucze, które rozproszyły się gdzie tylko się dało.. Później miała coś na wzór wizji czy snu i tam ktoś powiedział jej, by odzyskała wszystkie klucze. Gdy to zrobi zostanie Strażniczką Gwiazd. – Każdy był pod wrażeniem, słysząc opowieść szkarłatnowłosej. – Okazało się też, że musi przechodzić próby Opiekunów Gwiazd, by odzyskać klucze. Teraz zdobyła by szósty, ale.. – Zawiesiła głos. – Nie przeszła próby i się załamała.
- Biedna Lucy. – Skwitowała Mirajane. – Tak wielka odpowiedzialność i wysiłek.
- Tak.. jeszcze martwi się tym, że to my niekiedy bierzemy w tym udział jako ‘ofiary’. Nie możemy jej też w ogóle pomagać.
- Siostrzyczka Lucy da radę! – Krzyknął z tłumu Romeo. (Nie wiem czemu, ale kocham tego chłopaka! Jest cudowny! xD) – Zobaczycie, zostanie Strażniczką Gwiazd. – Dodał z uśmiechem.
- Nie ma innej opcji. – Poparł go mag lodu. – Teraz jednak musi~ - Nie dokończył swojej wypowiedzi, gdyż wokół niego pojawiła się złota poświata, tak samo wokół Tytanii i Happiego. Zniknęli.
- Co się dzieje? – Spytała zaskoczona tym widokiem brunetka.
- Może to ma jakiś związek z tymi próbami? – Rzucił młody Dreyar.
- Lucy.. postaraj się.. – Wyszeptała cicho białowłosa.

Znaleźli się na jakieś opuszczonej polanie. Ledwo przytomna Heartfillia rozglądała się dookoła, aż w końcu jej wzrok przykuła pewna postać zbliżająca się do nich.
- Siemka! – Usłyszeli jej głos. Młoda dziewczyna, mniej więcej w ich wieku wpatrywała się w nich z uśmiechem. – Jestem Opiekunem Gwiazdy Wagi. – Przedstawiła się. Magowie przyjrzeli się jej dokładnie. Całkowicie różniła się od poprzednich Opiekunów. Emanowało od niej niesamowite ciepło i pozytywna energia, która w momencie zaraziła resztę. Jej ubiór również był inny, niczym u nastolatki. Średniej długości brązowe fale, opadały luzem na jej ramiona i plecy, zaś w niebieskich oczach tańczyły wesoło ogniki. – No wiem.. wyróżniam się. – Skwitowała, widząc ich miny. – A Ty, Lucy nie dołuj się już tak. Opiekun Panny ma trudny charakter, ale czasami nawet i ci najwięksi twardziele, odpuszczają. – Puściła jej oczko. – To co, gotowa by przejść próbę? – Opiekunka ścisnęła mocno dłoń dziewczyny.
- T-tak. – Odpowiedziała trochę niepewnie.
- Cudownie! Mam nadzieję, że mi wybaczysz to, że wykorzystam trochę Twoich przyjaciół do tego zadania? To nie będzie nic strasznego. – Zapewniała. Niebieskooka pstryknęła palcami, a tuż przed nimi pojawiła się gigantycznych rozmiarów waga. – Poproszę Was teraz o to, byście stanęli na jednej szali. – Zwróciła się w stronę magów. Udali się w wyznaczone miejsce. Pod ich ciężarem, szalka ugięła się. – Dobrze. Teraz Lucy, Twoje zadanie polega na tym, abyś wyrównała tę wagę. Możesz użyć wszystkiego, co tutaj masz. Patyki, kamienie, drzewa.. co tylko wpadnie Ci w ręce. Jeśli przeważysz drugą szalkę, przyjaciele tak samo jak i klucz wylecą w powietrze.
- Że co?! – Krzyknęli wspólnie.
- Dla utrudnienia sama będziesz musiała stwierdzić, czy wyrównywałaś wagę. Ta nie posiada wskaźnika równowagi. Powodzenia. – Poklepała blondynkę po plecach i usiadła po turecku na trawie.
- Bardzo śmieszne.. – Rzuciła pod nosem Heartfillia. Okej.. no to do roboty! Rzuciła w myślach i wzięła się do pracy. Pierwsze co wzięła do rąk, były kamienie. Zaczęła je pojedynczo układać na drugiej szali.
- Dasz radę! – Usłyszała krzyk Dragneela. – To zadanie jest proste! – Dodał. Taa.. ale na pewno jest jakiś haczyk.. chociaż.. Heartfillia spojrzała na Opiekunkę, która to z uśmiechem wpatrywała się w niebo, bawiąc się przy tym końcówkami włosów. Ona naprawdę nie wygląda na kogoś, kto mógłby zostawić jakąś pułapkę.
- Czy mam ograniczoną ilość czasu? – Spytała po chwili blondwłosa, niosąc już piąty z kolei kamień.
- Ah.. – Ocknęła się dziewczyna. – Nie, masz nieograniczony czas. – Odpowiedziała.
- A to nowość.. – Rzuciła pod nosem zaskoczona magini.

Już od ponad godziny Heartfillia nosiła kamienie, kłody i inne cięższe rzeczy w stronę wielkiej wagi. Szalka, na której znajdowali się jej przyjaciele podniosła się tylko o jakieś dziesięć centymetrów. To nadal za mało, by wyrównać obie.
- Ile wy ważycie? – Spytała zmachana, dodając kolejny ciężar po przeciwnej stronie. – Tutaj jest już chyba jakieś pół tony..
- Natsu dużo je.. – Rzucił Exceed, zasłaniając pyszczek łapkami. Heartfillia mimo, że była zmęczona, zaśmiała się. Tak samo jak i mag lodu.
- To magiczna waga. – Odezwała się Opiekunka. – Ważą dużo dlatego, że ich moc magiczna również jest brana pod uwagę. (Czaicie ludzie? xD)
- To ma sens.. – Rzekła pod nosem blondwłosa i dalej wzięła się do pracy. Tak bardzo zależało jej na tym, by zdobyć kolejny klucz. Na samo przypomnienie jednak o ostatniej próbie, spochmurniała.

Kilka godzin później.
Już tak niewiele brakuje, by kolejna próba zakończyła się sukcesem. Sama Opiekunka przestała wpatrywać się w niebo i z uśmiechem przyglądała się poczynaniom dziewczyny, która to bezustannie starała się jak tylko mogła, by wyrównać szale. Przyjaciele również ją dopingowali, co dodawało jej jeszcze więcej siły.
- Czy teraz jest dobrze? – Spytała zdyszana dziewczyna, klękając na trawie i przyglądając się wadze.
- Jeszcze nie. – Odparła Opiekunka.
- Jak to nie? Wykorzystałam już wszystko, co mogłam. – Rzekła zdepresowana. (Nie wiem nawet czy istnieje takie słowo o.O) Przyjrzała się jeszcze raz, dokładniej obu szalom. Minimalna różnica. Blondwłosa podniosła się z trawy, zrywając przy tym biały kwiat i podeszła do jednej z szali. Ułożyła kwiat na kamieniach, kłodach i tym podobnych rzeczach. (Jak w kreskówkach.. piórko potrafiło przeważyć wszystko ^^)
- Teraz jest idealnie! – Krzyknęła z zachwytem niebieskooka. – Gratulacje Lucy! – Dodała, a wielka waga zniknęła.
- Udało Ci się! – Podbiegli do niej przyjaciele. Tytania wręczyła jej złoty klucz.
- Tak.. udało mi się. – Powtórzyła szeptem i posłała każdemu z osoba szczery uśmiech.
- No to ja też będę się zbierać. – Rzekła Opiekunka. – Miło było Was poznać. Powodzenia z następnymi próbami i w ogóle.. wiesz.. – Zerknęła w stronę różowowłosego i potem znów przeniosła wzrok na Heartfillię, która oblała się delikatnym rumieńcem. – Na razie! – I zniknęła w złotej poświcie.

Po udanej próbie, cała drużyna udała się do gildii.
- O, widzę że humory już Wam się polepszyły. – Rzekła na powitanie Alberona.
- Lucy przeszła próbę. – Rzucił latający towarzysz.
- To było do przewidzenia. W końcu to Lucy! – Krzyknął ktoś z tłumu.
- A teraz opowiadaj! – Większość dziewczyn porwało blondwłosą. W sumie to nie tylko dziewczyny były ciekawe. Męskie grono gildii również przyłączyło się, by wysłuchać opowieści o próbach, natomiast Gray i Natsu porwali się do bitki, a tuż z nimi kilku innych narwańców. Erza postanowiła spędzić ten czas z niebieskowłosym magiem, któremu to chciała opowiedzieć wszystko po ‘swojemu’ i nacieszyć się jego obecnością.

Codzienna impreza w stylu Fairy Tail właśnie się kończyła. Połowa magów udała się już do swoich domów, a ‘niedobitki’ leżeli gdzie popadnie.
- Jestem zmęczona. – Heartfillia opadła na krzesło przy barze i położyła głowę na blacie.
- Właśnie widać. Dziewczyno, czy Ty w ogóle śpisz albo jesz? – Dosiadł się do niej blondyn.
- No wiesz.. przez te próby to jakoś niespecjalnie mam czas na to, ale nie jest źle.. przytomności jeszcze nie straciłam. – Zaśmiała się pod nosem.
- To nie jest zabawne. Odprowadzę Cię do domu.
- Dzięki. Pójdę sama. – Przeciągnęła się na krześle i zeszła. – Trzymaj się! – Krzyknęła na dowidzenia. Dreyar zerwał się z miejsca, by za nią pobiec, jednak wyprzedził go Salamander, ówcześnie wołając jej imię. Blondyn westchnął tylko i obrócił się w stronę baru.
- Lucy! – Usłyszała jego głos.
- Natsu? Nie musisz mnie odprowadzać.
- Chcę z Tobą spędzić więcej czasu. – Uśmiechnął się na ten swój czarujący sposób, aż jej serce szybciej zabiło. Nie odezwała się słowem. Lekko zarumieniona, uśmiechnęła się i ruszyła w stronę mieszkania. Tuż obok niej kroczył zaś Dragneel. Całą drogę wymieniali się ukradkowymi spojrzeniami w swoją stronę i uśmiechami. Ich dłonie zetknęły się. Po ciele blondwłosej przeszedł przyjemny dreszcz. Poczuła ciepłą rękę, która ściskała jej. Spojrzała na chłopaka, który to skrył twarz w swoim łuskowatym szaliku.
- Dziękuję. – Odezwała się, gdy już byli pod jej mieszkaniem.
- Za co?
- Bo jesteś. – Stanęli twarzą w twarz. Heartfillia wspięła się delikatnie na palcach i ucałowała policzek różowowłosego. Przez chwilę jeszcze patrzyli sobie w oczy, po czym nie wiadomo jak, ich usta połączyły się w namiętnym pocałunku.

‘Wyważony człowiek jest równowagą skrajności.’



I..
3..
2..
1..
Otwieramy szampana! Odpalamy fajerwerki! Śpiewamy: ‘i jeszcze jeden..’
Dlaczego?
Rok temu ukazał się tutaj pierwszy rozdział! Yahooo! xD
Sama w to nie wierzę, że tyle wytrzymałam.. jestem z siebie dumna..
A z Was w szczególności!
Byliście tutaj ze mną na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie.. moment, moment.. chyba się zapędziłam.. brzmi jak przysięga małżeńska.. a z resztą, co mi tam! Zakładając tego bloga, wklejając kolejne notki, czytając Wasze komentarze i w ogóle związaliśmy się WSZYSCY RAZEM! Yohohohohoho ^^

A teraz konkrety:
Dziękuję Wam za ten rok!
Za te wszystkie miłe i niemiłe słowa.. za 1001 komentarzy od tego czasu, za wszystko, naprawdę za WSZYSTKO! :* Najbardziej dziękuję tym, którzy są ze mną od początku opowiadania.. (w sumie to nie wiem czy ktoś jeszcze taki istnieje..) ;*

Noo a wracając do rozdziału..
Wybaczcie, trochę mnie nie było.. z powodów.. cóż.. depresji? Tak.. na pewno depresji.. ostatni tydzień był dla mnie jednym z gorszych.. w sumie ten też nie zaczął się lepiej, ale trudno.. nie będę Wam tutaj dupy zawracać xD
Co chciałabym jeszcze dopowiedzieć.. otóż: Opiekuna Wagi wzorowałam na mnie ;D wygląd, charakter, to bujanie w obłokach i kręcenie końcówek włosów w dłoniach – to cała ja ^^ Co jeszcze mnie łączy z Opiekunem? Otóż to mój znak zodiaku xD Połączenie idealne! Hyhyhy ^^

No nic.. w takim razie do następnego rozdziału!

Całuję ;* ;*

środa, 21 sierpnia 2013

63. Chatka i nieporządek.

Nastał kolejny dzień dla magów Fairy Tail. Słońce wdzierało się przez zasłony ich wspólnego pokoju w hotelu. Co prawda, Heartfilli to nie przeszkadzało. Całą noc nie zmrużyła oka, rozmyślając nad wypełnionymi już próbami i nad odzyskaniem jej ukochanych Duchów. Zastanawiała się jak będzie wyglądać jej życie, gdy zostanie Strażniczką Gwiazd. Czy jej moc wzrośnie, otrzyma jakieś dodatkowe umiejętności? Sama nie wiedziała, co o tym myśleć. W tej chwili najważniejsze było dla niej to, aby jej przyjaciele-duchy były z nią. Całe i zdrowe. Tak samo myślała o tych, którzy byli w tej chwili przy niej. Tak wiele im zawdzięczała, są przy niej podczas prób, wspierają ją oraz coś co jej się nie podoba.. biorą udział w tym wszystkim i narażają się na niebezpieczeństwa.
Leniwie wstała z łóżka i cicho przemknęła do łazienki. Tam zrzuciła z siebie ciuchy, a wannę wypełniła gorącą wodą i dodała olejku różanego, którego to zapach w momencie wypełnił całe pomieszczenie. Zaczęła sobie cicho nucić pod nosem i całkowicie się odprężyła.
Po skończonej kąpieli, stanęła na wadze, która to nie umknęła jej uwadze. (Yeaa, Kasiek – poeta znowu wraca xD) Czuła, że przez te próby nie ma w ogóle apetytu, a wysiłek, w jaki w nie wkłada, również daje się we znaki. Tak jak się spodziewała.. jej waga zmalała. Przyjrzała się dokładniej swojemu ciału w lustrze. Nie dało się niezauważyć wystających żeber oraz kości miednicy. Jej nogi również stały się chudsze, tak samo jak i biust. (Anorektyczka! ;P) Policzki również miała lekko zapadnięte. Nie czuła się źle, jednakże przyjaciele i tak się o nią martwili.
Zarzuciła na siebie czyste ubrania i wyszła z łazienki. Reszta nadal smacznie spała. Tytania leżała pomiędzy Natsu, który głośno chrapał a Gray’em, który to leżał w samych bokserkach. Happy zaś leżał wygodnie na brzuchu Salamandra, a z jego pyszczka leciała ślinka. (Wiadomo już o czym śni.. ^^) Weszła do kuchni i tam zaczęła przygotowywać dla przyjaciół śniadanie.
Kwadrans później wszyscy zasiedli do stołu. Nawet Lucy ochoczo zjadła przyrządzony przez siebie posiłek.
- Jak myślicie, gdzie będzie jaka będzie kolejna próba? – Zaczął mag lodu.
- Kto wie? Opiekunowie są nieprzewidywalni.. – Odpowiedziała Tytania.
- To gdzie teraz się udamy? – Spytała blondwłosa.
- Chodźmy na stację. Tam wskoczymy do pierwszego lepszego pociągu. – Rzucił Dragneel.
- Od kiedy masz taki zapał, by jechać pociągiem? – Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
- Właściwie to.. nie mam. Po prostu chciałbym już wrócić do domu. – Odpowiedział po chwili milczenia. Usłyszeli pukanie do drzwi. W Heartfilli coś drgnęło. Jej instynkt nakazał jej wstać i otworzyć drzwi. Tak też zrobiła. Tuż za nią ruszyli przyjaciele. Gdy otworzyła drzwi, jej oczom ukazała się piękna kobieta o czerwonych oczach i brązowych włosach, sięgających ramion.
- Witaj Lucy Heartfillio. – Po tym przywitaniu, wszyscy już wiedzieli, co się święci. Przyjrzeli się dokładniej kolejnemu Opiekunowi. Miała długą, szarą sukienkę z białym fartuszkiem.
- Opiekun Gwiazdy Panny. – Skwitowała blondwłosa. W odpowiedzi, kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Zgadza się. Jesteś gotowa na próbę? – Magini kiwnęła twierdząco głową i wraz z resztą, zniknęli.

- Próba będzie stosunkowo łatwa. – Rzekła Opiekunka, gdy już dotarli na miejsce. Znajdowali się w miejscu, gdzie ubrania zamiast swoje miejsce zajmować w szafie, leżały na podłodze, na parapecie a nawet w kuchni. Podłoga.. cóż.. nie było jej w ogóle widać, a gdy Scarlet z ciekawości chciała na nią spojrzeć, zakryła ją z powrotem ubraniami, widząc w jakim stanie. Zasłony i firanki były podziurawione, krzesła poprzewracane, a drzwi od szafy wisiały na zawiasie i zgrzypiały. – Jednakże czeka Cię tutaj dużo pracy.. – Dodała, gdy wszyscy rozejrzeli się dookoła.
- Aż się boję zajrzeć do łazienki.. – Rzuciła pod nosem Heartfillia widząc taki bałagan w salonie. – Kto tutaj mieszka? Jaskiniowcy jacyś, zwierzęta czy co? – Podniosła z ziemi z wyraźną odrazą brudne spodnie i przerzuciła je za siebie, gdy zauważyła na nich chrząszcza. Kobieta spojrzała na różowowłosego i uśmiechnęła się delikatnie. Brązowooka uczyniła to samo i spojrzała na przyjaciela. Patrzył na nią z poważną miną. – Powiedz, że żartujesz.. – Zwróciła się do Opiekunki.
- To miejsce jest idealne. – Zachwyciła (?) się czerwonooka.
- Z której strony?! – Krzyknęła sfrustrowana. – Już raz tutaj sprzątałam i nie wyszło to za dobrze.. Dlaczego? – Spojrzała błagalnie na kobietę. – Dlaczego akurat jego dom? Mogę wysprzątać każdy inny, ale nie ten. To mi zajmie pół dnia!
- Oh, jaka szkoda, bo masz godzinę na to by tu posprzątać i znaleźć klucz. – Rzekła z uśmiechem.
- ŻE CO?! – Wrzasnęła zaskoczona magini. – G-godzina? – Powtórzyła ciszej widząc karcący wzrok czerwonookiej.
- Powodzenia. – Rzuciła i wraz z przyjaciółmi ruszyli w stronę wyjścia chatki.
- Natsu.. gdy to wszystko się skończy, obiecuję.. zabiję Cię.. – Rzekła przez ramię groźnie. Nie musiała mówić głośno. Dobrze wiedziała, że na pewno ją usłyszał dzięki swojemu wyostrzonemu zmysłowi.

Wróżki wraz z Opiekunką Panny, siedzieli przed chatką Natsu i Happiego, a Heartfillia już od dobrych kilkunastu minut przekopywała brudy przyjaciela.
- Jak można mieszkać w takim chlewie? – Rozmyślał mag lodu.
- Gdy wyjeżdżaliśmy, na pewno panował tam porządek! – Bronił się Salamander. – Prawda Ha~ - Rozejrzał się za przyjacielem, ale nigdzie go nie było. - ~ppy?
- Pewnie poleciał do gildii. – Rzekła Scarlet.
- Racja! W końcu jesteśmy w Magnolii! Uff oszczędziłem sobie tej męczącej jazdy.. – Odetchnął z ulgą różowowłosy.
- Wydaje mi się, że masz teraz inny problem.. – Mag lodu wskazał kciukiem na chatkę, gdzie znajdowała się teraz blondwłosa. – Może nie jestem Smoczym Zabójcą, ale słuch również mam dobry.. kto by pomyślał, że Lucy zna takie słowa? (Hy hy hy ^^ mam nadzieję, że domyślacie się co Lucinda mówi o naszym narwańcu xD)
- To Ty zrobiłaś ten bałagan, prawda? – Dragneel skierował to pytanie do czerwonookiej. Ona tylko w odpowiedzi uśmiechnęła się łobuzersko.
- Tak jest zabawniej. – Rzuciła po chwili.
- Mnie nie będzie do śmiechu jak stamtąd wyjdzie.. swoją drogą.. ciekawy jestem jak jej idzie..

U Lucy.
- Co za niechluj! (Przeszłam do mniej drastycznego słownictwa, dostosowanego do potrzeb i wieku czytelników ^^) Niech no ja go tylko dorwę to się nauczy sprzątać po sobie! – Narzekała non stop Heartfillia. – Aaaa! – Krzyknęła na widok karalucha, który to wpełzł jej właśnie na rękę. Szybko strzepała go z siebie i pod wpływem impulsu zdeptała. – No pięknie.. dodałam sobie roboty.. – Rzuciła pod nosem. Minęło pół godziny, a salon nadal wyglądał fatalnie. – Muszę się sprężać.. – Dodała sobie trochę tępa, podśpiewując coś pod nosem. Nim się obejrzała, salon może nie należał do najczystszych, jednakże cieszył oko. Przeszła do łazienki. Tam akurat nie było już tak najgorzej. Szybko uporała się z kafelkami i wanną. W kuchni zaś dało się wyczuć spaleniznę. Wyczyściła patelnię, kuchenkę a później opróżniła lodówkę z przeterminowanych i nienadających się do zjedzenia produktów. Rozejrzała się po wnętrzu, zadowolona z efektów swojej pracy. Jednak jej zadanie tak naprawdę jeszcze się nieskończyło. Została sypialnia Natsu. W głowie miała obraz jaki tam zastanie. Aż przeszła ją gęsia skórka na to wyobrażenie. Pobladła i trochę zdenerwowana uchyliła drzwi do pokoju Salamandra. Jakież było jej zaskoczenie, gdzie, jak się spodziewała zastanie gorszy widok niż w salonie, zobaczyła porządek. Najpierw uderzył w nią zapach, który tak bardzo kojarzy jej się z różowowłosym, a następnie to miłe ciepło, po którym na jej twarzy mimowolnie zawitał uśmiech.
- Ostatnia minuta! – Usłyszała głos Opiekunki i momentalnie spoważniała. Zaczęła nerwowo przeszukiwać pokój, by odnaleźć złoty klucz. Zaglądnęła pod łóżko, przeszukała szafy, rośliny, ale nigdzie nie mogła go znaleźć.
- Szlag by to! – Warknęła. Wybiegła z pokoju wprost do salonu. Może coś przeoczyłam? Czuję, że jest gdzieś tutaj.. gdzieś bardzo blisko.. Rozmyślała dziewczyna. Usłyszała kroki zbliżających się do domu magów i Opiekunki. Spojrzała w stronę drzwi i zamurowało ją. – Klucz! – Krzyknęła na całe gardło i podbiegła do znaleziska. Nim jednak zdążyła go chwycić, ten zniknął w złotej poświcie. – Co jest? – Zdezorientowała się blondwłosa. Drzwi otworzyły się, a w progu stanęli jej przyjaciele oraz Opiekunka. Ta nie miała zadowolonej miny.
- Nie udało Ci się. – Odparła bez większych emocji.
- A-ale to niemożliwe.. – Szepnęła z niedowierzaniem. – Zawaliłam.. – Upadła na kolana, a jej wzrok wbił się gdzieś za magami. – Chcę powtórzyć próbę! – Szybko wstała z podłogi i podeszła do Opiekunki. Ta milczała, tak samo jak i Wróżki. – Proszę! Ja.. ja.. – Rzekła z rozpaczą.
- Lucy.. – Odezwał się Dragneel. Widząc jednak poważną minę szkarłatnowłosej, zamilkł. Czerwonooka zniknęła tak samo jak i klucz, a blondwłosa poczuła jak opuszczają ją siły.
- To nie może być prawda.. – Wyszeptała zrozpaczona i wybiegła z domu, mijając przyjaciół.
- Lucy, zaczekaj! – Krzyknął za nią Salamander i już ruszył, by za nią pobiec, jednak mocny uścisk na ramieniu przez maga lodu, uniemożliwił mu to. – Puść mnie.. – Warknął.
- Nic nie możesz z tym zrobić. – Usłyszał w odpowiedzi.
- Mogę. – Rzucił krótko, wyrwał się z uścisku i pobiegł za brązowooką. Ta zaś widziała wszystko jak przez mgłę. Łzy naszły jej do oczu. Nie wiedziała dokąd biegnie. Potykała się co jakiś czas o jakiś kamień lub wystający korzeń. W końcu poczuła stały grunt. Wbiegła na główną ulicę Magnolii.
- Auć! – Wpadła na kogoś, po czym sama upadła na twardą nawierzchnię. – Lucy? – Przetarła mokre oczy słysząc swoje imię.
- Laxus.. – Wyszeptała. Szybko wstała i otrzepała się. – Przepraszam, muszę iść. – Dodała pospiesznie, wyminęła go i chciała odbiec, jednak ten jej na to nie pozwolił. Chwycił ją za rękę, ale nie odwróciła się.
- Co się stało? – Spytał wyraźnie przejęty stanem dziewczyny.
- Nic takiego. Puść mnie proszę. – Rzekła. Ten choć niechętnie, zrobił jak chciała. – Dzięki. – Rzuciła i pobiegła dalej przed siebie. To zdezorientowanego blondyna, po chwili przybiegł Salamander.
- Laxus! – Krzyknął na jego widok. – Lucy tędy przebiegła? – Spytał zdenerwowany.
- Taaa.. – Burknął i podrapał się w tył głowy. – Ale lepiej nie biegnij za nią. – Przytrzymał go za łokieć. – Płakała. - Dragneel przygryzł wargę i spojrzał w ziemię. – Zrobiłeś jej coś?
- Nie. – Odpowiedział krótko i ruszył za Heartfillią. – Cholera by to! - Warknął. – Lucy, zaczekaj! – Krzyczał za nią, gdy była już w zasięgu jego wzroku. Zatrzymała się. Gdy Salamander do niej dobiegł, obrócił ją twarzą do siebie. Z jej oczu płynęły łzy, jednakże ta uśmiechała się.
- Wszystko.. jest.. dobrze.. – Rzekła jakby w transie. Różowowłosy przycisnął ją mocno do siebie i zaczął głaskać ją po głowie. Milczał. W takiej chwili wiedział, że każde wypowiedziane przez niego słowo, mogłoby tylko pogorszyć sytuację.

‘Kiedy staramy się być doskonalszymi niż jesteśmy,
Wszystko wokół nas staje się doskonalsze.’


Bez zanudzania: rozdział taki sam, jak moje samopoczucie w ostatnich dniach: beznadziejne xD popadam chyba w depresję..
Dosłownie parę minut temu pomyślałam sobie: a pomęczy się jeszcze Lucy, a co.. niech nie ma tak dobrze, że każdą próbę przejdzie od razu, nawet przy największych hamach – opiekunach.. a tu taka niespodzianka.. niby opiekun miły i fajny, a tu niezaliczył próby i zniknął ;)
Dedyk dla Yashy! Kochana moja, Twój pomysł, więc Ci się należy.. nie wiem czy tak sobie to wyobrażałaś, ale cóż.. lepiej nie dałam tego rady napisać ;P Tylko, że teraz mam problem.. nie mam innego pomysłu na próbę.. ;P


<3!

niedziela, 18 sierpnia 2013

62. ZOO i oswojenie.

Poranek przyniósł im bardzo dobre humory i siły. Gdy Heartfillia się przebudziła jako ostatnia, zauważyła brak różowowłosego przyjaciela oraz Exceeda.
- Poszli na zakupy. – Wyjaśniła Tytania, która to ubrana w fartuszek kucharski, wyszła właśnie z kuchni.
- Rozumiem.
- Jak się czujesz? – Podjął rozmowę Fullbaster.
- Dobrze. O wiele lepiej. Jestem coraz bliżej.. – Uśmiechnęła się pod nosem.
- Świetnie sobie radzisz. – Pochwalił ją mag.
- Wróciliśmy! – Usłyszeli. W drzwiach stanął Smoczy Zabójca obładowany papierowymi torbami pełnymi jedzenia. Tuż nad nim fruwał Happy, pochłaniając świeżą rybkę. Blondwłosa przywitała się z uśmiechem z przybyłymi i poszła do łazienki. Po półgodzinnej kąpieli, odświeżona, pełna energii weszła do kuchni, gdzie czekali już przyjaciele wraz z nakrytym stołem.
- Lucy, przygotowałam dla Ciebie większą porcję. Przez te próby przestałaś o siebie dbać. Schudłaś. – Skwitowała Scarlet, na co ta tylko zachichotała cicho. Sama zauważyła zmiany. Faktycznie, straciła kilka kilo, trochę pobladła. Jest jak starsza siostra.. Stwierdziła w myślach blondynka i zasiadła do stołu.

- Spójrzcie, co znalazłem! – Niebieski kot wyciągnął ze swojego podróżnego plecaczka kilka małych karteczek i rzucił je na stół.
- Co to? – Zainteresowała się Tytania.
- Bilety do ZOO. – Odpowiedział Happy.
- ZOO? – Powtórzyła brązowooka. – Znalazłeś, czy ukradłeś? – Spojrzała na niego lekko przymrużając oczy.
- Znalazłem! – Krzyknął Exceed. – Gdy wracaliśmy z zakupów, jakiemuś gościowi wypadły z kieszeni. Jak je podniosłem i chciałem oddać, on zniknął.
- Trzeba to wykorzystać i się zabawić! – Ożywiła się Scarlet.
- Idziemy do ZOO! – Krzyknęli radośnie Salamander i Happy i zaczęli się wygłupiać.
- A będziemy mogli zostawić tam Natsu? – Spytał z nadzieją mag lodu, na co Heartfillia wybuchnęła śmiechem. Na nieszczęście Dragneel to usłyszał.
- A może jego zostawimy? – Wskazał palcem na rywala. – Ekshibicjonistyczna miętówka na pewno zarobi tam furorę. – Dodał.
- Ty pchasz się do gipsu! (O kurwości, się popłakałam ze śmiechu xD <wdech, wydech, wdech, wydech> 5 minut później..) – Fuknął mag lodu, przystawiając się do różowowłosego.
- Ty również!
- Przestańcie! – Warknęła blondwłosa, zdzielając ich po głowie nim zrobiła to Tytania w bardziej brutalniejszy sposób. (^^) – Jak będziecie się tak zachowywać, to nie pójdziecie do żadnego ZOO. – Dodała poważnym tonem.
- Przepraszamy.. – Rzekli ze skruchą.
- Aye! Lucy jest straszna.. – Skwitował kotek.
- To tyczy się również Ciebie, koteczku.. – Obdarzyła go srogim spojrzeniem, aż sierść mu się zjeżyła.
- Aye.. – Odparł już mniej entuzjastycznie.

Kwadrans później byli już w drodze. Tytania ściskała bilety i wprost nie można było niezauważyć jej radosnych iskierek w oczach. Heartfillia zaśmiała się cicho pod nosem na ten widok, a Fullbaster wraz ze Smoczym Zabójcą, łypali na siebie całą drogę.
- Witamy w ZOO! – Powitał ich radosny głos przed bramą wejściową. – Proszę o bilety. – Dodał. Scarlet podała mu kolorowe papierki, a on z radością je przyjął, po czym gestem ręki zaprosił ich do środka. – Miłej zabawy! – Krzyknął, gdy już zamknął bramę. Nim blondwłosa się obejrzała, Scarlet zniknęła z jej pola widzenia. Jej osoba właśnie zmierzała wesołym krokiem w stronę żyraf. Cofam to o starszej siostrze.. Rzekła w myślach Heartfillia i spojrzała na przyjaciół płci męskiej. Mag lodu ledwo co po przekroczeniu bramy, pozbawił się części garderoby, zostając w samych spodniach. Młode mamy widząc go, okrywały się rumieńcami, a dzieciom zasłaniały oczy. Dragneel zaś podziwiał wraz z Exceedem foki oraz inne morskie stworzenia. Happiemu na sam widok leciała ślinka, a oczy błyszczały. Sama postanowiła się trochę rozejrzeć. Ruszyła w kierunku dzikich zwierząt. Jej uwagę przykuł lew. Leżał w kącie, w klatce. Jego sierść, grzywa była taka piękna, puszysta i złocista, że nie mogła oderwać wzroku od tego zwierzęcia. Jego duże, ciemne oczy wyrażały zaś smutek, rozczarowanie, złość.
- Właściciel porzucił go kilka lat temu. – Usłyszała głos za sobą. Odwróciła się gwałtownie i zobaczyła mężczyznę, tego samego, który był przed wejściem do ZOO. Tym razem jego mina była poważna. – Od tamtego czasu nikomu nie udało się go oswoić, ani nikomu nie pozwolił się do siebie zbliżyć.
- To smutne.. – Skwitowała blondwłosa i spojrzała na niego ze współczuciem. Podeszła bliżej klatki. – Samotność boli. – Wyszeptała do lwa. Ten odwrócił ku niej wzrok i wstał. Wolnym krokiem podszedł do klatki i spojrzeli w sobie oczy. Heartfillia poczuła jak oblewa ją zimny pot. Wysiliła się na uśmiech i wyciągnęła rękę między kraty. Dotknęła jego złotej niczym łan zboża grzywy i przeczesała ją delikatnie. Duży kot zamruczał. Mężczyzna, pracownicy ZOO tak samo jak i kilka gapiów, patrzyło na to widowisko z niedowierzaniem. Brązowooka uśmiechnęła się delikatnie do lwa. – Nikt Cię nie skrzywdzi. – Rzuciła w jego stronę i spojrzała na niewielką tabliczkę z informacją i nim. – Kin. (po jap. złoto ^^) – Wyczytała jego imię.
- Dziś wieczorem odbywa się parada. – Odezwał się po chwili mężczyzna. – Jestem właścicielem tego ZOO, Tete Takigawa. Myślę, że jesteś odpowiednią osobą, by oswoić Kina.
- Słucham? – Blondwłosa nie dowierzała w to co słyszy. – Nie znam się na oswajaniu zwierząt. – Dodała pospiesznie.
- Kin wyraźnie Cię polubił. Proszę. – Spojrzała to na niego, to na lwa i na przyjaciół, którzy właśnie się pojawili.
- No dobrze.. – Odpowiedziała w końcu. – Zrobię co w mojej mocy.. – Mężczyzna uściskał ją mocno i odszedł.
- Lucy, o co chodzi? Wracamy już? – Podeszli do niej przyjaciele.
- Zgodziłam się oswoić lwa. – Odpowiedziała.
- ŻE CO?! – Krzyknęli na cały głos. Lew zawarczał i pokazał swoje ostre i śnieżnobiałe kły. Heartfillia podeszła do niego i wyciągnęła rękę, ten zamiast jednak się uspokoić, otworzył szeroko swoją paszczę (‘rozglaziebździazdia swoje paszczęki’ – od razu przypomniał mi się skecz Cezarego Pazury ;P) i gdyby nie szybka reakcja dziewczyny, nie miałaby już ręki.
- Kin? – Spojrzała na niego zaskoczona. – Przed chwilą byłeś miły.. – Szepnęła w jego stronę. – Możecie zostawić mnie samą? – Spytała przez ramię.
- Lucy.. – Odezwał się Salamander. Poczuł na ramieniu uścisk Tytanii i zamilkł. Odeszli w ciszy.

Z powodu parady, ZOO zostało zamknięte dużo wcześniej. Przyjaciele blondwłosej wyszli na miasto, a sama Heartfillia stała została w środku i starała się porozumieć z lwem. Nie rozumiała jego zachowania. Gdy tylko przyszli jej przyjaciele, stał się agresywny. W końcu się odważyła, przekręciła skobel i weszła do dosyć masywnej klatki. Lew warczał, ale ona się nie cofnęła.
- Nie zrobię Ci krzywdy.. – Rzekła z uśmiechem i zrobiła kilka kroków w przód. Kin pokazał swoje ostre uzębienie. W jego oczach zaś pojawił się gniew. – Proszę.. nie bądź taki.. – Podeszła do niego bliżej i dotknęła złocistej grzywy. Wyczuła jego strach. Mimo, że chce być straszny i żeby wszyscy się go bali, tak naprawdę to on się bał. Trząsł się. Wtuliła się w jego sierść i po chwili czuła jak lew się uspokaja.

Wieczór. Kolorowe lampki ozdabiały teraz wnętrze ZOO, które na nowo wypełniło się ludźmi. Tymi starszymi oraz tymi młodszymi. Każdy z nich podziwiał wystrój ZOO. Nawet przybyli magowie byli zachwyceni tym widokiem. Ich nogi powiodły ku platformie, na której już odbywały się pierwsze pokazy i sztuczki wraz ze zwierzętami.
- Ciekawe co z Lucy. – Zaczął mag lodu, obserwując uważnie występ.
- Nigdzie jej nie ma. – Rzucił Salamander. – Nie wyczuwam nawet jej zapachu.. – W jego głosie dało się wyczuć zdenerwowanie.
- Spokojnie.. na pewno nic jej nie jest. – Starała się go uspokoić Tytania, choć tak naprawdę i ona się niepokoiła o przyjaciółkę.
- A teraz specjalna atrakcja! – Usłyszeli głos mężczyzny, któremu to rano podawali bilety. – Po długiej nieobecności, na scenę wraca Król! – Zapadła cisza. Wszyscy zgromadzeni wyczekująco spojrzeli w stronę pana Takigawy, który to uśmiechał się szeroko. – Powitajmy gromkimi brawami lwa Kina oraz jego nową treserkę, Lucy! – Krzyknął do mikrofonu. Ludzie zaczęli głośno klaskać i pogwizdywać, a na scenę wkroczyła blondwłosa ubrana w skórzaną kamizelkę i krótkie spodenki. Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Heartfillia siedziała na grzbiecie lwa. Gdy już z niego zsiadła, ukłoniła się nisko a wraz z nią Kin.
- Lucy! Tutaj! – Krzyknął Salamander, machając wraz z Happim w jej stronę. Odmachnęła im, a lew zawarczał. Blondwłosa podrapała go za uchem, co spowodowało, że się uspokoił.
- Pali się! – Usłyszeli jakiś krzyk dochodzący z oddali. Faktycznie. Gdy wszyscy odwrócili się w stronę krzyku, dało się zauważyć czerwono-pomarańczowe płomienie, które powoli pokrywały ZOO. Ludzie w popłochu, w panice zaczęli uciekać w różne strony. Heartfillia zbiegła ze sceny, a tuż za nią lew. Jej przyjaciele pobiegli w stronę palącego, jak się okazało namiotu dla dzieci.
- Czy ktoś tam został? – Spytała Scarlet.
- Kilkoro dzieci.. – Odpowiedziała jej jedna z pracownic. Wróżki ruszyły na ratunek, a tuż za nimi pobiegła blondynka. Nim jednak skoczyła w ogień, została zatrzymana.
- Kin? – Spojrzała na zwierzę zaskoczona. Trzymał w zębach jej spodenki i próbował ją odciągnąć od ognia. – Muszę ich ratować.. – Chciała się wyrwać. Ten jednak nie chciał odpuścić. – Rozumiem.. – Przestała się szarpać i spojrzała mu w ciemne oczy. – Boisz się, że znowu stracisz właściciela.. – W jego oczach zobaczyła fragmenty z jego przeszłości, gdy stracił kogoś bliskiego i łzy. – Zawsze będę przy Tobie. – Przytuliła się do jego grzywy, po czym pobiegła w stronę ognia, a jego głośny ryk odbił się w uszach każdego z zgromadzonych tam ludzi. Kin cofnął się do tyłu, wziął rozpęd i sam wskoczył za swoją właścicielką.

Po paru minutach pożar został ugaszony, a uwięzione tam dzieci, bezpiecznie trafiły do swoich rodziców. Dyrektor ZOO podziękował im za ratunek. Za to co zrobili.
- Tobie dziękuję najbardziej. – Zwrócił się do blondwłosej, która to głaskała swojego podopiecznego. – Dogadałaś się z Kinem. Znów jest taki, jaki powinien być.
- Cieszę się, że mogłam pomóc. – Odparła. – Ale.. czas się pożegnać. – Tu zwróciła się do lwa. – Mam misje do wykonania. Byłam szczęśliwa będąc z Tobą i mam nadzieję, że Ty również nie żałujesz tego, że mnie poznałeś. – Uśmiechnęła się do niego delikatnie i przytuliła. Nagle wokół lwa zaczęła się pojawiać złota poświata. Sam Kin zaczął unosić się ponad ziemię. To zjawisko było wprost zdumiewające, piękne. Magowie nie mogli oderwać wzroku. Złota poświata zniknęła, a w zamian za to, w ręce blondwłosej pojawił się klucz ze znakiem lwa. – Niemożliwe.. – Odparła niedowierzając.
- Możliwe.. – Usłyszeli jakiś głos. – Przeszłaś próbę Lucy Heartfillio. Jesteś godna bycia posiadaczką tego klucza jak i byciem Strażniczką Gwiazd. Opiekuj się Leo tak jak robiłaś to do tej pory.
- Kolejna.. próba? – Powtórzyła blondwłosa i spojrzała na klucz dzierżony w dłoni. – Nieświadomie wykonałam próbę?
- Gratulacje! – Krzyknęli przyjaciele z wielkimi uśmiechami. Brązowooka spojrzała na nich i odwzajemniła gest. Przycisnęła mocno klucz do piersi i wraz z przyjaciółmi, udali się do hotelu.

‘Roztrzaskane spojrzenie na odłamkach wspomnień trudno na nowo oswoić.’


I kolejny rozdział!
Jak się podoba? ^^ Chcieliście Lwa, to macie Lwa xD
W sumie to sama nie mogłam się doczekać jak to napiszę i Wam pokażę, bo od początku chodził za mną pomysł o ZOO i jeszcze z tym lwem ;D
Czekajcie na kolejny pomysł, który ukarze się hmm.. w najbliższych dniach ^^
Póki co Kasiek czuje się jak zmięta stówka xD

Kocham Was!
Do usłyszenia Mordki moje!


;*

środa, 14 sierpnia 2013

Wiadomość z ostatniej chwili!

Wchodzę sobie na gg.. a tu pomysły na próby!
Dlatego też niniejszym zamykam konkurs na wymyślanie zadań dla Lucy! xD
Mam komplet! I to taki, że mucha nie siada! ^^ Yeaaa
Dziękuję z całego serca tym, którzy chcieli pomóc! Jesteście wielcy i pewnie jeszcze nie raz poproszę Was o pomoc, więc będę na Was liczyć w przyszłości!
Jeszcze raz serdeczne Bóg zapłać za pomysły, którymi jest oczarowana, zachwycona, pełna inspiracji oraz co więcej.. JESTEM NAPALONA!
Do zobaczenia za niedługo z nowym rozdziałem!

Całuję mocno i ściskam każdego z osobna! ;*
<3