piątek, 1 marca 2013

08. Komin i okno.


Dwa dni później.
Dwójka przyjaciół właśnie wracała po udanej misji z Gardenii. Właśnie wysiedli z pociągu i kierowali się spacerkiem do gildii.
- Trzymaj Lucy, to Twoja działka. – Mag lodu wręczył sto tysięcy kryształów blondwłosej.
- N-nie. Nie mogę. W końcu wprosiłam się na misję. – Wykręcała się.
- Weź nie marudź. Co z tego, że się wprosiłaś. Gdyby nie Ty, to faktycznie bym sobie nie dał rady. Poza tym, głupio się będę czuł, że to ja zgarniam całą nagrodę. A przyjaciele dzielą się po równo. – Uśmiechnął się do dziewczyny, na co ta odpowiedziała tym samym gestem. W pewnym momencie brązowooka zatrzymała się i podeszła do dziewczynki, około sześcioletniej, która opierała się o ściany jednego z budynków, błądząc oczami. Zdawało się jej, że dziewczynka płakała. Jej czerwone policzki i oczy utwierdziły ją w przekonaniu, że coś musiało się stać. Kucnęła przed nią, obdarowując ją pełnym troski spojrzeniem.
- Wszystko gra? Gdzie Twoi rodzice? – Spytała. Fullbaster stanął za przyjaciółką.
- J-ja nie mam rodziców. – Szepnęła, pokazując dziewczynie swoje mętne, niebieskie oczy.
- Gdzie mieszkasz?
- Niedaleko.. Razem z babcią. Przysłała mnie na zakupy, ale gdy tu doszłam, ktoś mnie okradł i nie wiem co mam zrobić. – Dziewczynka zasłoniła oczy i zaczęła szlochać. Blondwłosa westchnęła ciężko i wyciągnęła sakiewkę z klejnotami.
- Wyciągnij rękę. – Nakazała. Dziewczynka najpierw spojrzała na nią zaskoczona, po chwili zastanowienia, wykonała polecenie. Lucy wysypała z sakiewki połowę klejnotów, które zarobiła na misji. Oczy małej jak i jej przyjaciela powiększyły się.
- J-ja.. – Zaczęła.
- Kup to, co masz kupić i wracaj szybko do domu. Babcia pewnie się martwi. – Posłała jej delikatny uśmiech. Tym razem w oczach dziewczynki pojawiły się łzy szczęścia. Rzuciła się jej na szyję, dziękując. – Tobie się bardziej przydadzą. – Wyszeptała. Dziewczynka odeszła, machając do magów.
- Masz słabość do dzieci.. – Skwitował mag lodu.
- Taa.. Nie mogę się nie zgodzić. Są takie bezbronne. – Uśmiechnęła się pod nosem.
- Masz dobre serce.
- Wiem. – Wyszczerzyła się do przyjaciela i już teraz bez żadnych przeszkód, ruszyli dalej do gildii.

Tymczasem w Fairy Tail.
- Lucy już wróciła? – Spytał Salamander, który właśnie wkroczył do gildii.
- Nie Natsu. Pytasz o to co godzinę. Uspokój się. – Uśmiechnęła się starsza Strauss.
- Jak mam być spokojny, gdy ona nie wraca tak długo? W dodatku jest z tym striptizerem? – Różowowłosy nie obdarowując przyjaciółki żadnym spojrzeniem, zaczął wchodzić w ten i z powrotem po gildii, co po jakimś czasie zaczęło irytować niektórych członków.
- Jak tak dalej będziesz się denerwował, to za chwilę zrobisz nam dziurę do piwnicy. – Rzucił młody Dreyar. Ten tylko w odpowiedzi prychnął pod nosem i już zmierzał do wyjścia, gdy drzwi otworzyły się, a w nich stanęła długo wyczekiwana przez niego przyjaciółka wraz z towarzyszem. Po dokładnych oględzinach ciała Lucy (o.O) przez Natsu, odetchnął z ulgą.
- Dobrze się czujesz? – Spytała troskliwie Smoczego Zabójcę.
- Jasne. A Ty?
- Nie najgorzej..
- Świetnie. Lucy, przepraszam Cię za moje zachowanie. – Ukłonił się nisko przed dziewczyną.
- No już, spokojnie. Nie gniewam się. – Uśmiechnęła się delikatnie.
- Naprawdę? – Widząc te oczy szczeniaczka u Natsu nie mogła udzielić negatywnej odpowiedzi. Zachichotała cicho i wyminęła chłopaka. Podeszła do baru i przywitała się z resztą.
- Martwiłeś się płomyczku? – Spytał Fullbaster odwiecznego rywala.
- Mam nadzieję, że między Wami do niczego nie doszło. – Rzucił groźnie.
- Hyh. – Uśmiechnął się. – Oj doszło. – Poklepał przyjaciela po ramieniu. Ten zaś wypchnął go z gildii.
- Gadaj. – Wysyczał przez zęby, gniotąc koszulę maga lodu. (Tak tak.. jeszcze ją miął xD)
- To NASZA sprawa. – Szczególny nacisk położył na to środkowe słowo.
- Nie denerwuj mnie!
- Oj no wyznaliśmy sobie miłość, całowaliśmy się i takie tam.. – Zaczął wymieniać. Dragneel puścił chłopaka, widząc jego minę, spoważniał i schował ręce do kieszeni. – Żartowałem głupku. – Dodał po chwili. – Do niczego między nami nie doszło.
- Lubisz ją?
- No jasne. Kto by jej nie lubił? Po Twoim zachowaniu widzę, że Tobie również nie jest obojętna. W takim razie od dzisiaj jesteśmy również rywalami o jej serce, co nie?
- Ale się napaliłem! – Krzyknął w odpowiedzi.

- Hej Miruś, dasz mi coś do picia? – Blondwłosa usiadła na krześle i posłała przyjaciółce delikatny uśmiech.
- No jasne. – Po paru chwilach podała dziewczynie orzeźwiający napój. – No to.. – Zaczęła białowłosa opierając się łokciami o blat. - .. jak było na misji z Gray’em? – Uśmiechnęła się chytrze i Lucy już wiedziała, o co tak naprawdę tak chodzi. Westchnęła ciężko i odstawiła do połowy pustą szklankę na ladę.
- Cóż mogę powiedzieć? Misja zakończona sukcesem.. – Widząc otwierającą się już buzię Mirajane szybko dodała. - .. i między mną i Gray’em do niczego nie doszło. Okej?
- Eh.. szkoda. – Wyprostowała się.
- Nie mam teraz ochoty na żadne romanse, więc proszę pamiętaj, byś czasem mnie z nikim nie swatała, okej? – Puściła jej oczko i oddaliła się od przyjaciółki. Wyszła na piętro i podeszła do tablicy z misjami.
- Dopiero przyszłaś i już wybierasz się na misję? Z czasem zapomnimy jak wyglądasz. – Usłyszała znany głos tuż za plecami. Ten sam, który pierwszego dnia w gildii wyprowadził ją z równowagi.
- Cześć Laxus, Ciebie też miło widzieć. – Wyminęła jego wypowiedź.
- Coś się stało?
- Od kiedy jesteś taki troskliwy, hm? – Spojrzała na niego i uśmiechnęła się zadziornie.
- W Fairy Tail każdy się troszczy o drugiego. No nawet mnie się zdarzy. – Spojrzał w sufit, jakby było to coś upokarzającego, nie w stylu Laxusa Dreyar’a. Dziewczyna zachichotała.
- Rozumiem, ale póki co przeglądam tylko misję, chcę się zorientować z czym mogę mieć doczynienia. Teraz musze odpocząć. Te dwa dni chyba zaczynają się na mnie odbijać. W takim razie dozobaczenia. – Uśmiechnęła się delikatnie i zbiegła po schodach, machając na pożegnanie reszcie magów. Na progu minęła się z wiecznymi rywalami.
- Lucy, gdzie idziesz? – Spytał pierwszy Smoczy Zabójca.
- Do domu. Padam z nóg. Muszę się też jakoś urządzić, więc na razie. – Pomachała chłopakom i szybkim chodem ruszyła naprzód. Kwadrans później znalazła się już w swoim nowym lokum. Ciepłe kolory i dużo światła sprawiały, że aż chciało się tam żyć. Uśmiechnęła się sama do siebie a po chwili jej nogi zaprowadziły ją do łóżka, gdzie bezwładnie na niego opadła i pogrążyła się we śnie.
Po kilku godzinach, wyspana i pełna sił, wstała i udała się do łazienki. Ciepła kąpiel była teraz dla niej spełnieniem marzeń. Woda nalana po brzegi i do tego zapach róż. Zanurzyła się po szyję i poczuła jak wszystkie troski ot tak odpływają. Głową oparła się o kant wanny i zaczęła nucić jakąś piosenkę. Pół godziny później, odświeżona, w fantastycznym humorze, wyszła na miasto po zakupy. W drodze powrotnej zahaczyła o bibliotekę, by wypożyczyć z niej kilka książek, stronicowo podobnych do encyklopedii. Gdy już wróciła do domu, zabrała się za rozpakowywanie swoich rzeczy i pognała do kuchni, by w jakimś stopniu zmniejszyć głód, który właśnie jej zaczął doskwierać. Gdy już nastał wieczór, dumna ze siebie, rozglądnęła się po pokoju, w którym już mogła przyznać, że czuje się jak u siebie. No właśnie.. prawie jak u siebie. Tęsknię za nimi. – Przyznała sobie w myślach i zaczęła wspominać czasy, gdy trafiła do domu państwa Chigiri. Rozsiadła się wygodnie w fotelu i wzięła do ręki jedną z dzisiejszych wypożyczonych lektur. Całkowicie się jej oddała. Chłonęła każdy wers, każde zdanie, każde słowo jak maszyna. Po jakimś czasie, zmógł ją sen. W pozycji skulonej, zasnęła.
Rankiem pierwsze co ją przywitało, to bolący kark i ścierpnięte nogi. Powolutku zaczęła się prostować. Nie było to zbyt miłe, bo ciągle słyszała jak jej kości wydają jakże nieprzyjemne chrupnięcie. (A ja uwielbiam, gdy tak kości fajnie mi strzelają >.<). Wstała z fotela i o mało co, nie dostała zawału. W kominie leżał (tak, wiem jak to brzmi ;P) mag lodu i przyglądał się jej uważnie z uśmiechem na twarzy.
- Mogę wiedzieć, co do cholery tu robisz? – Spytała, posyłając mu karcące spojrzenie, czym nie przejął się zbytnio. Wyczołgał się z komina i otrzepał.
- Przyszedłem Cię odwiedzić.
- Okej. Cieszę się, ale nie mogłeś zachować się jak normalny człowiek i wejść przez drzwi? – Skrzyżowała ręce na piersiach. – No tak, przecież zapomniałam, że wy nie jesteście normalni. – Dodała po chwili.
- Nie gniewaj się.
- Nie no, nie ma sprawy. Nie pierwszy raz ktoś mi wchodzi do domu przez komin.
- Serio? Zdarzyło Ci się to już kiedyś?
- Nie wyczułeś sarkazmu? – Uniosła jedną brew do góry i po chwili westchnęła.
- Ktoś tu wstał lewą nogą..
- Mniejsza. Rozgość się. Zjesz coś lub się napijesz? – Spytała już normalnym tonem, kierując się do kuchni.
- Nie dzięki, nie chcę robić kłopotów. – Odpowiedział i usadowił się na fotelu. Serio? Czyli wchodzenie przez komin to według Ciebie nie kłopot? – Krytykowała jego zachowanie w myślach. Po chwili jednak już z zupełnie innym nastawieniem, niosła do pokoju dwie filiżanki herbaty. Spojrzała na przyjaciela, który obracał w dłoniach lekturę blondwłosej.
- Co, pierwszy raz widzisz taką książkę? – Spytała, siadając przy stole.
- Ty to czytasz?
- No jasne. To moje hobby. Szukam inspiracji do napisania własnej powieści.
- Mam nadzieję, że nie będzie ona taka gruba.
- To za dużo dla Ciebie, hm?
- Nie czytam książek, ale jeśli Ty kiedyś jakąś napiszesz to bardzo chętnie chciałbym ją przeczytać.
- Rozumiem. No to specjalnie dla Ciebie się postaram, by była ona jedną z najgrubszych. – Uśmiechnęła się zadziornie do chłopaka. – Żartuję. To co Cię do mnie sprowadza tak wcześnie?
- Pomyślałem, że pójdziemy razem do~
- Cześć Lucy! – Okno otwarło się z hukiem a na parapecie stał nie kto inny jak różowowłosy mag. Oczy brązowowłosej powiększyły się dwukrotnie. No i kolejny nienormalny.
- Hej Natsu.. – Rzekła niepewnie. – Ale się mi miło zaczął dzień. – Dodała ciszej. – Wy nie znacie takiego słowa jak ‘kultura’, prawda? – Widząc miny chłopaków, wszystko było dla niej jasne. – Natsu, złaź z tego parapetu. – Nakazała i chłopak w mig znalazł się przy stole, gdzie siedziała.
- Co Ty tu robisz mrożonko? – Spojrzał groźnie na chłopaka, który siedział na fotelu w samych bokserkach.
- Przyszedłem odwiedzić Lucy, a Ty zapałko?
- Chciałem zrobić to samo.
- Rany, a co Was jaskiniowcy wychowali, czy jak? – Podparła głowę ręką i obserwowała kłócących się magów. Wiedziała, że w tym momencie nic ich nie powstrzyma. Zrezygnowana, udała się do łazienki, wzięła kąpiel i przebrała się w świeże ciuchy. Wychodząc z pomieszczenia, zastała chłopaków w tym samym stanie co wcześniej. Nadal się kłócili. – Chłopaki! – Krzyknęła po chwili. Nie zadziałało. No pięknie. Ignorują mnie. – EJ! – Krzyknęła znowu. Na jej czole pojawiła się pulsująca żyłka. Odczepiła od paska bicz, zamachnęła się i skrępowała im ruchy. Ucichli. Każdy z nich otrzymał od przyjaciółki cios prosto w czaszkę. – Następnym razem nie będę taka miła. – Spojrzała na nich spod byka. Jej wzrok był teraz bardzo podobny do Erzy. Po ich ciałach przeszedł dreszcz.
- Tak jest! – Krzyknęli jak na komendę, a Lucy uwolniła ich z uścisku.
- No a teraz wynocha mi stąd, pókim dobra! – Krzyknęła, a w miejscu gdzie stali przyjaciele unosił się dym. Ciężko westchnęła i po kilku minutach i ona wyszła z domu, kierując się wolnym krokiem do gildii.



Ciaossu!
Następnym razem postaram się o bardziej ciekawy rozdział ^^
Wybaczcie długą nieobecność, ale podczas migreny i mdłości, nie jestem w stanie myśleć..
No męka jakaś z tą głową.. i to jeszcze tyle czasu ;/
Zgroza..
No nic, nie zanudzam!
Miłego weekendu Mordeczki moje ;D
Buźka, kocham Was! ;* <3

sobota, 16 lutego 2013

07. Porządek i misja.


Bójka trwała w najlepsze. Blondwłosa obserwowała to widowisko, odkąd tylko dołączył tam młody Dreyar. Co ją najbardziej zdziwiło, to brak obecności różowowłosego maga, który zazwyczaj wszczynał walki. Jej zamyślenie przerwał głośny huk. Drzwi otworzyły się z impetem, a w progu stanął nie kto inny jak Salamander.
- LUCY! – Krzyknął w progu. Dziewczyna zdziwiła się jego zachowaniem, tak samo jak i większość magów. Nawet Ci, którzy toczyli teraz pojedynek, zastygli w bezruchu.
- Co się stało Natsu? – Spytała, podchodząc powoli.
- Powiedz mi.. Coś Ty zrobiła z moim domem? – Spytał ją jakby z wyrzutami a zarazem i smutkiem. (można tak w ogóle? ;P)
- Nie rozumiem. – Spojrzała na niego zdziwiona.
- Gdzie jest mój dom? – Spytał. Brązowooka już kompletnie się pogubiła, do czego zmierza.
- No jak to gdzie? Tam gdzie stał rano i wczoraj i pewnie jeszcze parę lat temu.
- Ale jego tam nie ma..
- Jak to go nie ma?
- No chodź i sama zobacz. – Rzucił i pociągnął dziewczynę za rękę, a w gildii powrócili do wcześniej wykonywanych czynności. Po kilkunastu minutach znaleźli się w miejscu, gdzie znajduje się zamieszkanie Dragneela i jego małego niebieskiego towarzysza.
- No przecież dom stoi cały i zdrowy. O co Ci chodzi? – Chłopak całkowicie zbagatelizował jej wypowiedź i pociągnął ją w stronę wejścia do domu. Otworzył drzwi i wszedł do środka.
- Wytłumaczysz mi to? – Spytał nagle jakby z wyrzutem.
- Nadal nie rozumiem o co Ci… a! Już wiem. Całkowicie zapomniałeś jak to się mieszka w czystym i uporządkowanym domu, co? – Założyła ręce na piersiach i spojrzała na niego zadziornie. – Jak można żyć w takim bałaganie? W niektórych miejscach były takie grzyby, że zaczęły na nich wyrastać kolejne. (Yohohohohoho xD) W szafie było tyle moli, że spokojnie mógłbyś z nimi wyruszyć na wojnę, nie wspominając już o niektórych ubraniach, w których były takie dziury jak w serze szwajcarskim. – Widząc jak chłopak coraz bardziej się załamuje i nie chcąc go jeszcze bardziej dobijać, poklepała go po ramieniu. – Nie musisz dziękować.
- J-ja.. – Zaczął się jąkać.
- Nic nie mów. Znając naturę facetów, mogę tylko stwierdzić, że pewnie i tak w przeciągu kilku dni moja ciężka KILKUGODZINNA praca zostanie zniszczona. – Salamander już kompletnie odpłynął. W końcu i jej zrobiło się go żal. – Ej, jestem przyzwyczajona do porządku, więc nie mogłam na to patrzeć. A przynajmniej teraz dzięki mnie będzie Ci się tu dużo lepiej żyło. Wiem co mówię. – Uśmiechnęła się do niego szeroko, na co ten w odpowiedzi posłał jej tylko blady uśmiech i mętne spojrzenie. – O rany no! – Nie wytrzymała. Podeszła do szafy i wyrzuciła z nich wszystkie wcześniej starannie poukładane ubrania. Wyszła na dwór, by za chwilę wrócić w brudnych butach i nadeptać na świeżo wymytą podłogę. Udała się do kuchni i wyciągnęła z szafki szklankę, by chwilę potem ją rozbić. – I co? Zadowolony? Chociaż w małej części teraz przypomina to, co było tu jeszcze kilka godzin temu? - Nie czekała na jakąkolwiek jego reakcję. Minęła go bez mrugnięcia okiem i zatrzasnęła za sobą drzwi tak mocno, że jeden z obrazów spadł na podłogę. Zdenerwowało ją zachowanie przyjaciela. W końcu napracowała się, a on zamiast ‘dziękuję’, przyszedł do niej z wyrzutami. Całą drogę powrotną do gildii kopała wszystko, co nawinęło się jej pod nogi. Argh! No co za kretyn! Idiota!
- Ałć! – Usłyszała nagle i się zatrzymała.
- Przepraszam bardzo. – Rzuciła szybko i spojrzała na ‘poszkodowaną’ osobę. – Gray?
- Matko.. nawet, gdy masz pod nogami kamienie to potrafisz ludziom zrobić krzywdę. – Uśmiechnął się delikatnie, by rozładować napięcie. Nie udało mu się. – Lucy, coś się stało?
- To nic ważnego.
- Gdyby tak było to byś nie miała takiej miny i nie terroryzowała ludzi kamykami.
- Po prostu się na kogoś zdenerwowałam. Zaraz mi przejdzie. A Ty gdzie się wybierasz? – Szybko zmieniła temat.
- Postanowiłem udać się na jakąś misję.
- Serio? A mogę z Tobą? – Spytała z nadzieją.
- No jasne. Będzie mi raźniej.
- Ekstra! To idziemy. – Rzekła entuzjastycznie i chwyciła chłopaka pod ramię. – Emm.. Gray? – Szepnęła mu do ucha po chwili.
- Co się stało?
- Chyba masz ogon. – Powiedziała normalnym tonem, odwracając się w tył. Tak samo zrobił jej towarzysz i od razu się załamał. Zza drzewa wyłoniła się blada, niebieskowłosa kobieta ubrana w dokładnie ten sam odcień co jej włosy.
- Nie śledź mnie! – Krzyknął.
- Ale Juvia chciała towarzyszyć Paniczowi Gray’owi w tej misji. – Wyszlochała. Blondwłosa widząc tę scenę, zirytowała się lekko.
- Daj mi spokój. Lucy idzie ze mną. Wracaj do gildii. – Rzucił chłodno i pociągnął przyjaciółkę za rękę.
- Twoja dziewczyna? – Spytała po chwili. Chłopak zatrzymał się gwałtownie, przez co brązowooka wpadła na jego plecy.
- Wypluj to słowo.
- A-ale..
- Nic mnie z nią nie łączy. Uczepiła się mnie i tyle.
- Pogadaj z nią.
- Wolę się trzymać od niej z daleka.
- Rani ją to.
- Ale ja nie jestem nią zainteresowany. Dobra. Koniec pogaduszek na ten temat. Idziemy na misję.
- Okej. – Po chwili obojgu wrócił humor. Cała drogę na stację śmiali się w najlepsze, jakby znali się wiele lat.

Tymczasem w gildii.
Kobieta Deszczu, otoczona mroczną aurą, przekroczyła próg budynku. Całkiem załamana podeszła do baru, za którym jak zawsze stała uśmiechnięta Mirajane.
- Juvia, co się stało? – Spytała zmartwiona zachowaniem towarzyszki.
- Panicz Gray jest zły na Juvię, bo Juvia go śledziła. – I zalała się łzami.
- Nie przejmuj się. Gray nie jest osobą, która się długo gniewa na kogoś, zwłaszcza na kobiety. – Po tych słowach humor Loxar znacznie się poprawił. Chwilę potem do gildii wkroczył Dragneel. Przysiadł się do zawzięcie o czymś dyskutujących dziewczyn.
- Cześć Wam. Była tu Lucy? – Rzucił prosto z mostu.
- Hej Natsu. Nie było jej tu, odkąd z nią gdzieś wyszedłeś.
- Rywalka w miłości! – Krzyknęła nagle niebieskowłosa, aż pozostała dwójka się wzdrygnęła.
- Nie strasz nas tak. O co Ci chodzi? – Salamander spojrzał na dziewczynę, która momentalnie zmieniła odcień na czerwony.
- Panicz Gray poszedł na misję.. – Zaczęła.
- No i co z tego? Przynajmniej będzie spokój bez tego gołodupca. – Wtrącił się różowowłosy, popijając sok, który podała mu białowłosa.
- .. razem z Lucy. – Dokończyła, a Dragneel z zaskoczenia wypluł to co miał w buzi i zawartość szklanki wylądowała na starszej Strauss. (Mega! Uwielbiam takie akcje xD)
- ŻE CO?! – Wrzasnął po chwili, nie zwracając uwagi na to, co przed chwilą uczynił. Z prędkością światła udał się w stronę wyjścia gildii. Zostało mu to jednak uniemożliwione przez szkarłatnowłosą.
- A Ty dokąd się wybierasz? – Spytała ciekawa.
- Idę zatrzymać Lucy.
- Po co? Jest z Gray’em. Nic jej przecież nie grozi. W dodatku jest silna.
- Ale ona jest z NIM.
- No i? – Spojrzała na niego i po chwili uśmiechnęła się zadziornie. – Jesteś zazdrosny. – Skwitowała.
- C-co? – Oburzył się lekko. – Wcale nie.
- Ależ tak. To widać.
- Chciałem ją tylko przeprosić..
- Jasne. Tak to się teraz mówi, co? – Szturchnęła go w ramię. – Nie martw się. Wrócą lada dzień. Dadzą sobie radę. I ani waż się ich śledzić, jasne? – Spojrzała na niego z powagą. Nie mógł się sprzeciwić temu wzrokowi.
- Niech będzie. – Odburknął i wyszedł z gildii.

U Lucy i Gray’a.
Oboje siedzieli już w pociągu, kierując się do miasta Gardenia. To tam według informacji podanych na kartce z misją, mieszkają bandyci, którzy każdego dnia terroryzują mieszkańców i karzą im wykonywać dla nich fizyczne prace. Często też porywają kobiety w celu zapewnienia sobie jakieś rozrywki.
- I Ty chciałeś iść na tą misję sam? – Spojrzała na przyjaciela w wyrzutami.
- Czemu nie? To wyzwanie.
- Zwariowałeś to reszty.
- Ty też pewnie poradziłabyś sobie sama.
- Może.. kto wie?
- Jesteś w końcu Gwiezdnym Rycerzem, dla Ciebie do pestka.
- Poprawka.. byłam Gwiezdnym Rycerzem. To przeszłość. – Posłała mu delikatny uśmiech. Kilka minut później pociąg się zatrzymał. Gdy tylko wyszli z maszyny, przywitał ich zimny wiatr. Dziewczynę przeszły dreszcze, natomiast mag lodu nie odczuł nic. (Dla niego to norma xD) Blondwłosa rozejrzała się dookoła. Widać, że miasto było terroryzowane. W ogóle nie tętniło życiem, było jakby ‘smutne’. Pogoda idealnie pasowała to scenerii tego miasta. Pochmurne niebo, bez deszczu, ale gdzieś tam w oddali dało się słyszeć co jakiś czas grzmoty.
- No dobra. Teraz to tylko znaleźć jakiegoś mieszkańca, spytać o ich kryjówkę i skopać im tyłki, co nie? – Lucy spojrzała z uśmiechem na towarzysza.
- Dokładnie. Do dzieła.
- Aye! – I z pełnym entuzjazmem ruszyli w głąb miasta w poszukiwaniu jakichkolwiek poszlak.



Ciaossu Cukiereczki!
Rozdział napisany szybciej niż się spodziewałam ^^
Taki mały prezent na spóźnione Walentynki ode mnie, aczkolwiek w ogóle nie zawierającą tematyki miłosnej xD
Mniejsza.. mam nadzieję, że się Wam spodoba ^^
Czekam na opinie w formie komentarza >.<
Do następnego :*
<3

wtorek, 12 lutego 2013

06. Drzewo i dom.


W gildii Fairy Tail w najlepsze trwała impreza powitalna. Blondwłosa została bardzo ciepło przyjęta przez resztę magów. Było już po północy, a ona wraz z grupą dziewczyn zawzięcie dyskutowały, popijając przy tym mocno procentowy trunek.
- Powiedz Lucy, znalazłaś już sobie jakieś mieszkanie? – Spytała podchmielona już Cana (a to nowość >.<).
- Emm.. – Nerwowo podrapała się w tył głowy. Jak mogłam zapomnieć o czymś tak oczywistym? Brawo. – Jasne. – Uśmiechnęła się sztucznie.
- W ostatnim czasie to naprawdę rzadkość, by ktoś dostał jakieś mieszkanie. Sporo osób ostatnio się tu przeprowadziło.
- Serio? – No to pięknie, jestem bezdomna. – Karciła się w myślach. – Wiecie, właściwie to ja już chyba pójdę. Późno jest.
- Żartujesz sobie? To dopiero początek imprezy! U nas trwają one do rana. – Wyszczerzyła się brunetka.
- Super.. – Rzuciła niezbyt entuzjastycznie. – Dobra, to ja idę po coś do picia. Zaraz wracam. – Wstała od stołu i rozglądnęła się dookoła. Dziewczyny szybko o niej zapomniały, więc uznała, że to odpowiednia chwila, by się stąd zmyć. Serio, gildia wyglądała jak po potężnym huraganie. Wolała oszczędzić sobie miny i zachowania Erzy, gdy ta wstanie. A skoro już o niej mowa.. coś ją zaniepokoiło. Nie widziała jej od dobrej godziny, a siedziała wraz z nią przy stoliku. Intuicja jej podpowiedziała, by tam zajrzeć. Schyliła się i tak jak się spodziewała.. leżała nieprzytomna pod ławką. No nawet Tytania ma słabą głowę.. kto by pomyślał? Jeszcze raz rozglądnęła się po gildii i ruszyła w stronę drzwi. Mimo, że jest już późno, może uda mi się zdobyć jakiś dach nad głową? Muszę coś znaleźć.. Już była w połowie drogi, gdy ktoś na nią wpadł, przez co oboje upadli na podłogę, zwracając uwagę niektórych, jeszcze trzeźwych, magów.
- Przepraszam.. – Zaczął pierwszy mag lodu, który właśnie na nią upadł. Szybko się podniósł i wyciągnął rękę w stronę dziewczyny, by jej pomóc. – Wszystko gra? – Spytał z troską.
- Ałć. Oprócz tego, że na mnie wpadłeś i stłukłam sobie kość ogonową, to jest chyba w porządku. – Ujęła dłoń maga i z jego pomocą wróciła do pionu.
- Najmocniej Cię przepraszam..
- Spoko. Jakoś przeżyję. Od tego się nie umiera, nie? – Uśmiechnęła się. – A tak poza tym, Gray..
- No?
- ..Twoje ubrania.
- A! Cholera! Jak to się stało? – Nerwowo zaczął się rozglądać po wnętrzu w poszukiwaniu swoich ubrań. Ta westchnęła ciężko i w końcu udało się jej wyjść. No to teraz znaleźć jakiś hotel czy coś. – Ruszyła przed siebie w poszukiwaniu jakiegoś zakwaterowania i nagle się zatrzymała.
- Cholera! – Krzyknęła do siebie. – No przecież ja nie mam żadnych pieniędzy.. – Dodała ciszej i się załamała. Jej uwagę przykuło wielkie drzewo stojące tuż po jej prawej stronie. Chyba do końca zwariowałam. Wdrapała się na nie. Ułożyła się w miarę wygodnie i po chwili zanurzyła się w błogim śnie.

Rankiem obudziły ją promienie słoneczne oraz zapach spalenizny.. Zaraz zaraz.. Niczym oparzona wyprostowała się i rozejrzała dookoła. Była w jakimś pokoju, w łóżku. Odtrąciła kołdrę z siebie i wstała z łóżka. Ruszyła w kierunku drzwi. Otworzyła je a tuż przed jej oczyma ukazały się dwie postacie paradujące w stroju kucharki i przekrzykujące się co chwilę. Przetarła oczy z nadzieją, że jej się to śni. Zamrugała kilka razy i nic się nie zmieniło.
- O Lucy, wstałaś. – Rzekł pierwszy różowowłosy osobnik.
- Emm.. Gdzie ja jestem?
- W moim i Happy domku. – Wyszczerzył się chłopak.
- Aye! – Zawtórował mu niebieski kot.
- A niby jak ja się tu dostałam? Z tego co pamiętam to zasnęłam na drzewie.. to sen, prawda?
- To nie sen.
- Więc jakim cudem?
- No cóż.. wracając z gildii, szliśmy koło tego drzewa i wyczułem znajomy zapach. Okazało się, że to Ty. Nie chciałem żebyś się przeziębiła, więc Cię stamtąd ściągnąłem i przyniosłem do tego domku. – Zrozumiawszy całą sytuację, dziewczyna lekko się speszyła.
- Przepraszam za kłopot.
- Nie ma problemu, tylko dlaczego nie poszłaś do swojego mieszkania? – I trafił w sedno. Blondwłosa zaczęła nerwowo się rozglądać po pokoju, aż w końcu natrafiła na oczy Dragneela.
- No bo ja ten.. nie mam jeszcze mieszkania?
- Serio?
- No tak. Kompletnie wczoraj o tym zapomniałam.. co więcej, dziewczyny myślą, że jednak go mam.
- To się wpakowałaś. Nie martw się, coś znajdziesz.
- Taa.. ale podobno teraz jest bardzo ciężko znaleźć cokolwiek tutaj.
- Dasz radę. A teraz chodź na śniadanie.
- No sama nie wiem..
- Czemu?
- Nie chcę nadużywać Waszej gościnności. – Wytłumaczyła, ale skłamała. Tak naprawdę nie chciała zjeść tego, co ugotowali albo raczej spalili.
- Nie wygłupiaj się. Rzadko kiedy mamy tutaj gości. – Rzekł Salamander. Brązowooka już nic nie odpowiedziała, tylko posłusznie zasiadła do stołu i rozglądnęła się po mieszkaniu. Nic dziwnego, że nikt tu nie przychodzi, macie tu straszny bałagan. Wy tu w ogóle sprzątacie? – Pomyślała. Zaraz tu przed jej nosem został położony talerz ze spaloną rybą. A obok niej jakieś warzywa. Przełknęła ślinkę. I co ja mam teraz zrobić? Patrzyła błagalnie na podstawiony talerz z nadzieją, że zaraz zamieni się on w coś, co będzie się nadawało do jedzenia.
- Co jest Lucy, nie lubisz rybek? – Spytał Happy, przyglądając się uważnie dziewczynie.
- T-to nie tak.. – Tłumaczyła się.
- W takim razie, ja to zjem. – Nim się zorientowała, ryba zniknęła z jej talerza i szybko trafiła do ust różowowłosego. – Dziękuję za posiłek. – Złożył ręce jak do modlitwy. – Happy, idziemy. – Dodał pospiesznie.
- Gdzie idziecie? – Spytała brązowooka.
- Do gildii. Idziesz z nami?
- Przyjdę później, jeśli mogę, to chciałabym wziąć kąpiel no i posprzątam po śniadaniu jako podziękowanie za gościnę. – Patrzyli na nią przez chwilę, przez co ta zaczęła myśleć, że powiedziała coś nie tak. Ci jednak po chwili się uśmiechnęli i wybiegli.
- W takim razie do zobaczenia! – Usłyszała i drzwi się zatrzasnęły. Wstała z krzesła i zaczęła się za porządki. Oczywiście nie miała tu na myśli samego zmywania naczyń a zajęciem się całym domem. Założyła fartuszek kuchenny Natsu i wzięła się do roboty.
Minęło kilka godzin nim dom wrócił do właściwego porządku. Była z siebie bardzo dumna, że jej się udało. Zmęczona pognała do łazienki i wzięła odprężającą kąpiel. Minęło pół godziny a ona już odświeżona i pełna sił była gotowa wyjścia. Udała się w stronę centrum Magnolii, bo teraz jej priorytetem było znalezienie jakiegoś lokum. Już od kwadransa chodziła po ulicy, pytając przechodniów, czy nie wiedzą o jakimś wolnym mieszkaniu. Usłyszała w oddali kłótnie, podeszła do zbiegającego się tam tłumu.
- Dość tego! Wylatujesz z tego domu! Była umowa. 70 000 kryształów co miesiąc! Zalegasz z opłatą już pół roku, skończyła się moja dobroć! – Wrzeszczała starsza, pulchna kobieta.
- P-przepraszam, ale w tej chwili.. – Młody mężczyzna zaczął się jąkać.
- Nie obchodzi mnie to. Masz godzinę na spakowanie swoich rzeczy i opuszczeniu tego mieszkaniu, zrozumiano? – Ten tylko potaknął głową. Tłum się rozszedł, a oprócz tej dwójki została jeszcze pewna blondwłosa dziewczyna.
- Em.. Przepraszam? – Zaczęła niepewnie.
- Czego? – Rzuciła groźnie. Dziewczynę aż przeszły ciarki.
- Chciałabym wyjąć u Pani mieszkanie. – Odpowiedziała spokojnie i się uśmiechnęła. Kobieta zmierzyła ją od stóp do głów kilka razy.
- Stać Cię?
- Dam sobie radę. Jestem magiem. Będę płacić regularnie.
- Niech będzie. Możesz się wprowadzić. – Rzekła obojętnie.
- Bardzo dziękuję! – Uśmiechnęła się promiennie do kobiety, ale ta tylko prychnęła pod nosem i po chwili zniknęła za dużymi i drewnianymi drzwiami. westchnęła głęboko.
- Uważaj na nią. Ta kobieta to demon. – Chłopak, który właśnie został wyrzucony z mieszkania, trząsł się.
- Dam sobie radę. A Ty? – Spytała troskliwie.
- Jasne. Coś sobie znajdę. – Rzekł już spokojnie.
- W takim razie, życzę powodzenia. – Wymienili się delikatnymi uśmiechami i każdy poszedł w swoją stronę. No to teraz czas iść wybrać jakąś misję. – Rzuciła entuzjastycznie w myślach i pognała do gildii.
Już w progu przywitałby ją ‘latający’ stół, gdyby nie jej szybka reakcja. Znowu? – Skrzywiła się lekko i ostrożnie rozglądnęła się dookoła, czy nie czyha na nią jakieś kolejne niebezpieczeństwo. Napotkała na uśmiechniętą w jej stronę Mirajane, która polerowała szklanki. Podeszła do niej pewnie i zasiadła na krześle.
- Witaj Lucy. – Przywitała się.
- Dzień dobry. Widzę, że już niektórzy się rozkręcają.
- Dzień jak co dzień, przywykniesz.
- Jasne..
- Hej Mira. – Usłyszała nagle jakiś gruby głos.
- Witaj Laxusie. Coś podać?
- To co zawsze.
- Jasne. Zaraz będę. – I białowłosa zniknęła gdzieś za drzwi prowadzącymi na zaplecze. Dreyar spojrzał na dziewczynę siedzącą obok. Jego wyraz twarzy nie mówił niczego dobrego. Sama blondwłosa czuła się trochę skrępowana całą sytuacją. Może faktycznie wczoraj przesadziła?
- Gapisz się na mnie jakbym Ci ciastko obiecała. – Rzuciła po chwili. W odpowiedzi usłyszała prychnięcie pod nosem, a jego oczy powędrowały w zupełnie innym kierunku. Wypuściła z siebie powietrze i podparła głowę ręką. – Dobra.. Przepraszam za wczoraj, szczerze. Trochę mnie poniosło. – Zaczęła. – Ale prawda jest taka, że już wtedy przeprosiłam, a Ty się zachowałeś jak gbur. W końcu to tylko plama, co innego jakbym Cię nadepnęła czy coś..
- Dobra, wybaczam. Chyba też trochę wczoraj się uniosłem niepotrzebnie. – Mówiąc to, nawet na nią nie spojrzał. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem.
- No to może zaczniemy od początku? Jestem Lucy. – Wyciągnęła w jego kierunku rękę, uśmiechając się szeroko. Po chwili i on wyciągnął dłoń i się delikatnie uśmiechnął.
- Laxus.
- No i świetnie. Powitanie mamy za sobą. – Odwróciła się w stronę bijących się magów i westchnęła ciężko. – Ty do nich nie dołączysz?
- Czemu miałbym? To banda szczeniaków i tyle. Nie bawią mnie takie rzeczy. – I jak na złość w jego kierunku ‘przyleciała’ butelka, która rozbiła się na jego głowie. Blondwłosa spojrzała na niego ukradkiem. Jego pięści się zacisnęły, a na czole pojawiła się pulsująca żyłka. – Ale ten jeden raz chyba dam im popalić. – Jak szybko to powiedział, tak szybko pojawił się przy bijącym się tłumie.
- Banda szczeniaków, tak? – Spytała sama siebie i uśmiechnęła się. Po chwili jednak odeszła od baru i ruszyła w kierunku schodów z zamiarem znalezienia jakieś misji.


Ciaossu Cukiereczki!
Ojj coś długo mnie tu nie było i nie pisałam i chyba wyszłam z wprawy, bo rozdział taki byle jaki xD
Ale co tam, postaram się na następny ^^
Mam nadzieję, że się co nieco tutaj spodoba. Za jakiekolwiek przepraszam, ale to nawet najlepszym się zdarza <skromna> xD
Do usłyszenia!
:* :*

środa, 30 stycznia 2013

05. Pożegnanie i impreza.


Dla wszystkich nastał już ranek. Dla niej nie był to zwykły poranek. Dzisiaj bowiem zamierzała udać się do gildii Fairy Tail. Pół nocy nie spała. Rozmyślała jacy oni są, jak ją przyjmą. Leniwie przeciągnęła się na łóżku i wstała. Walizka spakowana, pokój wysprzątany. Udała się do łazienki na odświeżającą kąpiel. Ubrana już w codzienny strój, wyszła z pokoju i udała się do kuchni. Przygotowała pożegnalne śniadanie. Nie minął kwadrans, a wszyscy członkowie rodziny zebrali się w salonie. Podała do stołu i oddaliła się trochę.
- To nasz ostatni posiłek. Nie zjesz z nami? – Odezwał się Pan Chigiri. Oczy dziewczyny powiększyły się dwukrotnie.
- Nie wiem czy powinnam. – Rzekła dość nieśmiało.
- W tej sytuacji powinnaś. Właśnie Cię zapraszam. Mimo, że byliśmy jak rodzina, nigdy z nami nie zjadłaś żadnego posiłku.
- Dziękuję. – Odpowiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. Po chwili i ona dosiadła się do stołu. Popatrzyła na Aiko i Mizuki’ego. Jeszcze mu nie przeszło? Rzuciła w myślach. Jego mina była taka obojętna. Jakby widziała młodszą wersję Pana Chigiri z przed paru dni.
Po skończonym posiłku, poszła umyć naczynia. W domu było cicho. Postanowiła po raz ostatni rzucić okiem na miejsce, gdzie spędziła dziesięć lat. Od tego dnia, gdy tu trafiła, nie uroniła ani jednej łzy, jakby została ich całkowicie pozbawiona. Westchnęła głęboko i udała się schodami na górę po swoje rzeczy. Po kilku minutach wróciła.
- Nie pożegnasz się nawet z nami? – Rzucił ktoś z tyłu. Kilka metrów od niej stał Pan Chigiri z Aiko, która kurczowo ściskała swojego ulubionego pluszaka.
- Przepraszam.. nie jestem dobra w pożegnaniach. – Odpowiedziała. – Dziękuję za wszystko! – Ukłoniła się nisko. Poczuła jak ktoś ją obejmuje.
- Nie wygłupiaj się. – Odezwał się mężczyzna. – Bezpiecznej podróży Lucy. – W tej chwili poczuła jak jej serce zaczyna szaleć. Dawno nie czuła tak ciepłych, pełnych szczerości słów. Odwzajemniła uścisk.
- Lu, będę tak bardzo tęsknić. – Odezwała się mała brunetka. Dziewczyna kucnęła przed nią.
- Ja jeszcze bardziej. Jesteś dla mnie jak młodsza siostrzyczka. – Uśmiechnęła się do brunetki, a następnie ją przytuliła.
- Pożegnałaś się już z braciszkiem? – Spytała po chwili.
- Nie. – Odpowiedziała smutno. – Jest na mnie zły.
- Idź do niego. Jest w swoim pokoju. – Rzuciła głowa rodziny. Blondwłosa tylko potaknęła głową i biegiem ruszyła w wyznaczonym kierunku. Wzięła kilka głębszych wdechów tuż przed drzwiami do jego pokoju. Nawet nie zapukała. Rozejrzała się po wnętrzu. Siedział na parapecie z głową zwróconą w stronę okna.
- Mizuki.. – Zaczęła aż ten w końcu odwrócił się jej kierunku. – Nie chcę się rozstawać w takiej atmosferze.
- Ta.. – Burknął. – Ja chyba też nie. Jest już za późno żeby Cię powstrzymać?
- Niestety tak, ale zawsze możesz pójść ze mną.
- Jak tak to ja nie idę. – Brunet podszedł do niej i chwycił za ręce. – Mam nadzieję, że o mnie.. o nas nie zapomnisz.
- Nie ma mowy. W końcu to dzięki Tobie tutaj byłam. – Uśmiechnęła się szeroko do chłopaka.
- To były czasy..
- Będę Was odwiedzać. Obiecuję.
- Też się postaram wpadać do tej Twojej nowej gildii.
- Cieszę się. Trzymaj się Mizuki. – Przytuliła się do niego. – Dziękuję za wszystko. – Dodała po chwili.
- Uważaj na siebie. – Pogłaskał ją po głowie.
- Dobra. – Oderwała się od niego. – Ja już uciekam. – Podeszła do drzwi i chwyciła klamkę.
- Lucy?
- Słucham?
- Kocham Cię. – Brązowooka na to wyznanie uśmiechnęła się szeroko.
- Ja Ciebie też. – Odpowiedziała i wyszła z pokoju. Brunet znów podszedł do okna i wypatrywał dziewczynę wybiegającą z ich posiadłości.
- Ale nie kochasz mnie w ten sposób, co ja Ciebie Lucy.. – Dodał do siebie.

Już od pół godziny zwiedzała główną ulicę Magnolii, która prowadziła wprost do jej nowego domu. Nigdy nie miała okazji by być w takim miejscu choćby przez minutę. Teraz podziwiała to wszystko z zapartym tchem. Uśmiechnęła się mimowolnie i nim się obejrzała, zauważyła już szyld gildii Fairy Tail. Jeszcze parę kroków i wszystko zacznie od nowa. Znowu. Drzwi do gildii były zamknięte, ale i tak dało się słyszeć głośne śmiechy, przegadywania czy obijające się o siebie szkła. Gwarno tu trochę. Widocznie dobrze się bawią. Nie czekając ani chwili dłużej, pchnęła wielkie drzwi do środka. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na przybyłą osobę. Ta zaś dokładnie rozejrzała się po wnętrzu. Jej wzrok przykuła osoba siedząca przy barze. Od razu rozpoznała te różowe kolczaste włosy. Podeszła pewnie i stanęła za chłopakiem.
- Ehh.. nudzi mi się. Ona już chyba nie przyjdzie. – Zaczął marudzić chłopak.
- A na kogo takiego czekasz? – Spytała blondwłosa. Dragneel zerwał się z krzesła. Przed nim stał właśnie temat jego rozmowy. Uśmiechała się szeroko. Nie mógł tego nie odwzajemnić. – Cześć Natsu. – Dodała po chwili.
- Witaj Lucy.
- Echem. – Usłyszeli chrząkanie zza lady.
- Ah tak. Mira to jest właśnie Lucy. Opowiadaliśmy Ci o niej.
- Miło mi Cię poznać Lucy. Witaj w Fairy Tail. – Białowłosa uśmiechnęła się przyjaźnie do nowopoznanej dziewczyny. – Siadaj. Podam Ci coś picia. – Nakazała. Dziewczyna przysiadła się do chłopaka.
- Gwarno tu. – Zaczęła. – Ale i bardzo miło. Gdzie reszta?
- Erza jest właśnie u Mistrza, a Gray.. hmmm.. szczerze powiem nie bardzo mnie to interesuje.
- Nie lubicie się?
- Można tak powiedzieć. – Wtem drzwi do gildii otworzyły się z hukiem. Stanął w nich chłopak o czarnych włosach. – Oho.. o wilku mowa. – Dodał cicho.
- Gdzie ten rzygacz płomieniami?! – Wrzasnął z progu.
- Co się wydzierasz miętówko? – Odpowiedział mu z drugiego końca pomieszczenia. Mag lodu po chwili znalazł się tuż przed nim, całkowicie ignorując nową członkinię.
- Mamy nie rozstrzygniętą walkę. – Odpowiedział krótko.
- Dziś nie mam ochoty. (o.O serio.. Natsu, zaskakujesz mnie) – Odburknął mu.
- Strach Cię obleciał?
- Nie. Po prostu nie zamierzam walczyć z gościem co lata po gildii w samych bokserkach. – Brązowooka przyglądająca się całemu zajściu wybuchła śmiechem. W końcu Fullbaster ją zauważył i zaczął rozglądać się po gildii w poszukiwaniu swojej zgubionej garderoby.
- L-lucy? – Zaczął się jąkać. - Od kiedy tu jesteś?
- Od paru minut. – Odpowiedziała, uspokajając się trochę. – No chłopaki.. widzę, że się świetnie ze sobą dogadujecie. – Poklepała oboje po plecach.
- Co to za hałasy? Nie można nawet w spokoju poro~ LUCY! – Tytania właśnie wychodząca z pokoju Mistrza, zauważywszy blondwłosą, w mig znalazła się przed nią. – Cieszę się, że jednak zdecydowałaś się tu przybyć.
- Też się cieszę.
- Nowy rekrut? – Spytała niska, wąsata osoba.
- Tak. Jestem Lucy. – Przedstawiła się grzecznie.
- Miło mi Cię w końcu poznać Lucy. Dużo o Tobie słyszałem. – Uśmiechnął się do dziewczyny.
- Aż się boję zapytać, co Pan słyszał..
- Nie żaden ‘Pan’. Jestem Makarov Dreyar. Mistrz tej gildii.
- Oh.. Proszę wybaczyć. Miło mi Mistrza poznać. – Uśmiechnęła się delikatnie.
- No cóż.. To skoro przywitanie mamy za sobą to teraz czas na imprezę! – Krzyknął głośno, a wszyscy członkowie gildii chórkiem krzyknęli krótkie ‘Aye!’. Brązowooka zmieszała się trochę.
- Trzymaj. Napij się. – Mirajane wręczyła jej kufel z napojem i jakoś to dodało jej więcej odwagi. Zrobiła kilka kroków w tył, jednak nie zauważyła stojącej za nią osoby.
- Przepraszam. – Szybko rzuciła. Zmierzyła ową osobę od stóp do głowy. Wyższy od niej, blondyn. Na twarzy blizna w kształcie pioruna i słuchawki. Spojrzał na nią z wyższością, co trochę oburzyło dziewczynę.
- Na co się gapisz? – Burknął wkurzony. – Zniszczyłaś moją ulubioną koszulę. – W gildii nastała cisza. Każdy teraz wlepiał wzrok w ową dwójkę.
- Przecież przeprosiłam, tak? – Odpowiedziała lekko zirytowana.
- A ja mam Ci odpowiedzieć, że jest okej? Przykro mi paniusiu, że Cię rozczarowałem.
- Gbur. – Rzuciła pod nosem.
- Słyszałem.
- I dobrze. Miałeś to usłyszeć.
- Chcesz coś jeszcze dodać?
- Szkoda mi na Ciebie słów.
- Nie przypominam sobie, bym przeszedł z jakimś dzieciakiem na ‘Ty’.
- Nie złość Laxusa.. – Usłyszała szept i szarpanie za bluzkę. Spojrzała na ową osobę, którą okazała się być drobna niebieskowłosa dziewczyna. Uśmiechnęła się do niej.
- Nie martw się, nie boję się go.
- Nie wiesz z kim zadzierasz.. To wnuk naszego Mistrza i syn mistrza mrocznej gildii Raven Tail.
- Wnuk mistrza? – Spytała zaskoczona. Odwróciła się tyłem do blondyna i spojrzała na starszego Dreyar’a. – Moje najszczersze wyrazy współczucia Mistrzu. – Rzuciła. Wszyscy spojrzeli na nią zszokowani jej zachowaniem.
- Co Ty sobie wyobrażasz? Jesteś nowa a zachowujesz się jakbyś była niewiadomo kim. – Rzekł wściekły Laxus.
- No właśnie.. nie wiesz kim jestem. – Uśmiechnęła się tajemniczo. – A to, że jesteś wnukiem Mistrza, wcale nie oznacza, że masz się zachowywać jakiś hrabia i poniżać innych. – Chłopak zacisnął pięści.
- Ty..
- Nie martw się. Plama zejdzie, jak szybko ją zaczyścisz. – Już nic nie odpowiedział. Odwrócił się na pięcie i wyszedł z gildii, trzaskając mocno drzwiami.
- Em.. Lucy? Nie przesadziłaś trochę? – Spytał ją mag lodu.
- Nie sądzę.. no za kogo on się uważa? To było niechcący i w dodatku przeprosiłam, a on już wielką aferę robi.
- Tak szczerze.. jesteś pierwszą osobą, która odezwała się w taki sposób do Laxusa. Jestem pełen podziwu.
- Dzięki. Nie lubię, gdy inni się wywyższają. A tak apropo. – Zwróciła się do dziewczyny, która ją ostrzegała przed paroma chwilami. – Dzięki za ostrzeżenie. – Uśmiechnęła się do niej. Jestem Lucy.
- A ja Levy McGarden. – Odwzajemniła uśmiech.
- Serio ten Laxus jest tak straszny?
- To Smoczy Zabójca.
- Słucham? Nie widać.. a z resztą. – Machnęła ręką i spojrzała na zdumionego Salamandra. – Czemu się mi tak przyglądasz? – Spytała.
- Walcz ze mną! – Uśmiechnął się szeroko. Jego zapał został szybko pohamowany przez zdzielenie go w czaszkę przez szkarłatnowłosą.
- Idiota. Dziś świętujemy, bo mamy nowego członka. Opanuj się trochę. – Skarciła go. – Zaczynamy zabawę! – Krzyknęła i już po chwili w całym pomieszczeniu dało się słyszeć toasty jakie wznosili magowie.



Ciaossu Cukiereczki moje!
I kolejny rozdział ^^ szybciej niż się sama spodziewałam.. coś mnie natchnęło i bum! Jest napisane xD
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu oraz, że dalej będziecie mi tu zaglądać i czytać, że się nie znudzicie moją osobą i tym opowiadaniem ^^
Dzięki za wszystko i do usłyszenia :*:*:*:*

środa, 23 stycznia 2013

04. Przemyślenia i zmiany.

- Z Wami? Do gildii? Do Fairy Tail? – Analizowała każde słowo wypowiedziane przez różowowłosego. Myślała, że się przesłyszała. Ten posłał jej zabójczy szeroki uśmiech i już wiedziała, że mówił całkiem poważnie. – Nie wiem, czy to dobry pomysł. – Dodała po chwili.
- Niby dlaczego? – Dopytywał się mag lodu. – Nie daj się prosić.
- Bycie z nimi daje mi tyle radości.. nie mogę zostawić Mizuki’ego i Aiko.
- To zabierz tego całego Mizuki’ego ze sobą.
- On nie jest magiem.
- Nawet dla niego coś się znajdzie. Może na przykład pracować jako barman albo nauczymy go posługiwać się jakąś bronią.
- Nie.
- Dlaczego nie?
- Nie narażę go na jakieś niebezpieczeństwo..
- W takim razie chodź z nami sama.
- A co z nimi?
- Nic im nie grozi. Będziesz mogła ich widywać kiedy tylko chcesz. To jak? – Blondwłosa wpatrywała się w każdego z osobna. W ich oczach można było zauważyć nadzieję, a na ustach uśmiechy. Westchnęła ciężko.
- Dajcie mi jeden dzień. – Powiedziała krótko.
- Po c ~ . – Dragneel nie skończył. Tytania zasłoniła mu usta ręką.
- Dobrze. Jeden dzień. – Skwitowała szkarłatnowłosa. – Idziemy. – Zwróciła się do towarzyszy i w ciszy odeszli, zostawiając brązowooką samą ze swoimi myślami.

Powolnym krokiem kierowała się do posiadłości. Teraz to zrobili mi mętlik w głowie. Może to moja szansa? Powinnam się zgodzić? Potrząsnęła energicznie głową. Nie! Nie mogę zostawić Mizuki’ego ani Aiko.. Cholera! Po co oni się tu pojawili? Zatrzymała się przed domem i usiadła na schodach. No i w co ja się wplątałam? Zakryła twarz w dłoniach. Nie płakała. Intensywnie rozmyślała nad tym wszystkim, co powinna uczynić.

- Lucy? – Odezwał się nagle dobrze znany jej głos. Podniosła głowę.
- Mizuki.. – Zaczęła. – Powiedziałam im prawdę. – Rzekła wprost. On tylko wypuścił z siebie powietrze i dosiadł się do przyjaciółki.
- Czułem, że to zrobisz. – Odpowiedział po chwili i uśmiechnął się pod nosem. Nawet na nią nie spojrzał.
- To jeszcze nic.. Zaproponowali mi wstąpienie do ich gildii. – Dodała cicho.
- Mogłem się domyślić..
- Co powinnam zrobić? – Od chwili, gdy się do niej dosiadł nie obdarzył jej swoim spojrzeniem. Zaniepokoiło ją to trochę a zarazem zirytowało. – Mizuki?
- No?
- Spójrz na mnie. Co się dzieje?
- Nic. To jest Twój wybór, co zrobisz.
- W ogóle nie przejmujesz się tym, że mogę odejść?
- Nie jesteś moją własnością. – W dziewczynie coś się zagotowało.
- Możesz mi powiedzieć, o co Ci chodzi?!
- Już powiedziałem, że o nic. Nie musisz krzyczeć. – Blondwłosa chwyciła za policzki chłopka tak, by mógł uraczyć ją swoim spojrzeniem. Ten jednak tego nie zrobił. Błądził oczami gdzie popadnie.
- Cholera! Mizuki, mów o co chodzi!
- Zostaw mnie. – Rzucił. Brązowooka momentalnie zaprzestała tej czynności.
- Dlaczego jesteś taki zimny dla mnie?
- Chcesz wiedzieć dlaczego? – Dziewczyna przełknęła głośno ślinę i czekała na jego wypowiedź. – Dlatego, że jestem zazdrosny. Cholernie zazdrosny.. o nich. Ledwo się pojawili, a Ty im ot tak zaufałaś. Wiedzą kim jesteś. Nigdy czegoś takiego byś nie zrobiła przed innymi ludźmi.. więc dlaczego? Dlaczego to musieli być oni? – Te słowa odbijały się echem w głowie dziewczyny. Odwróciła wzrok od chłopaka i schowała twarz między kolanami. – Nie znasz odpowiedzi? Jesteś taka beznadziej~ ..
- Dość tego! – Krzyknęła i w mgnieniu oka zniknęła za głównymi drzwiami domu. Wzięła kilka głębszych wdechów i wbiegła do swojego pokoju, zamykając się na klucz. Idiota! Kretyn! Myślałam, że mnie wesprze, cholera! W przypływie tych negatywnych emocji, podeszła do szafy i wyciągnęła z niej torbę i zaczęła się pakować. Nie patrzyła nawet jak wkłada ubrania. Była zła. W pewnym momencie zaprzestała tej czynności. Co ja robię? Przecież ja.. Przygryzła dolną wargę. Niech go szlag! Opadła bezwładnie na łóżko i spojrzała w sufit. Może jednak to będzie dobre rozwiązanie? I tak w końcu by do tego doszło, bo przecież mam to marzenie.. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Oparła się na łokciach i spojrzała na wpół spakowaną torbę. Podeszła do niej i wrzuciła jeszcze parę drobiazgów, by później ją zamknąć. Odstawiła ją do szafy i wyszła z pokoju. skierowała się do kuchni. Było już popołudnie, więc zaczęła przygotowywać obiad. Po godzinie wszystko było gotowe. Podała do stołu, gdzie siedziała już rodzina Chigiri. Kątem oka spojrzała na bruneta. Wydawał się być nieobecny, smutny. Za to jego młodsza siostra tryskała energią. Po podanym posiłku przystanęła w progu i spojrzała na wszystkich. Wzięła głęboki wdech. – Chciałabym coś ogłosić. Ja.. odchodzę. Dziękuję za wszystko. Za opiekę nade mną, za dach nad głową. – I wypuściła z siebie głośno powietrze. W pewnym sensie poczuła ulgę. Nie było jej łatwo to powiedzieć, w końcu żyła tu tak długo. Byli dla niej jak rodzina. Każdy z nich był wyjątkowy na swój własny sposób. Spojrzała na każdego z osobna. Na twarzy Pana Chigiri malowało się zdziwienie, na twarzy Aiko smutek, a na twarzy Mizuki’ego? Obojętność. Ścisnęła mocniej fartuszek kuchenny i spuściła głowę.
- Rozumiem. – Odezwał się Pan Chigiri i wstał. – To Twoja decyzja. Nie mogę Cię tu zatrzymać. Jesteś dorosła. – Teraz już sama nie wiedziała, czy się jej zdawało, czy nie, ale zauważyła na twarzy Pana Chigiri uśmiech. Prawdziwy, szczery uśmiech. Nie widziała go odkąd zmarła jego żona. Mimowolnie odwzajemniła go delikatnie.
- Lu? Naprawdę nas opuścisz? – Spytała smutno mała dziewczynka, podbiegając do blondwłosej.
- Tak zdecydowałam kochanie, ale nie martw się, jeśli Twój tata się zgodzi, będę Cię odwiedzać. – Młodsza Chigiri spojrzała na ojca, na co ten potaknął głową, dając do zrozumienia, że przystanie na taki układ. Znów spojrzała na Lucy.
- Będę tęsknić. Masz mnie często odwiedzać. – Mała rzuciła się dziewczynie na szyję, mocząc przy tym jej ubranie. Pogłaskała ją po głowie.
- Też będę tęsknić. Już nie mogę się doczekać naszego spotkania, ale spokojnie. Zanim to nastąpi, chcę jeszcze spędzić tutaj ostatnią noc, więc jestem do Twojej dyspozycji. – Uśmiechnęła się do dziewczynki, odsuwając ją delikatnie od siebie. – Jestem już tak właściwie spakowana, więc jeśli chcesz to możemy gdzieś pójść razem, o ile Twój tata się zgodzi.
- Tatusiu? Mogę? – Spojrzała na ojca z nadzieją.
- Idź. Tylko nie wróćcie zbyt późno.
- Dobrze. – Odpowiedziały równocześnie. Blondwłosa złapała za rękę Aiko i wyszły z posiadłości, zostawiając dwóch mężczyzn samych.
- Nie zamierzasz nic powiedzieć? – Spytał starszy.
- Ona już zdecydowała. – Odburknął.
- Puścisz ją?
- Nie jest moją własnością.
- Ale jest dla Ciebie ważna, prawda?
- Dość. Co Ty możesz wiedzieć?
- Może nie wiem za wiele, ale widzę. Nie jest Ci obojętna.
- Nie będę jej zatrzymywał.
- Aleś Ty uparty.. Ale tak nawiasem.. Może za późno zauważyłem, ale to wspaniała dziewczyna. W dodatku mądra, piękna, silna.. nie bez powodu nazwali ją ‘Gwiezdnym Rycerzem’. – Brunet zamarł.
- Skąd wiesz?
- Od początku wiedziałem. Nie musieliście nic mówić. – Uśmiechnął się do syna.
- A-ale..
- Teraz to już chyba nie ma znaczenia, prawda?
- Racja.. Powiedziała, że z tym skończy.. A oni poznali prawdę.
- Oni?
- Ci z Fairy Tail. Nie rozumiem dlaczego im powiedziała, dlaczego ich uratowała..
- Może poczuła tę silną więź jaka jest między nimi, a między nami jej nie ma?
- Nie rozumie też dlaczego ja z Tobą rozmawiam.. To jest..
- Dziwne, wiem. – Uśmiechnął się pod nosem.

Tymczasem w gildii Fairy Tail.
- Wróciliśmy! – Krzyknął zadowolony różowowłosy przekraczając próg wraz ze swoimi towarzyszami.
- Witajcie z powrotem. – Odpowiedziała im jak zawsze uśmiechnięta Mirajane. – Nie było Was dłużej niż sądziłam.
- Mieliśmy mały problem.. – Rzucił mag lodu.
- Problem?
- Nie ważne. Już po wszystkim. Ważniejsze, że prawdopodobnie będziemy mieli nowego członka. – Uśmiechnął się.
- Naprawdę? Kogo?
- Poznaliśmy ją na misji. Pracuje w domu u tego zleceniodawcy, u którego mieliśmy misję. Okazało się, że jest magiem. I to nie byle jakim.
- Mianowicie?
- Słyszałaś kiedyś o ‘Gwiezdnym Rycerzu’?
- Hmm.. Słyszałam pogłoski. To ta osoba?
- Tak. W dodatku do dziewczyna.
- Doprawdy? A jak ma na imię.
- Lucy.
- Dlaczego jej nie przyprowadziliście dzisiaj?
- Chce to jeszcze przemyśleć. Powiedziała, abyśmy dali jej jeden dzień.
- Rozumiem. Nie mogę się doczekać, aż ją poznam. – Uśmiechnęła się przyjaźnie starsza Strauss.



Ciaossu!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam… !
Nie dość, że tak późno piszę notkę to jeszcze taką krótką i Hmm byle jaką :P
Wybaczcie, nie mam jakoś czasu? Taa najlepiej się tak usprawiedliwić.. xD
Ale powiadamiam i uspokajam niektórych (albo i nie) że nie zawieszam bloga czy coś, o nie ;D
Notki będą, nie ma bata. To opowiadanie będzie kontynuowane, aczkolwiek nie tak często jak kiedyś, ale będzie, więc cierpliwie czekajcie ;)
Dzięki za wszystko Cukiereczki. Trzymajcie się, do usłyszenia :* :* :*

sobota, 5 stycznia 2013

03. Złość i prawda.


Blondwłosa w tym czasie zabrała się za porządki w ogrodzie. Uwielbiała zajmować się kwiatami, a więc ta czynność sprawiała jej wręcz przyjemność. Zaczęła sobie coś nucić pod nosem. Rozglądnęła się dookoła w poszukiwaniu jakieś łopatki, nie znalazła. Już zamierzała udać się do kantorka po ów przedmiot jednak zostało jej to uniemożliwione.
- Aaa! – Krzyknęła nagle i zaczęła szybko oddychać. – Co Wy tu robicie? Chcecie żebym dostała zawału? – Spytała już ciszej. Tuż przed nią klęczeli magowie Fairy Tail. Ich postawy wyglądały śmiesznie. Dla niej wyglądało to tak jakby oddawali cześć jakiemuś bożkowi. Ich głowy stykały się z ziemią. – Ej, nie wygłupiajcie się. O co Wam chodzi? – Lekko zirytowana ich czynem kucnęła przed nimi.
- Dziękujemy za to, że nam pomogłaś. – Odezwał się nagle jakiś głos. Źrenice dziewczyny powiększyły się dwukrotnie.
- Przestańcie.. – Uśmiechnęła się delikatnie. – No już, podnieście się. Głupio mi. – Po tych słowach, wstali.
- Dlaczego nam pomogłaś? – Spytał mag lodu. Blondwłosa uśmiechnęła się delikatnie.
- Sama nie potrafię tego wyjaśnić.. Może dlatego żebyście nie mieli później kłopotów w gildii, no i żeby Wasz Mistrz się nie zezłościł.
- Oddamy Ci wszystkie pieniądze. – Rzuciła Scarlet.
- Nie! – Prawie krzyknęła, przez co wzbudziła zaskoczenie magów. – Przyjmijcie to jako prezent ode mnie za uratowanie Aiko.
- Nie możemy tak..
- Już dość. Proszę. Lepiej już idźcie. Nie chcę mieć później kłopotów. – Zaczęła ich wyganiać z ogrodu.
- I tak się jeszcze kiedyś spotkamy. Na pewno oddamy Ci te pieniądze. – Zapewniał ją różowowłosy.
- Dobra dobra, a teraz już wracajcie do gildii. – Dodała. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy magowie odeszli już kawałek i wróciła do swojej czynności.
- No mam nadzieję, że oddacie jej te pieniądze. – Magowie zatrzymali się, słysząc jakiś głos. Odwrócili się. O ścianę domu oparty był brunet.
- Znamy się? – Spytał po chwili Salamander.
- Jestem synem Waszego byłego zleceniodawcy. Uratowaliście moją siostrę. – Zirytował się trochę chłopak. – Nie ważne. – Westchnął. – Lucy zbierała klejnoty odkąd ją tu przyprowadziłem. Dużą większość z nich oddawała ludziom, którym się źle powodzi. Dla siebie zostawiała niewielką część, by móc za coś kupić jedzenie czy raz na jakiś czas jakieś ubranie. Te klejnoty, które Wam dzisiaj oddała były ostatnimi, które zarobiła w ostatnie pół roku. Pewnie myślicie ile zarabia. Mało. Ze względu na to, że mieszka tu bardzo długo i zajmuje się wszystkim, jej wynagrodzenie jest mniejsze niż sobie możecie to wyobrazić. – Na dźwięk tych słów magowie zamarli. – Przez to, że nie chciała byście mieli kłopoty w gildii, wydała ostatnie pieniądze bez zastanowienia..
- Dlaczego nam to wszystko mówisz? – Spytał podejrzliwie Fullbaster.
- Bo Was nie lubię. – Zmierzył ich groźnym wzrokiem. – Mimo tego, iż przyczyniliście się do odnalezienia mojej siostry to jakoś Was nie polubiłem. – Dodał po chwili. Zza rogu wyłoniła się właśnie brązowooka, ocierając pot z czoła. Zdziwiła się widokiem jaki zobaczyła.
- Myślałam, że już sobie poszliście. – Rzuciła. – Mizuki, co tu robisz? – Brunet uśmiechnął się szeroko do dziewczyny.
- Dziękowałem im. – Odpowiedział. – Prawda? – Skierował swój wzrok na magów. Ci pokiwali twierdząco głowami.
- Pójdziemy już. – Rzuciła Scarlet. – Uważajcie na siebie. – Dodała i odeszli. Blondwłosa jeszcze przez chwilę patrzyła na odchodzące wróżki.
- Coś Ty im nagadał? – Spojrzała groźnie na chłopaka.
- Ja tylko im podzięko ~ - Nie dokończył, bo przerwała mu dziewczyna.
- Nie kłam! – Chwyciła go za koszulę. – Co im powiedziałeś? – Jeszcze raz to spojrzenie. Brunet zaczął błądzić oczami.
- Prawdę. – Dziewczyna rozluźniła uścisk.
- Prawdę? – Powtórzyła cicho. – Jaką?
- Na Twój temat. – Dziewczyna pobladła. – Spokojnie, nie tą. – Starał się ją uspokoić.
- Jakim prawem.. – Szepnęła i zacisnęła pięści. Następnie przygniotła chłopaka do ściany. – Jakim prawem wtrącasz się w moje życie? – Spytała zezłoszczona. – To, dlaczego za nich zapłaciłam jest tylko i wyłącznie moją sprawą. Ty nie masz tu nic do gadania, jasne?
- Ale teraz nie masz za co żyć.
- Poradzę sobie.– Wysyczała przez zęby.
- Polubiłaś ich, zaufałaś im, prawda? – Spytał nagle. Zrobiła kilka kroków w tył.
- Co Ci do tego?
- Może jak tak bardzo im zaufałaś to może zaraz im pokażesz swoją ‘drugą’ twarz? – Dziewczyna nie wytrzymała. Uderzyła chłopaka w policzek i poszła do domu, zostawiając zdziwionego chłopaka samego. Co on sobie wyobraża?! Nawet jeśli będę chciała im to powiedzieć, to to jest tylko i wyłącznie moja sprawa. Biła się w myślach, zatrzaskując drzwi do pokoju. Spojrzała na rzucony na łóżku ciemny płaszcz. Chwyciła go, a następnie zarzuciła na ciało. Twarz zasłoniła maską, a do paska przyczepiła pęk złotych i srebrnych kluczy. Otworzyła okno na oścież i wyskoczyła z niego. Pobiegła przed siebie.

Już od dobrej godziny śledziła magów Fairy Tail.
- Ale ten gość mnie wkurzył. Powinniśmy wrócić i skopać mu tyłek. – Wypalił różowowłosy.
- Natsu, uspokój się. Może to zrobił w konkretnym celu? – Zaczęła się zastanawiać Scarlet.
- Co masz na myśli? – I Fullbaster’a to zainteresowało.
- On chce jej dobra. – Nagle rzuciła. – Sam powiedział, że odkąd tam trafiła, oszczędzała tak? Ona chce się stamtąd wybrać, a on chce jej pomóc. Widać też chyba nie za bardzo mu się podoba to, że oddaje ona większość oszczędności innym.
- Coś w tym jest.. Ciekawe jak blisko oni ze sobą są? – Wypalił mag lodu.
- A co, spodobała Ci się? – Tytania spojrzała porozumiewawczo na przyjaciela, na co ten w odpowiedzi lekko się zarumienił.
- Ja.. no ten.. Jest ładna, miła, uprzejma. – Zaczął cicho wymieniać.
- On ją lllllubi. – Wtrącił się niebieski kotek. Salamander ryknął śmiechem.
- Z czego rżysz zapałko? – Spojrzał groźnie w stronę odwiecznego rywala. – Zazdrościsz?
- Niby czego miętówko?
- Tego, że mogę mieć u niej szansę.
- Jasne.. W takim razie nie ma gustu do wybierania facetów.
- Jakby zwróciła na Ciebie uwagę, to wtedy wykazała by się brakiem gustu.
- Cofnij to!
- Ani mi się śni!
- Chcesz się bić?
- Z Tobą zawsze!
- Erza, nic z tym nie zrobisz? – Spytał przerażony Happy. – Erza? – Rozglądnął się dookoła i zauważył siedzącą na kamieniu szkarłatnowłosą. Patrzyła w dal. Zdawała się być zamyślona.
- Miłość.. – Szepnęła. Niebieski kot przestraszył się.
- Straciliśmy Kapitan Erzę! – Rzekł zrozpaczony kot. Blondwłosa patrzyła na wszystko od początku. Miała ubaw w najlepsze. Każdy z nich zdawał się być oryginalny na swój własny sposób. Spojrzała na bijącą się dwójkę chłopaków. Kłócili się o dziewczynę. O nią. Mam nadzieję, że żaden z Was nie zakocha się w mnie.. Jestem kłamcą. Mówiła sobie w myślach. Kwadrans później każdy z nich się już opamiętał. Ruszyli w dalszą drogę.
- Czy mi się wydaje, czy zabłądziliśmy? – Spytał nagle mag lodu.
- Idziemy według tej samej mapy, dzięki której trafiliśmy na posiadłość Pana Chigiri. – Tłumaczyła Tytania.
- W takim razie dlaczego idziemy przez to osuwisko? – Scarlet spojrzała jeszcze raz na mapę. Pot zaczął spływać po jej czole. Niecodzienny widok dla nich.
- ZGUBILIŚMY SIĘ! – Krzyknęła spanikowana trójka. Nagły podmuch wiatru mapa wyleciała z rąk szkarłatnowłosej. Męska część drużyny pobladła. Byli przerażeni takim obrotem sprawy.
- Spokój! – Skarciła ich po chwili. – Idziemy przed siebie. – Dodała spokojniej. Salamander wlókł się na końcu, rozglądając dookoła. Nagle poczuł, że traci grunt pod nogami i to w dosłownym sensie.
- Natsu! – Krzyknął spanikowany mag lodu. I jak na złość również i on wpadł w tarapaty.
- Natsu! Gray! – Wrzasnęła Erza. Pod nią również grunt stracił swoją stabilność. Zamknęli oczy. Czekali na swój koniec. Tylko dlaczego w taki sposób?
Odczekali kilka sekund. Powoli otworzyli swoje powieki. Tytania utrzymywała się w powietrzu dzięki niebieskiemu kotkowi, który uaktywnił swoje skrzydła. Jakież było jej zdziwienie, gdy zauważyła, że jej przyjaciele żyją. Są cali. Oboje byli trzymani za rękę przez dwie osoby, które ona już zdążyła poznać. Happy wylądował z nią w bezpiecznym miejscu.
- Co wy tu robicie? – Spytał mag lodu. Wraz z różowowłosym zostali wciągnięci na stabilny grunt.
- Ratujemy Wam tyłki. – Odrzekł rudowłosy mężczyzna, poprawiając swoje okulary. – To był rozkaz mojego właściciela, nie mogłem ot tak go zlekceważyć.
- Twojego.. właściciela?
- Może byś tak podziękował, hm? – Warknął rudowłosy.
- Loki, spokojnie. Możesz już wrócić do siebie. – Odezwała się zakapturzona postać. Wróżki skądś znały ten głos.
- Macie szczęście.. – Dodał tylko i zniknął.
- Dziękujemy. – Odezwała się nagle Tytania.
- Kim jesteś? – Spytał zaraz Salamander. Postać nic się nie odezwała. Stała w miejscu. Zrobić to, czy nie? Biła się w myślach. Westchnęła głęboko. Jedną ręką ściągnęła maskę, ale przez naciągnięty kaptur i tak nie mogli się zorientować, kim jest ta osoba. Po chwili ukazała się. Ona. Pokojówka z posiadłości Chigiri. Ta sama, która zapłaciła za nich kaucję, by mogli być wolni. Zamurowało ich. Jest kimś tak znanym i potężnym? Ona po chwili się uśmiechnęła.
- Niespodzianka. – Rzekła tylko i spojrzała na każdego z nich. Zaczęła im machać przed twarzą. Yh.. nie sądziłam, że przyjmą to w taki sposób. – Powiedzcie coś.. – Dodała po chwili.
- T-to.. – Zaczęła Scarlet.
- Niesamowite! – Dokończył za nią różowowłosy. Zdziwiła się. – Jesteś silna! Walcz ze mną! – Szybko przybrał postawę bojową, co jeszcze bardziej zdziwiło blondwłosą. Po chwili zaczęła się śmiać.
- Przepraszam, ale nie walczę z kimś, kto nie zrobił mi nic złego. – Wytłumaczyła.
- Jak to możliwe? – Spytał mag lodu.
- Odkąd nauczyłam się władać tą magią, postanowiłam, dla bezpieczeństwa rodziny Chigiri zaczęłam działać incognito. Pierwszy raz był jakieś pięć lat temu. A ostatni rok temu. Moja osoba wywołała za duże zamieszanie, więc zniknęłam. Gdy porwano Aiko, musiałam się ujawnić po to, by jej pomóc. Jest dla mnie bardzo ważna. O tym, że działam jako ‘Gwiezdny Rycerz’ wiedział tylko Mizuki. Teraz wiecie i wy. W sumie.. to teraz nie ma znaczenia. Postanowiłam zakończyć z tym. Chcę być normalnym magiem, bez ukrywania się przed innymi, bez…
- Chodź z nami do Fairy Tail. – Wycedził Salamander, a źrenice brązowookiej powiększyły się dwukrotnie.



Ciaossu!
Kończę w takim oto momencie, a co ^^
Ale teraz tak myślę.. nie za szybko odkryłam tajemnicę Lucy?
Aczkolwiek będzie ich jeszcze trochę.. tak.. w tym opowiadaniu Lucy nie będzie taką, jaką znacie z anime i mangi xD to jest moja własna, osobista wersja hy hy =]
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu >.<
Buziaki Cukiereczki, do następnego! :* :* :*

wtorek, 1 stycznia 2013

02. Więzienie i ratunek.


Po kwadransie zatrzymali się przed jakąś jaskinię. Dragneel wsłuchał się uważniej w ciche odgłosy, które stamtąd wychodziły. Nie czekając chwili dłużej, wbiegł do środka a tuż za nim reszta towarzyszy. Zakapturzona postać zatrzymała się na wysokim drzewie przed grotą. Odczekała trochę, by wyrównać oddech. Już miała zeskoczyć z gałęzi, gdy nagle z jaskini wyskoczyło kilka osób. Jeden z nich trzymał związaną małą dziewczynkę. Jak się spodziewała, magowie z Fairy Tail ruszyli w pościg za nimi.
- Oddajcie dziewczynkę! – Krzyczał Salamander.
- Po naszym trupie! – Odkrzyknął jeden z nich.
- To się da załatwić. Zaraz zamienię Cię w popiół! – Dodał pewnie. – Ryk Ognistego Smoka! – Wykrzyczał, a z ust chłopaka wyłoniła się kula ognia, która dosięgła płaszcza porywacza. Szybkim ruchem zdjął ją z siebie. Wszyscy wybiegli na wielką polanę, by chwilę potem porywacze mogli zostać znokautowani przez piaskowe tornado, które nie wiadomo skąd się pojawiło.
- Co się dzieje? Skąd ten piasek? – Spytał Fullbaster. Magów nie dosięgnął ten atak. Stali w osłupieniu i zaczęli się rozglądać dookoła, szukając osoby odpowiedzialnej za ten atak. Porywacze wstali, przecierając oczy. Wciąż trzymali dziewczynkę. Płakała.
- Zamknij się w końcu smarkulo! – Wrzasnął jeden, potrząsając nią trochę. Przygryzła dolną wargę, ale po jej policzkach nadal płynęły łzy. Powoli tracił nad sobą kontrolę. Uniósł rękę do góry, by zadać jej cios. Przymknęła oczy, odczekała chwilę, ale nie poczuła żadnego bólu. Uniosła jedną powiekę. Tuż przed nią stał wysoki, ubrany w garnitur rudowłosy chłopak.
- Nie tak traktuje się damy. – Rzekł chłodno poprawiając swoje okulary.
- Kim jesteś? – Spytał.
- Kimś, kto nie pozwoli Ci skrzywdzić tej dziewczynki. – W mgnieniu oka, wziął młodą Chigiri na ręce i zniknął. Pojawił się przy ciągle stojących i zaskoczonych magach. – Opiekujcie się nią. W końcu to Wasze zadanie, prawda? – Spojrzał na nich wyczekująco. Tytania potrząsnęła głową i przybrała pozycję bojową.
- Nie wiem kim jesteś, ale dziękujemy za pomoc. Resztę zostaw nam. – Po tych słowach, reszta drużyny ruszyła na przeciwników. Dzięki takiej mieszance magii połowa lasu została spalona, a druga połowa zamrożona. Przeciwnicy leżeli już nieruchomo na trawie. Wróżki odetchnęli z ulgą. Rozglądnęli się dookoła. Dziewczynka stała i wlepiała wzrok w swoich wybawicieli. Uśmiechnęli się do niej. Jednak ten uśmiech szybko zszedł im z twarzy, gdy zauważyli, że jeszcze jedna postać podbiega do dziecka, w dodatku z nożem. Pędem ruszyli naprzód, by zapobiec tragedii. Aiko odwróciła się tyłem i co jedynie zdążyła zobaczyć to ciemność. Ktoś zasłonił ją własnym ciałem. Magowie stanęli jak wryci. Przeciwnik padł, a dziewczynka była cała.
- D-dziękuję. – Wyszeptała cicho mała tuląc się do postaci. Nie znała jej. Była ubrana w długi czarny płaszcz, a na twarzy miała maskę. Postać odsunęła się od niej i spojrzała porozumiewawczo na magów. Zrobiła kilka kroków w tył.
- Ej, kim Ty jesteś? – Spytał pierwszy różowowłosy i ruszył w jej kierunku. Odbiegła. – Ej! Czekaj! – Krzyczał. Na marne, postać zniknęła.
- Natsu, uspokój się. Ten ktoś ją uratował. – Rzekła Scarlet. – Wracajmy lepiej do domu. Misja zakończona. Dobrze się czujesz? – To ostatnie pytanie skierowała do przestraszonej jeszcze dziewczynki. Ta kiwnęła twierdząco głową i wzięła ją na plecy. Godzinę później dotarli do posiadłości. Ku ich zaskoczeniu, w salonie czekał na nich pan Chigiri.
- Tatusiu.. – Usłyszał ten głos. Ten tak bardzo bliski jemu sercu. Zerwał się z kanapy i przytulił do siebie córkę.
- Aiko. – Wyszeptał. – Tak bardzo Wam dziękuję. – Zwrócił się do magów. – Zaraz otrzymacie zapłatę.
- Nie możemy przyjąć tego wynagrodzenia. – Odezwała się Tytania.
- Dlaczego nie? Pieniądze nie mają tu teraz żadnego znaczenia. Moja córka jest cała i zdrowa, przynajmniej tak chcę się Wam odwdzięczyć.
- Ale to nie my ją uratowaliśmy.
- Jak to?
- Porywacze zostali pokonani przez nas, ale Aiko została uratowana dzięki pewnemu rudowłosemu mężczyźnie w garniturze i pewnej zamaskowanej osobie.
- Zamaskowanej osobie? – Mężczyzna zastanowił się przez chwilę. – Więc wrócił.. – Rzekł cicho.
- Kto wrócił? – Zapytał ciekawy mag lodu.
- Gwiezdny Rycerz. – Odpowiedział krótko.
- Gwiezdny kto?
- Gwiezdny Rycerz. Na jego masce da się zauważyć namalowane dwie gwiazdy, ale to też nie stąd ta nazwa. Ta postać jest magiem Gwiezdnej Energii. Można powiedzieć, że ta osoba jest tutaj legendą, aczkolwiek jeszcze żyje. Wszyscy myśleli, że już umarł albo odszedł. Ostatni raz był widziany rok temu. Przez niektórych jest podziwiany i uwielbiany, przez innych zaś znienawidzony.
- Dlaczego znienawidzony?
- Z tego co wiem to okradał niektórych bogatych ludzi, by potem rozdawać te łupy biednym.
- I z tego powodu został znienawidzony? To takie szlachetne z jego strony.
- Nie dla wszystkich.. Ale skoro mówicie, że dziś przyczynił się do uratowania mojej córki to też będę musiał mu podziękować.. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał okazje się z nim spotkać. – Uśmiechnął się delikatnie. – Mimo wszystko i tak chcę byście przyjęli nagrodę..
- Aiko! – Wszyscy odwrócili się w stronę schodów, po których zbiegło dwoje ludzi. Przytulili do siebie młodą Chigiri.
- Braciszek Mizuki, Lu. – Rzekła uradowana dziewczynka.
- Tak się cieszymy, że jesteś cała i zdrowa. – Rzuciła szczęśliwa blondwłosa.
- My już chyba pójdziemy.. – Zaczęła cicho Tytania.
- Absolutnie! – Sprzeciwił się pan domu. – Zostańcie na poczęstunek no i na noc. Jest już późno. – Dodał poważnie. Nie mieli szans, by się sprzeciwić temu spojrzeniu. Kiwnęli twierdząco głowami.
- W takim razie idę przygotować kolację. – Odezwała się brązowooka i udała się do kuchni.
Wszyscy zasiedli do stołu, wyczekując na poczęstunek. Niecałą godzinę później delektowali się wyrobami jakie zafundowała im blondwłosa.
- Dziękujemy za posiłek. – Odezwała się Scarlet jako pierwsza.
- Właśnie przygotowałam pokoje. Zaprowadzę Państwa do nich. – Rzekła dziewczyna. Goście odeszli od stołu i udali się za nią. Każdemu pokazała pokoje i gdy będą czegoś potrzebować, mają się kierować do niej o każdej porze dnia i nocy. Sama zaś zniknęła we własnym pokoju. Wypuściła z siebie powietrze i opadła na łóżko. – Wiesz, że nie możesz tu przychodzić kiedy chcesz?
- Przed Tobą nic się nie ukryje.
- Irytujesz mnie.
- Uwielbiam Cię jak to mówisz. – Wyszczerzył się brunet i usiadł na brzegu jej łóżka. – Jak rana? – Spytał troskliwie.
- Nienajgorzej. Nie boli już tak bardzo.
- Pokaż.
- Nie. Jest dobrze Mizuki, dzięki. To tylko ręka.
- Ale mogło być gorzej.
- Ważne, że jest bezpieczna. – Posłała mu delikatny uśmiech. – Możesz już wyjść? Chciałabym się wykąpać i pójść spać. – Dodała po chwili.
- Może Ci pomóc? – Spytał zadziornie. Ta uderzyła go ramię.
- Po moim trupie. Zboczeniec. – Ruszyła w kierunku łazienki i zamknęła drzwi na klucz. Chłopak wyszedł.

Nastał ranek. Jako pierwsza przebudziła się blondwłosa. Szybko się ogarnęła i zeszła na dół przyszykować śniadanie dla gości. W lodówce na szczęście znalazła jeszcze coś co można było wykorzystać do śniadania. Kompletnie wczoraj zapomniałam zrobić zakupów. Kto by pomyślał, że oni tyle jedzą? Pytała się w myślach. Po paru minutach zaniosła już wszystko do salonu. Nie minęło pięć minut a wszyscy zeszli się na dół i porywając wszystko co tylko można wepchnąć do buzi. Z jej strony wyglądało to tak jakby to były jakieś zawody. Zwłaszcza między tymi dwoma magami. Patrzyła na nich dłuższą chwilę, aż w końcu z transu wyrwał ją jakiś głos.
- Ej, bo jeszcze się zakochasz. – Rzucił brunet w jej stronę. Ona posłała mu tylko groźne spojrzenie. - Czuję się zazdrosny, wiesz? – Rzekł poważniej. Tym razem dostał w ramię.
- Nie wygłupiaj się. Miłość nie jest dla mnie. – Burknęła cicho w jego stronę i zniknęła gdzieś w kuchni.

Po zjedzonym posiłku.
- Lucy. Odprowadzisz naszych gości na stację. – Rzekł stanowczo pan Chigiri.
- Oczywiście. – Odpowiedziała poważnie.
- Ale nie trzeba.. damy sobie radę. – Zaczęła Scarlet.
- I tak zamierzałam się udać do centrum. Muszę zrobić zakupy. – Posłała szkarłatnowłosej delikatny uśmiech.
- No cóż.. Skoro tak.. – Po podziękowaniach ruszyli w stronę centrum. Mag lodu i różowowłosy zaczęli się o coś kłócić, niebieski latający kot dopingował swojego wiernego przyjaciela, a kobieta w zbroi zachwycała się krajobrazem. Oni tak zawsze? Przyglądała się im dość uważnie. Byli tacy niepozorni. Niby bohaterowie, ale zachowywali się jak dzieci. Mieli też swój urok.. Zaraz moment.. O czym Ty myślisz? Pokręciła głową i się delikatnie uśmiechnęła.
- Dziękuję. – Rzekła nagle. Zatrzymali się i spojrzeli zaskoczeni na dziewczynę. – Uratowaliście ją. Jest dla mnie jak siostra. Nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdyby coś się jej stało.
- Na szczęście jest już bezpieczna. – Scarlet posłała jej ciepły uśmiech. Nagle pod magami Fairy Tail pojawiły się jakieś kręgi. Zastygli w bezruchu. Blondwłosa rozglądnęła się dookoła. Kilka metrów od nich stali inni magowie z członkiem Rady Magów na czele.
- Za zniszczenie jednego z największych i drogocennych lasów zostajecie niniejszym aresztowani. – Wyrecytował z kartki jeden z żołnierzy. Brązowooka zauważyła jak na czołach każdego z magów z Fairy Tail pojawiają się krople potu. Kręgi zniknęły, ale w zamian za to na rękach pojawiły się kajdany.
- Przepraszam, dokąd ich zabieracie? – Spytała blondwłosa.
- Do więzienia.
- Ale oni uratowali dziecko, pokonali porywaczy. – Tłumaczyła ich. Dlaczego ja to robię? Dlaczego im pomagam? Przecież mnie to nie powinno w ogóle obchodzić..
- Należysz do Fairy Tail? – Spytał.
- Nie.
- Więc się nie wtrącaj! – Krzyknął. O nie.. już ja Ci pokażę.. Ruszyła za nimi. Gdy dotarli do lochów, dziewczyna zaczepiła jednego ze strażników.
- Czy można im jakoś pomóc?
- A co Ci do tego kobieto?
- Są przecież niewinni. To był wypadek.. nie, oni przecież uratowali dziecko.
- Jest jeden sposób, by mogli stąd wyjść.
- Naprawdę? Jaki?
- Trzeba zapłacić tak zwaną kaucję. Za każdego 50 000 klejnotów.
- Ile?! – Zdawało się jej, że się przesłyszała.
- 50 000 klejnotów, ale ktoś taki jak Ty chyba nie ma tylu pieniędzy, prawda? – Spojrzał na nią kpiąco. Ta tylko zacisnęła pięści. Po chwili jednak uśmiechnęła się.
- Mam. Zapłacę za nich. – Po tych słowach wybiegła i ruszyła do posiadłości państwa Chigiri. Jak burza wpadła do pokoju i otworzyła niewielkiej wielkości kasetkę wyciągając z niej wyznaczoną sumę. Kwadrans później wróciła w to samo miejsce. Rzuciła sakiewkę z klejnotami. – Przelicz i ich wypuść. – Rzekła twardo. Chyba do końca zwariowałam. I wyszła.
- Możecie wyjść. – Odezwał się nagle strażnik i otworzył celę.
- Ale jak to? – Spytała zdziwiona Scarlet.
- Ktoś Was uratował. Zapłacił za Was kaucję. – Odpowiedział.
- Kto?
- Jakaś blondyna. No już, wynocha! Tym razem Wam się upiekło. – Wygonił ich. Mimo, że nie posiedzieli tam długo, zatęsknili za widokiem słońca i nieba. Spojrzeli po sobie porozumiewawczo i ruszyli tylko im wiadomą stronę.


Ciaossu!
Echem.. no to na początek WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE W TYM NOWYM – 2013 ROKU CUKIERECZKI! :*
A teraz do rzeczy..
No cóż.. mimo tego, iż nie jestem w najlepszej formie po tym Sylwestrze to i tak napisałam rozdział.. kto by pomyślał, że po alkoholu ma się takie pomysły? o.O Hy hy  ^^
Za wszelakie błędy, przepraszam.. i za te chaotycznie ułożone zdania.. mam nadzieję, że się nie pogubiliście xD
Do usłyszenia Kochani ;*